Lada moment stuknie nam siedem lat! W bibliotece mamy już ponad SZEŚĆSET zrecenzowanych produkcji z PlayStation Vita (i około 40 ze Switcha, swoją drogą). Wydawałoby się więc, że przy tak ogromnej liczbie recenzji mamy już z głowy tytuły startowe. Okazuje się jednak, że nie do końca, bowiem brakuje nam… Table Football – pierwszej gry wykorzystującej AR. Przypomnijmy sobie więc te piękne początki i sprawdźmy, czy jest jeszcze sens sięgać po ten tytuł.

Pamiętacie przełom 2011 i 2012 roku? Japońska premiera Vity (grudzień 2011), zapowiedzi europejskich killerów (Uncharted, Escape Plan, WipeOut 2048), wjazd Vity do Polski (22.02.2012). W zalewie tak wielu głośnych zapowiedzi znalazło się miejsce również dla mniejszej produkcji. Dużo mniejszej, dystrybuowanej za darmo i wymagającej kart AR, które stety/niestety nie odniosły większego sukcesu i szybko zostały zapomniane przez producentów i samych graczy.

Wraz z zakupem nowej konsoli PlayStation Vita otrzymaliśmy zestaw sześciu kart do wirtualnej rzeczywistości. Były one również dołączone do europejskiego pudełka Invizimals: Tajni Agenci. Czym tak właściwie jest to AR? Jako że nie jest to blog technologiczny, pozwolę się ograniczyć do, myślę, dość celnego stwierdzenia – dzięki AR (wirtualnej rzeczywistości) jesteśmy w stanie przenosić wirtualne elementy do naszego świata. Dla porównania, dzięki wszechobecnemu w dzisiejszych czasach VR (rozszerzona rzeczywistość) jesteśmy w stanie sami przenosić się do wirtualnych światów. Oczywiście różnic, zwłaszcza pod kątem technologicznym, jest znacznie więcej i obie te funkcjonalności dość znacznie odbiegają się od siebie, ale to już możecie zbadać na własną rękę.

Po uruchomieniu Table Football pojawi się krótka informacja o tym jak najefektywniej korzystać z kart (płaska powierzchnia, dobre oświetlenie), po czym będziemy musieli przejść krótki tutorial. Za pomocą sześciu kart ustawimy boisko. Karty numer 1 i 3 będą bramkami. Dwójkę należy położyć na środku – ma ona na celu zwiększyć stabilność podłoża. Numery 4 i 5 odpowiadają za trybuny (można ustawić je w dowolnym miejscu i pod dowolnym kątem, również tyłem), natomiast za sprawą ostatniej przy boisku pojawi się tablica z wynikami. Jeżeli nie chcemy upiększać stadionu, nic nie stoi na przeszkodzie, aby grać jedynie trzema pierwszymi kartami. Podczas przybliżania konsoli do zawodników, trybuny czy tablica i tak mogą nam na chwilę zniknąć, jeżeli karta będzie pod zbyt dużym kątem względem konsoli czy wyjdzie nam z pola widzenia kamery.

Po wybraniu drużyny, koloru piłki i stadionu rozpoczyna się mecz. Każda drużyna posiada określoną ilość ruchów w swojej turze. Każde przesunięcie zawodnika, podanie piłki czy próba strzału do bramki kosztuje nas jeden ruch, a po zużyciu wszystkich przychodzi kolej na przeciwnika. Turę tracimy również wówczas, gdy piłka przypadkiem trafi pod nogi przeciwnika. Nie ma tu jednak miejsca na większą akcję, bowiem gdy kolejka należy do jednej drużyny, druga nie może się ruszyć ani wykonać żadnej czynności, przynajmniej do czasu zużycia wszystkich ruchów czy przypadkowego zdobycia piłki.

Celem jest oczywiście wkopanie piłki do bramki, a możemy to zrobić na kilka sposobów – szybko przesunąć zawodnika bez piłki pod bramkę, podać mu ją i zdobyć gola, zanim bramkarz zdąży się przesunąć (wbrew pozorom jest to chyba najtrudniejsza akcja), można również spróbować przedostać się pod bramkę i strzelić soczystego gola, mocno podkręcając piłkę.

W PlayStation Store znajdziemy dodatek do Table Football. Pakiet „Dzień meczu” kosztuje na chwilę obecną 4,15 PLN i wprowadza naprawdę sporo zawartości, bo trzy nowe stadiony, tyle samo tablic i piłek (żółtą, pomarańczową, a nawet plażową), aż 20 dodatkowych drużyn (w podstawowej grze mamy ich 50), w tym 15 krajów rankingu FIFA i pięć drużyn gwiazd. Dochodzą jeszcze do tego nowe opcje warunków pogodowych – deszcz, wiatr oraz śnieg, które skutecznie podniosą poziom trudności rozgrywki. Dodatkowo DLC wprowadzi możliwość gry ze znajomymi (2-4 graczy) przy jednej konsoli.

Oprawa wizualna stoi na całkiem dobrym poziomie. Mamy tu wiele zróżnicowanych stadionów, po dwie koszulki dla każdej drużyny, a dzięki DLC również dodatkowe warunki pogodowe. Podczas gry karty zostają przysłonięte kolorem podłoża, na którym gramy. Dla przykładu, grając na brązowym biurku, karty będą przysłonięte brązowym prostokątem. Oczywiście trzeba mieć na uwadze, że kamera w konsoli ma raczej kiepską jakość, więc i otoczenie i prostokąty nie będą jakieś rewelacyjne. Udźwiękowienie jest ciekawe, ale bardzo szybko męczy i nuży ze względu na swoją powtarzalność. W tle słuchać jeszcze oklaski kibiców i dźwięki gwiazdka sędziego.

Table Football jest bardzo ciekawą i grywalną produkcją, a mówię to z pełną świadomością, ponieważ  ograłem już wszystkie tytuły wykorzystujące AR (również te płatne) i przy piłce nożnej zatrzymałem się najdłużej, dodatkowo warto wiedzieć, że nie lubię tej dziedziny sportu. Problem jest jednak taki, że gra najbardziej bawi przy zabawie ze znajomymi, zimnym kopaczu i dużej płaskiej powierzchni. Gdy grałem sam, po godzinie przestawało mnie to wszystko bawić. Ponieważ opcja gry ze znajomymi kosztuje 4 złote, możecie się zastanawiać, czy warto. Jeśli macie z kim się bawić przy jakimś zimnym piwku czy kopaczu, to wtedy tak. Poza tym do gry solo pakiet doda kilkadziesiąt drużyn i zmienne warunki pogodowe (a co za tym idzie również większy poziom trudności), choć to tylko godzina, półtorej zabawy więcej.

W dzisiejszych czasach bombardowani jesteśmy różnymi nowinkami technologicznymi. Duże konsole (PS4, a od biedy również Xbox One) oraz pecety mają możliwość przeniesienia nas w wirtualny świat gier za sprawą VR. Również na smartfonach możemy uszczknąć nieco tej technologii, wkładając telefon do odpowiednich okularów. Vita niestety nie wspiera takich nowinek i jedyne, czym może się pochwalić jest AR, który po dwóch częściach Invizimals został nieco przykurzony. Nie sprawia to jednak, że nie warto dać szansy tej technologii. Takich gier w PSS znajdziemy kilka, w tym z trzy darmowe (przyjrzymy się im wkrótce), a potrafią zapewnić około godziny-dwóch zabawy. Jeśli więc nie mieliście jeszcze okazji sprawdzić tej technologii na PS Vita i nie wiecie, co zrobić dzisiejszego wieczora, dajcie jej szansę. Natomiast jeśli macie jakieś grosze po ostatnich zakupach w PSS, zaproście znajomego, otwórzcie zimnego kopacza (czy inne piwko), kupcie (na jednej konsoli) DLC i bawcie się jeszcze lepiej!


OCENA: 6/10 (bez DLC)

OCENA: 8.5/10 (z DLC)


Producent: Sony Interactive Entertainment Europe
Wydawca: Sony Interactive Entertainment Europe
Data wydania: 22.02 2012 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 250 MB
Cena: darmowa (4,15 PLN za DLC „Dzień meczu”)

Reklamy