Dochtór? Ki Dochtór? No ten od zabaw czasem. Grę kiedyś dostał, ale wszyscy mówili, że jest słaba, a w najlepszym razie pojawiały się głosy, że jest średnia. Wróćmy więc do wydanej w październiku 2012 roku produkcji i sprawdźmy, czy może coś się zmieniło. A nuż Zegar Wieczności potrzebował spojrzenia z perspektywy czasu? Nie, kogo ja oszukuję… Nic się nie zmieniło, gra dalej jest kiepska…

Ktoś z Was oglądał kiedyś odcinek „Doctora Who”? Jeśli tak, nie muszę nic mówić o tym serialu. Pozostałym, przed opisem fabuły gry, wystarczy wspomnieć, że Doktor miał wiele twarzy (dosłownie) i tym samym charakterów. W każdym epku też pojawia się dużo naukowego i pseudonaukowego bełkotu, na który, przypuszczalnie, niewielu oglądających zwraca większą uwagę, bo łatwo się w nim pogubić. Najważniejsze jest, że serial dostarcza sporo humoru, akcji oraz różnych innych emocji, w zależności od motywu odcinka (nie brakowało też smutku, goryczy, refleksji i grozy!). W omawianej wirtualnej produkcji pierwsze skrzypce gra jeden z najbardziej pokręconych Doktorów, czyli jedenasty. Jego główną cechą jest wielkie czoło, dziwne ruchy, śmieszny sposób mówienia i uwielbienie do czapek. Tym razem jego przygody kręcą się wokół tytułowego Zegara Wieczności. I mimo że przeszedłem całą grę, nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej… Głównie dlatego, że pseudonaukowy bełkot, małe napisy i śmieszny sposób mówienie Dochtóra sprawiły, że szybko straciłem wątek. Poza tym gameplay był słaby, więc chciałem mieć tę przygodę jak najszybciej za sobą, ale o tym za chwilę. Fanów serii ucieszy wiadomość, że wiele razy skaczemy w czasie, sporą rolę ogrywa River Song oraz pojawiają się sztandarowi przeciwnicy Władcy Czasu.

dw-1

Czasoprzestrzenne zabawy Dochtóra zostały zaprezentowane w 2.5D. W kilku, a może i nawet kilkunastu różnorodnych sceneriach przyjdzie nam pokonywać typowo platformowe problemy, jak skakanie, radzenie sobie z wrogami i omijanie wszelakich przeszkód. Przeszkodami tymi bywają też przeciwnicy, którzy wymagają od nas skradania się. Pomysł jest w porządku, dopóki nie dojdziemy do agentów zakonu Ciszy, których pojawianie się i znikanie strasznie trudno wyczuć. Tak więc pod względem pomysłów na rozgrywkę w standardach gatunku byłoby całkiem ciekawie, gdyby nie dość kiepskie sterowanie postaciami. Czasem się nie słuchają, za długo reagują na wydaną komendę itp. A mówię o postaciach, bo wcześniej wspomniana River także jest grywalna. W dość równych proporcjach będziemy więc poruszać się nią zamiast Władcą Czasu, a gdy będą występować wspólnie, ona będzie biegać za nim i pomagać mu dostać się w różne miejsce (np. przez podsadzanie czy aktywowanie oddalonego przełącznika). Obie postaci różnią się też wyposarzeniem, pani archeolog dysponuje pistoletem, a Doktor śrubokrętem sonicznym. Pistolet wyjaśnienia nie wymaga, natomiast śrubokręt pozwoli otwierać drzwi i rozbrajać przeciwników. Wystarczy skierować go na konkretny obiekt, a potem kręcić gałkami, żeby dostroić fale – niestety dość szybko rozstraja to gracza, bo zabawa ta występuje za często. Kolejnym rozwinięciem gameplayu są łamigłówki. Wszystko byłoby super, gdyby nie wymuszenie rozwiazywania ich za pomocą ekranu dotykowego! Najgorsze są dwie: ustawianie obrazka z okręgów i tworzenie łańcucha danych – w żadnej grze wykorzystującej dotyk nie widziałem jeszcze tak złego technicznego wykorzystania tej funkcji… Na koniec zostaje coś dla fanów zbieractwa. W Eternity Clock występują dwa rodzaje przedmiotów kolekcjonerskich – kapelusze i kartki z pamiętnika. Ten element zabawy jest całkiem przyjemny, ba, nawet wróciłem do poprzednich rozdziałów, żeby zebrać brakujące (a było ich może sześć).

dw-2

Co można napisać o grafice Doctora Who oprócz tego, że jest brzydka… Cóż, jest bardzo brzydka, nawet jak na grę z 2012 roku. Najgorzej wyglądają postaci. O ile jeszcze na planszach można uznać je za akceptowalne, tak na filmikach są po prostu szkaradne. Widać, że był to leniwy port i twórcom po prostu się nie chciało, bo niektóre gry z tego roku do tej pory wyglądają świetnie. Sfera audio jest natomiast największą zaletą produkcji. Głosów postaciom użyczyli aktorzy z serialu, czyli 11. Doktorem jest Matt Smith, a River gra Alex Kingston. Odgłosy przeciwników są zgodne z oryginałem, podobnie dźwięki śrubokrętu. Muzyka również współgra z melodiami wypracowanymi w serii telewizyjnej i słucha się jej dobrze.

dw3

Jestem fanem Kiego Dochtóra od jego powrotu w 2005 roku. I z czterech Doktorów, którzy pojawili się od tego czasu, akurat kreacji Matta Smitha najbardziej nie lubiłem. Ale w przypadku gry zupełnie nie miało to znaczenia, bo inne problemy go przyćmiły. Przede wszystkim kulała mechanika, od poruszania postaciami przez AI towarzysza po skopany dotyk. Gameplay z czasem robił się zbyt powtarzalny oraz niektóre sekwencje były albo upierdliwe przez kwestie techniczne (np. walka z szefem Daleków z powodu autocelowania) lub z Reptalianami (dopiero po zobaczeniu gameplayu zrozumiałem, że tamte liście służyły do chowania się…).  Poza tym w fabule łatwo się pogubić, bo gdy doktorowy bełkot nie jest prezentowany w formie serialu, trudno się na nim skupić. Na plus mogę chyba tylko zaliczyć znajdźki, różnorodność poziomów, kilka ciekawszych pomysłów na rozgrywkę, audio i to, że jest jakaś gra dla wielbicieli przygód Władcy Czasu. Produkcja kosztuje 42 złote w PSS, co nie jest specjalnie dużą kwotą, ale ewentualnym, zdesperowanym fanom chętnym radzę nabyć ją za góra dyszkę. Sam już nie pamiętam, ile dałem w jakiejś promocji, ale myślę, że przepłaciłem.

PS. Aha! BBC planowało trzy gry w tej serii, ale skończyło się tylko na tej jednej. Zapewne kiepskie opinie recenzentów i graczy miały swoje odbicie w sprzedaży. Przedstawiciel wydawcy oświadczył, że ewentualne gry o Doktorze trafią na urządzenia mobilne, a nie na konsole i komputery. I dobrze!


Ocena: 3,5/10


Producent: Supermassive Games
Wydawca: BBC Worldwide
Data wydania:
10 października 2012 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Funkcje crossowe: -save z PS3
Waga: 823 MB
Cena: 42 PLN

Reklamy