Byłem pewny, że skończyłem z recenzowaniem gier z Plusa, a tu guzik, wskoczyła jeszcze jedna. Na szczęście okazała się przyjemną produkcją, z która miło spędziłem czas. I za tym głównie będę tęsknił w już nieaktywnym Plusie – za grami, których najpewniej bym nie kupił, a jednak warto byłoby w nie zagrać.

Pewnego dnia bardzo barwny świat atakuje mroczna bestia przedstawiająca się jako Krogma. Jej celem jest wyssanie całego koloru z wszystkiego, co ją otacza. Uderzenie z zaskoczenia działa na jej korzyść, dzięki czemu świat traci swoje barwy. Na szczęście na miejscu jest troje tytułowych strażników kolorów, którzy, choć nie powstrzymali ataku, postanawiają się zrehabilitować i przywrócić krainom ich dawny koloryt oraz raz na zawsze powstrzymać Krogmę. Historia ta została rozwinięta krótkimi dialogami, ale nie należy wiele się po niej spodziewać, ponieważ jest tylko pretekstem, dla którego podejmujemy wyzwanie rzucone przez twórców gry. Polega ono na przebieganiu plansz, ale, oczywiście, po drodze trzeba omijać przeszkody. Przede wszystkim są nimi różnego rodzaju zapadnie, dziury, mury, skały czy inne szpikulce. Zostały one rozstawione na trzech torach, pomiędzy którymi się przemieszczamy. Tak, to jedyny konkretny ruch, jaki wykonujemy – przesuwanie się strzałkami w górę i dół, nawet sami nie skaczemy. Samo takie omijanie byłoby jednak zbyt proste. Utrudnienie stanowi zabawa w szybkie, a czasem wręcz ekspresowe zmienianie kolorów. Do dyspozycji mamy trzy, a są nimi żółty, czerwony i niebieski. Żonglowanie nimi wymuszą na nas kulki o tych samych barwach, które należy zbierać (istnieje też czwarty typ – mieszany, który można zebrać w każdej z trzech barw). Łapanie kulek to jednak ta mniej istotna część zmiany kolorów, problemy pojawią się wraz z dodawaniem coraz większej liczby różnych wiatraków, katapult czy przesuwających się platform, które uruchomią się dopiero wtedy, gdy barwa postaci będzie dopasowana do mechanizmu. Gra jest szybka i wymaga bardzo dużego skupienia się, bo im dalej zajdziemy, tym zrobi się gęściej od pułapek i takich właśnie urządzeń. W związku z tym ginąć będziemy często, ale na szczęście na planszach są checkpointy, a jedyną karą, jaką otrzymujemy za zgon, jest zabranie części punktów. Przebiegniemy w ten sposób pięć światów, a na końcu każdego z nich zmierzymy się z Krogmą. I mimo że boss jest jeden, każda walka z nim wygląda trochę inaczej, więc nie staje się to problemem. W sumie do pokonania mamy ponad 70 poziomów, z czego część trzeba odblokować, szukając na planszach białych, latających robaczków. Poza tym, niektórym, dodatkowej rozrywki dostarczą masterowanie plansz, zbierania jak największej liczby punktów (dla własnej satysfakcji lub do rywalizacji z innymi w tabelach sieciowych), a nawet trofki, bo część z nich rzuca nam konkretne nowe wyzwania. Wszystko to zostało podane w bardzo kolorowej, bajkowej oprawie graficznej, która świetnie pasuje do pomysłu na rozgrywkę. Towarzysząca bieganiu muzyka jest żwawa i komponuje się grafiką, natomiast efekty dźwiękowe nie irytują.

cg1

Color Guardians jest bardzo przyjemną zręcznościówką z typu runnerów. Wysokie tempo daje niezłe wyzwanie, szczególnie dla osób trochę mniej szybkich w reakcji oko-ręka, ale wciąż można sobie poradzić z zaliczeniem wszystkich poziomów (ja jestem tego przykładem). Ci co sprawniejsi mogą sobie włączyć wyższy poziom trudności, gdyby normalny był dla nich za łatwy. Na plus grze wychodzi także wysokiej jakości port, dzięki czemu gra wygląda ładnie i działa bardzo sprawnie bez żadnych przycięć, co jest istotne dla takich pozycji. Tak właściwie trudno przyczepić się do czegoś w tej grze, bo jest dobrze przemyślana i zrobiona. Ewentualnie irytować może czas wczytywania kolejnych poziomów oraz część graczy poczuje zbyt dużą frustrację przy próbie przechodzenia lub masterowania produkcji.


Ocena: 8,5/10


Producent: Fair Play Labs
Wydawca: Fair Play Labs
Data wydania:
4 czerwca 2015 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Funkcje crossowe: – buy i –save z PS4
Waga: 1,3 GB
Cena: 29 PLN

Reklamy