„Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny.”

Gry i filmy nie raz zaczynały się od ostatniej lub jednej z końcowych scen, aby już na starcie zbudować odpowiednie napięcie. Oczywiście ma to też podbić emocje podczas śledzenia drogi bohatera do tego momentu oraz pokazać, że może dość do niestereotypowego rozstrzygnięcia pojedynku. Operation Babel: New Tokyo Legacy stosuje jednak całkowicie inne rozwiązanie – zaczyna się od ostatecznej walki z prequela… Najwyraźniej twórcy chcieli zaznaczyć, że wydarzenia z jedynki są istotne, i wręcz powinno się zacząć przygodę z serią od tamtej części. Sęk w tym, że osoby, które w poprzedniczkę już grały, i tak wiedzą, co się stało, a nowym nic to nie daje. Żeby było zabawniej, walka oraz jej następstwa nawet nie są pokazane, po prostu rozpoczynamy nową przygodę… O późniejszych wydarzeniach trudno cokolwiek napisać, nie narażając się na zaspoilerowanie czegokolwiek, ale za to mogę stwierdzić, że scenariusz jest o wiele lepiej skonstruowany niż poprzednio, głównie dzięki kilku ciekawym zwrotom akcji. Jeśli więc historia z pierwszej części Was zainteresowała, Operation Babel również na tym polu nie zawiedzie.2017-05-06-161314.jpg

Jeśli chodzi o gameplay, przyznam szczerze, że miałem dylemat, jak Wam go przybliżyć. Mógłbym po prostu zastosować metodę copypasta, ale lenistwo każe mi po prostu się przyznać i wstawić tu odnośnik do recenzji Operation Abyss: New Tokyo Legacy. To dlatego, że wszystkie podstawowe zasady rozgrywki zostały zachowane i w tej części. Poza tym Nevrell świetnie je już opisał.2017-05-25-070516.jpg

Na szczęście pojawiły się też pewne nowość w gamelayu. Jedną z nich jest możliwość dodania postaci drugiej klasy, dzięki czemu mamy do dyspozycji więcej umiejętności. Jednak, żeby nie było zbyt kolorowo, wiąże się to z rozdzielaniem ograniczonej liczby punktów doświadczenia pomiędzy większa liczbą opcji. Co prawda ułatwia to znacznie stworzenie bardziej uniwersalnego zespołu, ale ceną jest dłuższy grind. I tu wchodzi druga nowość, czyli łatwiejsze nabijanie poziomów, bo kolejną zmianą jest dodanie opcji powtórzenia poprzedniej akcji, a także skrócenie samej walki do niezbędnego minimum. Tego brakowało mi w pierwszej części, zwłaszcza przy walkach składających się z piętnastu pojedynków z rzędu.2017-05-26-001233.jpg

Skoro doczytaliście do tego momentu (nie, żeby tekstu było dużo), wierzę, że za moją namową przeczytaliście także recenzję Operation Abyss. Jeśli to zrobiliście, pewnie poczytaliście też o AV. Również i w tym przypadku nie ma różnic między prequelem i sequelem. Nie dodano nawet brakujących efektów przy rzucaniu czarów… Prawdę mówiąc, bałem się porównać ścieżkę dźwiękową z obu części, jednak ten element oceniam jak uprzednio Nevrell, czyli jako poprawny.2017-05-26-213902.jpg

W czasach mojej młodości nie było czegoś takiego jak DLC. Jeśli producent chciał rozszerzyć swoją produkcję, albo tworzył nową część, ewoluując rozgrywkę, albo wydawał duży dodatek, który można było kupić w sklepie jak pełnoprawną grę. Oczywiście cena takiego pakietu była odpowiednio mniejsza, mimo że potrafiła wydłużyć rozgrywkę dwukrotnie. Właśnie tak powinniśmy podejść do Operation Babel: New Tokyo Legacy. Dostajemy nową opowieść ubraną w dokładnie te same szaty, co Abyss. Szkoda tylko, że twórcy i wydawca nie są fair wobec fanów i żądają pełną kwotę (159 PLN) za to wydawnictwo.


Zalety:

  • Dobre schematy się powtarza…

Wady:

  • …ale nie poprzez chamskie kopiowanie…
  • …a jak już, to nie za pełną cenę

Ogółem: 6/10


Serdecznie dziękujemy NIS America
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Experience Inc.
Wydawca: NIS America
Data wydania: 16 maja 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 1.2 GB
Cena:  159 PLN

Reklamy