O filmie Kung Fury było głośno jakieś cztery lata temu, gdy zaczęła się kickowa zbiórka na realizację produkcji. Potem, gdy film wyszedł, było jeszcze głośniej, a następnie nastała cisza. W którymś momencie pojawiła się też gra na urządzenia mobilne, potem port trafił na PS4 i po jakimś czasie na PSV.

Pewnie zastanawiacie się, jaki gameplay mogliśmy dostać w grze na komórki jadącej na licencji z najhajpowanego filmu indie. Otóż jest to beat’em up, w którym przeciwnicy nacierają z lewej i prawej. My musimy tylko w odpowiedniej chwili wcisnąć przycisk odpowiadający za atak właśnie w lewo lub w prawo. Baza banalna, z egzekucją już jest trudniej. W trybie fabularnym dostajemy kolejno dostęp do czterech postaci: samego Kung Fury’ego, Barbarianny, Hackermana i Triceracopa. Każdy z tych wojowników różni się formą ataku i liczbą żyć, więc trzeba odpowiednio go wyczuć. Poza tym atakuje nas kilka typów wrogów, i każdy z nich musi otrzymać odpowiednią liczbę ataków, aby paść. Końcówka każdej przypisanej protagonistom planszy to walka z bossem – zawsze tym samym, ale przynajmniej o innej, a przynajmniej częściowo, formie ataku. Poza trybem fabuły jest jeszcze atak na punkty, czyli musimy przetrwać jak najdłużej na jednym życiu, odpierając kolejnych wrogów wybraną spośród czterech przedstawionych wyżej postaci. Graficznie jest interesująco, ponieważ obraz nawiązuje do wyglądu gier z automatów w latach 80. Natomiast muzyka przypomniana tę filmową, poza tym aktorzy dali głosy w grze, co jest na plus.

kungfury 1

Kung Fury to tania gra, jak na standardy PSN, nawet gdy mowa o porcie z telefonów. Za 16,50 PLN dostaniemy małą produkcję, która zajmie nam kilka godzin. Ile konkretnie, to już zależy w znacznej mierze od naszej cierpliwości i skilla. Niestety mam wrażenie, że gra jest zbyt utrudniona lub jest to wina wadliwego designu. Otóż w przy trzeciej walce z bossem trzeba bardzo szybko zaregować na jego pojawienie się z lewej lub prawej strony ekranu. Już przy nim chciałem rzucić tą grą, ale nagle zaliczyło mi walkę… Nie wiem, może kilka wciśniętych przycisków kierunkowych uruchomiło jakiś hak? W sumie tylko to ma sens, bo nawiązywałoby do scenki z gry. Potem przyszła pora na walkę Triceracopem. Jak już wcześniej musiałem robić po kilka prób, tak tutaj padałem najdalej w czwartej fali, a jest ich sześć. Problem jest taki, że gromadzi się za dużo przeciwników wymagających kilku ciosów, T strzela, więc trudniej wyczuć odpowiednią odległość do trafienia, a na dodatek robi krok w tył po każdym wystrzale. Naprawdę, bez albo dużej dozy szczęścia, albo nie wiem jakiego skilla ciężko to przejść. Jak na razie nie dałem razy, mimo kilkudziesięciu prób… Plus jest taki, że gdy zaliczy się fale, to przynajmniej nie trzeba ich powtarzać przed walką z bossem. Pomijając tę nieszczęsną trudność, jest to całkiem dobra, nawet wciągająca pozycja, która dla fanów filmu będzie stanowiła bardzo dobry dodatek, dzięki różnym nawiązaniom. Pozostałym też podejdzie, wiem po sobie, bo film w końcu obejrzałem dopiero po grze, a przed napisaniem tego tekstu. Tak więc warto się zainteresować tą pozycją, ale pamiętajcie, że może okazać się, że żaden z Was mistrz kung fu i gry nie przejdziecie!


Ocena: 6,5/10


Producent: Hello There
Wydawca: Hello There
Data wydania: 30 maja 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Funkcje crossowe: -buy z PS4
Waga: 77 MB
Cena: 16,50 PLN


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink (w banerze poniżej) oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier na Vitę :)

play-asia-bannerplay-asia_mypsvita


Reklamy