Czy, oglądając Dragon Balla, dziwiło Was, że jedna walka potrafi trwać kilka(naście) odcinków? Ludzie z Nippon Ichi Software postanowili pójść w ślady tego anime i rozciągnąć jeden pojedynek na całą grę.

Walką tą jest starcie z finałowym bossem  Królem Demonów. Nasza drużyna po niezliczonych przygodach w końcu do niego dociera i akurat w najważniejszej chwili główny bohater traci pamięć. Ani nie pamięta towarzyszy, ani swoich najsilniejszych technik, ani nawet powodu walki! Owocuje to desynchronizacją linii czasowej, ponieważ pięciominutowy pojedynek zostaje wypełniony wracającymi wspomnieniami bohatera (oczywiście czynnie w nich uczestniczymy). Pozwoliło to scenarzystom na dodanie kilku ciekawych twistów fabularnych, poza tym dostęp do niektórych retrospekcji uzyskamy tylko po podjęciu odpowiednich decyzji. Produkcja posiada również sporo humoru, ale także stawia nas przed paroma trudnymi moralnymi wyborami. Niestety scenariusz w pewnym momencie zapomina o swojej specyficzności, ale na szczęście w końcówce wraca do konwekcji i daje nam świetne zakończenie.

2018-01-31-222407.jpg

The Longest Five Minutes to klasyczny RPG z turowymi walkami. Chodzimy więc od miasta do miasta, wypełniamy narzucone zadania, robimy dodatkowe questy i walczymy z potworami. Jednak w grze znajdziemy kilka dość ważnych odstępstw od tych zasad, a spowodowały je wspomniane retrospekcje, na których terach się skupię. Rozgrywanie wydarzeń w różnej kolejności przede wszystkim sprawia, że klasyczne levelowanie nie miałoby sensu. Właśnie dlatego w każdej scenie mamy już z góry osiągnięty przez grupkę poziom, ale dochodzi też do niego  „ponowne doświadczenie”, które nie resetuje się między scenami. Dzięki temu nasz poziom opisywany jest przez dwie wartości.

2018-02-01-175955

Zapewne każdy z Was był w sytuacji, w której zachowywał przez całą grę jakiś potężny przedmiot leczniczy albo chomikował każdą złotą monetę. W tej produkcji to się nie opłaca. Każde wspomnienie zaczynamy z góry ustalonym ekwipunkiem i kwotą, a po zakończeniu zdobyte przez nas skarby przepadają. Ten mechanizm naprawdę przypadł mi do gustu, ponieważ po chamsku wyśmiał moje przyzwyczajenia.

2018-02-04-112305.jpg

The Longest Five Minutes, bawiąc się czasem, daje nam też możliwość prześledzenia dotychczasowych wydarzeń, ale przede wszystkim cofnięcia się i rozegrania ich ponownie. Będziemy stosować ten mechanizm w dwóch celach: pierwszym jest podbicie „ponownego doświadczenia”; drugim wykonanie zadania pobocznego i zdobycie trofea, ponieważ za każde wpada jedno.

2018-02-01-174927

Oprawa graficzna również jest zabawą klasyczną konwencją. Sprite’y przeciwników przedstawiają karykatury poważnych potworów. Walczyć będziemy np. z umięśnionymi gorylami odwróconymi do nas plecami pokazującymi swoje mniej szlachetne miejsce czy z beczką, z której wylewa się wino. Wszystko to jednak do siebie pasuje, a pixelartowe podejście do grafiki nie odrzuca. Problem miałem jednak z audio. Te niestety w wielu miejscach po prostu rani uszy swoim piskaniem, co zmuszało mnie do wyciszania konsoli. Najbardziej boli fakt, że reszta utworów jest naprawdę świetna, przez co potrafiłem wyciszać je na mapie świata, a podgłaśniać w czasie walk.

2018-02-04-191006.jpg

The Longest Five Minutes to naprawdę świetne i świeże podejście do gatunku, który, wydawałoby się, nie ma nic nowego do zaoferowania. Właśnie chociażby dlatego warto się nim zainteresować. Gdyby jednak fabuła została w pełni dopracowana, a z soundtracku wyleciałoby kilka kawałków, byłaby to wręcz pozycja obowiązkowa dla każdego fana RPG-ów. To jednak tylko mniejsze niedogodności i i tak warto po tę grę sięgnąć.


Ocena: 7,9/10


Serdecznie dziękujemy NIS America
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Nippon Ichi Software
Wydawca: NIS America
Data wydania: 16 lutego 2018 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 286 MB
Cena: 159 PLN
Cena na Switcha: 160 PLN

Reklamy