Niewielu „sezonówkom” (anime, które po skończeniu emisji wylatują z pamięci fandomu) udaje się dostać grę. Jeszcze mniej takich produkcji trafia do zachodniego gracza dzięki anglojęzycznej wersji. A.W. Phoenix Festa jakimś cudem się to udało, jednak po ograniu trudno mi określić, dlaczego do tego doszło.

Na początek muszę sprecyzować jedną rzecz. Serial telewizyjny nie jest pierwowzorem tego tytułu, zadebiutował on w 2012 roku jako powieść dla młodzieży (tzw. light novel), a rok później zaczął pojawiać się w formie komiksu. W porównaniu do wersji papierowych dwudziestoczteroodcinkowa seria anime jest stosunkowo świeża, ponieważ zaczęła być emitowana pod koniec 2015 roku. Materiał bazowy wydawał się więc wystarczająco obiecujący, by, przynajmniej w teorii, stworzyć dopracowaną historię na potrzeby gry. Fabuła rozgrywa się w fikcyjnym świecie, który odbudowuje się po wydarzeniu zwanym Invertia. Oczywiście musiała powstać organizacja zajmująca się tym, a nazwano ją Integrated Empire Foundation. Wydarzenia, które prześledzimy, skupią się w mieście Rikka, zwanym także Asterisk. To, co je wyróżnia na tle innych miast, to sześć rywalizujących ze sobą akademii znajdujących się na jego terenie. Nasz protagonista, Ayato Amagiri, trafia do jednej z nich. Chłopak chce się dowiedzieć, co stało się z jego siostrą, która zaginęła. Aby wypełnić swój cel, musi dostać się do turnieju Festy, rozgrywanego pomiędzy akademiami, a następnie go wygrać.

2017-02-01-001130.jpg

Mając jako materiał źródłowy dziesięciotomowe light novel o turnieju, można by stworzyć bijatykę. Liczba postaci występujących spokojnie wystarczyłaby na oddanie nam pełnoprawnego reprezentanta tego gatunku z fragmentami historii umieszonymi pomiędzy walkami. Można by także pójść w zupełnie inną stronę i przygotować visual novel z różnymi ścieżkami rozwoju fabuły. Jednak twórcy zdecydowali się wyprodukować RPG, a przynajmniej tak tę grę reklamowali, co mnie ucieszyło. Takie podejście miało pozwolić zarówno na opowiedzenie historii, jak i odpowiednie potraktowanie walk. Prawda jest jednak tak, że ostatecznie dostaliśmy mieszankę symulatora randek z elementami RPG, VN i bijatyk. Dodatkowo wisi nad nami upływ czasu, ponieważ dni do walk turniejowych są odliczane kartkami z kalendarza.

2017-02-01-021026

Taki miks może budzić obawy, ale już widzieliśmy produkcje, w których się sprawdzał. Nie tak dawno mogliśmy sprawdzić podobny zbiór pomysłów w grze Trillion: God of Destruction. Produkcji tej udało się zgrabnie połączyć różne gatunki, co zostało docenione także przez naszą redakcję. A.W. Phoenix Festa jednak jest antyprzykładem takiego miszmaszu. Jako symulator randek ma za mało opcji flirtowania. Właściwie ogranicza się tylko do zapraszania wybranki na wspólne wyjście w jedno z trzech miejsc. Co najlepsze, może ona odmówić, przez co tracimy szanse na wykorzystanie danego nam w kalendarzu czasu na coś innego. W ogóle trudno mi nawet powiedzieć, do czego przydatne są lepsze relacje z ukochaną, nie licząc możliwości uczestniczenia z nią w głównym turnieju.

2017-02-01-010538

Dostępne dni możemy także wykorzystać do rozwoju naszych statystyk czy ulepszania uzbrojenia. Kreowanie idealnego protagonisty ma nam ułatwić staczanie turniejowych bitw, a także tych, które pojawią się po drodze nich. Dodatkowo, co jakiś czas, pojawiają się eventy dodające nam różne umiejętności. Sęk w tym, że całe to wzmacnianie się nie ma zbytnio sensu, bo walki i tak są banalne. Co prawda w pewnym momencie gra dodaje nam partnera walczącego z nami ramię w ramię, nie podnosi to jednak trudności ani atrakcyjności. Prawie wszystkie potyczki kończyłem z maksymalną notą, wcale się nie wysilając. To sprawia, że na dłuższą metę stają się one nużące, a wręcz człowiek ma nadzieje, że nie będzie ich dużo…

2017-02-01-022206.jpg

Jeśli mimo wszystko planujecie nabyć A.W. Phoenix Festa, to śmiało mogę powiedzieć, że gra prezentuje się poprawnie. Przy bliższym przyjrzeniu się można zarzucić jej małą szczegółowość teł, lekką plastikowość postaci czy biedny wygląd aren (brak jakichś prostych elementów do zniszczenia to już naprawdę dramat w tych czasach). Całe szczęście czary goryczy nie przelewa audio. Kawałki w grze pasują do całości (ale też się jakoś nie wybijają na tak bladym tle). Także do dubbingu nie można się przyczepić. Przynajmniej do tego.

2017-02-01-000546.jpg

A.W. Phoenix Festa to produkcja bez tożsamości. Nie znajdziemy w niej super rozbudowanej historii, mimo że bazą było dziesięciotomowego light novel. Co gorsza, nie broni się nawet walkami, które są po prostu za łatwe. Automatycznie zabija to sens rozwój bohatera, bo po co to robić, skoro gra jest niemal samograjem? I tu pojawia się dylemat, do kogo w sumie skierowany jest ten tytuł? Przeciętny gracz raczej się nim nie zainteresuje, a fani i tak znają historię. Osobiście, zamiast tej produkcji, polecałbym wspomnianego Trilliona, który szkielet ma niby taki sam, ale jego obudowa jest o parę klas wyższa.


Zalety:

  • Próba połączenia wielu gatunków w jednej produkcji…

Wady:

  • …niestety nieudana
  • Mało ciekawa fabuła
  • Poziom trudności

Fabuła: 3
Grafika: 6
Audio: 7
Gameplay: 3

Ocena ogólna: 4,5/10


Grę do recenzji dostarczył nam sklep

play-asia-banner-szeroki


Producent: Bandai Namco Games
Wydawca: Bandai Namco Games
Data wydania: 26 lipca 2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (wydanie azjatyckie z angielskimi napisami)
Waga: 1,5 GB
Cena: 169 PLN

Reklamy