Danganronpa V3: Killing Harmony jest kolejną już pozycją w ramach tego IP, i trzecią, licząc tylko główne, fabularne części. Twórcy nie próbowali odcinać kuponów od tego, co zrobili w Trigger Happy Havoc i jego następcy. Zamiast tego postawili na odejście od fabularnego dziedzictwa serii, ale zachowali samą formułę rozgrywki. Co z tego wyszło i czy znów udało im się stworzyć grę, która zdobędzie wielu fanów?

Recenzję napisała KotStation

Gra wrzuca nas w skórę licealistki – Kaede Akamatsu, która budzi się w nieznanej jej sali lekcyjnej. Wraz z nią jest Shuichi Saihara, po rozmowie z którym odkrywa, że oboje mają problem z przypomnieniem sobie, jak się tu znaleźli, a także większości swojego życia. Pamiętają tylko o tym, że należą do grupy wyjątkowo utalentowanych w wybranej dziedzinie nastolatków. Nie dane jest im nawet trochę przyzwyczaić się do nowego otoczenia, pełnego zakratowanych okien i monitorów, ponieważ szybko zostają przywołani do sali gimnastycznej. Szok jest tym większy, że przyszło po nich pięć „mechanicznych misiów” (to oczywiście potomkowie dobrze znanego z poprzednich części Monokumy, który również tu się pojawia). Na miejscu odkrywają, że poza nimi w tej samej sytuacji jest 14-ścioro nastolatków, z których każdy przejawia jakiś nadzwyczajny talent. Misie oświadczają zebranym, że zostali tu zgromadzeni, by wzięli udział w morderczej grze. Zasady są proste: żeby wydostać się z akademii i wrócić do normalnego życia, trzeba zabić innego uczestnika. Gdy ciało zostanie odkryte, następuje chwila na śledztwo, a po niej klasowy proces, podczas którego wszyscy będą starali się dowiedzieć, kto jest sprawcą. Jeśli wytypowany zostanie prawdziwy morderca, ginie, a gra toczy się dalej. Jeśli z kolei wybiorą osobę, która jest niewinna, umiera każdy oprócz zabójcy, który wydostaje się na wolność.

DV3 1

Fabuła podzielona jest na rozdziały, które podążają tą samą, z grubsza, formułą. Na początku następuje parę dni stosunkowo normalnego, szkolnego życia, które twórcy podrasowali kilkoma atrakcjami. Nie jesteśmy więc skazani na niekoniecznie słodkich licealistów robiących niespecjalnie interesujące rzeczy, zamiast tego czas pokoju oferuje dużo wrażeń i fabularnych meandrów. Są one o tyle dobre, że pozwalają, po pierwsze, bardziej poznać bohaterów, a po drugie, pokazują, że nie są oni obojętni wobec faktu uczestniczenia w tej grze. Wydarzenia z tej części fabuły najsilniej obrazują to, jak nasi licealiści próbują sobie z tym wszystkim poradzić, a ponadto, dzięki świetnie rozpisanym dialogom, rozluźniają odrobinę atmosferę i zapewniają rozrywkę. W ciągu tych dni mamy też do dyspozycji trochę wolnego czasu, który możemy poświęcić na zwiedzanie akademii, granie w dostępne mini gierki, czy, co najważniejsze, rozwijać więzi z innymi postaciami, a nawet z nimi romansować. Jedynym minusem tego „szkolnego życia” są pojawiające się momentami dłużyzny, które sprawiają, że rozwój wydarzeń czasem lekko nuży.

Na szczęście dla obserwatora/niestety dla bohaterów, taka sielanka nie może trwać długo. W końcu „spokojne” dni zostają przerwane przez nowe morderstwo, a po krótkim śledztwie następuje gwóźdź programu – proces. Przed nim mamy szansę się przygotować, czyli z powrotem przejrzeć wszystkie zgromadzone wskazówki, przemyśleć to, w jaki sposób mogła zostać popełniona zbrodnia (i tak nie da się tego wymyśleć od ręki) oraz wykupić ulepszenia, które pomagają w przetrwaniu procesu czy też ułatwiają uzyskanie dobrego wyniku w występujących podczas niego mini gierkach. Potem przychodzi czas na starcie na sali sądowej. Podstawowym „trybem gry” podczas tej części jest Nieustanna Debata, podczas której postaci mówią swoje kwestie, oczywiście związane z ich teorią dotyczącą morderstwa, a naszym zadaniem jest odnalezienie w nich jakiegoś przekłamania i wykazanie nieprawdy poprzez „wycelowanie” w dany fragment dialogu Nabojem Prawdy wskazującym odpowiednią poszlakę, która by temu przeczyła. Nie zawsze jest to łatwe i często wymaga odrobiny zręczności. Zdarza się również, że trzeba będzie skorzystać z możliwości skłamania albo skoncentrować się na trzech toczących się równolegle debatach. Proces jednak nie opiera się wyłącznie na tym trybie gry oraz normalnych dialogach – rozgrywka została urozmaicona o różne mini gierki, począwszy od tych skoncentrowanych głównie na dedukcji, jak znalezienie i wskazanie w pomieszczeniu narzędzia, które zostało użyte do wykonania jakiegoś aspektu zbrodni, po te bardziej skoncentrowane na zręczności, jak chociażby… gra rytmiczna (!).

DV3 2

Atrakcyjna formuła procesu byłaby jednak niczym, gdyby nie jakość samych zagadek. Niemalże każdy z dokonanych mordów z początku wydaje się być bardzo do zrealizowania, lecz wykluczając kolejne opcje i potencjalnych sprawców da się wydedukować ostateczne rozwiązanie zagadki. Nie jest to łatwe i zdecydowanie wymaga myślenia, sama do prawdziwej wersji wydarzeń dochodziłam podczas zawsze dopiero podczas procesu, nigdy przed. Danganronpa pod tym względem daje świetną rozgrywkę intelektualną, zarówno podczas próby samodzielnego rozwiązania zagadki, jak i wykazywania fałszu w teoriach innych postaci. Dzięki temu proces, który sam w sobie trwa dość długo (ok. 2 godziny), staje się źródłem niezwykłych emocji.

Skoro już o emocjach mowa, trzeba wspomnieć o tym, że nie byłoby żadnych, gdyby nie kreacja postaci pozwalająca na przywiązanie się do nich i kibicowanie im; albo wręcz przeciwnie, nienawidzenie ich do tego stopnia, by życzyć im śmierci w najbliższym nadchodzącym morderstwie. Muszę przyznać, że twórcom na pewno udało się jedno – bohaterowie są bardzo wyraziści, można by wręcz powiedzieć, że przerysowani (choćby ze względu na uwypuklanie tylko paru z ich cech w grupowych dialogach czy momentach humorystycznych). Do dyspozycji mamy 16 postaci, z których każda jest na tyle charakterystyczna, by zapisać się w pamięci. Na dodatek trudno znaleźć kogoś, kto w żaden sposób by się nie wyróżniał. Wszyscy są choć trochę wyjątkowi, czy to z powodu swoich dziwactw (jak Atua Angie mocno zaangażowana w kult bliżej nieznanego bóstwa), czy przez mocną, aktywną osobowość (jak protagonistka czy aspirujący astronauta Kaito Momota), a nawet przez… brak jakichś nadzwyczajnych cech poza własnym talentem (cosplayerka Tsumugi Shirogane). Jednak autorzy nie poprzestają na samych zarysach bohaterów, szkicują też ich charakter nieco głębiej, dzięki czemu z papierowej wydmuszki przeradzają się w postaci, które naprawdę można uwielbiać lub denerwować się nimi, a w miarę brnięcia dalej w fabułę wywołują coraz większe przywiązanie. W pewnym momencie zorientowałam się, że wsiąknęłam w to środowisko tak bardzo, że razem z nimi odczuwałam ich emocje – trwogę, poczucie wspólnoty, wzajemną agresję. Jako indywidualne osoby również się sprawdzają, a opcja spędzania z nimi wolnego czasu pozwala jeszcze lepiej ich poznać. Niestety dodatkowe sceny, które wtedy odkrywamy, są dość krótkie i nie wykorzystują wystarczająco potencjału systemu budowania więzi.

DV3 3

Trzeba jeszcze wspomnieć, że fabuła, choć na pierwszy rzut oka wydaje się być bardzo oparta na strukturze epizodów, a przez to schematyczna, oferując tylko naprzemienne śledztwa i życie codzienne, potrafi zaskakiwać. Pierwszy mały plot twist zasadniczo pojawia się już po 30 minutach, a nie tak długo po tym dzieje się coś, co wywołuje zdziwienie grubszego kalibru. Na dodatek szybko w rutynę rozgrywki wpleciona zostaje zapowiedź większej intrygi. Gra oszczędnie dawkuje informacje od samego początku, sygnalizując obecność jakiegoś głównego wątku, który przez długi czas pozostaje tajemnicą. Jeśli jednak chodzi o jego ostateczne rozwiązanie… Mam mieszane uczucia. Na pewno było ono częściowo zadziwiające, ale jednocześnie pozostawiło też lekki niesmak. Po prostu liczyłam na coś wyższej klasy, bo zakończenie było o krok od stania się tanim chwytem, zwłaszcza po tym, jak świetna była cała fabuła aż do punktu końcowego.

DV3 4

Czas może wspomnieć nieco więcej o rozgrywce. Danganronpa korzysta z formuły visual novel, ubogaca ją jednak o elementy gameplayowe, które sprawiają, że nie można już nazwać Killing Harmony „grą w klikanie i czytanie”. Zasadniczym wyróżnikiem tej pozycji spośród całego gatunku jest opcja ograniczonej eksploracji. Możemy zwiedzać całą szkołę, której to nowe piętra oraz dodatkowe obiekty udostępniane są po każdym rozdziale. Na szczęście twórcy oszczędzili nam konieczności przechodzenia „na piechotę” z punktu A do punktu B za każdym razem, gdy chcemy dostać się do ważnego fabularnie miejsca, i za pomocą mini mapy w podręcznym menu możemy się tam błyskawicznie przenieść. Dane jest nam poruszać się po przedstawionym w 2,5D otoczeniu, spoglądając na nie poprzez kamerę z perspektywy pierwszej osoby. Natomiast najeżdżając na postać lub intrygujący nas obiekt, możemy rozpocząć interakcję. To jednak jedyne odejście od standardowej formuły.

DV3 5

Mówiąc o Danganronpie, nie można uniknąć wspomnienia o wyjątkowym stylu graficznym, w jakim jest ona stworzona. O ile trójwymiarowe pomieszczenia nie prezentują się jakoś wybitnie, tak nadrabiają braki charakterem. Początkowe lokacje raczej nie zwracają na siebie uwagi, lecz z biegiem czasu można natrafić na takie, których design jest naprawdę klimatyczny. To jednak nie one są wizytówką tej serii, są nią przede wszystkim projekty postaci, narysowane charakterystyczną kreską. Trudno ją opisać, ale, po prostu, gdy się ją widzi, wie się, że to Danganronpa. I to właśnie wygląd bohaterów jest jedną z najmocniejszych stron oprawy wizualnej, wszystko dlatego, że jest charakterystyczny i zapadający w pamięć, a przy tym zawierająca coś, czego często brakuje mi w visual novel – ekspresyjność. Każda z postaci została wyposażona w sporą ilość sprite’ów, dzięki czemu podczas rozmów jej twarz zawsze odpowiednio oddaje to, co mówi. Często też jej wyraz jest wyolbrzymiony, przesadzony, lecz w połączeniu z różową krwią, nieustannym towarzystwem Monokumy i innymi drobnymi szczegółami jest to tylko kolejny z czynników, który tworzy wyjątkową, specyficzną atmosferę otaczającą tę produkcję. Ta jakby groteska uwidacznia się w wielu momentach, zwłaszcza podczas jedynych w pełni animowanych scen, czyli widowiskowych egzekucji po odkryciu zabójcy. Wykonane jest to genialnie i chociaż nie każdemu może się spodobać, mnie ten styl graficzny absolutnie kupił.

Oprawa dźwiękowa nie odstaje jakością od strony wizualnej. Kawałki, które usłyszymy podczas gry, są naprawdę świetne, a najlepiej świadczy o tym fakt, że jeden z najczęściej występujących utworów, przygrywający głównie podczas swobodnej eksploracji, nie znudził mi się nawet po tylu godzinach rozgrywki. Główną zaletą soundtracku jest jego wpasowanie się w ogólną konwencję Danganronpy. Sporo z występujących kawałków ma nastrój, który kontrastuje z makabrycznymi wydarzeniami, jakie dzieją się na ekranie, i to zdecydowanie działa. Nieco gorsze zdanie mam o dubbingu. Jedyną możliwą opcją dla mnie przy ogrywaniu gry do recenzji były głosy angielskie, które na szczęście podłożone są tylko podczas szczególnie ważnych scen oraz procesów. Nie dość, że są średnio dobrane do postaci, to jeszcze sami aktorzy zdecydowanie się nie popisali i nie potrafiłam odnaleźć w ich kwestiach emocji, które powinny tam być. Na szczęście w PSS znajduje się bezpłatne DLC o nazwie „HQ Audio Pack” (waży 1,5GB), które zawiera japoński dubbing.

DV3 6

Na koniec jeszcze kilka słów o dodatkowej zawartości. Podczas właściwej rozgrywki mamy możliwość udania się do kasyna, które udostępnia rozmaite mini gierki, dzięki którym da się zdobyć odrobinę wirtualnej waluty pozwalającej na kupno rozmaitego badziewia, które następnie można podarować dowolnej postaci, z którą postanowimy spędzić wolny czas (co oczywiście wpłynie pozytywnie na naszą relację z nią, jeśli prezent będzie trafiony). Natomiast z poziomu menu głównego możemy obejrzeć m.in. ilustracje, animacje egzekucji i utwory, które do tej pory odblokowaliśmy.

DV3 7

Czas na małe podsumowanie. Danganronpa V3: Killing Harmony była pierwszą pozycją z tej serii, w jaką grałam (chociaż znałam z grubsza fabułę pierwszej części z anime) i wywarła na mnie zdecydowanie pozytywne wrażenie. Dobrze rozpisani bohaterowie, świetny klimat mający swoje źródło w idealnej mieszance wyjątkowej stylistyki wizualnej z ponadprzeciętnym soundtrackiem i angażujące zagadki kryminalne stały się powodem, dla którego naprawdę polubiłam tę grę i nawet wady, takie jak dłużyzny, średnie zakończenie oraz nienajlepszy voice acting, nie sprawiły, że nabrałam do niej urazy. Osobiście polecam, gra gwarantuje dużo godzin bardzo dobrej rozrywki.


Ocena: 8,8/10


Serdecznie dziękujemy NIS America
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Spike Chunsoft
Wydawca: NIS America
Data wydania: 29 września 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 3,2 GB + 1,5 GB patch z jap. dub.
Cena: 159 PLN

Reklamy