„Ta gra wzruszyła już osiem milionów ludzi na całym świecie!”. Takie zdanie można znaleźć na azjatyckim wydaniu pudełkowym. Mimo że ilość posiadaczy nie określa jakości produkcji (patrz CoD czy FIFA), trzeba pamiętać, jaki gatunek reprezentuje Deemo: The Last Recital. Czy gra rytmiczna osiągnęłaby taki wynik, gdyby nie była tego warta?

Recenzowana tu muzyczna produkcja zadebiutowała początkowo wyłącznie na urządzeniach mobilnych. Twórcy, przenosząc ją na naszą konsolę, postanowili jednak znacznie ją udoskonalić, sprawiając, że smartfonowe wydanie stało się… wersją demo. Sięgając po Deemo na PS Vita, otrzymamy ekskluzywne After Story, dwa dodatkowe tryby zabawy, animowane cutscenki oraz niedostępne na innych platformach utwory muzyczne. W wydaniu pudełkowym (azjatyckim) znajdziemy także cyfrowy soundtrack, jednak wymogiem do pobrania jest konieczność posiadania azjatyckiego konta Sony Entertainment Network.  Jest jednak szansa, że soundtrack będzie można kupić w europejskim sklepie, ponieważ taka opcja istnieje w tamtejszym PS Store.

Nie ma co ukrywać, gry muzyczne to już nie tylko wybór utworu i próba nabicia najlepszego wyniku. Nie inaczej jest z recenzowanym tu Deemo: The Last Recital, który posiada m.in. całkiem długi i intrygujący scenariusz. Fabuła rozpoczyna się dość prosto, bowiem naszemu bohaterowi, tytułowemu Deemo, spada (dosłownie!) z nieba mała dziewczynka. Nasz protagonista to istota o dobrym sercu, więc nic dziwnego, że chciałby pomóc jej powrócić do miejsca, skąd przybyła. Wykorzystuje on korelację między jego grą na fortepianie a rośnięciem drzewa, na którym umiejscowiony jest instrument, i właśnie w ten sposób chce pomóc dziewczyncę. Oczywiście fabuła wraz z postępem zaczyna się nieco komplikować, pojawiają się też (nie)małe zwroty akcji. Zasadniczo nasz bohater siedzi w ogromnym pomieszczeniu, ale z czasem odkryjemy kolejne pokoje, w których znajdziemy m.in. ukryte piosenki.

Jeśli chodzi o utwory, zaimplementowano ich naprawdę dużo (niestety drugie tyle jest dostępnych jako DLC w PS Store). Oczywiście na początku dostępne mamy tylko dwie kolekcje i znikomą ilość kawałków, ale wraz z postępem odblokowywać będziemy kolejne nuty. Po wyborze tytułu będziemy mogli dostosować prędkość do własnych preferencji i rozpocząć właściwą rozgrywkę. Ta polega na dotykaniu nadlatujących platform, gdy te znajdą się na czarnym pasku, i przesuwaniu palcem po ekranie, gdy wymaga tego sytuacja. Do wyboru mamy aż dziewięć poziomów prędkości nadlatujących ikon i trzy poziomy trudności – Easy, Normal oraz Hard. Te ostatnie zmieniamy, dotykając nuty znajdującej się zaraz przy tytule (nie jest to do końca intuicyjne i właściwie odkryłem przez przypadek).

Oprawa wizualna to prawdziwy majstersztyk. Wygładzone, ale szczegółowe obiekty, perfekcyjnie wykonane animacje i pomieszczenia, które zostały dopieszczone przez grafików. Wszystko to robi naprawdę dobre wrażenie i komponuje się z minimalistycznym tłem widocznym podczas zaliczania utworów. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Również muzyka jest na wysokim poziomie, choć jej odbiór zależy już tylko od indywidualnych gustów. Utwory rozgrywane są na fortepianie, więc nie doszukamy się tu jakichś elektrycznych dźwięków czy dudnięć bębnów. Wiele kawałków jest spokojniejszych (co absolutnie nie oznacza, że łatwych do wymasterowania, ponieważ zawierają dużo drobniejszych akcentów), ale są też nieco dynamiczniejsze. Mi osobiście przypadły do gustu, co nie oznacza, że każdy się w nich zakocha, dlatego też prezentujemy Wam kilka przykładowych, abyście wiedzieli, z czym mamy do czynienia.

Deemo: The Last Recital to jedna z tych gier, która urzekła mnie oprawą wizualną i zatrzymała udźwiękowieniem. Stanowi też duży kontrast do pozostałych produkcji z tego gatunku opartych na muzyce typowo rozrywkowej. Również scenariusz jest na wysokim poziomie, a gameplay na tyle wciągający, że chciałoby się cały czas odblokowywać kolejne utwory, zaliczając te już odblokowane. Oczywiście parę razy zdarzyło mi się utknąć, co powodowało konieczność powtarzania już rozegranych piosenek na wyższym poziomie trudności, aby po kilku z nich odkryć kolejne. Bywało też, że musiałem zrobić sobie dłuższą przerwę, bo rozgrywka po prostu mnie zmęczyła po dłuższej sesji. Jeśli spodobały się Wam zaprezentowane w tej recenzji utwory, śmiało możecie sięgnąć po Deemo: The Last Recital. Przy wyborze wersji (gra dostępna jest cyfrowo oraz posiada azjatyckie wydanie pudełkowe) powinniście kierować się faktem, że pozycja posiada całkiem sporo DLC i ograniczone są one do danego regionu. Jeśli natomiast przykładowe utwory, które właśnie odsłuchaliście, totalnie nie są w Waszym guście, produkcję możecie spokojnie odpuścić lub kupić przy większej promocji – znikoma szansa, że pozostałe się Wam spodobają. Niestety nie wiadomo jeszcze, ile kosztować będą piosenki w europejskim PSS, ale w japońskim sklepie kolekcje (5-6 utworów) wycenione są na 17 PLN. Może to się wydawać niedużo, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę ich ilość, czyli aż 27 (plus trzy darmowe), to za komplet przyszłoby nam zapłacić 459 złotych! Ceny w amerykańskim PS Store są na bardzo podobnym poziomie.

W Deemo: The Last Recital grałem jakiś rok temu. Niestety dziwnym trafem straciłem cały postęp (nie doszedłem jeszcze, co było tego powodem), dlatego tym razem zdjęcia w recenzji muszą ograniczyć się do początkowych faz gry. Jeśli jednak jesteście ciekawi samego czasu potrzebnego na zaliczenie całej produkcji, odpowiem, że ciężko będzie się wyrobić poniżej 8 godzin, bo tyle miałem przegrane, a odblokowałem jakieś 70% zawartości. Jeśli zakupimy wszystkie dodatki, liczba utworów wzrośnie do ponad dwustu czterdziestu, a co za tym idzie, również czas gry wzrośnie podwójnie (bo o tyle, mniej więcej, wzrasta liczba piosenek).


Zalety:

  • Duża ilość piosenek
  • Wciągający, konkretny gameplay
  • Ciekawy scenariusz
  • Świetna oprawa wizualna

Wady:

  • Okropne mikropłatności

OCENA: 7.5/10


Producent: Rayark Inc.
Wydawca:
Rayark Inc., Rising Star Games, PM Studios
Dystrybucja: cyfrowa, fizyczna (azjatycka posiada angielskie napisy)
Waga: 1GB
Cena: 14,99 USD (czekamy na europejskie wydanie)

Reklamy