Poziom trudności gier jest często podnoszony, czy to przez graczy, czy media growe. Często powodem jest konkretny tytuł – w jednym przypadku jest za łatwy, w innym za trudny. Bywa też, że gra jest po prostu nie fair wobec gracza. Nie dogodzi się wszystkim, to na pewno, ale niektóre pozycje są po prostu nieźle wyśrubowane już od początku, a omawiany przypadek jest tego przykładem.

Zacznijmy od tego, że Malicious Rebirth jest grą małą. W trybie fabuły czeka w niej na nas tylko sześć aren. Pretekstem do podjęcia walki na nich jest powołanie do życia czegoś na kształt robota, który ma zniszczyć zagrażającego światu wielkiego potwora. Oczywiście my się w tę kreację wcielimy. Będziemy mogli wybrać postać męską lub żeńską, ale jest to tylko kwestia kosmetyczna. Po podjęciu tej decyzji otrzymamy informację, że przed obroną świata przed zagładą najpierw musimy pokonać Szaloną Królową i czterech jej generałów. Wszyscy posiadają cząstkę mocy, która będzie nam niezbędna do zniszczenia Malicousa. Podjąć walkę z nimi możemy w dowolnej kolejności, wystarczy wybrać arenę, na którą następnie się przeniesiemy. Na miejscu znajdziemy głównego przeciwnika i dużą liczbę ciągle odnawiających się mobków, więc sprawa nie prosta. Na początku do dyspozycji mamy broń strzelającą o małej mocy, lecz z każdym kolejnym zwycięstwem zdobywamy nowe zdolności. Pośród nich są też kolejne typy ataków, które bazują na kreacji oręża w postaci potężnych łap, lancy i miecza. Za pokonanych mobków otrzymamy punkty aury, które posłużą do zwiększenia mocy ataków, a także samonaprawy. Ta druga będzie wręcz niezbędna i to niezależnie od poziomu trudności, który wybierzemy. Możemy grać na trudności normalnej bądź łatwej, sęk w tym, że normalna wcale normalna nie jest! Bossowie na niej są bardzo odporni na ataki, a nasza wytrzymałość nie jest zbyt duża. Ułatwieniem niby miały być trzy kontynuacje po zgonie, ale zawierają mają jeden szkopuł – ich liczba się nie resetuje! Oznacza to, że gdy wszystkie stracimy i z menu wybierzemy kontynuację zabawy, w kolejnym podejściu będziemy mieli tylko jedną szansę na zwycięstwo… Dotyczy to także opcji łatwej, która też potrafi dać się we znaki, szczególnie przy finałowym monstrum. Żeby gra nie była jednak zbyt biedna w opcje, gdy się już opanuje tryb fabularny, twórcy dodali jeszcze rankingi sieciowe, bo za każdą walkę otrzymujemy ocenę na podstawie łańcucha pokonanych wrogów, czasu przejścia, liczby odnowionych części i zabitych wrogów. Poza tym po pierwszych pięciu walkach pojawia się „Free Mode” z dowolnym podchodzeniem do walk z nimi, a po pokonaniu Maliciousa dochodzi jeszcze „Time Attack”.

MR 1

Mam duży problem z tą grą, głównie z powodu poziomu trudności. Trzeba mieć spore zacięcie do slasherów, żeby bez większych problemów poradzić sobie na normalu. Ja po dwóch podejściach musiałem zejść na easy, co też nie było najlepszą opcją. Gra stała się prostsza, ale przy dwóch pierwszych walkach nudniejsza. Traf chciał, że kolejne wybierane były już ciekawsze i nawet pojawiły się cięższe sytuacje.  Każdy z tych bossów jest unikalny i trzeba znaleźć na niego haka, warto też wykombinować sobie odpowiednią kolejność ich pokonywania, żeby było łatwiej załatwiać następnych dzięki zdobytym ulepszeniom. Sam Malicious to już w ogóle inna liga, nie dość, że twardy z niego sukinsyn, to wymaga jeszcze większej zręczności i kombinowania, niż wszyscy poprzednicy razem wzięci. Od razu mówię, że go nie pokonałem… Zużyłem wszystkie kontynuacji i już nie chciało mi się męczyć z nim na tylko jednym życiu. Jedno jest pewne, gra stawia przed graczem spore wyzwanie i trzeba oddać twórcom, że choć zawartość nie jest duża, tak jest dobrze przemyślana. Gorzej jednak wgląda kwestia sterowania – bez zagłębienia się porady kilka istotnych ruchów łatwo przeoczyć. Na zdecydowany plus wypada jeszcze oprawa AV. Grafika 3D w tej wydajniej w 2013 roku pozycji wciąż robi wrażenie. Poza tym działa bardzo płynnie, mimo że przeciwników potrafi pojawić się wielu, do tego jest jeszcze boss na arenie i bardzo detaliczne elementy środowiska. Bardzo dobra jest też muzyka, która idealnie pasuje do klimatu gry. Na easy, w zależności od stylu gry, przejście zajmie do trzech godzin, ale na normalu na początku czas ten wydłuży się prawie dwukrotnie, a do tego dla chętnych dojdzie jeszcze zabawa w trofki i dodatkowe tryby. Biorąc to wszystko pod uwagę, pozycja jest warta tych 54 PLN, ale tylko jeśli jesteście gotowi zmierzyć się z czymś trudnym, czyli podejść do niej na „normalnej” trudności. Osoby, które nie lubią się męczyć, lepiej niech odpuszczą sobie ten tytuł.


Ocena: 6,5/10


Producent: Alvion
Wydawca: Sony Interactive Entertainment
Data wydania: 9 października 2013 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 576 MB
Cena: 54 PLN

Reklamy