Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do tego, że gry wychodzące spod szyldu Spike Chunsoft, nawet gdy nie są produkowane bezpośrednio przez tę firmę, dają nam sporo frajdy. Grand Kingdom, jej najnowsza pozycja, która pojawiła się na Zachodzie, również nie zawodzi.

Grę rozpoczynamy od obejrzenia wprowadzenia, w którym dowiadujemy się, że kontynent, na którym przyjdzie nam wojować, jest podzielony pomiędzy cztery państwa, które nieustannie ze sobą walczą. Jednak charakter walk nie wiąże się już z rycerskim etosem, tu wojny wygrywa to państwo, które jest w stanie opłacić jak największą liczbę najemników. My oczywiście wcielimy się w przywódcę grupki takich właśnie najemnych żołnierzy, która po ostatniej potyczce dostała propozycję członkostwa w jednej z gildii. Po pomyślnym przejściu testu szybko zaczniemy piąć się po szczeblach najemniczej kariery oraz natrafimy na spisek upadłego królestwa Uld. Misje fabularne, które wiążą się z oboma motywami zostały wzbogacone o dialogi wyjaśniające całą intrygę. Śledzi sią ją z przyjemnością, na co wpływ mają także ciekawe postaci. Po zakończeniu tego wątku, który jest stosunkowo krótki (został zamknięty w trzynastu zadaniach) na szczęście nie następuje koniec gry. Uzyskujemy dostęp do kolejnych misji, które tym razem wiążą się z pracą dla konkretnych państw. Zarówno w nich, jak i wszystkich questach pobocznych, przeczytamy kolejne rozmowy, dzięki czemu nie będziemy czuli, że tylko odbębniamy kolejne zadania dla ich zaliczenia.

GK1

Początek Grand Kingdom przytłoczy wielu graczy. Powodem tego stanu jest to, że od razu dostajemy dostęp do masy opcji: gry solowej, przeróżne motywy ulepszania drużyny, tryb dla wielu graczy i dobranie sobie co najmniej jednej drużyny. Zacznijmy więc od naszych przyszłych najemników, którzy są podstawą do osiągnięcia czegokolwiek w grze. Do wyboru mamy aż siedemnaście klas, w tym takie podstawy, jak medyk, rycerz czy renegat; pojawiają się jednak też mniej spotykane, jak szaman, bednarz czy mag na smoku. Wojowników przypisuje się do oddziałów składających z góra czterech członków. Postaci, jak to w erpegach bywa, levelują się dzięki walkom, ale w tym przypadku tylko od nas zależy, jak rozwiniemy ich parametry. Poza tym na ich moce wypłyną też bronie oraz akcesoria (wymagają odpowiedniego poziomu postaci) i specjalne kryształy dające bonusy do ataku czy obrony itp.

GK2

Już przygotowanym oddziałem wyruszamy na misje, zarówno fabularne, jak i dodatkowe oraz powiązane z multi, a także zwiedzanie różnych obszarów kontynentu. Mapki questów wyglądają jak wyjęte z gry planszowej, czyli przesuwamy się z pola na pole. Po drodze napotkamy przeciwników, którzy najczęściej są widoczni, ale zdążają się też ukryci. Oprócz nich lokacje zawierają skrzynie, składowiska surowców, przeróżne pułapki terenowe (burze, rozpadliska itp.) oraz losowe wydarzenia, jak znalezienie jakiegoś przedmiotu czy napotkanie kowala, który chce przetestować broń. To, na co trafimy, w głównej mierze zależy od zadania, które obecnie wykonujemy. W questach fabularnych rzadko trafiają się losowe eventy, podobnie w versusie (dostępny po połączeniu z siecią), ale już w pobocznych częściej, tak samo jak w swobodnym zwiedzaniu. Same misje dzielą się na kilka typów. Często polegają na wybiciu wszystkich przeciwników lub jednego konkretnego, ale przyjdzie nam też zbierać konkretne przedmioty czy wykonywać misje szpiegowskie, które wymagają takiego manewrowania po planszy, aby uniknąć potyczki. W tym miejscu należy jeszcze dodać, że każdy quest jest ograniczony liczbą tur, które możemy wykonać. Jedynie za wyjątkiem misji obronnych i swobodnego zwiedzania każde przekroczenie limitu kończy się niepowodzeniem zadania.

GK3

Same walki podlegają zasadom strategii turowych, lecz nie będziemy walczyć na siatce, jak to zwykle bywa, a na trzech poziomych liniach. Naprzeciw siebie staną dwie drużyny – nasza, czteroosobowa oraz przeciwna, która może zawierać aż ośmioro przeciwników. Akcje są wykonywane według kolejności pokazanej na dole ekranu i nie zawsze to mu będziemy mieć dla siebie początkowe cztery ruchy. W trakcie potyczki trzeba mieć na uwadze kilka rzeczy. Pierwszą jest odległość od przeciwnika, czyli gdy mamy atakujących fizycznie, pierwsza liczba ich ataków będzie ograniczona. Drugą kwestią jest „friendly fire” i nie tylko, bo nawet odrzucony przeciwnik po wylądowaniu na jednym z naszych przeciwników może mu zabrać trochę HP. Oczywiście zasada też dotyczy czarów, a nawet używania mikstur leczących. Kolejną sprawą są przeróżne przeszkadzajki. Przeciwnicy mogą być obwarowani beczkami, płotkami czy innymi zbitymi dechami, poza tym mogą stać na podwyższeniach oraz rozstawić na drodze do siebie pułapki. Trzeba jeszcze zwracać uwagę na flagi, które czasem się przy nich znajdują, bo mogą wpłynąć na np. zwiększoną siłę ataku na nasze najemniczki czy zwiększyć zasięg broni. Mając to wszystko na uwadze, warto mieć różnorodną drużynę o różnorodnych umiejętnościach. Same skille w dużej mierze zależą od klasy postaci i warto sprawdzać wszystkie nowe, które doszły po wylevelowaniu (otrzymujemy komunikat o nich). W zależności od postaci dobrze jest wybrać konkretny styl walki – techniczny przypisuje do przycisków konkretne akcje, więc można je na bieżąco korygować; natomiast uproszczony pozwala przypisać do kółka cztery konkretne ataki, które wystarczy kolejno wklepywać (choć czasem odpowiednie wyczucie czasu jest niezbędne). Połączenie ze sobą tych wszystkich cech sprawia, że walki stają się mniej powtarzalne i, szczególnie gdy walczymy z wrogami na tym samym levelu, nie pozwalają na popełnianie większych błędów, bo może się to skończyć zgonem. A skoro przy nim jesteśmy, gra w wielu wypadkach nie karze nas, gdy wszyscy wojownicy polegną. Często jest tak, że otrzymujemy tylko karę przeczekania kilku tur, by odzyskać pełne paski zdrowia. Jednak, jeśli walkę wygramy, a jeden bądź nawet trzech wojowników poległo, musimy szybko zastosować środki leczące. Chociaż z tym bywa czasem ciężko, bo zdarza się, że walki następują po sobie, a nawet częściowo osłabiona drużyna może sobie nie poradzić z wrogiem o podobnej sile.

GK4

Oprócz długiego singla dostaliśmy też dostęp do rozwiniętego trybu dla wielu graczy. Aby wziąć w nim udział, musimy podpisać kontrakt z jednym z czterech państw. Gdy już wybierzemy pracodawcę, wyruszamy na wojnę. Może się to odbyć na dwa sposoby – osobiście lub oddając swoją drużynę w ręce AI. Jeżeli wybierzemy pierwszą opcję, trafimy na znany nam typ mapki, gdzie trzeba walczyć z oddziałami innych graczy. Poza pokonaniem ich musimy działać tak, aby atakować warownie wroga lub bronić własnych, w zależności od potyczki, na którą trafimy. Od razu trzeba zaznaczyć, że nie będzie ławo, ponieważ często trafia się na drużyny o wyższym levelu, co może trochę zniechęcić do bezpośredniego udziału. Jeśli tak się stanie, zawsze można puścić od jednej do sześciu własnych ekip do walki przez AI. Celem tego jest głównie zbieranie doświadczenia (innej tego typu opcji w singlu nie ma) oraz dwóch typów pieniędzy. Walki to jednak nie wszystko. Dzięki kontraktom uzyskujemy dostęp do różnych opcji w miastach, takich jak zakupy czy usługi kowalskie. Poza tym, jeśli dobrze sprawialiśmy się na wojnie, możemy otrzymać różne przedmioty od władcy danego państwa oraz wpłynąć na rozwój kraju, poprzez dobieranie strategii ataku oraz pomoc działom rozwoju i badań, co przełoży się na lepszą ofertę sklepów i narzędzia wojenne typu katapulty itd.

GK5

Graficy pracujący nad Grand Kingdom naprawdę postarali się, żeby gra wyglądała jak najlepiej. Wszystko w tej produkcji zostało narysowane i wygląda po prostu bajecznie. Najbardziej widać to podczas walk, gdzie widzimy bardzo szczegółowe modele postaci oraz wiele różnorodnych, bardzo detalicznych teł (czasem przyłapywałem się na ich podziwianiu!). Swoją drogą, animacje ataków też cieszą oczy i nie nudzą. Ogromnym plusem są także akcesoria oraz bronie. Każdy z tych przedmiotów ma swój własny wygląd i widać, że postać go ma (najemnicy z nosami klaunów nieustannie mnie bawili). W kwestii najemników warto jeszcze wspomnieć, że podczas wynajmowania ich do drużyny można zmienić wiele opcji ich wyglądu, m.in. kolor skóry, fryzurę czy twarz. Podobnie jak grafika, bardzo dobre wrażenie robi muzyka. Dość często w grach z klimatem średniowiecza w soundtracku są przemycane nowoczesne nuty, jednak w tym przypadku twórcy zrezygnowali z udziwnień, wykorzystali tylko orkiestrę symfoniczną, dzięki czemu wszystko idealnie zgrywa się z czasem akcji. W zależności od momentu w grze muzyka potrafi zachęcić do walki lub oddać grozę sytuacji. Świetnie wyszedł też japoński dubbing oraz efekty dźwiękowe. Osoby wolące angielski voice-over będą zadowolone, bo także jest dostępny.

GK6

Japońskich gier taktycznych na Vicie trochę już mamy, ale ich nigdy dość. Oczywiście miło, gdy kolejne tytuły wprowadzają jakieś nowiki, ale najważniejsze jest to, by potrafiły przyciągnąć i zmusiły do kombinowania podczas walk. Grand Kingdom ma wszystkie te cechy i niewątpliwie jest jedną z najlepszych pozycji na Vitę. Jego główną siłą jest system walki oraz mnogość dostępnych działań . To, co opisałem w części o gameplay’u, jest tylko fragmentem zawartości, ponieważ rozpisanie każdej możliwej opcji zajęłoby przynajmniej pięć stron. Świetna jest także oprawa audiowizualna, a fabuła jest wystraczająco dobra, by wzbudziła zaciekawienie i uprzyjemniała zaliczanie kolejnych questów. Żeby jednak nie było, że gra jest idealna, podam kilka rzeczy, które mogą irytować lub się nie podobać. Przede wszystkim denerwuje duża ilość loadingów oraz czas ich trwania. O ile załadowanie walk czy misji można zrozumieć, tak naszpikowanie nimi menu, chociaż jest bardzo obszerne, to już trochę przesada. W przypadku najemników dość męczące jest ich trenowanie, które trwa bardzo długo. Nie byłoby to takie złe, gdyby nie różnorodność najemników. Jeżeli chcemy zmienić drużynę do głównych zadań, trzeba poświęcić sporo czas do wyrównania levelu pod wymagany. Problemem jest także zmiana klasy postaci, która zrzuca wojownika na pierwszy level. Również pilnowanie ekwipunku może być kłopotliwe przez jego organizację i przypisanie do poziomu postaci. Ostatnią już rzeczą są kwestie związane z multi – zostało tak zbudowane, że nie każdy będzie chciał się bardziej w nie zaangażować i wiąże się z nim masa opcji, do których trzeba co chwilę zaglądać oraz ograniczeń, np. w miastach. Wciąż jednak podane problematyczne kwestie nie są niczym tak dużym, żeby mogły mocno wpłynąć na jakość gry, która jest ostatecznie bardzo wysoka. Jeżeli więc zastanawialiście się na kupnem tej pozycji, nie wahajcie się. Czeka na was kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy, które są warte pełnej ceny pudełka czy nawet cyfry.


Fabuła: 7
Grafika: 9,5
Audio: 10
Gameplay: 9
Multiplayer: 8,5

Ocena ogólna: 9/10


Serdecznie dziękujemy NIS America
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: MonochromeCorp
Wydawca: NIS America
Data wydania: 17 czerwca 2016 r.
Dystrybucja: fizyczna i cyfrowa
Funkcje crossowe: -play z PS4
Waga: 1,5 GB
Cena:  149 PLN

Reklamy