Pix the Cat został zainspirowany kultowymi, ponadczasowymi produkcjami, które kojarzy większość graczy. Wystarczy chwilę pograć, aby od razu zauważyć liczne podobieństwa do Węża i Pac-Mana, lecz w żadnym wypadku nie jest to coś złego. Osławione, archaiczne już mechaniki w odświeżonym wydaniu wypadają całkiem ciekawie. Poza tym gra zaskakuje także innymi elementami, o których przeczytacie w naszej recenzji.

Napisał: Medium

Pix The Cat nie posiada żadnej otoczki fabularnej, wiec od razu przejdziemy do opisu gameplay’u. W grze znajdziemy trzy tryby rozgrywki, które znacząco różnią się od siebie. Początkowo do dyspozycji otrzymujemy wyłącznie tryb „Arcade”, który jest wariacją wspomnianych już klasyków. Zasady są trywialnie proste, lecz producenci przed rozpoczęciem zabawy zaoferowali krótką, obrazkową instrukcję. Po zapoznaniu się ze wskazówkami wkraczamy na planszę, która przypomina swego rodzaju labirynt. Gracz kieruje umieszczonym na niej kotem, który musi zebrać porozrzucane na mapie jajka. Po „przejściu” przez jajko za Piksem pojawia się mała kaczuszka, człapiąca krok w krok za nim. Jak nie trudno się domyślić, im więcej jaj zbierzemy, tym dłuższy ptasi ogon będzie się za nami ciągnął. Nasze zadanie polega na doprowadzeniu wszystkich pisklaków do określonych miejsc zrzutu. Oczywiście możemy znosić drób do celu pojedynczo, ale wtedy tylko stracimy czas oraz nie napełnimy paska szybkości i mnożnika punktów. Po oczyszczeniu labiryntu aktywujemy portal, który przeniesie nas do następnej lokacji. Czynności te będziemy powtarzać do czasu, aż na zegarze skończy się czas. Gdy to nastąpi, gra podsumuje zdobyte punkty. Jeśli zbierzemy ich wystarczająco wiele, poza standardowym umiejscowieniem naszego wyniki w tabeli, otrzymamy specjalne nagrody. Dlatego właśnie warto dbać o pasek kombinacji, który po napełnieniu zwiększy nam mnożnik dwu-, pięcio-, a nawet dziesięciokrotnie. Combo podbijamy (i tracimy) dzięki perfekcyjnym ruchom, a zaliczamy do nich nie tylko zebranie i „zrzucenie” wszystkich kaczek w jednym ciągu, ale także omijanie pułapek oraz „ślizganie się” po ścianach. Czasami nie jest to proste, bowiem im większy mnożnik nabijemy, tym postać porusza się szybciej. Dodatkowo w grze występują minimalne opóźnienia, które można zauważyć na największej prędkości. Nie niszczą one rozgrywki, ale momentami potrafią zirytować i doprowadzić do kolizji np. z miną. Pamiętajcie również, aby nie trzymać palca na przednim ekranie dotykowym w przypadku sterowania przyciskami fizycznymi lub gałkami. Jeżeli zapomnicie o tym, to wydawane komendy skrętu nie zadziałają.

2.jpg

Jak już wspomniałem, punkty (i czasem konkretne działania) odblokowują różne bonusy. Wśród nich znajdują się inne głosy narratora i arty, ale przede wszystkim nowe plansze w „Arcade” i tryby rozgrywki. Na szczęście, w przypadku tych dwóch ostatnich elementów, możemy ominąć tę dość trudną sztukę dzięki zebraniu odpowiedniej liczby jajek. Warto pochwalić twórców za fakt, że pomyśleli o osobach, które mogą sobie nie poradzić z walką o punkty, ale za to są cierpliwe w dążeniu do celu. A jest o co się starać, ponieważ dwa pozostałe tryby także dostarczają sporo frajdy. Pierwszy z nich to „Laboratorium”. Poruszamy się w nim czymś na kształt bakterii, która musi zebrać wszystkie śpiące buźki. Zadanie nie jest jednak proste, ponieważ możemy poruszać się wyłącznie od ściany do ściany. Dodatkowo, tak samo jak w podstawowej zabawie, zebrane żyjątka trafiają za nasze plecy i musimy doprowadzić je do wyznaczonych miejsc. Co więcej, muszą dotrzeć tam jedno po drugim, więc, niestety, tym razem nie możemy tego robić na raty, bowiem taka próba zakończy się klęską, podobnie zresztą zablokowanie sobie drogi pętlą z ogona. Jeżeli uda nam się osiągnąć cel w odpowiedniej liczbie ruchów, otrzymamy dodatkowe nagrody za ukończenie poziomu. Drugą i ostatnią wariacją rozgrywki, którą możemy odblokować, jest „Nostalgia”. Jej głównym atutem jest oprawa audiowizualna, ale o tym wspomnimy za chwilę. Najpierw poznajmy zasady panujące w tym staromodnym świecie. Ponownie główny bohater przyjmuje postać kota i znów przewodzi grupie świeżo wyklutych piskląt. Oczywiście formuła zabawy została odpowiednio zmodyfikowana, a jedną z najcięższych dla gracz zmian jest długość ogona, który może wynieść nawet 99 ptaków! W każdym zadaniu musimy z nim kroczyć, aż do zdobycia odpowiedniej, z góry przypisanej długości. Zazwyczaj akcja rozgrywa się na przestrzeni jednej mapy, więc łatwo zablokować sobie drogę i uśmiercić protagonistę. Oczywiście nie zabraknie też przeciwników, którzy postarają się przeszkodzić nam w osiągnięciu chwały. Ciekawym urozmaiceniem jest również sterowanie kilkoma postaciami. Każda komenda ruchu zostaje przypisana wszystkim kotom, które znajdują się na różnych planszach. Ich kształty oraz pułapki mogą znacznie różnić się od siebie, więc trzeba wykazać się sporą podzielnością uwagi. Takie rozwiązanie wprowadza pozytywny chaos, który pomaga w walce z monotonnością. Ostatnią istotną cechą tego trybu jest pilnowanie czasu. Jeśli zbierzemy wszystkie pisklaki w przydzielonym czasie, otrzymamy bonus za idealne przejście. Forma przedstawienia uciekającego czasu jest przezabawna i sami powinniście ją odkryć.

3.jpg

Napisał: Quithe

Oprawa audiowizualna Kota Piksa jest tak samo zakręcona, jak jego gameplay. Trailer wstępnie to pokazał, jednak jego realizacja nie pozwalała w pełni pojąć, z czym będziemy mieli do czynienia. W zależności od trybu, zobaczymy trzy różne szaty graficzne. Każda z nich wygląda dość prosto, ale też kryje w sobie wiele smaczków. W „Arcade” na dużą pochwałę zasługują projekty poziomów, ich tła oraz zmiana kolorystyki, która obrazuje poziom combo. Wszystko jest bardzo kolorowe i wręcz daje po oczach. Co więcej, niszczenie wzroku nie ominęło bardziej monochromatycznego szaleństwa w postaci „fever time!!!”, które wygląda jak obraz rentgenowski. „Laboratorium” jest najprościej wykonane, ale wciąż przyjemne w obcowaniu. Bakteria, którą się poruszamy, glut, w który zbieramy buźki i cała reszta dobrze oddają chłód miejsca badań, lecz wciąż czujemy, że to zabawa. Najgenialniejszym (i nie jest to przesada) posunięciem ekipy Pasta Games był pomysł na „Nostalgię”. Czarno-biały obraz w pięknym stylu nawiązuje do przedwojennych kreskówek, które cechowały ogólne szaleństwo, pokracznie zabawne postaci oraz masa slapstickowych gagów. Zdecydowanie jest to największe zaskoczenie, jakie ta gra oferuje. Całość graficzną dopełnia całkiem pokaźna galeria artów, które można odblokować w trakcie rozgrywki. Jedynym minusem są sporadyczne i na szczęście lekkie spadki płynności podczas „fever time”.
Trochę słabiej przedstawia się oprawa muzyczna, lecz głównie z powodu niedużej liczby utworów. A ponieważ z grą trzeba spędzić dość dużo czasu, może się trochę przejeść. Nie można jej jednak odmówić dobrego zgrania z całym pomysłem na Piksa oraz pojedynczymi trybami. Ciekawym zabiegiem jest także opcja zmiany głosu narratora, który odczytuje komunikaty podczas „Arcade” (wciąż jednak nawiązanie do Shao Kana rządzi). Efekty dźwiękowe także dobrze współgrają z całością, nie denerwują i są przepełnione humorem. Naprawdę miło spotkać się z tak pozytywnym zaskoczeniem w grze, która nie pierwszy rzut oka odrzucała.

4.jpg


OPINIE


Medium

Widząc Pix The Cat na pierwszych materiałach wideo, nie sądziłem, że zainstaluję tę pozycję na swojej konsoli. Jednak trafiła do Plusa, a ja zadeklarowałem się pomóc przy recenzji. To była dobra decyzja, ponieważ poznałem naprawdę niezłą produkcję, która przywodzi na myśl lata dzieciństwa. O ile z Pac-Manem nie miałem wiele wspólnego, o tyle w Węża zagrywałem się całymi dniami. Niewiele współczesnych gier zabrało mi tyle godzin z życia, ile zwykłe uganianie się za kulkami. Recenzowany tytuł inspiruje się tamtymi hitami, ale wprowadza również powiew świeżości, który na dłużej zatrzymuje przed ekranem konsoli. Ciekawe, urozmaicone tryby powodują, że gracz ma ochotę co jakiś czas wrócić do gry na chociażby krótką partyjkę. Elementy rywalizacji ze znajomymi także pomagają w walce o klienta. Solidny poziom utrzymuje również oprawa audiowizualna, zwłaszcza w trybie „Nostalgii”. I to właśnie on pochłoną najbardziej, zarówno pod względem formy zabawy, jak i grafiki utrzymanej w klimacie starych, czarno-białych kreskówek. Warto sięgnąć po tę pozycję, tym bardziej, jeśli posiada się PlayStation Plus.

Gameplay: 8/10
Muzyka: 6.5/10
Grafika: 7.5/10
Ogólna: 7.3/10


Quithe

Oto trzecia z rzędu premierowa gra w Plusie, a następny w kolejce jest już Isaac. Żadna z tych pozycji nie należy do większych, więc takie podejście Sony mnie nie dziwi. Z jednej strony taniej zdobywają tytuły dla subskrybentów, z drugiej gracze otrzymują premierowe pozycje. Oceniałem dla Was MetricoVelocity 2X i teraz wziąłem Piksa. Żadnej z tych gier nie mogę określić jako produkcję słabą, a nawet przeciętną, dla mnie są co najmniej dobre. A najlepsze jest to, że każda mnie czymś zaskoczyła. W przypadku Kota Piksa przede wszystkim były to humorystyczność oraz oprawa AV. Jednak gameplay również stoi na wysokim poziomie. Trzy różnorodne tryby dały mi do tej sporo frajdy i na tym się nie skończy, bo co jakiś czas będę wracał do tej gry. Żeby jednak nie było tak kolorowo, tytuł ten potrafi mocno sfrustrować, ponieważ trzeba wykazać się naprawdę sporą zręcznością, a także myśleniem, a co za tym idzie, wielokrotnym powtarzaniem plansz arkadowych i zadań z „Laboratorium” oraz „Nostalgii”. Łowcy trofeów też nie mają co liczyć na łatwy łup, ponieważ pucharki są albo czasochłonne, albo wymagające, żaden nie wpada ot tak (mimo ponad 10 godzin gry na liczniku mój stan wynosi 0%…). Póki możecie brać z Plusa, bierzcie. Jeśli się nie załapiecie, kupcie, wątpię, żebyście żałowali.

Gameplay: 8,5
Muzyka: 7
Grafika: 8,5
Ogólna: 8,5/10


Gameplay: 8
Muzyka: 7
Grafika: 8
Ogólna: 8/10


Producent: Pastagames
Wydawca: Pastagames
Data wydania: 8 października 2014 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 503 MB
Cena:  42 PLN

Reklamy