Są takie gry, które zaraz po zobaczeniu ich zapowiedzi sprawiają, że czekamy na nie, czasem nawet bardzo. Dla części z nas taką grą na pewno był platformer 2D Shu. Po różnych perturbacjach Coatsink w końcu wypuścił vitowy port i tak, zdecydowanie warto było czekać!

Twórcy reklamują swoją grę hasłem „Prześcignij koniec świata”. Jest ono w pełni trafione, ponieważ musimy uciekać przed żywą, okrutną burzą, której celem jest pochłonięcie świata. W swoim niszczycielskim szale dotarła do wioski ptakokształtnych istot, co oczywiście zakończyło się zupełnym jej zniszczeniem. Większości mieszkańców udało się uciec, a jednym z nich był Shu, protagonista, którego ucieczką pokierujemy. I to właściwie tyle, jeśli chodzi o fabułę. Na przestrzeni wszystkich poziomów nie jest rozwijana i dopiero po przejściu ostatniej planszy zobaczymy, jaki był finał ucieczki przed końcem świata. Nie ma w tym jednak nic złego, ponieważ możemy w pełni skupić się na przebieganiu przez pięć różnorodnych lokacji, w których znajduje się od dwóch do czterech plansz. Wszystkie zostały pięknie zaprojektowanie i cieszą oczy spójnością koncepcji wyglądu z zaplanowaną rozgrywką, kolorystyką i dużą ilością przeróżnych detali. Co ważne, gra śmiga w stałych 60 klatkach na sekundę i ani na chwilę nie traci płynności. Świetnie też prezentuje się muzyka, która umila podróż w spokojniejszych chwilach, ale też podnosi napięcie, gdy goni nas burza. Spokojnie można stwierdzić, że oprawa audiowizualna Shu jest majstersztykiem!

shu1

Po platformerach 2D przede wszystkim spodziewamy się dużej ilości trudnych skoków, szybkiego działania i czasem starć z przeciwnikami. Shu nie oferuje tego ostatniego, ale gdy już się zacznie grać, w ogóle to nie przeszkadza, bo nie brakuje pozostałych utrudnień. Skoków jest mnóstwo i nieraz trzeba się wykazać sporą precyzją, by nie spaść w przepaść czy nadziać się na jakieś kolce.  Jednak nie samymi skokami gra stoi. Nasz bohater potrafi szybować, dzięki czemu przedłużamy lot, co nie raz będzie kluczowe, by bezpiecznie wylądować. Na tym jednak kończą się jego możliwości. Za to w każdej z pięciu lokacji na czas jej trwania wachlarz możliwości zostanie rozwinięty o dwie dodatkowe zdolności. Jest to możliwe dzięki ratowaniu pozostałych mieszkańców wioski i prowadzeniu ich do bezpiecznego miejsca. Jednak zanim tam dotrzemy, zmierzymy się z pakietem dodatkowych trudności, które trzeba pokonać obecnie posiadanymi mocami. I tak, dla przykładu, w lesie przyjdzie nam poruszać się po wodzie niczym nartnik oraz odbijać się od kwiatowych ścian. Rozwiązanie jest bardzo ciekawe i sprawia, że co rusz mamy do czynienia z czymś nowym. Jak już wspomniałem na początku, głównym motywem gry jest uciekanie przed burzą i trzeba to potraktować dosłownie! Na większości poziomów w pewnym momencie wyskoczy nam komunikat „Uciekaj!” i nie zostaje nam nic innego, tylko uciekać! Nie jest łatwo, bo twórcy naprawdę postarali się utrudnić naszą drogą, a to tego trzeba pamiętać o obecnie posiadanych specjalnych zdolnościach. Na szczęście ekpia Coatsink była też dość wyrozumiała, dzięki czemu dość często trafimy na checkpointy, więc nie musimy powtarzać leveli od początku. No chyba że pomiędzy punktami zapisu zdołamy stracić pięć otrzymanych szans, co jest całkiem prawdopodobne.

shu2

Żeby dopełnić zabawę, dostaliśmy kilka opcji zbieractwa. Najprostszą jest łapanie motylków, które nieraz służą też za pomoc w doborze miejsca skoku itp. Drugą opcją są pisklaki rozsiane po levelach. Na każdej planszy znajduje się sześć maluchów i często trzeba wysilić wzrok bądź wskoczyć w jakieś mniej oczywiste miejsce, by je uratować. Oczywiście dodatkowa trudność pojawia się, gdy zwiewamy przed burzą, a po drodze trzeba jeszcze gdzieś się wbić i wrócić z młodym. Ostatnim elementem kolekcjonerskim są kawałki murali. Dojścia do nich są porządnie ukryte i wymagają większej zręczności, pomyślunku i bystrego oka. Plusem w zbieractwie na pewno jest to, że gdy zaliczymy level, a nie mamy wszystkiego, podczas powrotu wystarczy skupić się na uzupełnianiu braków. A skoro już przy powtarzaniu plansz jesteśmy… Dlaczego by nie zrobić tego kilka razy, by pobić czas cienia Shu czy przejść level bez straty życia? Oczywiście w nagrodę dostaniemy odpowiednie odznaczenie. W ramach ciekawostek, Vita dostała jeszcze specjalną planszę, na której pojawiają się uratowani przyjaciele. Odwiedzając ich, możemy wykorzystać ich zdolności oraz przejrzeć ciekawą galerię. Gdybyście jednak należeli do osób, którym wystarczy tylko przejść całą grę bez dodatkowych czynności, wtedy, niestety, produkcja nie może się pochwalić zbyt długim gameplayem. Samo przejście jej zajmuje do pięciu godzin, co nie jest jakimś specjalnym wynikiem. Na szczęście Coatsink wydał darmowe DLC, w którym zajdziemy sześć dodatkowych plansz, więc i czas z grą się wydłuży. Nie trzeba nic pobierać, wystarczy po przejściu gry nacisnąć przycisk „w górę” na d-padzie z pozycji ostatniego świata, by zaznaczyć nową lokację, czyli jaskinie.

shu4


OPINIE


Quithe:

Wstęp do recki jest taki, a nie inny, bo sam bardzo czekałem na tę grę. Lubię platformery ogólnie, a Shu ujął mnie koncepcją graficzną i gameplayami. Jedno tylko budziło moje zastrzeżenia – motyw uciekania. Nienawidzę tego elementu w tym gatunku, w sumie w innych też, bo presja małej ilości czasu zawsze powoduje u mnie popełnianie najprostszych błędów. I co? Spieprzania jest sporo, i tyle samo, jak nie więcej było moich wpadek. Ale bawiłem się wybornie! Projekty poziomów są świetnie przemyślane, znajdzki dobrze rozstawione i chce się powatarzać poziomy dla zdobycia wszystkiego. O zaliczaniu leveli bez zgonu i na czas nie wspominam, bo za kiepski jestem na to… Ale ci z Was, którzy się w tym lubują, powinni być bardzo zadowoleni z czekającego wyzwania. Cóż, nie zostaje mi nic innego, jak polecić Wam Shu, niezależnie od wieku i zdolności w platformerach. Po prostu wszyscy będą świetnie się bawić przy tej produkcji.

PS. Gdy kupicie grę i pojawią się japońskie krzaki zamiast angielskiego, nie panikujcie. Wystarczy zmienić język menu konsoli na angielski. Twórcy znają problem i pracują nad patchem, ale trudno powiedzieć, kiedy się pojawi.

Ocena: 9/10


Szponix:

Shu już od pierwszych zapowiedzi sprawiał wrażenie klimatycznego, wymagającego i magicznego platformera. Nic dziwnego więc, że wielu graczy zaczęło porównywać go do Raymana i oczekiwało równie wciągającej zabawy. Po premierze okazało się, że tron nie został przejęty, ale nie oznacza to, że otrzymaliśmy słabą produkcję. Wręcz przeciwnie, zgodnie z obietnicami dostaliśmy wspaniałą platformówkę o świetnej stylistyce, dość dobrze zbalansowanym poziomie trudności (choć główny wątek jest trochę zbyt prosty, a częste checkpointy nie próbują tego zatuszować) i wciągającym gameplayu. Szybka (choć nie ukrywam, że miejscami trochę zbyt ślamazarna) akcja, wspaniały design leveli i dobre udźwiękowienie sprawiają, że ciężko oderwać się od konsoli. Niestety, Shu nie jest idealny. Za główne wady można uznać krótki czas gry (około czterech godzin, ale można je znacznie wydłużyć, masterując już ukończone poziomy) oraz dość wysoka cena. Jeśli, podobnie jak ja, uwielbiacie platformówki, bierzcie bez wahania. Jeśli jednak do gatunku podchodzicie z rezerwą, a masterowanie poziomów nie jest Waszym konikiem, radzę wstrzymać się do najbliższej promocji. Jedno jest pewne, każdy vitowiec powinien zasmakować tej wspaniałej i magicznej przygody.

Ocena: 8/10


Ocena ogólna: 8,5/10


Serdecznie dziękujemy Coatsink
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Coatsink, Secret Lunch
Wydawca: Coatsink
Data wydania: 7 czerwca 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Funkcje crossowe: -buy z PS4
Waga: 1,8 GB
Cena: 49 PLN

Reklamy