Ostatnio coś częściej trafiają mi się gry logiczne. Nie są moim pierwszym wyborem, gdy chcę coś ograć, ale gdy już jakąś zacznę, to często się wciągam. I tak też jest w tym przypadku.

Slayaway Camp fabuły jako takiej nie posiada, ale całość mocno krąży wokół filmów grozy. Zestawy zagadek zostały podzielone na kasety video z horrorami i każda z nich jest osadzona w innym miejscu, jak obozowisko, szpital etc. Poza tym zawsze zawierają humorystyczny wstęp przedstawiający miejsce wydarzeń oraz prowadzonego mordercę, nie brakuje też finałowego, ciekawszego zabójstwa. Oprócz wspomnianego pastiszu i tak trudno byłoby brać tę horrorową konwencję na poważnie z powodu poligonowej grafiki. Mimo to twórcy zdecydowali się dodać pasek, którym wyregulujemy poziom przelewanej krwi, a także ustawimy wersję dla każdej grupy wiekowej. To ostatnie jednak kompletnie traci sens, bo wciąż w grze zostaje dość elementów, które będą nieodpowiednie dla najmłodszych, tak więc radzę się nie sugerować tą opcją, gdybyście pomyśleli o zaprezentowaniu tego tytułu swoim kilkulatkom.

slay 1

Wszystkie łamigłówki, a jest ich w sumie około 300, kręcą się wokół jednej koncepcji – musimy tak przesuwać mordercę po planszy, aby pojawił się przy ofierze, a więc ją zabił, a potem dostał się do portalu, dzięki któremu ucieknie. Trudność polega na tym, że przesuwamy go w pionie i poziomie, a sunie tak długo, aż trafi na przeszkodę. W związku z tym trzeba wykorzystać wszystkie ustawione na planszy płotki, regały, lady, a także nawet straszyć ludzi, aby zmienili pozycję, by i to wykorzystać do utorowania sobie drogi. Levele zostały tak zaprojektowane, by nie trzeba było wykonywać kilkudziesięciu ruchów, często kilka, maks dwadzieścia wystarczy. Oznacza to, że łamigłówki można zaliczyć w mniej niż minutę, ale oczywiście pod warunkiem, że szybko wpadniemy na rozwiązanie. I przy części tak będzie, przy reszcie trzeba pomyśleć trochę dłużej. Nie są one jednak na tyle frustrujące (chociaż te z dodatkowych etapów są bardziej wymagające), by odrzucić grę. Poza tym, jeśli utkniemy, możemy skorzystać z dwóch form podpowiedzi. Pierwsza, tańsza (25 monet) rzuci nam konkretną wskazówkę, np. „zachowaj blondynkę na koniec”, a druga i droższa (100 monet) pokaże już, jak przejść planszę. Plusem jest też to, że możemy po prostu przejść do następnej łamigłówki, bo nie trzeba zaliczyć danej zagadki, by odblokować następną. Nie zabrakło też przeróżnych przeszkadzajek, jak policjanci czy koty, których nie można zabić. Są również działające w dwie strony dodatki, jak woda i ogniska, które mogą posłużyć zarówno do morderstwa, jak i nasza własna zguba. Rzeczą denerwującą w grze jest ustawienie resetu zagadki na ZL, czyli pod cofnięciem ruchów (przyciski są za blisko na joy’u, więc co chwilę odpala się nie to), spokojnie mógł być na iksie.

slay 2

Żeby jakoś dodatkowo zachęcić nas do zaliczania kolejnych zagadek, twórcy dodali zbieranie monet. Poza wspominanym już hintami posłużą jeszcze do odblokowywania bonusowych morderców, których można ustawić sobie do ponownego przechodzenia danego filmu. Poza tym odblokujemy nimi również nowe sposoby mordowania. Pojawiają się one po zaliczeniu łamigłówek i musimy wtedy w odpowiednim momencie zatrzymać wskaźnik. Gdy się to uda, dostajemy nagrodę pieniężną – właśnie tak zarabiamy te wszystkie monety. Tak na dobrą sprawę dodatek ten nie jest do niczego potrzebny, ale najwyraźniej twórcy nie mieli innego pomysłu, jak zapewnić nam zbieranie waluty. I to właściwie tyle, kolekcjonowanie zabójców i kolejnych scenek jest jedynym dodatkiem do rozwiazywania kolejnych łamigłówek, więc będzie plusem tylko dla osób lubiących kompletować różne pierdoły.

slay 3

Slayaway Camp pod względem rozgrywki jest przyjemną pozycją. Zagadki są proste w koncepcji i oczywiście trudniejsze w rozwikłaniu, mimo to nie frustrują oraz system podpowiedzi jest sensowny. Jednak przy liczbie 300 łamigłówek lepiej je sobie dawkować, bo przy dłuższym posiedzeniu można się znudzić. Nie jestem jednak do końca przekonany, czy ten cały horrorowy motyw był potrzebny. Pewnie, takie produkcje potrzebują jakiegoś motywu, w którym zostaną osadzone, ale pełną radość z całej zawartości, w tym chociażby scenek mordów, czerpać będą tylko najwięksi wielbiciele horrorów,a konkretnie slasherów i innych odmian gore. Dodatkowo opcja ustawienia rzezi na łagodniejszą formę nie ma sensu, bo rzucanie nożami do drewnianej tarczy przez seryjnego zabójcę nie niweluje całej otoczki mordu. Niby twórcy chcieli poszerzyć grono odbiorców, ale w tej konwencji to po prostu nie gra. Tak więc starszym graczom szukającym gry logicznej, nawet jeśli nie przepadają za horrorami, mogę polecić tę produkcję. Jednak, mimo dużej liczby zagadek, sugeruję wziąć ją w jakiejś promocji. A jeśli uwielbiacie kino grozy i macie trochę dystansu do tego, to wtedy pełna cena jest bardziej uzasadniona.


Ocena: 7/10


Serdecznie dziękujemy Digerati
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Blue Wizard Digital, Stage Clear Studios
Wydawca:
Digerati Distribution
Data wydania: 22 marca 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 302 MB
Cena dla Switcha: 60 PLN

Reklamy