Nie wystarczy palców jednej ręki, by policzyć ile gier tower defense wydał 8floor na naszą przenośkę. Dziś zrecenzujemy ostatni już twór znanego wszystkim Vitowcom studia – Royal Defense Invisible Threat.

Nie bez powodu zostawiliśmy tę produkcję na sam koniec. W porównaniu do pozostałych gier, których celem była obrona wieży, tu zostajemy wrzuceni od razu na głęboką wodę. Mamy wypasione zdolności – meteory, truciznę, trzęsienia ziemi, lodowe kolce oraz zaklęcie wspomagające – i odblokowane wszystkie wieże – ciskające ostrzami, kulami armatnimi, potężnymi pociskami oraz generujące złoto i wspomagające inne wieże. Oczywiście cała ta artyleria to nic w porównaniu z tym co nas czeka…

Już na pierwszym (!) poziomie zostajemy zaskoczeni niewidzialnymi duchami, których żadna wieża nie wykrywa, potężnymi czarodziejami, którzy potrafią wskrzeszać cholernie szybkie bestie, wyjątkowo odpornymi kamiennymi golemami, jakimś latającym badziewiem oraz szkieletami regenerującymi swoje życie. Do tego wszystkiego ścieżka prowadząca do naszej bazy nie jest zbyt długa i kręta. Powiem szczerze – pierwszy poziom zaliczyłem dopiero za trzecim podejściem!

Jak więc do tego wszystkiego podejść? Taktyką! Tym, czego brakowało w poprzednich grach wydanych przez 8floor. Tutaj musimy odpowiednio manewrować swoimi wieżami, ustawiać odpowiednie ich typy, a do tego wspierać się potężnymi zaklęciami. Pomocne będą również specjalne buffy, które chwilowo zwiększą poziom rażenia czy zadawany damage. Zdobywane z ubitych poczwar złoto musimy bardzo dobrze wygospodarować, ulepszając to co udało nam się już postawić.

Jeśli uda nam się zaliczyć poziom, zdobędziemy gwiazdki, które odblokują nam kolejne wyzwania. Tych zaimplementowano aż 60 w trzech różnych regionach. Biorąc pod uwagę horrendalnie wysoki poziom trudności – nikt nie będzie się nudził.

Oprawa wizualna jest typowa dla gatunku i gier wydawanych przez 8floor – mamy ciekawe lokacje, kręte ścieżki, garstkę wież oraz, o dziwo, całkiem sporo oryginalnych poczwar, którym obca jakakolwiek litość. Udźwiękowienie także trzyma poziom – klimatyczny utwór rodem z filmów fantasy o potężnych bohaterach i krwawych potyczkach. Oczywiście jest on zapętlony, ale nadal pozytywnie zaskakuje, zwłaszcza tych, którym nieobce twory 8floor. Niestety, klasycznie już, produkcja potrafi zgubić klatki, zwłaszcza podczas uruchamiania menu.

Nie będę ukrywał, Royal Defense Invisible Threat nie wprowadza nic innowacyjnego. Nie zaskakuje niczym oryginalnym, a spadki animacji potrafią zirytować, jak w niemal każdej grze wydanej przez 8floor na PS Vita. Co jednak czyni go małą perełką (wśród 8floorowych produkcji!) to poziom trudności. Nie pamiętam drugiej takiej gry, w której problem stanowiłby już pierwszy poziom. Jeśli więc lubicie horrendalnie trudne wyzwania i nie przeszkadzają Wam wszędobylskie mikropłatności – myślę, że warto.


Plusy:

  • Najtrudniejszy tower defense wydany przez 8floor!
  • Jeszcze raz – horrendalnie wysoki poziom trudności!
  • Zróżnicowane poczwary, bestie, krasnoludy, szkielety i wszystko inne, co nadciąga z nieznanego
  • Od początku mamy wszystko odblokowane – cała nadzieja w dobrze obranej taktyce

Minusy:

  • Wszędobylskie (choć opcjonalne) mikropłatności
  • Spadki animacji

OGÓLNA: 6.5/10


Producent: SPL
Wydawca: 8floor
Data wydania: 16.12.2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 70 MB
Cena: 25 PLN


Recenzja powstała dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink (w banerze poniżej) oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier na Vitę :)

play-asia-bannerplay-asia_mypsvita

Reklamy