Taktycznych jRPG-ów kilka na Vicie już jest, ale każdy nowy jest mile widziany. Jedną z najnowszych takich pozycji jest God Wars, który zwracał naszą uwagę już od zapowiedzi. Często to wystarczy, żeby grę zakupić, ale jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, mamy dla Was ważną wiadomość!

Ale o tym później, na razie podstawy fabularne i rozgrywkowe. Jeśli chodzi o historię, od razu mówię, że nie będziemy mieli się czym zachwycać. Lądujemy w średniowiecznej Japonii, gdzie bogowie i magia mają się bardzo dobrze. A nawet lepiej niż bardzo, bo konkretnie wpływają na życie mieszkańców doglądanych terenów. Przykładowo, jeśli toczone są wojny, ludzie żyją w niezgodzie i nie szanują natury, wtedy bóstwa się wściekają i grożą konsekwencjami. Gdy 13 lat temu doszło do takiej sytuacji, tylko poświęcenie córki królowej jednego z narodów mogło uspokoić potężne istoty i powstrzymać wybuch wulkanu. Teraz jednak sytuacja znów nie jest dobra, ludzie przymierają głodem, a narody nadal są zwaśnione, co nie podoba się bogom. W takich okolicznościach Kaguya, druga córka wspomnianej już królowej, z pomocą przyjaciela z dzieciństwa ucieka z niewoli. Szybko postanawia odkryć, dlaczego jej własna matka zgotowała jej ten los oraz dowiedzieć się, co się w ogóle z nią stało, bo od poświecenia pierwszej córki nikt jej nie widział. W trakcie podróży spotkamy wiele jako tako interesujących postaci oraz zobaczymy, jak rozwija się waśń trzech narodów. Dowiemy się też, jak doszło do obecnej sytuacji, oraz poznamy okoliczności zniknięcia królowej. Całość jest lekka, mało skomplikowana i, choć scenarzyści próbowali nadać historii dramatyczny ton, a w innych miejscach wpleść trochę humoru, w efekcie końcowym jest to opowieść jakich wiele. Za to na plus można potraktować podejście do przedstawienia historii. Oczywiście bazą są zwykłe „drukowane” dialogi, ale stosunkowo często pojawiają się wstawki będące interaktywnym komiksem oraz cutscenki anime. I tu od razu zaznaczam, że gdy wybierzemy japoński dubbing, przez całą grę w cutscenkach nie zobaczymy angielskich napisów… NISA potwierdziło mi, że wie o problemie, ale w dniu wstawiania recenzji, czyli pięć tygodni po premierze, patcha nadal ani widu, ani słuchu.

GW 1

Gra została podzielona na cztery rozdziały składające się z 11-14 odcinków. W znacznej większości tych odcinków stoczymy walki powiązane z fabułą. Pozostałe pojedynki czekają na nas w kilku świątyniach w postaci próśb mieszkańców do spełnienia. Zaznaczam oba motywy, ponieważ przy grze na normalnym poziomie trudności nie obejdzie się bez zaliczania co jakiś czas kilku dodatkowych potyczek, aby móc popchnąć dalej fabułę. Na „easy” z kolei można sobie już poradzić bez bonusowych walk, ale wciąż łatwo nie będzie. Poza tym nawet na tym ustawieniu można spędzić na mapie godzinę a nawet półtorej. Trudność walk przede wszystkim wyznaczają zestawy czekających na nas wrogów oraz ich rozmieszczenie. Większość pól bitw jest dość prosta oraz nieduża, czyli nie mamy zbyt daleko do wszystkich przeciwników i nie ma wielu przeszkód. Problematyczne stają się mapki, na których są większe wzniesienia, a na nich łucznicy, czy też musimy dojść do bossa, przedzierając się przez co najmniej dziesięcioro nieprzyjaciół, z czego przynajmniej troje posiada umiejętności lecznicze. Takie rozwiązania miały wymusić taktyczne myślenie, jednak dość często nie można było zrobić nic więcej, jak tylko przeć do przodu i leczyć się na bieżąco.

GW 2

W trakcie wędrówki nasza drużyna rozrośnie się do czternastu osób. Każda z nich ma swoje podstawowe statystyki oraz specjalne skille. Jednak to, co determinuje przydatność walczących, to zawody. Jest ich całkiem sporo, ale oczywiście nie wszystkie są od razu dostępne. Aby uzyskać dostęp do nowych, najpierw trzeba odpowiednio wylevelować te podstawowe. Gdy już wybierzemy sobie zawód główny (wpływa na statystyki i ich rozwój) oraz dodatkowy, możemy zbierać punkty, za które odblokujemy i ulepszymy przypisane im skille. Wyuczonych zdolności aktywnych możemy używać tylko z ustawionych zawodów, ale za to pasywne są dostępne przez cały czas. Pośród nich znajdziemy pełny zakres ataków fizycznych magicznych, buffów, debuffów i innych wspomagaczy. Trzeba mieć to na uwadze, bo wystawiając do bitwy np. tylko walczących wręcz, daleko nie zajdziemy. Tu pojawia się jednak pewien problem z taką plejadą postaci. Tak właściwie początkowy zestaw jest wystarczający i niezbyt chce się kombinować z jego wymianą, szczególnie gdy pojawia się przepaść pomiędzy poziomami postaci. Co prawda raz na jakiś czas bohaterowie z mniejszym levelem będą wymagani w konkretnej walce, ale nie wpłynie to jakoś specjalnie na losy bitwy. Wracając jeszcze do zawodów, skoro przy poziomach jestem, każda zmiana na lepszy wiąże się z brakiem skilli i koniecznością natrzepania punktów do nich. Rozwiązanie logiczne, ale upierdliwe, więc trzeba o tym pamiętać, bo warto je zmieniać.

GW 3

Poza oglądaniem rozwoju historii i walkami wiele do roboty nie mamy. Przede wszystkim czekają na nas te prośby od mieszkańców trzech królestw, ale to też walki. Poza grindowaniem leveli i punktów zdolności głównym ich plusem jest to, że po zaliczeniu kilku takich odblokowujemy dostęp do trudniejszego zadnia, które nagradza nas specjalnym złotym elementem ekwipunku. Natomiast jeśli stwierdzimy, że mamy za dużo kasy, możemy sypnąć ją kapłance, kupując modlitwę, co zwiększy poziom miejsca modłów i da lepsze bonusy do kolejnej walki. Jednak kasy jakoś specjalnie dużo mieć nie będziemy, bo ekwipunek tani nie jest, a sześć postaci zawsze trzeba wyposażyć. Za to muszę pochwalić sklep, bo kupowanie sprzętu jest bardzo proste i szybkie dzięki opcji przymiarki zalecanych przedmiotów. Z aktywności dodatkowych na mapie zostaje już tylko otwieranie skrzynek oraz szukanie skarbów, zbieranie ziół, bawienie się w geologa i łowienie ryb. Ale żeby się w to robić, trzeba mieć albo chęć na platynę, albo za dużo wolnego czasu.

GW 4

Oprawa graficzna jest ciekawa. Bardzo dobrze została przygotowana część 2D, czyli projekty postaci i interaktywny komiks. Scenki anime również są ładne i niezrobione po łebkach. Trochę gorzej wypadają elementy 3D, czyli pojedynki. Za to na pochwałę zasługuje duża rozmaitość wrogich jednostek, i nawet ludzie, choć bazowo są podobnymi przeciwnikami, mają rozmaite szaty. Problematyczne dla niektórych będą strony menu, ponieważ jest w nim nadźgane sporo informacji, a więc i czcionka jest mała. Muzyka z kolei jest bardzo przyjemna i jej orkiestrowe melodie bardzo dobrze pasują do przedstawionego nam świata. Razi tylko jeden utwór, zrobiony jakby pod stare jPRG-i, który strasznie kłóci się z koncepcją pozostałych i jest wręcz tandetny. Na szczęście słyszałem go tylko raz. Jeśli chodzi o japoński dub, nie mam mu nic do zarzucenia, oczywiście poza faktem, że występuje sam bez angielskich napisów we wstawkach anime, ale to już błąd wydawcy. Co prawda można wybrać i angielskie głosy, żeby nic z tekstów nie ominąć, ale jego jakość jest tak niska, że już naprawdę lepiej nie mieć pewności, co się dzieje, niż słuchać tej abominacji.

GW 5

Już powoli dochodzę do tej ważnej wiadomości wspomnianej we wstępie. Jeśli przeczytaliście cały tekst, zauważyliście, że nie było tam samych pochwał. Gra ma kilka problemów, a głównym z nich jest to, że się dłuży. Tak, to normalne, że walki w tRPG potrafią trwać godzinę i dłużej, ale np. nie odczuwałem tego tak przy Disgaei 4. Może gdyby dało się wyłączyć animacje ataków, byłoby lepiej, no ale się nie da. Po niemal dwóch pełnych rozdziałach zrzuciłem trudność z normalnej na łatwą, bo chciałem grę przejść przed napisaniem recenzji, a bez tego nie byłoby to możliwe. Było trochę łatwiej, nie powiem, ale na czasie zyskałem głównie tyle, że nie musiałem robić zadań pobocznych, żeby radzić sobie z walkami. No i tak po kilkudziesięciu godzinach, powiedzmy 50, bo gra zegara nie ma, dotarłem do finałowego bossa i się wkurwiłem (chyba pierwszy raz rzucam mocnego bluzga w recenzji…). Tak przekokszonego końcowego przeciwnika dawno nie spotkałem! Cholera nie tylko miała mocne ataki i trzy ruchy w turze, ale też co rusz rzucała mi na drużynę statusy, a co najgorsze, miała strasznie wysoki poziom uniku. I mimo że grałem na „easy” i drużynę miałem na 65 levelu, gówno mogłem jej zrobić… Bez znacznie wyższego poziomu i pakietu skilli podnoszących celność drużynie, a jej obniżającej uniki, nie ma co podchodzić do tej walki. Po pół godzinie wygibasów zrobiłem w końcu rage quite’a i stwierdziłem, że to pierdolę. Nie mam wolnych kolejnych dwudziestu godzin na grind, poza tym chęci też. I co zabawne, okazuje się, że taką frustrację nie tylko ja odczułem. Pod walkthrough opublikowanym na YT też pojawił się komentarz osoby, która na 75 levelu nie mogła sobie poradzić. Sam autor filmiku walkę wygrał po ok 30 minutach, ale z postaciami na 99 poziomie i od razu zaczął od skilla „AIM Prayer”. Dodatkowo, na naszym Tłiterze wypowiedział się gracz, który bossa ubił, ale też pochlebnej opinii o tym całym motywie nie ma, a przez to i grze.

Początkowo chciałem dać grze 7, bo mimo wszystko bawiłem się dość dobrze, ale po tej akcji z ostatnim bossem więcej niż sześć nie dam. I przestrzegam Was, o ile nie macie masy cierpliwości oraz wolnego czasu, nie podchodźcie do God Wars.


Fabuła: 5,5
Grafika: 7
Audio: 8
Gameplay: dobre pytanie w zaistniałych okolicznościach…

Ocena ogólna: 6/10


Serdecznie dziękujemy NIS America
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Kadokawa Games
Wydawca: NIS America
Data wydania: 16 czerwca 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 1,5 GB
Cena: 159 PLN

Reklamy