Liczba polskich gier na Vicie wciąż rośnie. Co prawda powoli i nie są to duże produkcje, ale wsparcie rodaków cieszy, szczególnie że pozycje te dają radochę przy ogrywaniu (tak, poza jedną – Die! Die! Die!). I to właśnie robi też Lichtspeer stworzony przez dwuosobowego Lichthunda, a wydany przez Crunching Koalas.

Omawiany tytuł nie posiada fabuły jako takiej, ale daje nam pretekst do podjęcia wyzwania. Trafiamy do dziwnego świata, który jest pokręconym miksem germańsko-nordyckiej mitologii z futurystycznymi akcentami. W takim pakiecie nie mogło zabraknąć bogów, a jak jest z nimi, wiadomo, potrzebują rozrywki, a najlepszą zapewniają ludzie ryzykujący swoje życie. Jedna z tych potężnych istot zdecydowała, że chce oglądać, jak oszczepnik radzi sobie z kolejnymi falami przeciwności. Wybieramy więc płeć oraz imię prowadzonej postaci i rozpoczynamy zawody! Do dyspozycji otrzymujemy świetlisty oszczep, którym będziemy rzucać w zbliżających się wrogów. Zadanie wydaje się proste, ale przeprowadzane egzekucje już takie nie są. Pod uwagę trzeba brać nie tylko odległość celu, ale także jego prędkość, wysokość, na jakiej się znajduje; czas lotu broni, szybkość wyciągnięcia następnej i wycelowanie. Proces celowania i rzucania możemy wykonywać za pomocą ekranu dotykowego, tylnego touchpada lub analoga. Wybór sposobu sterowania wpływa na widoczność i wygodę – przykładowo, palce zasłaniają część ekranu, a gałka może nie być wystarczająco wygodna przy celowani. W przypadku tej gry ma to to spore znaczenie, ponieważ podczas pokonywania sześciu światów składających się w sumie z trzynastu poziomów nie będziemy stali tylko po lewej stronie ekranu. W zależności od etapu w danym rozdziale przyjdzie nam stanąć też po prawej, na środku (czyli trzeba pilnować obu stron), a nawet do góry nogami. Kolejnymi utrudnieniami będą zaciemnienie połowy ekranu, lasery, które trzeba wyłączać, trafiając w odpowiedni przycisk; pochylnie i inne cuda. Przeciwnicy również swoje dodają do trudności. W takcie gry napotkamy na kilka typów, które przechodzą różne zmiany. Na przykład, na początku gigantów możemy trafić w dowolną część ciała dwa razy, żeby ich ubić, później już tylko w głowę. Poza gigantami pojawiają się też zwykłe mobki (wolne i szybkie), latające psy, upierdliwe, ciężkie do trafienia ryby; morsy z wyrzutniami rakiet, pingwiny zrzucające ryby na głowę itd. Ciekawi są też bossowie, którzy stają się coraz trudniejsi, także przez złożoność działań potrzebnych do ich pokonania. Przebijania się przez kolejne rozdziały nie ułatwia jeszcze to, że giniemy natomiast, gdy choć jeden przeciwnik zdoła do nas podbiec/podlecieć/dostaniemy rakietą itp. Na szczęście panowie z Lichthund byli łaskawi i reset następuje na początku ostatniego zaliczonego etapu rozdziału, więc szybko podejmujemy kolejną próbę przetrwania. Nie pomaga za to bóg, przez którego w ogóle gramy. Po kilku chybieniach wkurzony ogłusza nas na chwilę, przez co łatwiej zginąć. Gdy już jednak uda nam się przejść grę na domyślnym, normalnym (tja…) poziomie trudności, możemy pobawić się dalej w nowej grze plus lub wskoczyć na jeden z dwóch kolejnych poziomów trudności. Zachętą do tego są dwie rzeczy związane ze zdobywanymi punktami LSD. Po pierwsze, służą jako wynik uzyskany w danym rozdziale, a ponieważ twórcy dodali ranking sieciowy, możemy rywalizować z innymi graczami. Po drugie, możemy za nie kupować wspomagacze w postaci ulepszenia możliwości oszczepu (np. zmienienie go w wybuchający młot), dodatkowy atak (np. strumienie światła) i element obronny (np. tarcza czy spowolnienie czasu).  Wszystko to zostało podane w ciekawej koncepcyjnie grafice 2D. Świat jest bardzo kolorowy, design krain urozmaicony i humorystyczny, podobnie jest z przeciwnikami i bossami. Wszystko działa sprawnie i ani razu nie wyskoczył mi błąd zamykający grę po powrocie ze zminimalizowania jej. Jest to ważne, bo czasem warto odpocząć po większej liczbie zgonów, a żeby zaliczyć rozdział, trzeba przejść każdy jego etap za jednym posiedzeniem. Muzyka z kolei pasuje do rozgrywki i grafiki, ale nie jest też taką, której trzeba by słuchać. Można więc spokojnie grać z nią bez osiągnięcia punktu irytacji, jak i bez żalu włączyć własny podkład.

Licht 1

Przez całą część opisową wspominałem o trudności, upierdliwości, nagromadzeniu przeszkód i tym podobnych. Grałem na normalu, który jest pierwszą opcją trudności, i tylko do trzeciego rozdziału szło mi w miarę sprawnie – nie miałem kilkudziesięciu powtórzeń na etap czy bosa. Potem już było tylko gorzej, ale nie traciłem ani cierpliwości, ani chęci do gry. W ten sposób dotarłem do ostatniego przeciwnika i zrobiłem rage quita… Czas na celowanie jest dość krótki, punkty trafienia jeszcze mniejsze i pojawia się parę innych przeszkód. Po kilkudziesięciu próbach miałem dość i spasowałem. Nie wiem teraz, czy to ja jestem taki cienki, czy zapalenie zatok tak mnie otępiło, czy po prostu twórcy przesadzili z trudnością. Jedno za to mogę stwierdzić na pewno, folia na ekranie nie pomagała, reakcja dotyku była dobra, tylko ślizg był nie ten. Touchpad oklejony GelaSkinen wypadał lepiej, ale był niewygodny. Z kolei na analogu niezbyt szło mi od początku.  Dopóki nie trafiłem na tę ścianę, planowałem pobawić się z grą jeszcze w new game+. Na tę chwilę mam jej dość, ale pewnie jeszcze spróbują ubić ostatniego gada, bo aż żal nie mieć zaliczonej gry, która sprawiła mi sporo frajdy i dała niezłe wyzwanie. Tak więc, jeśli szukacie czegoś rozrywkowego, także do powracania w doskoku, polecam Lichtspeer. Na filmikach może nie wygląda jakoś zachęcająco (sam miałem takie odczucia), ale gdy już się zacznie rzucać oszczepem, bardzo szybko wciąga.


Ocena: 8/10


Serdecznie dziękujemy Crunching Koalas
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Lichthund
Wydawca: Crunching Koalas
Data wydania: 11 kwietnia 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 422 MB
Funkcje crossowe: -save i -play z PS4
Cena: 42 PLN

Advertisements