Pamiętam czasy, gdy gier indie nie było, a mniejsze produkcje pojawiały się jako twory zrobione we flashu na przeglądarki. Minus tego rozwiązania był taki, że nie było możliwości zapisu stanu rozgrywki, więc nie wychodziło nic większego, a już tym bardziej RPG. Pewną rewolucją pod tym względem okazało się narzędzie o bardzo bezpośredniej nazwie RPG Maker, pozwalające stworzyć wielką przygodę i udostępnić ją w Internecie. Przyjrzyjmy się więc Asdivine Hearts, dziecku studia KEMCO, które jest mistrzem tego typu produkcji.

W grze pokierujemy losami Zacka, który od małego mieszka w sierocińcu. Razem z innymi dzieciakami opiekował się zranionym dzikim kotem, ale rany już się zagoiły, więc przyszła pora go wypuścić. W głębi lasu, gdzie planował to uczynić, został zaatakowani przez magiczną istotę pragnącą przejąć kontrolę nad ciałem Zacka, aby zyskać fizyczną formę. Zbieg zdarzeń sprawił jednak, że trafia ona nie do naszego bohatera, a do przyprowadzonego futrzaka. Sytuacja zaczyna się jeszcze bardziej gmatwać, gdy istota oznajmia, że jest bóstwem chroniącym krainę. Oczywiście żąda, aby pomóc jej przywrócić równowagę, która rok wcześniej została zachwiana przez drugiego wszechmocnego, w wyniku czego potwory zaczęły nękać ludzi. Historia wydaje się klasyczną walką dobra ze złem z losami świata na szali, ale na szczęście scenarzystom udało się w pewnym stopniu zachwiać ten model. Dodatkowo kilka klasycznych elementów sztampowego ratowania świata wręcz wyśmiewają. I choć wielowątkowej opowieści tu nie znajdziemy, tak dialogi śledzi się przyjemnie. W prowadzeniu historii pomaga też mapa, na której pokazane zostają nam lokacje, do których mamy się udać. Unikamy przez to niepotrzebnego błądzenia, ale z drugiej strony jest to swego rodzaju kastrowanie RPG-a.

2017-10-01-001241.jpg

Gameplay to już klasyka gatunku. Mamy do dyspozycji pięcioosobowy zespół, który możemy rozstawić w kwadracie 3×3. Oczywiście pierwsza linia jest najbardziej narażona na ataki, ale także jej razy mają pełną moc. Kolejne szeregi to idealne miejsce na postaci posługujące się głównie magią. Bohaterów nie rozstawiamy jednak dowolnie, a w miejscach zapewnionych przez wybierane formacje, które zapewniają dodatkowe bonusy, takie jak kontratak czy zwiększona szybkość. Kolejną rzeczą, którą dostosujemy przed wyjściem poza miasto, jest ekwipunek. Opcji dużo nie ma, ponieważ przede wszystkim skupimy się na broni i zbroi, trzecią i ostatnią customizacją jest wyposażenie postaci w odpowiedni rubix.

2017-10-02-181953.jpg

Rubix to nic innego, jak siatka o określonej ilości miejsca. Początkowo jest go dość mało, bo zaledwie 3×3, ale wraz z postępem w grze zyskujemy większe siatki. Właśnie za ich pomocą odpowiednio wpływamy na umiejętności i statystyki naszych bohaterów, ponieważ umieszczamy w nich zbierane w czasie walk kryształy. Początkowe zwiększają wybrany parametr statystyk, jednak późniejsze dodają coraz więcej możliwości. Przykładem niech będzie regeneracja życia czy many, ale to tylko ułamek możliwości. Limitem jest tylko dostępne miejsce, ponieważ buffy łączymy niczym klocki w Tetrisie.

2017-10-01-091513.jpg

Gdy już ustawimy postaci i odpowiednio je wyposażymy, możemy wyruszyć na przygodę. Tu rewolucji nie ma, bo lecimy według schematu używanego już w pierwszym Final Fantasy. Mapy są wypełnione górami, morzami i lasami, a konkretne lokacje zaprezentowane są za pomocą małej ikonki. Tym samym tyle samo miejsca na mapie zajmuje duże królestwo, jak i wioska. Zwiedzając krainę, co chwila będziemy atakowani przez potwory, co przenosi nas na oddzielną arenę. Walki odbywają się turowo, a o kolejności decyduje szybkość naszej postaci. Z dostępnych opcji mamy zwykły atak, umiejętności danej postaci, a także magię, o użyciu przedmiotu i ucieczce nie wspominając. Zabijając przeciwników, dodatkowo ładuje się pasek ataku specjalnego – wspólnego dla całej drużyny, który będziemy mogli zużyć wybranym wojownikiem i jego „specjalem”.

2017-10-01-213914.jpg

Z ciekawych mechanik usprawniających rozgrywkę mogę wspomnieć o występujących co jakiś czas potężnych wersjach mobów, którzy siłą nie ustępują bossom. Urozmaica to farmienie, ponieważ raz na jakiś czas zmusza nas do czegoś więcej, niż ślepe atakowanie. Podczas walk możemy jeszcze natrafić na kamienie oraz beczki. Rozbicie tego pierwszego może dać nam walutę do wykorzystania w specjalnym sklepie, a te drugie mogą kryć w sobie zarówno nagrodę, jak i potwora. Najistotniejsza jest jednak sytuacja, gdy nasza drużyna znacząco przeważa siłą napotkanych przeciwników. Dostajemy tylko komunikat o zmiażdżeniu ich już na początku walki.

2017-10-01-133109.jpg

Dodatkową rzeczą wartą wspomnienia jest arena. Mierzymy się na niej ze z góry przygotowanymi przeciwnikami, polujemy na wybranych przeciwników za nagrodę, a także wykonujemy zdania poboczne. Dwie pierwsze opcje zapewniają nam kolejną specjalną walutę do kolejnego specjalnego sklepu, przez co otrzymujemy trzy typy formy płatności. Swoją drogą, twórcy mogli pozostać przy dwóch, albo i nawet jednej, bo to po prostu za mała gra na taką zabawę. Sam z jednej w ogóle nie skorzystałem, a przeszedłem całą produkcję. Natomiast zadania poboczne nie mają jakiejś specjalnej magii, wykonałem trzy lub cztery i już do tego tematu nie wróciłem.

2017-10-05-205454

Początkowe odwołanie do RPG Makera nie jest przypadkowe. Asdivine Hearts wygląda jak żywcem wyciągnięte z tego narzędzia. Tym samym otrzymujemy przejrzystą, ale archaiczną oprawę, która zachwycałaby na SNES-ie. Aktualnie nikogo już nie przyciągnie samym tym faktem, a wielu wręcz może przez nią skreślić tę produkcję. Brak wstawek filmowych czy chociażby bardziej zanimowanych niektórych ataków, choćby tych najmocniejszych, tym bardziej jest niewybaczalne. Audio prezentuje bardzo podobny „klasyczny” poziom, ale muszę przyznać, że pasuje do stylistyki i słucha się go wystarczająco dobrze. Trochę szkoda, że nie udało się twórcom dodać dubbingu, więc mamy tylko suchy tekst dla dialogów.

2017-10-03-183106.jpg

Jeśli ktoś lubi klasyczne jRPG-i, to na pewno polubi Asdivine Hearts. Zarówno oprawa, jak i fabuła są jak z lat świetności SNES-a czy RPG Makera. Niestety raczej wielu wielbicieli tego typu produkcji już nie znajdziemy, choć na Vicie sprawują się świetnie. Mimo wszystko polecam ją, ponieważ zapewnia rozrywkę przez co najmniej 20 godzin i czasem warto przypomnieć sobie, jak kiedyś wyglądały takie produkcje.


Ocena: 6/10


Producent: Kemco
Wydawca: Kemco
Data wydania: 7 listopada 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa i limitowane wydanie fizyczne
Waga: 434 MB
Cena: 63 PLN

Reklamy