Ponad rok temu rzuciła mi się w oczy informacja o Siralim, jednak wtedy zupełnie mnie ona nie zainteresowała. Pomyślałem wówczas, że to kolejna gierka do zapchania biblioteki. Jednak przy premierze sequela postanowiłem wrócić do wspomnianej produkcji i sprawdzić, co oferuje. Tekst będzie o tym, jak bardzo się pomyliłem, uznając Siralim za jedną z popierdółek.

Historia w produkcji przedstawia nas jako dziedzica tronu, któremu przyszło bronić swego królestwa przed nadchodzącymi poczwarami. I, uśmiejecie się, to w zasadzie tyle. Fabuła nie jest tu najmocniejszą stroną, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Początek gry broni się zupełnie inną kwestią. Otóż przed naszymi wyprawami musimy wybrać jedną z magicznych specjalizacji. Do wyboru oddano nam chaos, śmierć, życie, naturę i magię. Każda z tych profesji różni się od siebie pewnymi drobiazgami, m.in. zaklęciami dysponującymi przez bohatera na starcie. Gdy uporamy się już z formalnościami, trafiamy na nasz zamek i rozpoczynamy właściwą zabawę.

Cała mechanika polega na eksplorowaniu zróżnicowanych lokacji i likwidowaniu napotkanych bestii. W tym celu możemy wykorzystać maksymalnie sześciu sojuszników, których wyhodujemy sobie w odpowiedniej „maszynie”. Oczywiście, aby było to możliwe, potrzebujemy specjalnych rdzeni zdobywanych z poczwar podczas walk oraz z misji i uiszczenia odpowiedniej opłaty. Takie wytwarzanie swojej armii, a następnie ulepszanie jej (punkty doświadczenia, artefakty) to ta część gry, która odróżnia Siralim od innych staroszkolnych RPG, na których wzoruje się produkcja. Twórcy oddali nam łącznie trzysta bestii, co jest naprawdę imponującym wynikiem – gratuluję pomysłowości!

Gdy, podczas eksploracji lokacji, wejdziemy na oponenta, automatycznie go zaatakujemy. Walki odbywają się w sposób turowy, a o kolejności atakowania zadecyduje współczynnik szczęścia, który możemy rozwijać . Podczas walk możemy zaatakować wręcz, bronić się, sprowokować oponenta, nieco go tym osłabiając, a także spróbować podkraść rdzeń i skorzystać z posiadanych zaklęć. Tutaj gra zaskakuje nas po raz kolejny, otóż zaklęcia są zużywalne. Zdobywamy je, wykonując misje i odnajdując podczas przemierzania map. Każdy czar posiada oczywiście swój koszt many (maksymalną ilość posiadanej many zwiększmy wraz z awansem na kolejne poziomy). Zróżnicowanie zaklęć również jest ogromne – mamy tu typowe czary bojowe, jak i zwiększające nasze statystyki, ale nie brakuje też bardziej oryginalnych, m.in. „zwiększ morderczy atak i obronę,poświęcając jednego ze swoich sojuszników”. Będąc jeszcze przy walce, warto wspomnieć, że twórcy przygotowali dla nas prawie 90 buffów i debuffów. Tak ogromnej ilości nie widziałem chyba jeszcze w żadnej grze. Wśród stanów, w jakich mogą znaleźć się bestie (z naszej armii bądź ekipy przeciwnika), są m.in. choroba, inwalidztwo, fatum, rozszczepienie, kac, strach, łaska, skupienie, zamrożenie, nawiedzenie, nieszczelność, zatrucie i wiele, wiele innych.

Gdy nasi sojusznicy awansują, stają się coraz potężniejsi (więcej życia, zadawanych obrażeń itd.). Jednak gdy my sami zdobywamy nowy level, otrzymujemy punkty do wykorzystania w drzewku statystyk. Znajdziemy tu 40 cech, które możemy rozwijać – poczynając od standardowych, tj. większe obrażenia, obrona, szansa na parowanie czy ciekawsze przedmioty odnajdywane podczas eksploracji, kończąc na tych bardziej oryginalnych, m.in. szansa na wskrzeszenie, zwiększenie ilości slotów na zaklęcia i zmniejszenie cen u handlarzy. Aby wszystko to ulepszyć na sensowny poziom, będziemy musieli spędzić kilkadziesiąt godzin na mordowaniu napotkanego szkaradztwa. Warto też pamiętać, że punktów nie otrzymujemy zbyt dużo z każdym awansem, a ceny ulepszeń rosną z każdym ich poziomem. Oznacza to, że już na początku przygody będziemy musieli przestudiować całą pulę statystyk i obrać kierunek, w jakim będziemy to wszystko rozwijać.

Oprócz eksplorowania lokacji i ubijania poczwar w krainie Siralim czeka na nas także wiele wyzwań do wykonania. Zacznijmy od ulepszania naszego zamku. W specjalnym miejscu możemy decydować o tym, w jaki sposób i w jakim kierunku rozbudujemy naszą twierdzę. Znajdziemy tu m.in. kuźnię z kowalem ulepszającym nasze artefakty, bibliotekę, arenę czy pomieszczenie z klejnotami (tj. możliwością ich wytwarzania), które możemy aplikować do broni. Wśród modyfikacji znajdziemy także dostęp do dodatkowych lokacji do spenetrowania (zimowej krainyczy lochów), a także szansę na pojawianie się potężniejszych bestii. Wszystko, co do tej pory posiadamy, możemy także rozbudować, zyskując dostęp do kolejnych bonusów. Gdy wybierzemy już interesujący nas obiekt czy ulepszenie i uiścimy odpowiednią opłatę, będziemy musieli odbyć specjalny rytuał. Jest to nic innego, jak zdobywanie punktów energii z ubitych poczwar. Kolejnymi wyzwaniami są misje poboczne, które z automatu pojawiają się w każdej lokacji, na każdym piętrze. Raz przyjdzie nam kogoś odnaleźć, innym razem zabić, a jeszcze innym spenetrować całą mapę, zaglądając do każdej skrzyni czy wazy z losowym przedmiotem. Czasem spotkamy także NPC, który da nam kolejne zadanie do wykonania – odnalezienie jakiegoś przedmiotu czy amuletu i odniesienie go właścicielowi. Zadań jest sporo, a nagrody warte są przysłowiowej świeczki.

Oprawa wizualna szczyci się dbałością o szczegóły i ogromnym zróżnicowaniem. Spotkamy tu 300 zupełnie odmiennych bestii, dość proste, ale oryginalne krainy, a sam zamek również może pochwalić się sporymi rozmiarami, kilkoma piętrami i dość szczegółowym zadbaniem o detale. Oczywiście wszystko serwowane jest w staroszkolnym stylu, z lekką pikselozą, ale w tej pozycji nadaje to jedynie klimatu. Udźwiękowienie jest niezłe, klimatyczne, w tle słychać kilka ciekawszych utworów, ale niestety nie jest to nic, co zachęcałoby do szukania jakiegoś soundtracka. Nie męczy, a to chyba najważniejsze.

Siralim to jedna z bardziej rozbudowanych gier, w jakie kiedykolwiek przyszło mi grać, i to nie tylko na PlayStation Vita. Ogrom możliwości, tona statystyk do ulepszeń, trzysta bestii do złapania (wyhodowania) i… setki godzin grindu. Musimy zdobywać ciągle kolejne punkty energii i liczne waluty, bowiem wszystkie operacje – od rozbudowy zamku, po hodowlę poczwar – są wyjątkowo drogie. A z czasem robią się coraz droższe. Niemniej jednak ta gra to istna perełka wśród vitowych pozycji i nie dziwię się już, że u wielu graczy znajduje się ona w TOP 10 gier wydanych na nasz handheld. Gdyby nie ta konieczność ciągłego grindowania, z pewnością recenzja, którą właśnie czytacie, pojawiłaby się jakiś miesiąc później. Produkcję mogę polecić każdemu, zwłaszcza w jakiejś promocji, kto nie boi się nowych przygód. A jeśli komuś niestraszne są turowe walki i ogromny grind, niech bierze za cenę premierową. Poziom trudności jest dość wysoki, ale nie frustruje i zawsze można sobie go obniżyć, rozpoczynając wędrówkę od niższych pięter. Produkcja zapewnia ogrom misji (również pobocznych i pobocznych tych pobocznych), wyzwań i sekretów do odkrycia. Irytować może jedynie fakt, że walki są dość ślamazarne – ciągle wciskamy „x”, chyba że chcemy skorzystać z zaklęcia, a komunikaty znikają dość powoli, nawet w najszybszej opcji (ustawienia w tej grze są bardzo rozbudowane, możemy nawet zmieniać czcionki i ułożenie ramek z napisami, przyspieszać walki czy ustawić, w jakim tempie mają znikać komunikaty).


Zalety:

  • Wciągająca, długa i konkretna produkcja
  • Ogromne zróżnicowanie i rozbudowanie
  • Setki godzin dobrej zabawy gwarantowane

Wady:

  • Konieczność ostrego grindowania
  • Po kilkudziesięciu godzinach zaczyna nadawać się jedynie na krótsze sesje
  • komunikaty w walkach mogłyby znikać jeszcze szybciej

Ocena: 9.5/10


Producent: Thylacine Studios
Wydawca: Thylacine Studios
Data wydania:
2 marca 2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 60 MB
Cena: 42 PLN (w dniu premiery kosztowała 71 PLN)

Reklamy