Najbardziej metalowa gra nareszcie zawitała na naszym handheldzie! Po sukcesie kickstarterowej zbiórki przyszło nam trochę poczekać na wydanie, ale, na szczęście, Wolf Brew Games i Digerati Distribution dotrzymali słowa i przygotowali vitową wersję Slain: Back from Hell.

Wcielamy się w Bathoryna, który, wydawałoby się, spoczął już na dobre po dawnych bojach. Jednak, najwyraźniej, nawet śmierć nie jest w stanie powtrzymać bohatera przed wykonaniem nowego obowiązku. W związku z tym wielki woj, choć niechętnie, rusza przez zniszczone krainy, by stawić czoła Vrollowi, który zaczął przejmować panowanie nad światem za pomocą wszelkiego plugastwa. Tak wygląda zarys fabularny Slaina, który został trochę rozwinięty za pomocą kolejnych dialogów z pomagającymi nam postaciami oraz, przede wszystkim, z bossami. Rozmowy są stylizowane na mowę średniowieczną, pojawia się w nich trochę humoru i tworzą miły przerywnik od siekania pomiotów zła. Jedynym problemem jest czytelność czcionki, niestety na Vicie wygląda średnio przez co trzeba bardziej się wysilić, żeby odczytać tekst.

slain-1

W przypadku gameplayu twórcy podczas kampanii obiecali złożyć swoją grą hołd hack’n’slashom 2D z lat 80. i 90. zeszłego wieku. W związku z tym nasz bohater musi przemierzyć kilka różnorodnych krain, pokonując po drodze wielu przeciwników oraz przeszkody terenowe. Jeśli chodzi o wrogów, można ich rozróżnić na trzy typy. Pierwsze to słabsze gnidy w postaci kilku rodzajów szkieletów (zwykłe, toksyczne, strzelające), duchów czy upierdliwych lataczy. Drugi typ to mocniejsze gadziny, którym czasem trzeba zadać z dziesięć zwykłych ciosów lub (czasem fartem) sparować kilka ich ataków. Pośród nich znajdują się ogromne trupiszcza, zjawy, piekielne pieski i kilka innych. Ostatni typ to bossowie – są różnorodni, silni i zawsze uprzykrzają życie. W kwestii przeszkód terenowych czekają na nas skoki po platformach (stałych i ruszających się), przeskakiwanie pułapek, kolców czy rozwalanie strzelających kulami ognia gargulców. Wszystkie te utrudnienia zostały zaprogramowane i ułożone zgodnie z duchem dawnych gier. Oczywiście oznacza to, że czeka nas wiele prób przejścia konkretnych sekwencji pułapek i potworów, a więc i zgonów. Co prawda Bathoryn posiada pasek zdrowia, który troszkę pomaga przetrwać, ale od razu trzeba wspomnieć, że niektóre wielkie bestie zabijają bohatera dwoma ciosami, więc trzeba ciągle uważać. Poza tym pojawia się trochę tanich, natychmiastowych śmierci (pułapki są dobrym przykładem). Przeżycie utrudnia także dość archaiczne ustawienie szybkości poruszania się, atakowania czy bardzo małe okno na parowanie. Lekko odetchnąć pozwalają takie dodatki, jak atakowanie magią, sporadycznie występujące uzupełniacze paska życia i many oraz stosunkowo częste checkponity, bez których można by się pochlastać. Jak więc widzicie, gameplay nie jest zbyt rozbudowany, ale dzięki sporej grupie przeciwników, różnym utrudnieniom czy trzem rodzajom ostrzy trudno mówić o nudzie, tym bardziej że trochę terenu jest do przejścia.

slain-2

Prawdziwym majstersztykiem w Slainie jest oprawa AV. We wstępie wspomniałem, że jest to najbardziej metalowa gra, i odnosiło się to do zarówno ścieżki dźwiękowej, jak i świetnie komponującej się z nią grafiki. Muzyka to po prostu metal. Utworów jest kilka, ale z racji nagminnych zgonów często dochodzi do ich zapętlenia. Na szczęście kompozycje są świetnie zaaranżowane, więc w ogóle to nie przeszkadza. Bardzo dobrej jakości są też efekty dźwiękowe – dla przykładu polecam bieganie po kanałach bez muzyki! Grafika to z kolei jeden z najlepszych współczesnych pixelartów! Jest pełna detali zarówno na pierwszym, jak i drugim planie, bardzo dobrze animowana, pełna efektów wizualnych i świetnie grających ze sobą ciemnych i jaskrawych odcieni kolorów. Po prostu majstersztyk, który na Vicie chodzi bardzo dobrze (no dobrze, z rzadka zdarzy się grze lekko zwolnić, ale na szczęście nie w najbardziej kluczowych dla przetrwania chwilach!).

slain-3

Na Slaina czekałem, odkąd zobaczyłem jego kampanię kickstarterową. Bardzo spodobała mi się koncepcja graficzna produkcji i użycie metalu jako ścieżki dźwiękowej (tak rzadko trafiam na mocniejszy podkład w grach…). Pomysł na gameplay również wydawał mi się w porządku, ale zanim zacząłem grę, kompletnie zapomniałem o tym całym hołdzie dla lat 80. i 90. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy wskoczyłem do tego mrocznego świata i zacząłem ginąć raz za razem przez dość archaiczne mechaniki ruchu oraz naszpikowanie drogi do finałowego bossa masą upierdliwości! Ale nie poddawałem się, każda śmierć, choć czasem totalnie głupia, motywowała mnie do dalszych prób! Żeby jednak nie było, co jakiś czas musiałem odkładać konsolę i robić przerwę, bywało, że nawet dłużą, bo ente powtarzanie tej samej sekwencji w jednym ciągu nie przynosiło dobrych rezultatów. Jednak, mimo to, ani razu nie miałem ochoty porzucić gry. Jeśli więc szukacie czegoś trudniejszego, Slain będzie dla Was, i nawet te premierowe 59 złotych nie będzie bolało (w razie czego świetne AV osłodzi decyzję). Na koniec jeszcze ostrzegę łowców trofków – platyna będzie koszmarem dla znacznej większości z Was, więc jeśli kompulsywnie musicie zaliczać gry na 100%, porządnie się zastanówcie nad tą produkcją.


Fabuła: 5
Grafika: 9,5
Audio: 10
Gameplay: 8

Ocena ogólna: 8,5/10


Serdecznie dziękujemy Digerati Distribution
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Wolf Brew Games
Wydawca: Digerati Distribution
Data wydania:
5 grudnia 2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Funkcje crossowe: -buy z PS4
Waga: 790 MB
Cena: 59 PLN

Reklamy