Powiedzmy, że szyjemy wdzianko dla kota i mamy materiał w kratkę. Próbujemy trzy razy, by było eleganckie, królewskie i godne władcy, lecz dopiero za trzecim podejściem dowiadujemy się, że właściwy nadruk materiału jest z drugiej strony. Dwie pierwsze kapotki są niezłe, jednak dopiero z trzeciej bije blask. Tym metaforycznym wstępem zapraszam na recenzję Atelier Shallie, czyli ostatniej części trylogii „Dusk World”, która jest taka sama jak dwie poprzednie odsłony… tylko lepsza.

Recenzję napisała Nadtechnecjanna

Głównym zagadnieniem, problemem i motywacją do wszelkich działań w naszej grze jest stopniowe i nieuchronne wysychanie świata. Oazy tracą wodę, ludziom chce się pić, wszędzie panoszy się piasek, a piaskowe potwory czują się jak pączki w maśle – i nikt właściwie nie wie, dlaczego do tego doszło. Mądre głowy na szczytach debatują nad sposobami ratowania cywilów i próbują odkryć przyczyny dosłownego wyparowywania wszelkiej nadziei. W suchy wir wydarzeń wpadają dwie tytułowe Shallie – Shallistera i Shallotte. Obie dziewczyny, młodziutkie adeptki alchemii, prezentują skrajnie różne pozycje, sposób myślenia i motywacje. Shallistera jest córką wodza swojej wioski, która wybiera się do ważnego miasta, Stellardu, słynącego z bogactwa i siły po pomoc dla swoich usychających na słoneczku rodaków. Towarzyszy jej gwardia w postaci małego starca i jego przystojnego syna, którzy, najogólniej mówiąc, dbają, żeby ich księżniczka nie zgubiła się w wielkim, obcym świecie. Natomiast Shallotte jest mieszkanka wspomnianego miasta. Otacza ją atmosfera swojskiego folkloru: jest prosta, ambitna ponad miarę, bardzo chce być kimś pożytecznym i mieszka z mamą. To, co łączy obie Shallie, to ich rozbrajająca naiwność, chęć ratowania świata i daleko posunięte przekonanie, że świat jest dobry, polityczne zagrywki to zabawa, a jak się będzie dla wszystkich miłym i pomocnym, to dobra karma wróci.

shallie 1

Na początku rozgrywki wybieramy jedną z protagonistek , by pomóc jej w heroicznej próbie ocalenia całej ludzkości. Każda z dziewczyn ma swoją ścieżkę fabularną, swoje postaci drugoplanowe i choć w końcu ich losy splatają się, aby dalej już dziarsko kroczyć razem, to jednak różnica w grze obiema postaciami jest znacząca. Można śmiało uznać to za zachętę do drugiej rozgrywki.

Fabuła i postaci w grze są, z braku lepszego słowa, urocze. Wszystko jest sympatyczne, miłe, „ludzkie” i nawet dramatyczne wydarzenia stanowią pretekst do rozmów o przyjaźni i poświęceniu. Wiele postaci znamy już z części poprzednich, na przykład Eschę czy Sollego, ale galeria nowych bohaterów jest całkiem pokaźna. Interakcje między nimi sprawiają wrażenie naprawdę naturalnych, pełnych humoru i ciepła. Sam tok wydarzeń nie jest mistrzostwem świata budowania napięcia i plot twistów, ale jest wystarczająco solidny, żeby zmotywować do pokonywania kolejnych przeszkód i wykonywania misji.

shallie 2

Rozgrywka dzieli się na chaptery, każdy jest epicko zatytułowany i każdy ma inny cel. Warunkiem ukończenia danego rozdziału jest wypełnienie konkretnego zadania, które układa się w chronologiczną, fabularną całość z pozostałymi. Oprócz tego mamy do wypełnienia pierdyliard różnych małych zadań, zarówno alchemicznych, jak i bojowych, w tym niektóre zlecone przez konkretne osoby, co wiąże się z dodatkowymi dialogami i zacieśnieniem więzi między postaciami. Element czasu został w tej odsłonie Atelier całkowicie pominięty. Nie istnieje nawet kalendarz, nikt nas nie pogania. Nawet gdy spełnimy główne wymogi chapteru, możemy jeszcze spokojnie dokończyć inne zadania, doszlifować alchemię, uzupełnić zapasy etc. Możemy więc cieszyć się, że nie czujemy na tyłku chłodnego powiewu upływającego czasu, ale za to zabrano nam podział doby na dzień i noc, co przekładało się na zróżnicowani potworów i scenerii, a to już jest pewnego rodzaju spłaszczeniem grywalności.

shallie 3

Standardowo dla tej serii pojawił się też system alchemii, który odgrywa niebagatelną rolę w rozgrywce. Nasze umiejętności liczone są w punktach, którymi odlicza się kolejne poziomy zaawansowania i od tego zależy, czy w ogóle możemy porwać się stworzenie jakiegoś skomplikowanego przedmiotu oraz jakiej jakości będzie ów przedmiot. Składniki swoją wartość opisują własną skalą, poza tym cechują się elementami żywiołów i slotami na specjalne umiejętności czy cechy – im lepszy składnik, tym więcej dodatków można w niego wpakować. Cały system jest głęboki, skomplikowany i budzi w nas żyłkę alchemicznego majsterkowicza. Warto dodać, że z dwóch protagonistek lepiej w sprawach alchemii orientuje się Shallistera, i to jej rękami można wykonać najwspanialsze alchemiczne cudeńka.

shallie 4

Oczywiście po drodze spotkamy masę potworów, w tym licznych bossów. Walka oferuje system turowy i trzech wojowników w linii frontu oraz trzech z tyłu. Tylnych można wykorzystać do obrony towarzysza z przodu czy wspólnego ataku, a także podmienić ich na kogoś z frontu. Kolejne ataki nabijają poziom furii, który po uaktywnieniu przez krótki czas pozwala atakować z niezrównaną siłą. Każda postać ma unikalny atak podstawowy oraz umiejętności specjalne. Co ciekawe, niektóre z takich specjalnych ataków reprezentują konkretny żywioł, co z kolei wiąże się z podatnością/opornością danego potwora, gdy jest związany z którymś elementem natury. Po ukończonej walce czeka na nas nagroda w postaci pieniędzy (zapewne potwór nosił je przy sobie w tylnej kieszeni spodni) oraz punktów doświadczenia, które składają się na kolejne poziomy bojowych umiejętności. Istnieją progi o konkretnych bonusach, np. poziom trzydziesty przynosi możliwość wykonania własnego ultra-combo-wspaniałego ataku, który ma swój własny mały paseczek ładowania i aktywuje się w miarę trwania walki.

2017-03-12-025947

Grafika stoi na poziomie „przyzwoitym +”. Staranne wykonanie postaci, zróżnicowanie strojów, twarzy czy sposobu poruszania się jest punktem stałym serii gier od Gust – na ten aspekt szaty graficznej nigdy nie narzekaliśmy, i tym razem również jestem ukontentowana. Natomiast tym razem zwracają uwagę zdecydowanie lepiej niż dotychczas prezentujące się tła. Przyjemnie zróżnicowane zostały różne elementy miasta (w tym zacumowany w porcie statku Shallistery). Dość urozmaicone są tereny z typowymi dla danego obszaru potworami, niektóre nawet całkiem klimatyczne i oryginalne. Walki są wykonane przyzwoicie, choć nieco zbyt kolorowo i jaskrawo, szczególnie w aspekcie specjalnych ataków, ale bywały już części serii Atelier, gdzie wyglądało to zdecydowanie gorzej.

O dziwo, ścieżka dźwiękowa tej odsłony jest naprawdę przyjemna, wpadająca w ucho i ładnie korespondująca z odwiedzanym aktualnie miejscem czy specyficzną sytuacją. Jako wielki fan soundtracków nie mogę tego nie docenić. Dubbing, jak zwykle, stoi na dość wysokim poziomie, jednak nie zwraca na siebie specjalnie uwagi.

shallie 5

Podsumowując, Atelier Shallie jest absolutnie najlepszą częścią trylogii „Dusk World” i udowadnia, że lepsze nie dość, że nie jest wrogiem, to w sumie jest najlepszym przyjacielem dobrego. Twórcy pozostawili esencję grzebania w kotle, a jednocześnie podnieśli jego jakość pod wszystkimi możliwymi względami. Nie lada zachętą może być też możliwość dwukrotnego przejścia tej gry bez znudzenia, jako że wraz z każdą protagonistką czekają na nas nieco inne interakcje, inne motywy i nieco inne metody działania. W związku z brakiem presji czasu ta odsłona alchemicznej serii Gusta może być łatwym wprowadzeniem do serii, ponieważ nie zniechęca popędzaniem, co może zachęcić nowych graczy do sięgnięcia po inne części.


Plusy:

  • Kolejne Atelier z jego dobrymi i złymi stronami
  • Najlepsza część serii, dopracowana i urocza
  • Dopieszczona grafika
  • Dwie bohaterki

Minusy:

  • Kolejne Atelier z jego dobrymi i złymi stronami.
  • Nie ma podziału na dzień i noc
  • Kolejne naiwne dziewczynki w rolach głównych

Fabuła: 8,5
Grafika: 9
Dźwięk: 8
Grywalność: 9

Ogólna ocena: 9/10


Serdecznie dziękujemy Koei Tecmo Europe
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Gust
Wydawca: Koei Tecmo
Data wydania: 20 stycznia 2017 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 3 GB
Cena: 159 PLN

Advertisements