Mój quest nareszcie dobiegł końca! Ponieważ Duke wyleciał z PSS (i nie wiadomo, czy wróci), A Virus Named TOM został ostatnią grą z Plusa, jaką mam do zrecenzowania. Teraz zostało przejść kilka indyków i mogę rezygnować z subskrypcji. Ale zaraz, nie o tym miałem… O TOM-ie miałem Wam tu pisać.

W świecie przyszłości żył sobie naukowiec-wynalazca, którego nazywano, a może sam się tak nazwał, nieważne, w każdym razie wołano na niego Doktor X. Jego wynalazki bardzo ułatwiły ludziom życie – nie musieli chodzić dzięki ruchomym chodnikom, psy były zrobotyzowane itd., itp. Jednak pewnego dnia został wyrzucony z korpo, dla którego pracował (dlaczego, nie pamiętam, ale nie ma to też żadnego znaczenia). Oburzony tą sytuacją postanowił zemścić się nie tylko na firmie, ale też na całym mieście, które swoje istnienie zawdzięczało jemu. Stworzył więc wirusa, TOM-a, który miał mu pomóc w akcie zniszczenia. W tego właśnie wirusa wcielamy się my, a celem jest przebrnięcie przez sześć etapów, w których znajduje się łącznie pięćdziesiąt zadań. Każde z nich polega na przygotowaniu ścieżki dla hakujących system danych. Trzeba więc przekręcać obwody, które przyjmują różne kształty, tak, aby powstała połączona ze sobą ścieżka. Gra jest w głównej mierze produkcją logiczną, więc trzeba będzie wykazać się pomysłowością przy rozwiązywaniu problemu łączności. Zadania, do piątego etapu włącznie, można wykonać bez konieczności korzystania z poradników, lecz już w szóstym poziom trudności znacznie wzrasta i może być to konieczne (sam to zrobiłem, bo już miałem dość kombinowania i dronów…). Jednak, oprócz części łamigłówkowej, znajdzie się w grze też trochę poziomów, na których trzeba wykazać się zręcznością. Wszystko dlatego, że w przekręcaniu obwodów będą przeszkadzały antywirusowe drony. Oczywiście na początku nie są zbyt kłopotliwe, ale im dalej, tym bardziej upierdliwe się stają. Od levelu 5.10 (ostatni w piątym etapie) myślałem, że mnie szlag trafi na poziomach z dronami, bo albo zapieprzały jak głupie, albo zostawiały bardzo małe okno do przesmyknięcia się między nimi, albo jedno i drugie razem… Może nie byłoby to takie złe, gdyby nie wrażenie, że wirus czasem nie chciał się słuchać. Ponieważ poruszamy się po siatce, przy szybkich ruchach TOM czasem leciał nie w tę stronę, w którą bym chciał, oraz za późno zostawiał pułapki unieruchamiające antywirusy. W związku z tym od pewnego momentu gra bardziej mnie męczyła niż cieszyła.

tom1

Ostatecznie zaliczenie tych wszystkich poziomów zajęło mi może pięć godzin, które okupiłem sporą ilością nerwów. Przez większość udało się przebrnąć dość gładko i szybko, bo ogólnie są krótkie, ale pozostałe wymuszały wiele powtórek. Gdy już w końcu zostały odhaczone, nie czułem satysfakcji jako takiej, bardziej ulgę, że mam to z głowy.  Dobrze, że przy takich pozycjach nie mam wewnętrznej potrzeby zaliczania leveli na trzy gwiazdki czy złote medale, jak w tym przypadku, bo bym rozwalił konsolę o ścianę. Na szczęście dodatkowo nie denerwowała mnie oprawa AV. Ta jest w porządku – schludny, choć monotonny design plansz dobrze komponuje się z elektroniczną muzyką przygrywającą w tle. Na plus w sumie można też zaliczyć fabularny pretekst do gry oraz wstawki pomiędzy etapami, ale już mocno zastanawia, dlaczego korporacja wysyła wiadomości do wirusa, jakby miał być jakąś super sztuczną inteligencją. Koniec końców muszę stwierdzić, że gra może się spodobać i stanowić wyzwanie, ale nie za 42 złote, które trzeba za nią dać w PSS. Tym bardziej, że mniej więcej tyle samo kosztuje na Steamie, gdzie dodatkowo zawiera co-opa dla czterech graczy.


Plusy:

  • Trzeba nad nią pomyśleć
  • Humorystyczna historyjka jako podkład pod gameplay

Minusy:

  • Mimo wszystko monotonna
  • Wirus czasem nie reaguje tak, jak powinien
  • Poziomy zręcznościowe mogą bardziej irytować niż cieszyć
  • Wycięcie co-opa nie obniżyło ceny gry

Ocena ogólna: 5/10


Producent: Misfits Attic
Wydawca: Misfits Attic
Data wydania: 5 kwietnia 2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 600 MB
Cena: 42 PLN

Reklamy