Gry z serii Atelier ukazują się bardzo regularnie, chociaż mają podobną tematykę. Ich protagonistki z kolei reprezentują pewne stereotypy bohaterek znanych z produkcji japońskich. Grafika utrzymuje pewien stały poziom i styl, z tendencją wzrostu jakości pod każdą kolejną generację konsol. Co więc sprawia, że kolejno ukazujące się części wciąż cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem i życzliwym przyjęciem? Czy odsłona opowiadająca historię małej dziewczynki i wielkiej księgi zasłuży na miano następnej udanej gry spod znaku Atelier? Sprawdźmy!

Recenzję napisała Nadtechnecjanna

Początkująca alchemiczka Sophie nie ma łatwego życia. Po śmierci babci samotnie prowadzi atelier alchemiczne, które dla niej samej wydaje się zbyt duże i zbyt puste. Co więcej, jej umiejętności są, mówiąc delikatnie, niewystarczające, a pewność siebie to określenie w pewnym sensie dla dziewczynki egzotyczne. Mimo posiadania dwójki wiernych przyjaciół – Oskara i Moniki – samotne mieszkanie w sklepiku z ogromnym kotłem na środku nie do końca odpowiada naszym (i jej) wyobrażeniom o „szczęśliwym życiu”. Na szczęście bohaterowie gier komputerowych na stałych towarzyszy (nie)codziennego życia potrafią zaadaptować najbardziej zdumiewające istoty. Pośród nich znajdują się chociażby gadająca czaszka, biuściasta kobieta z ogonem lisa, sztuczna inteligencja czy nawet przemądrzała łasica… Jednak tym razem padło na wielką latającą księgę z alchemicznymi mądrościami zapisanymi na nieco przemądrzałych kartach. Rozmowny wolumin przedstawia się jako Plachta i zaoferował nieco zgłupiałej Sophie układ obejmujący obopólne korzyści ze wspólnego korzystania z ogromnego kotła. Za dzielenie się swą mądrością, księga jedynie wymaga od Sophie pomocy w odzyskaniu utraconych wspomnień z jej dawnego życia prywatnego i zawodowego, co następuje poprzez zapisywanie na stronach Plachty kolejnych alchemicznych przepisów. Nie brzmi to zbyt logicznie, ale hej, w końcu mówimy o gadającej księdze, która lata machając okładkami. Trochę niekonsekwencji można jej wybaczyć, nie?

sophie-01

Jeśli chodzi o fabułę i rytm rozgrywki, to przedstawiają się one tak: zwiedzamy różne miejsca, które obfitują w typowe dla siebie surowce (oraz w typowe dla nich potwory przechadzające się w pobliżu owych surowców), zbieramy składniki na kolejne kolorowe dekokty i fantazyjne przedmioty, w tak zwanym międzyczasie wpadamy na genialne pomysły na nowe przepisy i tym samym zmniejszamy dystans dzielący nas od kolejnego wspomnienia Plachty (a są to wspomnienia nie byle jakie, bo alchemiczne!). Brzmi dość monotonnie, ale tylko tak brzmi. Do dyspozycji mamy ogromną liczbę lokacji, a każde kolejne wspomnienie otwiera dostęp do kolejnych miejsc pełnych smakowitych składników. Poza tym możemy zwiedzać również miasto, do obrzeży którego tuli się nasze atelier. W mieście owym znajdziemy kawiarnię, która spod lady oferuje nam wyzwania nęcące grubym zarobkiem za ich wypełnienie, oraz mnożące się z postępem fabuły sklepiki, warsztaty i kramy. Poza tym ważnym elementem rozgrywki są postacie i interakcje z nimi. Nawiązanie przyjaznych stosunków z naszymi towarzyszami i charakterystycznymi mieszkańcami miasteczka (jak np. znanymi już Logym czy Pamelą) przekłada się na punkty przyjaźni, co z kolei wpływa na zakończenie, które osiągniemy. Co do kompanów broni, z którymi przyjdzie nam spać pod jedną derką podczas podróży i osłaniać nawzajem swoje plecy, gdy groza zajrzy nam w oczy, można spokojnie powiedzieć, że reprezentują różne, typowe klasy postaci z RPG-ów i chociaż mają wpływ na fabułę, a rozmowy z nimi są czasem wręcz niezbędne, to szału nie robią. Są to miłe dla oka, ciekawe postaci, wpasowujące się w pewien schemat i właściwie nic ponad to.

sophie-02

Walki są zróżnicowane, a jeśli chodzi o poziom trudności, nie odbiegają od tego, czego nas nauczyły inne odsłony. Są to typowe starcia turowe, oczywiście zawikłane pierdyliardem dodatkowych elementów, warunków, stancji, ataków, będące przy tym rozkoszną dla oka i innych części głowy. Przed wyruszeniem w każdą kolejną podróż warto zajrzeć do kawiarni, by sprawdzić, jakież to nowe fanaberie przygotował dla nas pan barman. Ten człowiek-zagadka zawsze ma coś w zanadrzu, jest np. skłonny zapłacić żywym złotem za dwa bajgle albo uwidzi mu się, że chce śmierci jednej gwiezdnej ryby. Nie rozmyślajmy nad jego motywami, ważne, że płaci w terminie.

sophie-03

Grafika jest… taka, jak zawsze w grach z serii Atelier. Trójwymiarowa, ładna, nieco bajkowa. Postaci są charakterystyczne i starannie zaprojektowane. Krajobrazy też dają radę, choć często grupują się w niebezpiecznie zbliżone do siebie klimaty – typu góry, cmentarz, ruiny, trawiaste górki… Za potwory natomiast należą się wielkie propsy, gdyż ich zróżnicowanie, ogólny zamysł, kuriozalne czasem ataki i animacje stoją na najwyższym poziomie. Zwłaszcza te gwiezdne walenie są tak miłe dla oka, że czasem to im kibicuję, z przykrością konstatując, że ja i moim towarzysze już aż tak ładni nie jesteśmy. Wszelkie interfejsy są przejrzyste i czyta się łatwo, a każdy nowy element ma swój samouczek (który można ominąć!). I biorąc to wszystko pod uwagę, trochę trudno będzie wytłumaczyć obserwującemu z boku, że ta śliczna, bajkowa gierka z postaciami o wielkich oczach to poważna pozycja RPG.
Udźwiękowienie przedstawia dość nierówny poziom. Głos protagonistki jest, jak zwykle, drażniąco wysoki. Inne postaci brzmią lepiej i do nich już nie można się przyczepić. Muzyka pobrzmiewa w tle, ilustruje dobrze sielskość większości rozgrywki i niebezpieczeństwo chwil, gdy zza rogu wychodzi sam szatan z widłami (serio!), ale żadnej melodii nie potrafię sobie odtworzyć w głowie. Słuchać tego poza grą nie ma potrzeby.

sophie-04

Na koniec zostawiłam sobie chyba najlepszą wiadomość dla każdego fana cierpiącego na, podobnie jak ja, przewlekły flegmatyzm i ociężałość umysłową. Otóż tym razem czas nie jest naszym przeciwnikiem! Nie musimy się wiecznie spieszyć i rozważać, czy korzystniej będzie przejść jeszcze jeden most, czy raczej wrócić do domu i się wyspać. Pozostały nam już tylko szatany z widłami, ale z tym możemy sobie poradzić za pomocą puni-rakietnic i ogromnych dwuręcznych mieczy. Oczywiście czas płynie, zużywamy go zarówno na ruch, jak i na walkę, ale możemy po prostu sobie popatrzeć na zachodzące słoneczko nad morskim wybrzeżem pełnym zabójczych płetwali, a nie przeklinać każdą mijającą sekundę. Czuję się totalnie rozpieszczona przez ten gameplay.

sophie-05

Czy warto zatem znowu wybulić hajs na kolejną odsłonę Atelier (w tym przypadku rozpoczynającą nową sagę – „Mysterious”) i wcielić się w następną bezradną dziewczynkę, którą poprowadzimy w stronę alchemicznej doskonałości…? Oczywiście. Mamy do czynienia z pozycją dopracowaną, solidną i atrakcyjną pod wszystkimi względami. Nie należy się jednak spodziewać zaskoczeń i fajerwerków, bo ich nie dostaniemy, ale i nie o to chodzi. Fabuła jest dość naiwna, ale wciąż, latająca książka to nasz przyjaciel, więc wybaczamy. Nad przygodami Sophie spędzimy wiele godzin, ale będzie to czas spożytkowany na naukę magii i pożytecznych przepisów, a przecież o to chodzi w życiu, nie?


Plusy:

  • Stare, dobre atelier wciąż w akcji!
  • Piękna baśniowa grafika
  • Przemyślany system eksploracji i walk
  • Zróżnicowane postaci poboczne, w tym cameo

Minusy:

  • Stare, dobre atelier wciąż w akcji…
  • Udźwiękowienie jest w sumie przeciętne

Fabuła: 7,5
Grafika: 9,0
Dźwięk: 7,5
Gameplay: 8,5

Ogólna ocena: 8,5/10


Serdecznie dziękujemy Koei Tecmo Europe
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Gust
Wydawca: Koei Tecmo
Data wydania: 10 czerwca 2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Funkcje crossowe: – save i -buy (tylko na DLC) z PS4
Waga: 2 GB
Cena: 169 PLN

Reklamy