Uwaga, po raz kolejny przeniesiemy się do świata gry MMORPG! Oczywiście w pakiecie z niezręcznym faktem, że śmierć w owym „wymiarze” jest równoznaczna ze śmiercią w realnym świecie oraz koniecznością przejścia najtrudniejszego dungeona w grze, aby się z niej wydostać. Jak widzicie, Period Cube oferuje historię zrobioną metodą kopiuj-wklej, ale może i coś więcej? Co ciekawe, tak, chociaż nie ma tego wiele.

Recenzję napisała KotStation

Opowieść zaczyna się, gdy główna bohaterka, o domyślnym imieniu Kazuha, zaczyna niepokoić się przedłużającą się nieobecność jej brata, Shikiego. Nie odpisuje na jej SMS-y i ostatnio nikt nie widział go na uczelni. Nawet ich wspólny przyjaciel z dzieciństwa, Hiroya, stracił z nim kontakt i czuje się z tego powodu mocno zmartwiony. W związku z tym namawia Kazuhę do wspólnych poszukiwań, które doprowadzają ich do pokoju zaginionego. Jedyne, co wskazuje na jego użytkowanie, to ekran komputera, na którym widnieje logo „Arcadii” – gry internetowej, w którą zwykli grać Hiroya i Shiki. W końcu Kazuha z przyjacielem dochodzą do wniosku, że można by poszukać informacji o zaginionym w grze, kontaktując się z jego internetowymi znajomymi. Jednakże podczas próby logowania dzieje się coś niezwykłego i obydwoje trafiają do Arcadii, na tajemniczy „serwer V”.

Poszukiwania brata oraz niefortunna sytuacja, w jakiej znaleźli się bohaterowie, to nie jedyne utrudnienia, z którymi muszą zmierzyć się zaraz po przybyciu do nowego świata. W Arcadii ścierają się ze sobą dwie rasy – anioły i demony. Tylko jedna z nich może wrócić do prawdziwego świata, ale musi pokonać jako pierwsza finałowy dungeon zwany Arką. Gdy jej się to uda, wszyscy gracze należący do drugiej rasy zginą. Nie dziwi więc fakt, że każdy chce mieć jak największe szanse na wydostanie się, zwłaszcza, że nad krainą ciągle wisi niebezpieczeństwo całkowitej zagłady w przypadku zbyt długiej zwłoki. Tymczasem Kazuha, totalnie nieobeznana w grach, okazuje się być posiadaczką wielkiej mocy, która umożliwia przejście Arki, lecz ani nie umie jej używać, ani bronić się przed ludźmi, którzy chcą ją wykorzystać.

obrazek1

Pomimo dwóch wyraźnie zarysowanych wątków pretendujących do miana głównych (szukanie brata oraz prawda o Arcadii) fabuła dość szybko zaczyna skupiać się bardziej na obserwowaniu poczynań bohaterów i ścieżce konkretnej postaci. Z tego powodu odstawia całą intrygę na drugi, albo i nawet trzeci plan, by ponownie zająć się nią dopiero za połową gry. Niestety, najciekawsza część została przez to potraktowana po łebkach i mam wrażenie, że wszelkie „wyjaśnienia”, jakie zaserwowali mi autorzy, to byle jaki bełkot zastosowany w celu jakiegokolwiek usprawiedliwienia toku wydarzeń. Dziurami fabularnymi oraz chaotycznością dość szybko zabito we mnie ciekawość tego, co się zdarzy i pozytywne uczucie, które zbudowała świetna immersja. A już ostatnim gwoździem do trumny okazało się zastosowanie rozwiązującej wszystko metody deus ex machina, co całkiem zrzuciło początkowo całkiem pozytywną ocenę fabuły. Biorąc to wszystko pod uwagę, autentycznie dziwi mnie fakt, że miałam ochotę przechodzić kolejne ścieżki, mimo kolejnych westchnięć irytacji. Pewnie dzięki temu, że „tajemnice”, choć niemal za każdym razem słabo rozwiązane, były pokazywane od różnych stron, z różnych perspektyw.

Właśnie, skoro już jesteśmy przy tym temacie – do wyboru mamy siedem ścieżek, z czego odblokowanie jednej wymaga przejścia paru wcześniejszych. Kończą się one albo zakończeniem dobrym, albo „słodko-gorzkim”. Niestety same złe zrobione były na jedno kopyto, ale patrząc na ogół muszę bardzo pochwalić twórców za to, że zadbali nie tylko o ilość, ale również o jakość. Każda ścieżka to całkiem inna historia i nawet podczas wydarzeń wspólnych dla wszystkich trudno o uczucie deja vu. I właśnie tym gra plusuje – nie dość, że przygody bohaterów ogólnie wciągają, to jeszcze w całkiem krótkim czasie rozgrywki (4-5 godzin na ścieżkę) mamy okazję naprawdę ich poznać, a nawet zatroszczyć się o nich.

obrazek2

Zostańmy jeszcze przy kwestii bohaterów. Każdy z dostępnych do romansu panów jest niemiłosiernie uroczy (no, może z jednym wyjątkiem, ale to już kwestia mojej prywatnej odrazy do pewnego wątku), a na dodatek posiada odrobinę rozwinięty charakter. Co prawda większość z nich łatwo wpada w stereotypy (chociażby taki Hiroya, to typowy zazdrosny i troskliwy przyjaciel z dzieciństwa), ale dzięki zastosowaniu pewnego zabiegu udało się dodać nowego wymiaru tym postaciom. Otóż w Arcadii wykonywanie tzw. „specjalnych questów” pozwala na wylogowanie się ze świata gry na krótki czas, dzięki czemu poznajemy wybranków nie tylko przez pryzmat ich postaci w grze, ale również tego, jak zachowują się w prawdziwym życiu, a te dwie ich wersje potrafi się znacznie różnić. Tak więc Astrum, który wirtualnie zgrywa bardzo pewnego siebie przywódcę aniołów o tendencjach do dość żenującego roleplayowania, w rzeczywistości jest nieco przewrażliwionym na swoim punkcie, nieśmiałym nerdem. Natomiast Libera, pełny dziewczęcego wdzięku demon płci pięknej o wiecznie radosnym sposobie bycia, to tak naprawdę chorobliwy, słaby chłopak. Nieco gburowaty Radius będący jednym z najsilniejszych graczy na co dzień musi zmagać się z uciążliwościami sławy jako znany idol. Muszę w tym momencie zaznaczyć, że mimo sporych rozbieżności, wcielenie ze świata prawdziwego i z gry razem tworzą bardzo spójny obraz postaci. Nie ma co ukrywać, postacie to jedna z najsilniejszych stron tego otome i poznawanie ich to świetna rozrywka, więc więcej Wam nie zdradzę.

No dobrze, dodam jeszcze tylko, że na szczęście scenarzyści nie zapomnieli o postaciach pobocznych! Nie ważne, czy mowa o członkach najlepszej drużyny wśród demonów, Forte czy o mieszkańcach anielskiego pałacu, każdy przypadek dodaje coś do atmosfery gry. Wszyscy tworzą tak ciekawa gromadę, że aż chciałoby się móc poznać jakieś dowolne wątki z nimi związane. Poza tym interakcje między nimi są nieraz zabawne i wprowadzają naprawdę sporo luzu. Pośród tej plejady kolorowych osobowości mamy Kazuhę, czyli standardową nieumiejętną księżniczkę do ratowania o złotym sercu, ale mdłość charakteru głównych bohaterek to chyba nieodłączna cecha gier otome.

obrazek3

Jeśli chodzi o mechanikę, nie wprowadza niemal żadnych nowości. Przekopujemy się przez tonę dialogów i raz na jakiś czas wybieramy coś, co pozwoli nam zmienić ścieżkę lub zwiększyć poziom uczucia. Oprócz wskaźnika uczucia obecny jest też wskaźnik mierzący moc naszej głównej bohaterki, nie udało mi się jednak zauważyć jego wykorzystania w praktyce. Dość innowacyjne może wydawać się wprowadzenie możliwości wyboru czynności podczas walki – możemy użyć zaklęcia wspomagającego, by wesprzeć naszą drużynę czy samemu zaatakować. Jednakże, w ostateczności, nie ma to żadnego wpływu na rozgrywkę, a jedynie pozwala na poznanie innych opcji dialogowych (nie da się umrzeć w starciu przez złe wybory).

Jak to bywa w grach otome, wraz ze stopniowym przechodzeniem odblokowujemy szereg dodatków. Możemy obejrzeć ilustracje pojawiające się w trakcie ścieżek, opening oraz endingi, przesłuchać soundtrack, a także wyświetlić dodatkowe informacje o każdym z chłopaków (po osiągnięciu dobrego zakończenia jego ścieżki), przesłuchać ich głos oraz przeczytać dodatkową, krótką, lecz sympatyczną historyjkę z jego perspektywy. Z racji podziału każdej ścieżki na rozdziały po przejściu jej możemy zacząć od dowolnie wybranego miejsca, ustawiając dowolne poziomy uczucia i mocy, dzięki czemu nie trzeba przewijać już znanego tekstu (nie licząc paru kwestii dialogowych bezpośrednio po wyborze), gdy chce się osiągnąć inne zakończenie.

obrazek4

Oprawa wizualna jest niemałą zaletą tej produkcji. Zarówno tła, jak i projekty postaci są prześliczne, namalowane jakby lekką kreską i tryskają kolorami. Zwłaszcza wygląd każdego z bohaterów jest dość charakterystyczny, indywidualny i przy tym zwyczajnie ładny. Nieco gorzej wypadają ilustracje – są w porządku, ale czasami zdawały mi się nieco koślawe, przede wszystkim te przedstawiające pocałunki (wyglądają wyjątkowo żenująco). Za to nadrabiają to drobne smaczki graficzne, takie jak panorama świata Arcadii, która widnieje w tle menu i zmienia się w zależności od pory dnia.

Utworów muzycznych przygrywających w tle jest dość niewiele, ale niektóre z nich naprawdę wpadają w ucho. Chwytliwy, klawiszowy motyw uprzyjemnia grę, a podniosła melodia na skrzypcach potrafi naprawdę wzmocnić przeżycia. Jeśli zaś chodzi o aktorów głosowych, mam dość mieszane odczucia. Z jednej strony są świetnie dobrani do postaci, a z drugiej część z nich wypadała nieprzekonująco w emocjonujących scenach, w których tym bardziej powinni się wykazać.

obrazek5

Podsumowując, jest to gra mocno nierówna – część elementów, np. postacie, zdecydowanie się wybijają, ale zaraz niweluje je niska jakość podziurawionej głównej fabuły. Jednakże niedociągnięcia nie były na tyle denerwujące i nie wybijały z rytmu aż tak bardzo, by całkowicie zepsuć przyjemność z przechodzenia kolejnych ścieżek. Na plus wypadły schludne wykonanie oraz klimat świata fantasy w stylu MMORPG, co uprzyjemniło rozgrywkę. Polecam, chociaż lepiej poczekać na promocję.


Ocena: 6,5/10


Serdecznie dziękujemy Aksys Games
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Idea Factory
Wydawca: Aksys Games
Data wydania: 28 kwietnia 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 2,7 GB
Cena: 199 PLN

Reklamy