Seria Urban Trail wydaje się idealna na handheldy. Vitowa odsłona została bardzo dobrze przyjęta, nawet jakaś była na 3DS-ie, jeśli dobrze pamiętam, i teraz Słicz dostał swoją. Tę ostatnią udało mi się sprawdzić i tak jest, to dobry tytuł do przenośnego, i nie tylko, grania.

Do wyboru dostajemy dwóch jeźdźców – kolesia i laskę. Czy mają jakąś historię, czy są parą, czy tylko przyjaciółmi, a może rodzeństwem, nie dowiemy się. Wiemy za to, że dzielą motór i rozbijają się ogórkiem po Kaliforni, szukając nowych miejscówek do szaleństw na dwóch kółkach. Takich miejsc wynaleźli około 25 i każde z nich oblatują na dwa sposoby: pierwszy to przejechanie trasy jak najszybciej, a drugi to freestylowy przejazd na punkty.

urban play 1

Większość plansz ma kilka cech wspólnych. Główną z nich jest ocenianie przejazdu, czy to czasowego, czy na punkty, gwiazdkami. Naturalnie, im lepiej sobie poradzimy, tym więcej ich będzie (maks 5). Trzeba mieć to na uwadze, bo kolejne levele są zablokowane i tylko zdobycie przypisanej im liczby gwiazd da nam do nich dostęp. Do około czterdziestej planszy nie jest to większy problem, ale później trzeba już grindować. I jak może to irytować, tak w tej pozycji się sprawdza, choć mam wrażenie, że końcowe liczby są zbyt wyśrubowane. Poza oceną na planszach spotkamy te same utrudnienia, czyli różne większe i mniejsze przepaści, daszki na różnej wysokości i rampy o różnym kącie nachylenia. Będzie to wszystko miało znaczenie pod zadania przypisane większości leveli. Pośród nich znajdują się: zrobienie kilku takich samych sztuczek, nabicie konkretnego wyniku punktowego z daną sztuczką czy przejechanie trasy bez skuchy. W nagrodę za wykonanie każdego z nich dostaniemy żeton na określoną kwotę. Żetony te zostały też porozkładane na części plansz w różnych miejscach, czy to o trudniejszym dostępie, czy też wymagającym np. zawrócenia.

urban play 2

Kasa będzie potrzebna do dwóch rzeczy. Pierwszą i najważniejszą są części do naszego motoru. Na zakup czekają po trzy silniki, zestawy kół i hamulce. Każdy z tych elementów wpływa na nasz pojazd i jak nie bawiłem się zbytnio w podmianę części, tak tworzenie potwora o coraz lepszych parametrach sprawiało, że musiałem panować na dzikiem, który lepiej skakał i dawał lepszą prędkość, ale i nieźle szarpał i gwałtownie hamował, co wcale nie ułatwiało wykonywania sztuczek. Drugą opcją wydawania żetonów jest wykup kilku elementów zmiany wyglądu dla naszych kierowców, możemy też przemalować motor. À propos motoru, zaczynamy z jednym, ale wraz ze zdobywaniem gwizdek odblokujemy jeszcze cztery inne, każdy o trochę lepszej zwinności.

urban play 3

Jeśli chodzi o grafikę, to na pewno można powiedzieć, że jest bardzo kolorowo i słonecznie, w końcu to Kalifornia. Plansze są dość różnorodne, choć powtarzają się motywy, jak plaże czy ulice, ale za każdym razem widać różnice między nimi. Atutem też jest praca kamery, która dodaje dynamiki jeździe w linii prostej. Poza tym gra chodzi płynnie, czy to w opcji ręcznej, czy dockowej. Tu pojawia się jednak spora różnica w jakości grafiki, która została przygotowana na silniku Unreal. Obstawiam, że w obu opcjach gra działa w 60 klatkach na sekundę, ale obraz w handheldzie jest wyraźnie rozmyty. Podczas jazdy to nie przeszkadza, ale w np. w menu już razi. Jeśli chodzi o podkład muzyczny, luźne kawałki bardzo dobrze pasują do rozgrywki i w ogóle nie nudzą. Monotonny jest za to dźwięk silnika – miałem wrażenie, że leci w zapętleniu, gdy prędkość była większa. Poza tym innych efektów dźwiękowych za bardzo nie ma, pojawiają się właściwie tylko okrzyki kierowców.

urban play 4

Pierwsze wrażenia były takie sobie. Po tutorialach niezbyt wiedziałem, jak podejść do sztuczek i zajęło mi dobrych kilka leveli zanim je rozkminiłem. Gdy już zacząłem łapać i motor złapał lepsze parametry, zaczęło być coraz lepiej. Nigdy nie byłem dobry w takich pozycjach, więc to już coś, i myślę, że ci, którzy lubią kombinować dla punktacji, będą zadowoleni. Z drugiej strony ograniczenie do kilku podstawowych sztuczek może być dla nich lekkim zawodem. Średnio emocjonujące są z kolei plansze z przejazdem na czas, bo głównie wystarczy panować nad motorem, aby się nie wywalić. W tym momencie należałoby wspomnieć o fizyce – jest arkadowa, ale to dobrze, bo oznacza to, że nawet gdy wrąbiemy się w kiepską sytuację, może udać się z niej wyjść. Dla osób, które lubią konkurować z innymi Tate ma dwie opcje – rankingi sieciowe oraz lokalną wspólną grę na splitscreenie z trybami „Time Trial” i „Tag” (para joy’ów wystarczy do tego). Dodatkową zabawę może dać patrzenie, jak nasza postać wywija orły, bo zachowuje się jak szmacianka, co też trochę wskazuje na lenistwo twórców (długo nie zapomnę dwukrotnego wydłużenia się ręki, która ostatecznie w połowie schowała się w teksturach mostu). Bardzo za to wkurza brak przejścia z podsumowania do wyboru planszy. Z racji tego, że w pewnym momencie trzeba farmić gwiazdki, przechodzenie do menu i oglądanie dwóch ekranów ładowanie nie jest przyjemne, szczególnie gdy poprawiane levele nie następują po sobie. I jak sama rozgrywka jest całkiem wciągająca, tak właśnie te farmienie może w końcu zmęczyć i u niektórych nie przyniesie efektów, a więc i wszystkie plansze nie zostaną odblokowane. Koniec końców muszę stwierdzić, że gra jest dobra, ale ma kilka mniej lub bardziej drażniących minusów, więc radzę Wam porządnie przemyśleć zakup, zanim dacie premierowe 80 złotych, nie mówiąc o większej kwocie za pudełko.


Ocena: 7/10


Serdecznie dziękujemy Tate Multimedia
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Teyon
Wydawca: Tate Multimedia
Data wydania: 5 kwietnia 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 2,3 GB
Cena dla Switcha: 59 PLN

Reklamy