Studia SPL oraz 8floor w swojej karierze stworzyły już dziesiątki gier, a kilkanaście z nich wydały na naszą konsolę przenośną. Niestety niemal każdy projekt cechował się do tej pory przystępną ceną, ale do tego raczej kiepską jakością i sporymi mikropłatnościami. W ramach akcji „Szponix się nudzi i recenzuje wszystkie zaległości od 8floor” przyjrzymy się dziś Iron Sea Defenders.

Produkcja jest kolejną już grą z gatunku tower defense i raz jeszcze nie zadbano o żaden motyw fabularny. Przygotowano natomiast całkiem solidną liczbę poziomów, na których naszym celem jest ustawianie wież obronnych i odpieranie ataku nieprzyjaciół.

Twórcy nie przygotowali dla nas nic, czego nie znalibyśmy z poprzednich tego typu gier. Mamy więc niewielką ilość wież ofensywnych, z dwie czy trzy budowle defensywne, których i tak nigdy nie użyjemy oraz całkiem wysoki poziom trudności.

Za niszczone wrogie jednostki zdobywać będziemy złoto, za które postawimy nowe wieże na określonych miejscach oraz ulepszymy już te stojące, zwiększając im damage czy pole rażenia. Jeśli uda nam się przetrwać wszystkie fale i ukończyć poziom, zdobędziemy kotwice. Jest to specjalna waluta, za którą permanentnie ulepszymy odblokowane wieże, sekretne bronie (wyrzutnie rakiet, kwas wylewany do morza i inne przydatne barachło z długim czasem przeładowania) oraz ogólne statystyki, tj. ilość serc i zdobywanego złota.

Oprawa wizualna trzyma całkiem wysoki poziom. Wydaje mi się, że nieco odbiega od innych tego typu produkcji, oczywiście na jej korzyść. Mamy więc ciekawe, choć powtarzalne lokacje, oryginalne wieże i niezliczone kopie wrogich jednostek. Udźwiękowienie pozostało na tym samym poziomie – jest, żeby było, ale nie zapada w pamięć, a krótki i zapętlony utwór po kilku minutach zamęczy każdego. Bez zmian również w kwestii optymalizacji, Iron Sea Defenders potrafi zgubić klatki, a przy większej akcji wręcz zacina się nawet na kilka sekund.

Będąc przy porównywaniu produkcji do innych, należy wspomnieć o mikropłatnościach. Poziom trudności jest tak podbity, że ciężko ukończyć grę bez wydawania realnej kasy na kotwice. Okazji na pozbywanie się kotwic również jest od groma – niemal na każdym poziomie możemy wydać sporą ich ilość, odblokowując sobie najlepsze miejsca na wieże (celowo przyblokowane przez twórców), przyspieszając czas ładowania sekretnych broni czy w końcu wykupując bądź ulepszając wieże, gdy nie posiadamy wystarczającej ilości złota. Najbogatsi mogą wręcz wykupić odpowiedni pakiet kotwic i zaliczyć grę, nie przejmując się w ogóle zwykłym złotem. Co więcej, Iron Sea Defenders został podzielony na odcinki (stąd też większa ilość poziomów, niż w innych grach), które odblokować możemy masterując poziomy bądź kupując w PS Store za 4zł każdy (lub 8, jeśli od razu chcemy odblokować sobie wszystkie poziomy, bez konieczności zaliczania ich pojedynczo). Komu więc mogę polecić Iron Sea Defenders? W zasadzie wszystkim fanom tower defense, pod warunkiem, że nie jesteście maniakami masterowania, a samą grę znajdziecie za maksymalnie dyszkę.


OCENA: 4/10


Producent: SPL
Wydawca: 8floor
Data wydania: 23.11.2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 110 MB
Cena: 25 PLN


Recenzja powstała dzięki naszej współpracy z Play-Asia! Dzięki Waszym zamówieniom zrobionym tam przez wejście przez nasz reflink (w banerze poniżej) oraz/lub z użyciem naszego kuponu zniżkowego będziemy w stanie zrecenzować jeszcze większą liczbę gier na Vitę :)

play-asia-bannerplay-asia_mypsvita

Reklamy