„Herezja!” – krzyknęli fani Valkyria Chronicles po zobaczeniu zapowiedzi spin-offa serii. Dobrze więc, że nie grałem w żadne VC, bo przynajmniej podszedłem do Valkyria Revolution bez uprzedzeń, a i tak doświadczenie to wywołało u mnie mieszane uczucia.

Pozytywne reakcje zapewniała fabuła, to na pewno, mimo że, jak już ustaliliśmy, nie znam uniwersum. Historia opowiada o pięciorgu zdrajców, którzy rozpętali wojnę dla własnych korzyści. Zanim jednak na dobre zaczniemy grę, już wiemy, że zostali straceni za swoje zbrodnie, a poznanie ich strony zdarzeń jest cofnięciem się do przeszłości. Tym samym już początek zapewnia ciekawe podejście do sprawy i nadaje ton całej narracji. Sami zdrajcy to byli wychowankowie spalonego sierocińca, którzy jako jedyni przeżyli napad samego cesarza imperium Ruz. Gdy zaczęli podrastać, uknuli plan zdobycia strategicznych pozycji w Jutlandzie, które pomogą im osiągnąć zemstę za zamordowanie przyjaciół i porwanie wychowawczyni Marii. W rozpoczęciu akcji zdecydowanie pomogły sankcje gospodarcze, jakie Ruz i pozostałe większe państwa Europy nałożyły na Jutland. Reszta to już historia. Nie ma co kryć, że opowieść ta jest długa i zapewnia dużo czytania, a zarazem oglądania, bo niemal wszystkie dialogi się przedstawione w formie scenek na silniku gry. W związku z tym nie możemy przyspieszyć przeczytanych już tekstów, ale dzięki temu otrzymujemy też ciekawszą formę przedstawienia rozmów i wydarzeń. Same dialogi są bardzo dobrze napisane. Z jednej strony wpłynęła na to interesująca historia zemsty, w której nie brakuje odniesień do taktyk wojennych czy przedstawienia nastrojów ludu na kolejne etapy wojny. Z drugiej strony otrzymaliśmy ciekawy pakiet postaci, których motywacje i charaktery mogą się z czasem zmienić. Oprócz oglądania rozwoju wydarzeń, będziemy też mogli zajrzeć do specjalnej księgi, w której znajdą się dodatkowe scenki – sam je oglądałem i warto to robić. Dodatkowo w samej grze napotkamy jeszcze na kręgi, w których grupki postaci ucinają sobie średnio ciekawe, humorystyczne pogaduszki na przeróżne tematy.

val rev 1

Gorzej już wygląda gameplay. Ogólnie nie jest zły, ale też nie za dobry. Jego problem polega na tym, że twórcy nie mogli się zdecydować, czy chcą zrobić slashera czy grę taktyczną w 3D. Dostaliśmy więc miks tych dwóch składników, który nie został ze sobą zbyt dobrze połączony. Przede wszystkim w trakcie walki atakujemy bronią białą – naciśnięcie ataku wywołuje króciutkie combo. W ramach alternatywy możemy skorzystać z ataków alchemicznych lub z dodatkowej broni w postaci karabinu czy bazuki lub granatów. Następnie musimy chwilę odczekać, aż naładuje się pasek akcji, w międzyczasie możemy robić uniki lub ustawić gardę. Same lokacje dają nam możliwość ukrywania się przed ostrzałem, np. za murkiem, a także strzelanie zza takiej osłony. Te części składowe same w sobie są w porządku, ale płynność rozgrywki psuje oczekiwanie, aż będziemy mogli wykonać następny ruch. Tak więc zamiast skupić się na siekaniu, siekniemy raz, polatamy bez sensu, siekniemy itd. Samo ukrywanie się i gardy będą miały znacznie dopiero, gdy odpuścimy levelowanie postaci w dodatkowych misjach, wtedy na normalnym poziomie trudności już gdzieś w połowie gry zobaczymy, że poziom naszych wojowników rośnie wolniej niż sugerowany dla misji. Dodatkowe zadania są ważne, gdy chce się ulepszyć własne jednostki, ponieważ w każdym rozdziale fabuły znajdziemy góra trzy misje. Poza tym kilka z tych misji zapewni stały dostęp do surowców dostępnych w sklepach.

val rev 2

Levelowanie odbywa się standardowo, więc i staty same rosną. Za to my rozwijamy drzewko w broniach naszej jednostki, ale tu pojawia się kolejny problem. Potrzebujemy do tego ragnite’owych kulek, które dostajemy głównie za pokonanych przeciwników. Jest ich na tyle mało przez trochę ponad pół gry, że bez większego grindu tak właściwie można tylko wpychać je w miecz Almetha i jakieś resztki w drugą najczęściej wykorzystywaną postać. Potem sytuacja wygląda o tyle lepiej, że kulki mają większą wartość, więc łatwiej nabić potrzebne punkty. Tyle że gdy chcemy zacząć ulepszać kogoś nowego, szkoda tych lepszych ragnite’ów o wysokiej wartości na niskie wymogi pierwszych ulepszeń. Poszaleć z kupnem „tanich” kulek też jakoś specjalnie nie można, bo kasy dużo nie wpada. O ekwipunek też zbytnio nie dbamy. Bronie są cały czas te same, możemy tylko zmienić cztery rodzaje ciuchów. Te albo kupimy (od razu dla całej drużyny), albo sami je stworzymy za pośrednictwem krawcowej. Posłużą do tego zdobyte lub kupione materiały. I to właściwie tyle z czynności dodatkowych. Po przejściu gry czeka na nas jeszcze New Game+ lub powrót do gry przed walkę z bossem i kontynuacja z dodatkowym trybem podboju.

val rev 3

Oprawa graficzna stoi na dobrym poziomie. Najlepiej wypadają modele postaci i przeciwników, zarówno w trakcie dialogów, jak i walki. Trochę słabiej już jest z lokacjami, stosunkowo często są pustawe i uproszczone, ale bywają też bardziej interesujące. Co jakiś czas pojawiają się też świetnie wyglądające cutscnenki. Najbardziej jednak powala jakość twarzy protagonisty, serio, najczęściej pokazywana osoba ma ją najsłabiej wyrenderowaną. Zwraca też uwagę bardzo mała różnorodność jednostek wroga. Gra działa dość sprawnie, ponieważ co jakiś czas pojawiają się drobne przycinki lub gdy w trakcie większej akcji chce się wejść do menu ataku pojawia się lag – nie jest to jednak nic, co dyskwalifikowałoby produkcję. Za to w jednej scenie dialogowej pojawił się tragiczny błąd obrazu przez co przez kilka minut oglądałem migający zielony ekran… Genialna jest natomiast muzyka. Dawno się nie zdarzyło, żebym całą grę ograł ze słuchawkami. Orkiestrowe utwory pasowały do każdej sytuacji i do końca nie miałem ich dosyć, nawet gdy się powtarzały. Japoński dubbing również jest wysokiej jakości, chociaż przy dwóch postaciach dobór aktorów raził, szczególnie przy dziecięcym głosiku jednej blondynki. Za to cała reszta świetnie oddawała emocje postaci, a tych nie brakowało. Efekty dźwiękowe również są w porządku i cih powtarzalność nie irytuje.

val rev 4

Valkyria Revolution to produkcja, z którą twórcy niezbyt wiedzieli co zrobić. Z jednej strony dostaliśmy świetną fabułę, z drugiej taki sobie gameplay. Tym samym sama historia ciągnie całą produkcję i dla jej poznania warto ją skończyć. Rozgrywka niestety szybko robi się zarówno nudnawa, jak i niezbalansowana. Nie będę więc ukrywał, że gdzieś w połowie przeszedłem na tryb łatwy, żeby szybciej mieć za sobą walki, ale nie omijać historii. I tu wyszła kolejna ciekawostka – na tej trudności zmienia się tylko jedno, nasze jednostki są niemal nieśmiertelne… Niestety wszystko inne zostaje na poziomie normalnym, więc żeby szło sprawniej, i tak trzeba by pogrindować. Co zabawne, instakille serwowane przez bossów również zostają, stąd ta „niemal nieśmiertelność”. Tak więc, jeśli jesteście w stanie przemęczyć się kilkadziesiąt godzin z takim sobie gameplayem dla wciągającej historii z wiarygodnymi, i, co również ważne, starszymi bohaterami, sięgnijcie po tę produkcję, gdy będzie w promocji.


Fabuła: 9
Grafika: 7
Audio: 9,5
Gameplay: 5

Ocena ogólna: 7/10


Producent: Media.Vision
Wydawca: SEGA
Data wydania: 30 czerwca 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 2,85 GB
Cena: 169 PLN


Tekst powstał dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink (w banerze poniżej) oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier na Vitę :)

play-asia-bannerplay-asia_mypsvita


Reklamy