Dużych exclusive’ów na PS Vita nie ma za wiele, a Ys: Memories of Celceta miało tę sytuację trochę naprawić. Sęk w tym, że tytuł tak naprawdę jest remakiem dwóch gier z serii Ys wydanych oryginalnie na Super Nintendo Entertainment System (SNES), czyli Ys 4: Dawn of Ys oraz Ys 4: Mask of The Sun. Mimo to nie musimy czuć się oszukani, ponieważ twórcy przyłożyli się do zadania i nie dostaliśmy zwykłej kalki z ulepszoną grafiką. Z drugiej strony zawsze lepiej upewnić się, czy produkt jest wart naszego czasu i pieniędzy, dlatego zapraszamy do lektury recenzji.

Napisał: Duch

Główne obawy, które może budzić rozpoczęcie przygody z Ys: Memories of Celceta, jest ciąg fabularny. W końcu jest to odnowiona wersja czwartej części, która wrzuca nas w wir wydarzeń mających miejsce pomiędzy tymi z Ys 2 a Ys 3: Wanderers from Ys. Na szczęście Nihon Falcom znalazło złoty środek na rozwiązanie tego problemu. Zaczynając przygodę, naszego protagonistę zastaniemy na skraju wyczerpania i, jak się okazuje, bez jakichkolwiek wspomnień. Co więcej, nie wie nawet, jak się nazywa! Taki zabieg ze strony twórców pozwoli każdemu spokojnie wskoczyć w buty Adola Christina, aby wyruszyć na wyprawę, której celem jest odzyskanie pamięci.

Nasz główny bohater słynie z niezdrowego pociągu do wszelkiej maści wypraw i przygód. Nic więc dziwnego, że nawet mimo utraty pamięci, od razu po odzyskaniu sił wplątuje się w zlecenie polegające na stworzeniu mapy wcześniej niezbadanego obszaru, jakim jest Wielki Las. Właśnie to podjęcie roli odkrywcy wraz z usilnym dążeniem do odzyskania wspomnień napędzi fabułę w początkowej fazie gry. Szybkość biegu wydarzeń przedstawionego w ten ciekawy sposób ograniczy jedynie nasza siła i to, jak dobrą broń dzierżymy w rękach. Podczas wędrówki po  świecie YS będziemy wykonywać także zadania poboczne, badać teren Wielkiego Lasu i dumnie patrzeć, jak rośnie procentowy licznik wielkości zbadanego obszaru. Niestety z biegiem czasu w fabułę wkrada się sztampowy dla gier jRPG wątek ratowania świata, co zaburza w pewien sposób nakreślony na początku gry klimat. Szkoda, ponieważ wątek eksploracji niezbadanego świata wpleciony w historię był bardzo przyjemnym motywem. Zepchnięty na dalszy plan staje się głównie polem do popisu dla łowców trofeów.

Na szczęście, oprócz ratowania świata, japońskie erpegi cechuje także plejada przeróżnych postaci. W  Ys: Memories od Celeta w miarę postępów w fabule poznamy wiele ciekawych osób, z których część chętnie przeżyje z nami nowe przygody. Oczywiście nie zabrakło przy tej okazji dosyć częstych, choć nie namolnych dialogów, które pojawiają się wraz z postępami w grze. Prowadzimy je z nowo napotkanymi osobami, jak i postaciami, które z nami podróżują. Praktycznie w każdej rozmowie, w której udział bierze Adol, twórcy dali nam możliwość wyboru jednej z dwóch dostępnych odpowiedzi. Nie ma to żadnego wpływu na samą fabułę, ponieważ wszystkie odpowiedzi są „prawidłowe”, ale często doprowadzają do śmiesznych sytuacji lub wesołej wymiany zdań z kimś z naszej ekipy. Pozostałe opcje wyboru oddane graczom skupiają się już na dylematach typu: idę dalej lub zostanę tu jeszcze chwilę. I tak samo jak w przypadku dialogów między postaciami, tak i tu nie ma to wpływu na rozwój wydarzeń jako takich.

Generalnie wątek fabularny jako całość jest przyjemny w odbiorze. Razem z postępami w ratowaniu świata poznacie jego niezwykłą historię, osobliwe stworzenia i niezwykłe osady zrzeszające niezwykłych ludzi. Gra swoim wątkiem głównym naprawdę potrafi wynagrodzić ciekawskich. A skoro rozwialiśmy już te wątpliwości, pora przejść do gameplyu.

2014-02-06-135055.jpg

Napisał:Medium

Rozgrywka zaprezentowana w Ys: Memories of Celceta nie jest w żadnym stopniu innowacyjna, ani nad wyraz pomysłowa. Większość elementów, które wzbogacają tę produkcję, znajdziemy w innych pozycjach RPG. Co ważne, nie uważam tego za minus, który skreślałby pracę Nihon Falcom Corporation. Po prostu w recenzowanej grze znajdziemy zlepek sprawdzonych już schematów, które zostały wyłapane w innych tytułach. Lecz, na szczęście, twórcy przyłożyli się do swojego dzieła i w solidny sposób połączyli te wszystkie elementy w zgrabną całość.

Zaczynając naszą podróż, zostajemy przeniesieni do bardzo ubogiego menu, w którym możemy rozpocząć nową przygodę lub wczytać już zaczętą zabawę. Rozbudowany panel opcji znajdziemy dopiero w trakcie gry, wciskając przycisk Start. Po wyborze poziomu trudności i obejrzeniu wstępu fabularnego rozpoczynamy naszą przygodę. Na początek, przy pomocy okienek informacyjnych, krok po kroku zostaniemy wprowadzeni w podstawy rozgrywki. Jeśli obawiacie się, że zostaniecie przytłoczeni ogromem rozbudowanych możliwości, tak się nie stanie. Nie jest ich tak wiele, a samouczek skutecznie poprowadzi nas za rękę. Poza tym Ys, jak przystało na RPG ukierunkowane bardziej na akcję, opiera się na wykonywaniu kolejnych misji. Lecz tym razem nie będziemy skazani na monotrony i męczący grind, aby je wykonać. Wybierając normalny poziom trudności, możemy spokojnie przeć do przodu, zabijając co drugiego stworka napotkanego po drodze. A wiem to po sobie, ponieważ skupiałem swoją uwagę na głównym wątku fabularnym, przymykając oko na levelowanie i ulepszanie ekwipunku moim postaciom.

2014-02-06-222005.jpg

Uważniejsi czytelnicy zauważyli, że użyłem słowa postać w liczbie mnogiej. W przypadku Ys: Memories of Celceta jest to o tyle istotne, iż będziemy mogli wybierać, kim będziemy kierować. Na samym początku Adolowi będzie towarzyszył umięśniony Duren. Tak więc oprócz tego, że wspomoże nasze poczynania, może równie dobrze stać się postacią, którą będziemy przemierzać kolejne lokacje. Podobnie wygląda kwestia pozostałych grywalnych postaci, możemy łatwo przełączać się pomiędzy nimi za pomocą „kółka”. Cały mechanizm przeskakiwania między bohaterami jest dynamiczny i działa bardzo sprawnie. A należy o tym pamiętać, ponieważ nasi bohaterowie i bohaterki posiadają specjalne zdolności, które będą wymagane przy wykonywaniu misji i eksplorowaniu mapy. Tak, więc każda grywalna postać mieszkająca w świecie Celcety zasłuży się podczas naszej podróży.

W tytule RPG nie mogło zabraknąć ekwipunku. Jest to nieodzowny element tego gatunku wzbogacający rozgrywkę. Niestety w wypadku recenzowanej produkcji twórcy poszli na skróty, w związku z czym otrzymaliśmy zaledwie cztery aktywne miejsca na przedmioty. Naszą postać możemy wyposażyć w broń, zbroję oraz dwa akcesoria. Każdy przedmiot cechuje się swoimi statystykami i bonusami. Główną liczbą w przypadku oręża jest siła, która określa moc, z jaką będziemy uderzać napotkanych przeciwników. Warto jednak wspomnieć też o ośmiu dodatkowych współczynnikach, które mogą cechować broń. Są to: atak, absorpcja (podczas ataku regenerujemy punkty życia), szansa na atak krytyczny, SP (dodatkowy bonus do wskaznik Extra Skill’a), trucizna (szansa na zatrucie przeciwka, który zacznie otrzymywać dodatkowe obrażenia), paraliż (szansa na sparaliżowanie przeciwnika, dzięki czemu jego ruchy co chwilę ulegną przerwaniu na niespełna sekundę), podpalenie (podobnie jak w przypadku trucizny nasz przeciwnik zacznie otrzymywać dodatkowe obrażenia), zamrożenie (unieruchamiamy oponenta). Natomiast w przypadku zbroi główną statystyką jest obrona. Poza tym twórcy zaimplementowali następujące wspomagacze: obrona, regeneracja (szybkość odnowy punktów zdrowia), unik (szansa, że przeciwnik spudłuje), szybkość (prędkość ruchu), trucizna (zmniejsza czas działania trucizny), paraliż (zmniejsza czas działania paraliżu), podpalenie (zmniejsza czas działania podpalenia), zamrożenie (zmniejsza czas unieruchomienia). Z kolei akcesoria nie posiadają statystyk oraz nie podlegają procesowi ulepszeń. Każdy zdobyty przedmiot posiada od razu zaimplementowane bonusy, takie jak dodatkowa regeneracja punktów SP czy niewrażliwość na odepchnięcie. Oprócz wyposażenia, które założymy na naszą postać, w grze znajdziemy artefakty. W przypadku zwykłych przedmiotów każdą postać musimy wyposażyć oddzielnie, natomiast artefakty działają na całą drużynę oraz są niezbędne do ukończenia wielu misji i eksploracji mapy. W plecaku nasza postać poniesie również różnego rodzaju mikstury czy klucze otwierające przejścia.

2014-02-07-180937.jpg

Jednak lepszy ekwipunek uzyskamy nie tylko dzięki eksploracji terenu. Istotnym czynnikiem w tej kwestii jest system jego rozwijania. Wykorzystując materiały zdobyte przy przeszukiwaniu kolejnych lokacji, ulepszymy statystyki zarówno broni, jak i zbroi. Oczywiście oprócz surowców potrzebnych do wzmocnienia ekwipunku potrzebujemy także złota, czyli waluty w świecie gry. Po ulepszeniu przedmiot zyskuje dodatkowe plusy w nazwie oraz przyjmuje nowe statystyki.

Wyposażenie postaci nie jest jedynym wyznacznikiem siły, ponieważ każdy bohater i bohaterka posiada wyjątkowe moce. Niestety musimy nimi żonglować, bowiem w czasie walki możemy korzystać jedynie z czterech, chociaż jest ich znacznie więcej. Umiejętności przypisujemy do kombinacji przycisków R1+kwadrat, R1+kółko, R1+trójkąt oraz R1+kółko. Co więcej, moce specjalne mają swoje poziomy, a więc ich siła rośnie wraz z każdym użyciem. Niestety levelowanie jest bardzo wolne, ale po zdobyciu odpowiedniego pierścienia proces przyspiesza. Do specjalnych zdolności możemy zaliczyć również atak, który aktywujemy po naładowaniu licznika przedstawionego za pomocą żółtej kulki. Cechuje się on sporą ilością zadanych obrażeń i szerokim obszarem rażenia, dzięki czemu nie raz uratuje nasze życie. W kwestii pozostałych form rozwoju mocy postaci zabrakło mi systemu przypisywania zdobytych punktów do statystyk. Z tego powodu nie odczuwałem wzrostu diametralnych zmian u postaci wraz z kolejnymi ich poziomami oraz nie mogłem ich dostosować do własnych potrzeb.

Twórcy nie mogą się również pochwalić szerokim wachlarzem kombinacji zwykłych ciosów. Do dyspozycji otrzymujemy tylko jeden ruch zaprogramowany pod przyciskiem kwadratu. Na szczęście spora liczba mocy pozwala rozszerzyć ofensywne zagrania i ratuje rozgrywkę od monotonii. Jeśli chodzi o ruchy defensywne możemy wykonać blok lub unik. Jeżeli odpowiednio wyczujemy czas uniku, czas zwolni i będziemy mogli wpakować w przeciwnika serię ciosów. To tyle w kwestii nasze go bezpośredniego pola manewru. Natomiast jeśli chodzi o towarzyszy kierowanych przez sztuczną inteligencję, możemy za pomocą touchpada dostosować ich zachowanie na czas pojedynków.  Wybrać możemy dwa typu zachowań – ofensywne, czyli atakowanie, oraz defensywne, czyli unikanie walki i obrona przed atakami. Z kolei wykorzystanie ekranu dotykowego aktywuje tryb regeneracji. Widok z kamery skupia się wtedy na prowadzonej postaci, a punkty zdrowia regenerują się w przyspieszonym tempie. Taka metoda ratuje nas od utraty mikstur leczących, za które musimy słono zapłacić w miejskim sklepiku. Poza tym, co ciekawe, zginąć może tylko prowadzona postać, a nasi towarzysze sterowani przez sztuczną inteligencję już nie. Taką teorię wysuwam na podstawie normalnego poziomu trudności, który ogrywałem na potrzeby recenzji. Będąc świadomym tego, że życie towarzyszy zawsze zatrzyma się na jednym punkcie zdrowia, można wygrać właściwie każdą walką.

2014-02-06-231356

Powracając jeszcze na chwilę do tematu kamery, warto nadmienić, że jest statyczna i sama dostosowuje się do naszych potrzeb. Początkowo myślałem, że przysporzy mi to wielu kłopotów, jednak wkrótce zmieniłem swoje zdanie. Ani razu nie natrafiłem na sytuację, w której złe ułożenie obrazu uniemożliwi lub znacznie utrudni mi walkę. Dodatkowo, widząc dynamiczność rozgrywanej akcji, doszedłem do wniosku, że dodatkowe operowanie kamerą spowodowałyby wielki chaos. Bardzo dobrze, że twórcy zdecydowali się na takie rozwiązanie. Kolejne gratulacje trzeba złożyć za wysoką płynność, która utrzymuje się przy każdej rozwałce. Gra w moim przypadku nie zaliczyła żadnego gwałtownego spadku animacji.

Przyszedł czas, aby powiedzieć co nieco o misjach, które zlecą nam bezsilni mieszkańcy lub władze miast i wiosek. Zadania główne aktywują się wraz z postępem fabularnym, więc nie pominiemy ani jednego. W przypadku misji pobocznych sami musimy zadbać o odkrycie ich. Informacje o nich znajdziemy na tablicy ogłoszeń, która znajduje się w każdym miasteczku. Po przejrzeniu potrzeb mieszkańców musimy osobiście z nimi porozmawiać. W rozmowie poznamy szczegóły zadania i potwierdzimy chęć podjęcia się go. Questy są dość różnorodne, a tym samym nie opierają się wyłącznie na pokonywaniu kolejnych stworków. Za wykonanie misji zostajemy nagrodzeni złotem lub wcześniej ustalonym przedmiotem. Zadań pobocznych nie ma wiele, więc nie utoniemy w gąszczu rozpoczętych wyzwań. Dodatkowo, w ramach urozmaicenia, twórcy zaimplementowali również do gry zagadki. Nie ma ich dużo i nie są zbyt trudne, jednak przy niektórych trzeba będzie mocniej wytężyć szare komórki. Kwestię odkrycia, co się za nimi kryje i ile frajdy dają, pozostawię już Wam.

Ostatnią rzeczą, o której chcę wspomnieć w opisie gameplayu, są potwory. Te cechują się zadowalającą różnorodnością. Co ciekawe, każdy przeciwnik posiada swój unikalny atak, co wymusza na nas dostosowanie odpowiedniej taktyki. O ile na poziomie normalnym nie powinniście mieć większych problemów, o tyle na najtrudniejszym za każdym razem trzeba przemyśleć strategię. Oczywiście w świecie gry znajdziemy również bossów. Standardowo są dużo silniejsi i bardziej wytrzymali niż powszechnie spotykane zwykłe potwory. I o ile normalne walki możemy pomijać, tak pasek zdrowia każdego bossa musimy zbić do zera. Poza tym tego rodzaju stwory posiadają kilka unikatowych ciosów, przez co walki z nimi nie nużą ani przez chwilę, ale też  niekiedy ich siła potrafi przywrócić o zawrót głowy. Moim koszmarem stał się boss, który swoją umiejętnością zabierał całe życie postaci, a przypominam, że ogrywałem recenzowaną produkcję na poziomie normalnym. Biorąc pod uwagę wszystkie plusy i minusy, trzeba przyznać, że gameplay wpada bardzo pozytywnie. I mimo ,że brak w nim innowacji, tak solidnym połączeniem utartych schematów wciąż potrafi wciągnąć na wielogodzinne sesje i dać wiele frajdy.

2014-02-07-002908

Napisał Duch:

Przyszedł czas na opisanie oprawy audiowizualnej, która może wywołać lekki niedosyt. Niestety oprawa graficzna nie zachwyca. Nie zrozumcie mnie źle, jest dobra, ale można było spodziewać się po twórcach czegoś znacznie lepszego. Najbardziej kuje w oczy nierówność. Postacie przez nas kierowane są wykonane bardzo dobrze, ale już na przykład zwykli mieszkańcy miasta potrafią postraszyć niedoróbkami. To samo tyczy się lokacji. Miejsca, w których mamy spędzić więcej czasu, są wykonane wyśmienicie, różnorodne, ciekawe i tętnią życiem. Problem pojawia się, gdy wyjdziemy poza granice miasta czy też osady – obszary pomiędzy tymi ważniejszymi punktami są zwyczajnie monotonne. Warto tu wspomnieć, że świat gry nie jest niestety jednym wielkim terenem – został on podzielony na kilkadziesiąt mniejszych sektorów, pomiędzy którymi przemieszczamy się wyznaczonymi przejściami. Na szczęście loadingi nie są długie. Jeszcze jeden minus należy się twórcom za przeciętną animację bohaterów i mieszkańców miast (zarówno ludzi, jak i zwierząt), którzy poruszają trochę zbyt sztywno. Jednak graficy wielki plus otrzymują za grę świateł i kolory. Wszystko wydaje się takie żywe, uwierzcie, czasami nie można oderwać oczu od tych bardziej dopracowanych fragmentów mapy.

Napisał: Medium

Oprawa audio wypada dużo lepiej niż przeciętna oprawa graficzna. Melodie zaimplementowane do gry dzielą się na dwa rodzaje. W przypadku podróży po mieście, podkładu pod część dialogów czy podczas poruszających chwil fabularnych gra raczy nas spokojnymi, odprężającymi dźwiękami. Sprawa wygląda zupełnie inaczej podczas walki lub przerywników, w których sytuacja wymaga budowy napięcia. Wtedy słyszymy mocną, zachęcającą nas do walki muzykę. W praktyce sprawdza się to świetnie i idealnie buduje klimat produkcji.. Natomiast dziwnie została rozwiązana kwestia dialogów. Zdecydowaną większość musimy przeczytać sami, a tylko pod nieliczne z nich aktorzy podkładają głos. Osobiście dużo bardziej przypadły mi do gustu nieme przerywniki, ale osoby, które nie lubią czytać i dobrze rozumieją mówiony język angielski, mogą być lekko zawiedzione. Warto wspomnieć, że w grze znajdziemy wyłącznie angielski dubbing i, co dla części graczy będzie sporym minusem, nie ma żadnego sposobu, by dodać ścieżkę japońską.


Opinia Medium:

Ys: Memories of Celceta potrafiło mnie nieraz zaskoczyć. Początkowo lekko obawiałem się, że zginę w gąszczu opcji, które często pojawiają się w tytułach RPG. Wkrótce przekonałem się, że gra jest prosta i podana w przystępny sposób. Fabuła od początku do końca napędzała mnie do zakończenia tego tytułu przy jak najmniejszej ilości podejść. Ciągle mówiłem sobie: jeszcze tylko jedna godzina, po czym spędzałem przy konsoli kolejne cztery. Świetnie wykorzystany motyw utraty pamięci był strzałem w dziesiątkę i wprowadzał potrzebę odkrycia prawdy. Świetną opowieść potwierdzają liczne zwroty akcji, które potrafiły nieźle zamieszać w głowie. O dziwo to właśnie fabuła stała się dla mnie elementem pierwszoplanowym. Rozgrywka, choć również świetna, zeszła na dalszy plan. Jednak doceniam prace twórców, którzy włożyli w ten tytuł dużo serca i pracy. Nie wyobrażam sobie, jak wiele czasu musiało zająć zaprojektowanie tak wielu różnorodnych potworów, z czego każdy posiadał swój unikatowy atak. Trochę słabiej wypadają zagadki, które nie zostały wykonane z tak wielkim rozmachem, ale i tak są miłą odskocznią od siekania kolejnych fal przeciwników. Podobny zawód odczułem względem animacji oraz oprawy wizualnej, która jest zaledwie przyzwoita i czasem aż kuła w oczy kanciastym wykonaniem modeli. Na szczęście grafika nie jest dla mnie wyznacznikiem jakości, dzięki czemu w Ys: memories of celceta grało mi się bardzo dobrze. No i nie mogę nie wspomnieć o świetnie przygotowanym podkładzie audio, który nadaje klimatu i zagrzewa nas do walki. Bez żadnych oporów polecam ten tytuł każdemu (nawet jeśli nie przepada za japońskimi grami), ponieważ jest to jeden z najlepszych RPG–ów dostępnych na konsoli PlayStation Vita.

Fabuła: 9
Gameplay: 9
Grafika: 6,5
Muzyka: 8
Ocena ogólna: 8,5


Opinia Duch:

Na Ys: Memories of Celceta czekałem od pierwszej zapowiedzi, pewnie też dlatego, że miło wspominam wydane na PSP Ys Seven. Swoje zrobił też głód normalnej gry jRPG/aRPG, a nie tylko w kółko same huntingi. Doczekałem się i muszę powiedzieć, że się nie zawiodłem, chociaż pozostał mały niedosyt, bo grze do ideału trochę brakuje. Najsłabiej wypadała oprawa AV, ale za to tytuł bardzo nadrabiał fabułą. Największym atutem jest jednak tutaj sama rozgrywka, czyli masa potworków do ubicia i leveli do wbicia. Nie ma tu może jakiejś gigantycznej ilości oręża do wypróbowania, a każda grywalna postać posługuje się tylko jednym jego rodzajem. Ale co z tego, skoro wpadamy na pole bitwy i wsiąkamy w nie? System walki jest ciekawy oraz ma sporo do zaoferowania. Zwłaszcza pod względem umiejętności, których nasze postacie uczą się tylko w trakcie walki. Poza tym dopiero mając pewność swoich umiejętności, rusza się na największe bestie.

Fabuła: 8,5
Gameplay: 9
Grafika: 7,5
Muzyka: 7
Ocena ogólna: 8


Plusy:

  • Zróżnicowany gameplay
  • Ciekawa fabuła
  • Motyw „Odkrywcy” nieznanych terenów
  • Produkcja otwarta na weteranów i nowych graczy w świecie Ys

Minusy:

  • Nierówna oprawa AV
  • Sztampowy motyw ratowania świata
  • Momentami zbyt długie dialogi
  • Zbyt proste zagadki

Fabuła: 9
Grafika: 7
Dźwięk: 7,5
Gameplay: 9

Ogólna: 8,3/10


Serdecznie dziękujemy NIS America za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: ihon Falcom Corporation
Wydawca: NIS America
Data wydania: 21.02.2014 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 799 MB
Cena: 79 PLN

Advertisements