Do zachodnich PlayStation Store trafiła gra o niemieckim tytule, którą stworzyło tajlandzkie niezależne studio, a sam gameplay jest wzorowany na japońskich erpegach. Nadtechnecjanna na ten opis zareagowała takim tekstem: „brzmi jak konserwa z indyka o smaku bekonu”, a ja tego musiałem spróbować. W związku z tym zapraszam na pierwszy odcinek „Degustacji gier”, w dzisiejszym programie próbujemy WanderjahR.

Sięgnąłem po tę pozycję z musu, ktoś ją musiał sprawdzić. Nie spodziewałem się niczego dobrego, bo nawet nie zauważyłem jej zapowiedzi, a nawet jeśli, to szybko wypchnąłem ją z pamięci. Puszka znalazła się na blacie, otworzyłem ją i nawet mnie nie odrzuciło w pierwszym odruchu. Na początku zobaczyłem trochę tekstu, w którym zostało mi wyjaśnione, że jest bardzo daleka przyszłość i już niemal został zaprowadzony na świecie pokój ostateczny. Tylko ostatnie poprawki w przepisie dzieliły ludzkość od pławienia się w rozkosznym smaku bezstresowego świata. Naturalnie nie mogło obyć się bez problemów, bo oto siedzibę Organizacji Porządku na Ziemi zaatakowały potwory. Skąd nagle wzięły się potwory w świecie przyszłości, lepiej nie wnikać. Teoretycznie fabuła może to później wyjaśnić, ale czy tak się dzieje, nie mam pojęcia, bo do końca nie wytrwałem, ale o tym później. Samego rozwoju akcji zbyt wiele nie ma, po pierwszym ataku następuje drugi, potem idzie się do piramid i gdzieś tam jeszcze, a pomiędzy zmianami lokacji następują krótkie informacje, co się dzieje. Za to w menu gry można znaleźć o wiele więcej tekstu, w tym o bohaterach itp., ale tak na dobrą sprawę w ogóle nie jest to ciekawe.

wander-1

Później nastąpiły pierwsze walki, na arenach, bez bezpośredniej kontroli nad działaniami wojowników. Według twórcy zabieg ten miał na celu wprowadzenie zarządzania walką w czasie rzeczywistym. W związku z tym postaci same się rozchodzą na przypisane im pozycje, które są uzależnione od klas, i robią swoje. A ja, jako gracz, mogłem je tylko podmieniać (trupów nie można zamienić na żywych), rozdawać przedmioty, czasem wskazać, kogo np. leczyć, oraz wybierać potwora do atakowania i zbierać wypadające z wrogów klejnoty. Brzmi niezbyt ciekawie, ale przyznam, że podczas dwóch pierwszych etapów wciągnąłem się. Każdy przeciwnik miał swoje słabości i mocne strony, więc trzeba było manewrować pomiędzy magami i atakującymi fizycznie, by sprawnie się ich pozbywać. Poza tym bardzo istotne było korzystanie z klas wspierających własne ludki i szkodzących statusami wrogom. Ciekawie były też zaprojektowane starcia z dwoma pierwszymi bossami. Problem zaczął się przy trzecim etapie, gdzie przebywanie na kolejnych arenach trwało coraz dłużej, a potwory miały coraz więcej HP. Gdy już się opanowało sposoby na nie, walka stawała się strasznie nużąca i właściwie czekało się tylko, aż w końcu ich życie spadnie do zera, bo przy odpowiednim levelu postaci starać się już zbytnio nie trzeba było, jedynie cierpliwość była wymagana. Ale to, co już kompletnie wytrąciło mnie z równowagi, to trzeci boss – jakaś brama à la ta z „Gwiezdnych Wrót”. Chociaż przy poprzednich bossach przy pierwszych podejściach dostawałem wciry, tak jednak widziałem jakąś drogę do wygranej, którą potem obierałem. Bramka natomiast potrafi przywalić atakiem, który zabija całą drużynę od strzału. Co więcej, przywołuje też tych najbardziej upierdliwych wrogów z ostatniego etapu, których tak bardzo już mi się nie chciało ubijać. Ostatecznie stwierdziłem, że na tym skończę grzebanie w tej puszcze.

wander-2

Zupełnie niespodziewanie dal mnie okazało się, że gra ma ciekawą koncepcję. Na bieżąco można wybierać między dwudziestoma postaciami (zdobywanymi z czasem) o kilku klasach, a wrogowie wymagają konkretnych taktyk plus korzystanie ze zdolności wspomagających jest niezbędne. Na dodatek warto dbać o posiadanie przedmiotów i artefaktów podbijających np. atak czy ochronę przed danymi debuffami. Zgrzyty pojawiają się jednak jakoś w połowie gry. Po prostu siedzenie z konsolą i pacanie w ekran, żeby schematycznie zamieniać postaci do skutecznego ubicia potworów, staje się strasznie nużące. Rozumiem, że gra jest indykiem, ale nawet po odpowiednim wylevelowaniu trwa to po prostu za długo. A co do trzeciego bossa jeszcze, w internetach widziałem propozycję strategii podaną przez jednego gracza – użyć trzech tanków, żeby przetrwać atak uśmiercający (im zostanie wtedy 1 pkt. HP), a więc potem szybka zmiana na leczenie… Problem jednak w tym, że tuż po pierwszym ataku, brama przysadziła drugim takim, a ja nie mam cierpliwości na takie zabawy i, dodatkowo w tym przypadku, strasznie żmudne zbieranie expa do rozdania, żeby wygrać tę walkę. Jeśli chodzi o oprawę AV, jest w miarę w porządku. Chibi są wyraźne, a ich ataki mają konkretne animacje, projekty potworków także są OK, ale dość powtarzalne. Audio z kolei ani nie zachwyca, ani nie irytuje, co w takiej produkcji jest wystarczające. Jedno jest pewne, za premierowe 42 PLN-y nie polecam tej produkcji nikomu, chociaż oferuje kilkanaście godzin gry. A jeśli pojawi się w znacznej obniżce, i już nie będzie mieli pomysłów, w co zagrać, wtedy możecie rozważyć zakup WanderjahR. W końcu ma kilka ciekawych pomysł, ale trzeba wykazać się przy niej sporą cierpliwością, której mnie zabrakło.


Plusy:

  • Wymagające walki, szczególnie z bossami
  • Wiele postaci i wszystkie można wykorzystać w jednej walce

Minusy:

  • Wymaga żmudnego grindu
  • Walki w pewnym momencie zaczynają za bardzo męczyć
  • Bug, który może zepsuć synchronizację trofeów

Ocena ogólna: 5,5/10


Serdeczne podziękowania dla Corecell Technology
za egzemplarze recenzenckie gry.


Producent: Workyrie
Wydawca: Corecell Technology
Data wydania: 31 sierpnia 2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 1,3 GB
Cena: 42 PLN

Reklamy