Nie da się ukryć, że jedną z wypadkowych sukcesu PlayStation Portable była seria gier Monster Hunter. Wraz z nadejściem nowej generacji konsol przenośnych Capcom chyba jednak na dobre przeniósł tę markę do konkurencji, pozostawiając olbrzymią dziurę w line-upie naszej kieszonsolki. Nie dziwi zatem fakt, że inni deweloperzy, wietrząc łatwy zarobek pod nieobecność hegemona, postanowili tę dziurę zapełnić. Efektem tego jest prawdziwe zatrzęsienie tytułów z gatunku hunting RPG. Jednym z nich jest Ragnarok Odyssey.  Wielu z Was zapewne zadaje sobie teraz pytanie: czy to godny zastępca czy mierny skok na kasę? Na to pytanie, jak i wiele innych odpowiemy w poniższej recenzji.

Napisała Veg

Ragnarok Odyssey został osadzony w realiach koreańskiego MMO Ragnarok Online i tuż obok Soul Sacrifice jest obecnie jedną z dwóch dostępnych w naszym regionie produkcji monstero-huntero-podobnych. Niestety w kwestii zakupu wydawca ograniczył nas jedynie do wersji cyfrowej w PlayStation Store. Chociaż kuszącą opcją wydaje się sprowadzenie pudełka z wersją US (dostępna jest także wersja kolekcjonerska z soundtrackiem i kartami), należy pamiętać, że w tym przypadku amerykańskie i europejskie wydania nie są ze sobą kompatybilne. Przekłada się to na ograniczenie do zabawy z graczami z tego samego regionu, z którego pochodzi nasza wersja. Dodatkowo należy mieć na uwadze ewentualne lagi w przypadku gry online na serwerach w USA.

Warto także dodać, że obie wersje gry zawierają wszystkie DLC z dodatkowymi zadaniami, jakie ukazały się w Japonii. Co więcej, w PSS możemy skorzystać z dużej liczby darmowych dodatków, które zawierają ciuszki, czapeczki, karty oraz muzykę. Poza tym możemy kupić kilka innych dóbr.

2.jpg

HISTORIA

Napisał kaszana

Jako protagonista zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń mających miejsce w Forcie Farthest, który później stanie się naszą bazą wypadową. Na miejscu dowiemy się o tarapatach królestwa, powoli ulegającego atakom potworów oraz grupce dzielnych i wykwalifikowanych wojowników, którzy w imieniu króla bronią ludzkości przed nadciągającą katastrofą. Historia ta jest dosyć infantylna i mało rozbudowana. Niestety stanowi raczej jedynie fundament pod nasze przyszłe eskapady. Fabuła nie łączy się także ściśle z uniwersum Ragnaroka, co pozwoli nowicjuszom na bezproblemowe zaaklimatyzowanie się z grą. Po zapoznaniu się z sytuacją panującą w krainie cały fort staje przed nami otworem. Na małym obszarze, który zajmuje, znajdziemy właściwie tylko najpotrzebniejsze usługi. Mamy zatem do dyspozycji kowala, który z przyniesionych mu materiałów za niewielką opłatą wykona dla nas poszczególne elementy uzbrojenia oraz ulepszy te już posiadane. Na analogicznej zasadzie działa sklep z odzieżą oraz stoisko z nakryciami głowy. Nic nie stoi także na przeszkodzie, aby wybrać się do salonu fryzjerskiego, nieco mylącego swoją nazwą, bowiem oprócz przemodelowania fryzury, możemy także dokonać zmiany głosu czy koloru skóry. Na samym końcu wycieczki po forcie czeka na nas nasz własny dom, gdzie zapiszemy postępy w rozgrywce oraz zmienimy klasę postaci i ekwipunek.

Napisała Veg

Jak zaznaczyłam we wstępie, gra silnie nawiązuje do (dosyć wiekowej już) gry Ragnarok Online, co jest bardzo dużą zaletą dla wielbicieli tego MMO. Odyssey zapożycza z oryginalnego RO głównie wygląd niektórych potworów (poringi, orki, spore, raydrici itp.), bossa Orc Hero, komponenty wypadające z potworów (jellopy!), muzykę, karty potworów oraz czapeczki, najbardziej charakterystyczny element obu gier. Możemy również kupić ekwipunek, który upodobni wygląd postaci do poszczególnych klas z Ragnarok Online. Znajdziemy tu także Kafry, które, podobnie jak w MMO, obsługują nas w różnoraki sposób, przykładowo, sprzedając mikstury.

3.jpg

MECHANIKA ROZGRYWKI

Napisał kaszana

Po uruchomieniu Ragnarok Odyssey przywita nas świetne animowane intro, pomału wprowadzające gracza w historię, której niebawem stanie się częścią oraz przybliżające mechanikę zabawy, prezentując w akcji czwórkę dzielnych bohaterów stawiających czoła hordom gigantów. Chwilę potem jesteśmy już w menu głównym, gdzie bez zbędnych udziwnień zmienimy podstawowe opcje gry oraz rozpoczniemy lub wczytamy przygodę. Ciekawą opcją jest też możliwość wysłania swoich zapisów na serwery PlayStation tak, by w razie utraty karty pamięci, móc je z poziomu menu pobrać i bez problemu kontynuować zabawę.

Swoją historię rozpoczynamy od stworzenia postaci. Znalazły się tutaj wszystkie podstawowe opcje modyfikacji. Dane nam jest zatem wybrać dla naszego herosa płeć, typ i kolor skóry oraz włosów, zmienić twarz czy nawet głos. Na sam koniec musimy wybrać  jedną z sześciu dostępnych klas. Do naszej dyspozycji oddano typowego wojownika z mieczem, łowcę wraz z łukiem, zabójcę uzbrojonego w dwa krótkie ostrza oraz jego zupełne przeciwieństwo w kwestii szybkości zadawania ciosów –  człowieka wyprowadzającego ataki młotem. Do tej wesołej gromadki dochodzi jeszcze kapłan wspomagający towarzyszy czarami defensywnymi oraz mag z atakami obszarowymi. Warto zauważyć, że nie jesteśmy przywiązani na stałe do klasy, którą wybierzemy na początku rozgrywki. Wraz z postępami odblokujemy możliwość jej zmiany, co jest sporym udogodnieniem.

4.jpg

Napisała Veg

Podstawowym celem gry jest wykonywanie coraz trudniejszych zadań, które wiążą się bezpośrednio z polowaniem na potwory. Przede wszystkim postać nie zwiększa swego poziomu poprzez tradycyjne zdobywanie doświadczenia, lecz robi się coraz silniejsza wraz z poszczególnymi rangami, które zyskuje po ukończeniu kolejnych rozdziałów. Dodatkowo w rozwoju pomoże nam modyfikacja cech naszej postaci dzięki zdobywanemu orężowi i przedmiotom specjalnym, m.in. kartom, które poprzez umieszczenie w przeznaczonych na to specjalnych slotach pancerza zmienią nasze statystyki i umiejętności. Na szczęście karty można dowolnie wkładać i wyjmować, nie ma więc ryzyka, że którąś z nich stracimy, gdy umieścimy ją w słabszym stroju. Natomiast broń, którą będzie posługiwał się nasz bohater, możemy ulepszyć u kowala. Zrezygnowano tutaj jednak z systemu z Ragnarok Online, który dodawał ryzyko nieodwracalnego zniszczenie modyfikowanego orężu. Tutaj jest to całkowicie bezpieczne. Gra oferuje także bardzo miłą odskocznię od zaliczania kolejnych questów, a mianowicie, gdy uzbieramy odpowiednią ilość zenów (waluta) oraz właściwe komponenty, możemy je wymienić na jedną z wielu czapeczek, które co prawda nie dają żadnych premii do statystyk, lecz cieszą unikalnym wyglądem. Kolekcjonowanie ich sprawia ogromną frajdę.

Napisał Urouborous

Nigdy nie powracamy z połowów z pustymi rękami. Nawet te zadania, które zakończą się niepowodzeniem, przynoszą nam korzyści, bowiem przedmioty już zebrane podczas polowania pozostają w naszym posiadaniu. Jest to uczciwe podejście. W Soul Sacrifice korzyści z włożonej pracy otrzymywaliśmy jedynie wtedy, gdy udało nam się dotrwać do szczęśliwego końca misji. Powtarzanie tego samego, zwłaszcza szczególnie trudnego zadania, stawało się na dłuższą metę frustrujące. Mogło zdarzyć się tak, że poświęciliśmy na dane zadanie długie godziny, a nie zyskaliśmy zupełnie nic. W Ragnarok Odyssey na szczęście sytuacja jest odwrotna i znacznie uprzyjemnia rozgrywkę.

5.jpg

Napisał kaszana

Najważniejszymi budynkami w Forcie Farthest są zbrojownia oraz karczma. To właśnie z ich poziomu wyruszamy na przygody. Tam też możemy zaopatrzyć się w mikstury lecznicze i wspomagające, a przede wszystkim karty, które stanowią o sile naszej postaci. Dlaczego są tak ważne? Otóż każda z posiadanych przez nas kart, niezależnie od tego, czy została kupiona, czy zdobyta, zawiera w sobie specjalne atrybuty. Przekłada się to na powiększenie potencjału bojowego czy wzmocnienie naszej defensywy, ale równie dobrze mogą wywindować szanse na znalezienie bardziej wartościowych przedmiotów. Niektóre z kart, oprócz właściwości wzmacniających, będą zawierać także niepożądane efekty. Posiadając taką kartę, musimy zrobić bilans i sprawdzić, czy korzyści płynące z jej używania są warte ponoszenia konsekwencji dodanych wad. To, z ilu kart możemy skorzystać  podczas wypraw, zależy zarówno od wartości tych wyekwipowanych przez nas, jak i pancerza, jaki w danej chwili nosimy. Każdy z nich opisany jest bowiem nie wytrzymałością, a ilością punktów, które służą również do określenia wartości kart. Przykładowo, jeśli posiadamy pancerz z czterdziestoma dostępnymi punktami, na misję zabierzemy ze sobą maksymalnie osiem kart po pięć punktów każda (w grę wchodzi każda inna dowolna kombinacja, byleby łączna wartość kart nie przekraczała czterdziestu). Czy takie rozwiązanie jest lepsze od tradycyjnego nabijania statystyk? Wydaje się, że tak, albowiem wprowadza to element taktyczny i zmusza nas do myślenia.

Rzeczą, która odróżnia karczmę od zbrojowni, jest wyraźnie wyższy poziom trudności tych samych zadań. Bez problemu jednak zrekompensować możemy to sobie wyższą nagrodą pieniężną oraz możliwością dobrania kompanów do wspólnych wypraw. I tu dochodzimy do rzeczy zasadniczej – staje oto przed nami pytanie, czy wolimy zabawę w pojedynkę, czy może naszą domeną są potyczki wieloosobowe.

6.jpg

ROZGRYWKA DLA POJEDYNCZEGO GRACZA

Napisał kaszana

Standardowo dla siebie przygodę z Ragnarok Odyssey zacząłem od wykonywania zadań przeznaczonych dla pojedynczego gracza. Do dyspozycji oddano nam tu główny wątek fabularny podzielony na 9 rozdziałów, każdy po około 9-10 misji oraz zadania dodatkowe. Zasada jest prosta – wybieramy zadanie, które chcemy wykonać i udajemy się na jedną z jedenastu map.  Questy, wzorem serii Monster Hunter, dzielą się na trzy główne kategorie. Pierwsza z nich wymusza na graczu zdobycie kilku sztuk danego przedmiotu. Niestety zabrakło tu klasycznego zbieractwa, które było jedną z wizytówek MH. Nie ma zatem mowy o poszukiwaniach roślin, wydobywaniu surowców, łowieniu ryb czy łapaniu owadów. Pozyskiwanie przedmiotów w Ragnarok Odyssey sprowadza się tylko i wyłącznie do szlachtowania wszystkiego, co żyje! Wielka szkoda, bo brakuje tu trochę odskoczni od zwykłej i nużącej po pewnym czasie walki, która na tapecie jest cały czas. Tym bardziej, że druga kategoria zadań polega na zabiciu określonej liczby stworów. Z kolei trzecia i ostatnia to (nie)zwykła potyczka z większym bossem.

Napisał Urouborous

Ukończenie każdego z rozdziałów nie tylko odblokowuje dostęp do kolejnego, gwarantuje następną rangę naszej postaci czy polepsza jej statystyki, ale także otwiera dostęp do nowych obszarów. Wydarzenia mające miejsce w rozdziałach rozgrywają się na różnych terenach, ale ich powtarzalność jest bardzo duża. Wielokrotnie odwiedzimy te same lokacje, lecz na szczęście wraz z postępami w rozgrywce różnorodność wzrasta.

7.jpg

Napisał kaszana

Skoro zatem cała zabawa polega tylko i wyłącznie na testowaniu własnych umiejętności bojowych, to czy chociaż ten element został dobrze wykonany? Wydaje się, że tak. Uczciwie przyznam, że nie testowałem każdej klasy. Powalczyłem trochę młotem, chwilę pobyłem zabójcą i łowcą, a lwią część gry spędziłem jako klasyczny wojak z mieczem. Nie próbowałem gry jako kapłan czy mag, gdyż wiem, że zabawa tego typu bohaterami po prostu mi nie idzie. Mam jednak kilka uwag dotyczących ogranych przeze mnie profesji. Oczywiście zauważalna jest różnica między każdą z nich. Wyraźnie odczuwa się odmienny charakter pomiędzy szybką walką dwoma ostrzami, które zadają mniejsza obrażenia, a znacznie wolniejszą młotem, który zadaje spore straty. Niemniej jednak brakowało mi tego czucia walki, jakie towarzyszyło starciom w wielokrotnie przywoływanym przeze mnie Monster Hunterze.  Tam każda broń miała swój ciężar, a walki były dużo bardziej realistyczne (jeśli w ogóle można tak o nich powiedzieć, zważywszy na fakt, że całość dzieje się w klimatach fantasy). Ponadto opanowanie poszczególnych typów broni dawało olbrzymią przewagę i ciężko było „z marszu” przerzucić się na inny rynsztunek. Tu jest nieco inaczej i znacznie łatwiej jest opanować każdą z broni. Nie za bardzo wiem, czy będzie to dla Was wadą czy zaletą, lecz ja nie lubię uproszczeń i niestety potraktuję to jako minus omawianej produkcji.

Napisała Veg

Sterowanie jest intuicyjne i przyjemne, standardowo mamy możliwość wykonywania ataków szybkich i słabszych oraz wolniejszych i silniejszych. Do tego dochodzą wymyślne kombosy, których opanowanie może zająć troszkę czasu, lecz nie są one niezbędne do czerpania radości z gry.

Napisał kaszana

Pozytywnie odniosę się natomiast do walk w powietrzu. Pomijając już kompletne odrzucenie realizmu, jest to bardzo ciekawa nowość w grach tego typu, która niesamowicie mnie zaintrygowała. Działa to na takiej zasadzie, że wykonując skok, możemy bardzo długo utrzymać się nad ziemią dzięki nieustannemu wykonywaniu ataków. Motyw ten daje wielką frajdę, gdy zdarzy nam się napotkać latającego bossa. Wówczas cała mechanika jest dużo bardziej rozbudowana i w powietrzu możemy utrzymać się ponad minutę, jeśli rywal nam tego nie zakłóci. Ogólnie walka w Ragnaroku prezentuje się naprawdę nieźle, mimo swej prostoty. Jednak bardzo brakuje mi jeszcze jednej rzeczy, którą pokochałem w Monster Hunterze. Chodzi o wykorzystanie stworzonych wcześniej przez nas przedmiotów. W RO nie ma mowy o kombinowaniu z zebranymi przez siebie gadżetami w celu uzyskania bomb, pułapek, granatów. Także ilość mikstur jest znacznie mniejsza i ogranicza się tylko do napojów przywracających życie/energię, powiększających dane statystyki i leczących z różnych przypadłości. Naprawdę wielka szkoda.

A jak prezentuje się jakość questów? Jeśli mam być szczery, całkiem nieźle. Przede wszystkim zadbano o to, by nie doskwierała nam zbytnia powtarzalność. Oczywiście, poszczególne monstra pojawiają się relatywnie często, ale nie na tyle, by nas to zmęczyło. Ekipa GameArts zadbała o zróżnicowany bestiariusz, dzięki czemu co chwilę będziemy natrafiać na nowe potwory. Mięsa armatniego mamy tu pod dostatkiem i nawet jeśli dana misja dotyczyć będzie zabicia kilku ogrów, po drodze i tak przyjdzie nam zneutralizować m.in. grupę wilków, niedźwiedzi czy chmarę owadów. Jedni adwersarze nie będą żadnym wyzwaniem już od początku, z innymi zaś przyjdzie nam nieźle się pomęczyć. Co prawda poziom trudności w Ragnarok Odyssey nie jest wyżyłowany do granic możliwości i jeżeli od Monster Huntera odbiliście się właśnie z powodu zbyt wymagającej rozgrywki, to istnieje duża szansa, że w recenzowanym tytule znacznie łatwiej się odnajdziecie.

9.jpg

ROZGRYWKA DLA WIELU GRACZY

Napisał kaszana

Esencją niemal każdego tytułu z kategorii hunting RPG jest bez wątpienia zabawa wieloosobowa. Bardzo cieszy fakt, że omawiana produkcja korzysta z zalet serwerów online, dzięki czemu nie jesteśmy skazani na karkołomną próbę odnalezienia kogoś innego z konsolą PS Vita oraz Ragnarokiem. Wiele obiecywałem sobie po wspólnych polowaniach i prawdopodobnie przez to zostałem pozostawiony z lekkim uczuciem niedosytu. Gra z innymi łowcami jest naprawdę kapitalna i dobrze zrealizowana. Co więcej, bardzo rzadko napotyka się tu lagi, a te, jeśli już sporadycznie się pojawią, nie zakłócają w większym stopniu przebijania się przez kolejne grupy potworów. W czym więc problem? Chyba w nas samych, to jest graczach. Otóż jest bardzo mało chętnych do wspólnej zabawy, w związku z czym ciężko znaleźć komplet chętnych do wykonania upatrzonego sobie przez nas zadania. Skoro jesteśmy już przy zadaniach – w trybie multiplayer udostępniono nam dokładnie te same questy, które czekają na samotnych wojowników.

Napisała Veg

Wszystkie questy możemy wykonywać samemu, jak i grając zespołowo, a to właśnie tryb multiplayer (zarówno ad hoc, jak i online) jest największą zaletą Ragnarok Odyssey. Na wspólny wypad może wyruszyć do 4 graczy, dzięki temu zaliczanie późniejszych, dosyć trudnych dla samotnego gracza questów jest znacznie przyjemniejsze. O ile niektóre poziomy potrafią być bardzo irytujące w trakcie samotnej rozgrywki, tak rozgryzanie taktyki na nowego bossa wraz z przyjaciółmi lub nowo poznanymi osobami dodaje grze smaczku. Aby jednak nie było zbyt prosto w czteroosobowej ekipie, twórcy ustanowili limit śmierci postaci – taki sam zarówno dla singla, jak i multi. Jeżeli którakolwiek z postaci zginie dwukrotnie podczas rozgrywki wieloosobowej, quest należy zaczynać od nowa. Samotnicy mogą zginąć o jeden raz więcej. Dodam również, że nie spotkałam się w żadnej grze na Vitę z tak dobrze działającym trybem online. Połączenie między graczami jest zazwyczaj bardzo dobre, a jeśli nie – widać kto ma za słaby Internet i laguje resztę ekipy. Komunikacja jest rozwiązana wprost wybornie – świetne, sugestywne i łatwo dostępne emotki (znane z Ragnarok Online), zestaw 10 pól do predefiniowanych wiadomości, wygodny czat, gdzie możemy wpisywać długie zdania, a podczas wpisywania na ekranie widzimy miniaturkę tego, co dzieje się naokoło nas. Proste, a tak genialne, że twórcy Soul Sacrifice powinni skopiować ten system.

Napisal Urouborous

Po raz kolejny, nie przypadkowo, odniosę się do Soul Sacrifice, bowiem w Ragnarok Odysseyotrzymujemy taką formę komunikacji z innymi graczami, jakiej zabrakło mi w produkcji Marvelous AQL. Podobnie jak w pierwszym tytule, połączenie z innymi graczami odbywa się za pośrednictwem pokoju. Mamy możliwość dołączenie do już istniejącego lub utworzenia własnego. W przeciwieństwie do Soul Sacrifice po wejściu do pokoju, model postaci jest widoczny w trójwymiarowym otoczeniu. Mamy możliwość poruszania się nią, wykonywania gestów, używania emotikonek, a nawet pisania dłuższych tekstów. Tutaj też oddane do naszej dyspozycji zostały: sklepik z artykułami pierwszej potrzeby oraz skrzynia, przez którą możemy dostosować ekwipunek. Odczuwamy pełną swobodę porównywalną z grami MMO. Gracze, z którymi wyruszamy na wyprawę, nie są bezbarwnymi postaciami. Postrzegamy je tak samo, jak bohaterów gier Massive Multiplayer.

10.jpg

OPRAWA GRAFICZNA I UDŹWIĘKOWIENIE

Napisał kaszana

A jak wygląda gra od strony technicznej? Z początku byłem zawiedziony pierwszymi mapami, na których przyszło mi polować na bestie. O ile ich wielkość nie pozostawiała nic do życzenia, o tyle mój zmysł estetyczny cierpiał z powodu ich oprawy wizualnej. Były po prostu puste i wyglądały przeciętnie. Z czasem jednak uczucie to zostało zatarte i zastąpione przez pełne usatysfakcjonowanie. Kolejne areny wyglądały coraz lepiej, graficznie prezentując poziom, którego próżno szukać w wielu innych tytułach na PS Vitę. Nie popadam jednak w przesadny zachwyt – mogło być lepiej. Podobnie ma się sprawa z oprawą audio – tutaj też nie mam się do czego przyczepić. Fakt faktem – ciężko byłoby mi teraz odtworzyć w głowie jakikolwiek kawałek ze ścieżki dźwiękowej, tym niemniej jakość  soundtracku jest naprawdę przyzwoita. Zarówno muzyka, jak i odgłosy walki nie przeszkadzają w czerpaniu przyjemności z beztroskiego zarzynania potworów.

Napisała Veg

Grafika może nie powoduje opadu szczęki, ale jest co najmniej przyzwoita i pozwala cieszyć się grą multiplayer bez spadku fpsów. Potwory i bossowie cieszą oko, jednakże, o ile w grze występuje duża różnorodność mobków, tak bossy są już znacznie bardziej powtarzalne. Natomiast ścieżka muzyczna wywołuje we mnie dwojakie uczucia. Nowe aranżacje nagrane na potrzeby Ragnarok Odyssey nie wpadają w ucho. Coś w tle plumka, ale w pamięci nie zostaje. Natomiast fajną opcją jest zmiana muzyki na dowolną, odkrytą przez nas ścieżkę dźwiękową. Ustawienia możemy zastosować dla miasta i terenu z questami, a wybrać możemy także o wiele lepsze utwory pochodzące z Ragnarok Online. I jest ich naprawdę wiele!

Napisał Urouborous

Bardzo przyzwoita i przyjemna oprawa graficzna niestety traci na jakości podczas rozgrywki wieloosobowej. W trybie dla jednego gracza całość została zaprezentowana w natywnej rozdzielczości konsoli PS Vita. Wyraźna oprawa, ostre szczegóły, ładne kolory. Niestety podczas zabawy z innymi graczami okazuje się, że jakość animacji znacznie spada. Co prawda nie obniża się ilość klatek na sekundę, ale gra nie działa już tutaj w rozdzielczości natywnej. Wyraźnie widoczne jest skalowanie obrazu. Gubi się ostrość i pojawia się uczucie dyskomfortu. Nie wiem, co było celem takiego zabiegu. Gra w obu trybach działa bardzo płynnie bez drażniących spadków FPS-u. Odnoszę wrażenie, że twórcy nie do końca przemyśleli tę decyzję.

Oprawa audio niestety nie zachwyca. Jest bardzo przeciętna. Zaledwie pojedyncze motywy odebrałem jako interesujące. Muzyka w zdecydowanej większość stanowi bezbarwne tło dla całej produkcji. Słabo zrealizowane zostały także odgłosy postaci. Są mało przejrzyste i czytelne. Nieco lepiej prezentują się efekty dźwiękowe otoczenia i menu. Te nie rażą i dobrze wpasowują się w całość.

8

PODSUMOWANIE

Napisał kaszana

W Monster Huntera można było grać i grać, a jak ma się sprawa z Ragnarok Odyssey? Szczerze przyznam, że na początku wydało mi się, że zadań jest jednak nieco zbyt mało, ale szybko przyszło mi zreflektować swoje bluźniercze poglądy. Liczba dostępnych questów, choć nie przytłacza swą mnogością, to jednak jest idealna. Gdyby kontraktów do zrealizowania było więcej, wówczas odczulibyśmy zbyt wielki przesyt i rozgrywka przestałaby nas bawić. Już w połowie głównych misji odczujecie zapewne delikatne znużenie. Nie zrozumcie mnie źle – zabawa jest naprawdę przednia, ale w końcu ile można siekać hordy monstrów? Niestety po raz kolejny wraca do nas przykre porównanie z serią Capcomu – poza wykonywaniem questów (tj. walką, walką i jeszcze raz walką) nie czeka tu na nas nic, podczas gdy w MH mieliśmy jeszcze własną farmę, bardzo rozbudowany system tworzenia przedmiotów, a wszystko to zachowane w idealnych proporcjach, dzięki czemu bez problemu można było spędzić w wirtualnym świecie „Łowcy potworów” nawet i kilkaset godzin. Mimo że dzieło GameArts nie jest tak idealne, to wciąż oferuje kilkadziesiąt godzin zabawy. A żeby przejść dosłownie wszystko i wbić „platynę”, trzeba poświęcić i kilka razy tyle. Tylko mało któremu graczowi starczy wytrwałości.


OPINIE


Veg

Podsumowując, mogę z czystym sumieniem polecić Ragnarok Odyssey każdemu, kto lubi hunting RPG. A jeżeli przy okazji lubiliście pogrywać w Ragnarok Online – jest to absolutny must have. Siekanie potworków sprawia frajdę, a siekanie ze znajomymi – frajdę nieziemską. Jest to solidna produkcja, która z niewiadomych dla mnie względów przeszła bez wielkiego echa. Sama spędziłam przy niej 75 godzin, a już zacieram ręce na myśl o Ragnarok Odyssey Ace.

Za największą wadę produkcji uznaję fabułę, a raczej… cóż, jej brak. Rozumiem, że Ragnarok Online nie zostawił w spuściźnie żadnej historii, którą można by rozwinąć, jednakże dialogi sprowadzające się tylko do „atakują nas – musimy się bronić” męczą. Równie dobrze mogłoby ich wcale nie być.

Fabuła: 2/10

Gameplay singleplayer: 7/10

Gameplay multiplayer: 10/10

Grafika: 7/10

Audio: 6/10

Ogółem: 8/10


kaszana

Przyszedł więc czas na krótkie podsumowanie. Ragnarok Odyssey to naprawdę bardzo przyjemny tytuł, który starczy na relatywnie długi czas. Bez wątpienia może być źródłem wielu radości, jak i frustracji (między innymi tych z kategorii „pozytywnych”, tj. mobilizujących). Problemem GameArts jest jednak nieuniknione spojrzenie na ich produkcję przez pryzmat porównań z niedoścignionym wzorem w gatunku hunting RPG. W takim rozrachunku recenzowany tytuł po prostu nie ma szans. Wiem, że jest to moje bardzo subiektywne spojrzenie, ale mnie osobiście Ragnarok zbyt szybko zmęczył swą zbyt nachalną formułą, podczas gdy z tytułami z serii Capcomu mogłem spędzić i kilkaset godzin bez znużenia. Jeżeli to Wasze pierwsze podejście do tematu gier „łowieckich”, istnieje duża szansa, że Ragnarok w pełni Was usatysfakcjonuje. Jednak jeśli gatunek znacie i lubicie, przygotujcie się na to, że produkcja ta będzie zwykłym przeciętniakiem – ciekawostką w morzu dostępnej na PS Vitę bylejakości. Na bezrybiu i rak ryba.

Fabuła: 3/10 (ale tu wcale nie o to chodzi)

Rozgrywka singleplayer: 6/10

Rozgrywka multiplayer: 7/10

Grafika: 6.5/10

Audio: 6.5/10

Ogółem: 6/10


Urouborous

Niesamowicie wciągają rozgrywka w połączeniu z bardzo swobodnym i dynamicznym sterowaniem spotyka się w Ragnarok Odyssey z fabułą, która po prostu niczego do gry nie wprowadza. Nierówny poziom oprawy graficznej i dźwiękowej potęguje moje odczucie niezdecydowania.  Z jednej strony gra satysfakcjonuje i uzależnia, z drugiej rozczarowuje i nuży. Te sprzeczności znajdując się tak blisko siebie, że tworzą całość, którą trudno ocenić. Mocnym atutem jest tutaj rozgrywka wieloosobowa oraz dobrze zorganizowana komunikacja interpersonalna, które dają nam namiastkę gry MMO. Moim zdaniem Ragnarok Online całościowo wybija się ponad przeciętność. Oryginalne rozwiązania pozwalają czerpać przyjemność z rozgrywki, a szczególnie podczas zabawy online. Mimo wszystko warto sprawdzić.

Fabuła: 2/10

Rozgrywka singleplayer: 6/10

Rozgrywka multiplayer: 7.5/10

Grafika: 6.5/10

Audio: 5/10

Ogółem: 6.2/10


Fabuła: 2.5/10
Rozgrywka singleplayer: 6.5/10
Rozgrywka multiplayer: 8/10
Grafika: 6.5/10
Audio: 6/10
Ogółem: 6/10


Serdecznie dziękujemy GungHo Online Entertainment za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Game Arts
Wydawca: GungHo Online Entertainment
Data wydania: 30 kwietnia 2014 r.
Dystrybucja: fizyczna
Waga: nieznana

Advertisements