God Eater zadebiutował na PSP. Mnie przyszło po raz pierwszy spotkać się z nim na Vicie. Któregoś dnia podczas szpilu naszło mnie pytanie: „Jak się, kurde, w to grało na PSP, skoro teraz z dwoma gałkami czasem nie nadążam?!”.

Ale zanim przejdę do rozgrywki, standardowo fabuła. Jako niemy protagonista, którego musimy sobie stworzyć, trafiamy do postapokaliptycznego świata. Do zniszczenia cywilizacji doprowadziły stwory nazywane aragami. Występują w przeróżnych kształtach, rozmiarach i mają wiele nietypowych zdolności. Cechy te uzyskały, ponieważ składają się z niezależnych tajemniczych komórek, które przyjmują cechy pochłanianych rzeczy. Zasadniczo nic innego poza chęcią spożywania nimi nie kieruje, a że ludzie są także akceptowalnym pokarmem, większość populacji została już pochłonięta. Ta resztka, która pozostała, skupiła się w rozsianych po świecie warowniach i stara się jakoś przetrwać oraz znaleźć sposób na zniszczenie aragamich. My jesteśmy jedną z takich opcji przetrwania, czyli nowym typem God Eatera – osoby zdolnej podjąć się walki z potężnymi przeciwnikami. Gdy już zadomowimy się w bazie, przyjdzie nam poznać galerię barwnych postaci, z czego większość ma swoją historię do poznania. Zobaczymy też, jak rozwija się problem z aragami, bo okazuje się, że jednak potrafią więcej, niż tylko bezmyślnie pożerać; oraz odkryjemy ciekawy wątek spiskowy. Nie chcę zdradzać zbyt wiele konkretów, bo łatwo rzucić spoilerem, więc pozostawię Was z zapewnieniem, że fabuła jest przyjemna. Pojawiają się jednak pewne dłużyzny, ale to problem przedstawienia historii w grze, która bazuje na systemie misji. Po przejściu 10 rozdziałów  poznamy też dodatkowy scenariusz, który został dodany do ulepszonej wersji pierwszej odsłony gry.

GE 1

God Eater reprezentuje gatunek huntingów, czyli bieganie po lokacjach i ubijane przeciwników, najczęściej znacznie większych i potężniejszych od nas, ale za to często pomaga nam drużyna. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Wraz z (najczęściej) trzema towarzyszami wyruszamy na misje udostępniane nam w lobby i pokonujemy z góry przypisanych przeciwników. Aragami są różnorodne, dzięki czemu walki z nimi nie są nudne. Poza tym często napotkamy różne zestawy, co dodatkowo będzie wymagać od nas większej uwagi, szczególnie gry trafią się dwa, a nawet trzy bardziej ruchliwe. Walczyć z nimi możemy dzięki specjalnym, wielkim broniom stworzonym specjalnie na potrzeby ubijania tych stworów. Na szczęcie, jako nowy typ, nie musimy decydować się, czy chcemy używać broni białej czy palnej. Nasze zdolności pozwalają nam w każdej chwili przełączyć się między nimi. Z broni białej dostępne mamy kosy, młody, miecze, sztylety i włócznie. Rozróżnia je siła ataku, zasięg oraz typ zadawanych obrażeń. W kwestii broni palnej do wyboru mamy snajperkę, karabin, granatnik i shotguna. W ich przypadku również istotną rolę odgrywają różne parametry, jakie oferują. Ważne w walce z aragami są także żywioły, które mogą mieć przypisane oba typy broni oraz naboje. Każdy rodzaj przeciwnika ma swoją słabość i warto wcześniej sprawdzić, czy lepiej strzelać do niego z kul z ładunkiem ognistym czy lodowym, bo może to zaważyć o zwycięstwie. Ostatnim kluczowym elementem ekwipunku jest tarcza. Dzięki aktywowaniu jej (nie możemy się wtedy ruszać i atakować), znacznie zmniejszymy otrzymywane obrażenia, a o tym, że duzi przeciwnicy zadają spore straty na pasku zdrowia, chyba nie muszę przypominać.

GE 2

Walki stoczymy na kilku arenach różnego typu. Jedne są bardziej otwarte, inne ciaśniejsze, pozostałe łączą oba te motywy. W zależności od przeciwnika mogą działać zarówno na naszą korzyść, jak i niekorzyść. Przykładowo, wolniejszych i większych lepiej tłuc na mniejszym terenie, z szybkimi łatwiej można sobie poradzić na bardziej otwartym. Tu też znaczenie ma wybrana przez nas broń biała. Jeśli chodzi o palną, zdecydowanie łatwiej jest bawić się nią na większym terenie. Żeby jednak z niej skorzystać, musimy posiadać naładowany pasek amunicji. Gdy się wyczerpie, możemy go odnowić, atakując wroga fizycznie, co jednak zabiera trochę czasu, jednak jest niezbędne, żeby pojedynki poszły gładziej. Same ataki fizyczne dzielą się na trzy typu: słabszy i mocniejszy, z których można zrobić kombo, oraz pożarcie. Ten ostatni, nie dość, że zabierze aragami więcej zdrowia, o ile trafimy w jego słabszy punkt, to jeszcze da nam od jednej do kilku sztuk specjalnej amunicji do wykorzystania niezależnie od paska broni palnej. Naturalnie nie możemy też zapominać o kontroli staminy potrzebnej do biegania i zadawania silniejszych ataków. Poza tym dochodzi do tego wszystkiego jeszcze opcja burstu, która wzmacnia atak oraz przeróżne typy pożarć. W tym miejscu muszę wspomnieć, że towarzysze są średnio rozgarnięci, co odbija się na walkach z trudnymi przeciwnikami. Dobrze więc, że mamy do dyspozycji kilka przedmiotów leczniczych, które, na szczęście, nie są drogie i sami możemy dbać o swój poziom zdrowia. Tak właściwie towarzysze najlepiej sprawdzają się, gdy zaliczymy zgon… W tym momencie powrócę do nawiązania do PSP ze wstępu. Dzięki dwóm gałkom Vity, prawą kontrolujemy kamerę. Nie wiem, jak to się odbywało poprzednio, ale obstawiam, że gracz nie miał nad nią większej lub łatwej kontroli. W takcie pojedynków dzieje się dużo, szczególnie, gdy musimy sobie radzić z dwoma bydlakami, więc i trudniej utrzymać pełną kontrolę nad polem bitwy.

GE 3

Jak na ten gatunek przystało, pokonani wrogowie zostawiają po sobie przeróżne rzeczy, jakieś kości, futra, rdzenie i co tam jeszcze przyszło twórcom na myśl. Wszystko to, wraz ze zbieranymi z ziemi rzeczami, posłuży nam do tworzenia nowych elementów ekwipunku oraz ulepszania już posiadanego. I tak, dla przykładu, możemy sobie zrobić nową kosą czy tarczę, ale też, jeśli ulepszymy te już posiadane, możemy otrzymać to samo, tylko mniejszym kosztem. Tak na dobrą sprawę nie ma jednej dobrej drogi, najlepiej tworzyć i ulepszać w oparciu o „O, lepsze staty, bierę!”. Jeśli chodzi o naszego bohatera i jego parametry, to właśnie wyposażenie będzie decydowało o nich. Broń biała i palna oraz tarcza wpłyną przede wszystkim na podstawy, czyli atak i obronę, ale dzięki specjalnej opcji upgrade’u sprzętu, możemy nadać im dodatkowe cechy wzmacniające nas. Te oraz inne cyferki możemy także zwiększyć, zakładając dwa akcesoria, które również najpierw musimy sobie zrobić. Same fatałaszki są tylko ozdobnikiem, który wyróżni nas na polu walki w trakcie zabawy online, no chyba że ktoś ma wysokie standardy wyglądu postaci, wtedy będzie się bawił w projektanta dla własnej frajdy. W kwestii towarzyszy warto wspomnieć, że mamy pewien wpływ na nich. Wszystkim dostępnym możemy dobrać kilka skilli, które w jakiś sposób wpłyną i na nas. Np. gdy kolega bądź koleżanka nas wskrzesi, od razu przejdzie w burst, a więc i silniej zaatakuje. Można im też ustawić dany typ ataku czy zwiększyć siłę itp. Wszystko do złożone do kupy daje pokaźną liczbę opcji, które musimy na bieżąco kontrolować, żeby nie siedzieć za długo w misjach, a jest ich sporo.

GE 4

Trzeba przyznać, że Bamco ładnie poradziło sobie z ulepszeniem oprawy graficznej tytułu bazowego z PSP. Postaci są dobrze zrobione, aragami również pełne detali, a efekty specjalne efektowne. Poza tym gra działa bez przycięć, chociaż… raz czy dwa trafiło mi się drobne i króciutkie, ale zauważalne zwolnienie. Ewentualnie trochę można by się przyczepić do detali lokacji czy lobby, ale i tak nie zwraca się na nie specjalnej uwagi bądź szybko przestaje je zauważać. Muzyka z kolei jest bardzo różnorodna. Usłyszmy kawałki elektroniczne, rockowe, a nawet symfoniczne. Wszystkie bardzo dobrze komponują się z klimatem gry i przyjemnie się ich słucha. W przypadku efektów dźwiękowych też nie ma się czego czepiać, no może poza jednym wyjątkiem – tak dziwnego odgłosu wydawanego przez kogoś, komu zabrakło tchu, jeszcze nie słyszałem… Problematyczny jest za to dubbing, bo do dyspozycji mamy tylko angielski. Większość postaci jest przyzwoita, ale kilka irytuje, zwłaszcza teraz, gdy obejrzałem pierwszy ep animu, a więc po raz pierwszy usłyszałem oryginalne głosy. Plus tego zabiegu jest jeden, nie musimy biegać wzrokiem za napisami (a w niektórych grach ich nawet nie było!), gdy postaci mówiły coś w trakcie walki, więc możemy się na niej skupić, zamiast zastanawiać się, czy czytać, czy szarżować na wroga.

GE 5

Po pierwszych godzinach z God Eaterem moje myśli krążyły wokół Toukidenów, które od pierwszej chwili wciągnęły mnie na dobre koncepcją świata, fabułą i rozgrywką. GE zajęło to więcej czasu, zarówno pod względem historii, jak i gameplayu, a i tak nie do końca mu się to udało. Walki były mniej intuicyjne, a fabuła na początku taka sobie. Jednak nie odłożyłem gry i z czasem zacząłem ją bardziej ogarniać, a fabuła się rozkręciła, co pokazało mi, że pozycja jest bardzo dobra. Przyjemna oprawa AV, rozbudowany system walki, w miarę wymagające pojedynki oraz pilnowanie lepszego ekwipunku dają sporo frajdy z siedzenia przed konsolką. Muszę jednak zaznaczyć, że gdzieś tak w połowie gra zaczęła mi się trochę dłużyć przez misje, które nie popychały fabuły. Poza tym trafiłem na dwa nagłe skoki trudności w zadaniach, gdzie pojawiał się Dyaus Pita, czyli najsilniejszy z dotychczas napotkanych przeze mnie przeciwników. W pierwszym przypadku pokonałem go dopiero po wyfarmieniu lepszego ekwipunku, czyli jakoś za czwartym podejściem. Niestety w drugiej misji nie miałem już dostępu do lepszych towarzyszy i na razie utknąłem, bo i lepszego sprzętu też jakoś nie ma… No cóż, prędzej czy później spróbuję znowu, ale najpierw na pewno dokończę animu, a potem odpalę drugą część gry. Tak czy inaczej, polecam God Eatera tym, którzy jeszcze w niego nie grali, a zainteresowała ich ta pozycja.


Fabuła: 7
Grafika: 8,5
Audio: 8
Gameplay: 8,5

Ocena ogólna: 8/10


Grę do recenzji dostarczył nam sklepplay-asia-banner-szeroki


Producent: Shift, Bandai Namco
Wydawca: Bandai Namco
Data wydania: 30 sierpnia 2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa (w EU dołączona do God Eater 2 Rage Burst) i fizyczna (kod do pobrania dodany do europejskiego pudełka z God Eater 2 Rage Burst)
Waga: 3,4 GB
Funkcje crossowe: -save i -play z PS4
Cena: 159 PLN

Reklamy