Na naszej konsoli przenośnej pojawiła się następna produkcja z gatunku „wymagających zręcznościówek” – Velocibox. Ponieważ już ograłem jej silną konkurencję, w postaci np. Race The Sun, Cosmophony czy nieco starszego Minutes, przed Velocibox staje trudne zadanie: czy zdoła zadowolić wiernego fana gatunku?

Napisał: Szponix

Po pierwszym uruchomieniu od razu zostajemy wypuszczeni na salę treningową, gdzie uczymy się podstaw sterowania. To, na nasze szczęście, wymagające nie jest i sprowadza się wyłącznie do przesuwania klocka na boki oraz wciskania przycisku „x”, dzięki czemu nasz „bohater” przyczepi się sufitu i tym samym zmieni perspektywę. To, tak naprawdę, tyle, jeśli chodzi o kwestię sterowania, bowiem naszym jedynym celem jest omijanie oraz przeskakiwanie przeszkód.

O ile Cosmophony zachęcał nas ciekawym soundtrackiem, a Race The Sun rozbudowaniem, o tyle Velocibox z pozoru nie zachęca niczym. Jest to po prostu zlepek dziewięciu poziomów, podczas których, oczywiście poza omijaniem przeszkód, musimy zbierać porozrzucane tu i ówdzie pomarańczowe klocki. Zdobycie konkretnej ich liczby automatycznie przenosi nas na następny poziom, a gdy dotrzemy do ostatniego, musimy przetrwać jak najdłużej, nabijając punkty. Każda porażka zapisuje nasz wynik, wysyła go do sieciowych rankingów, a nas przenosi na pierwszy poziom. Ot typowa, dobrze znana zabawa w bicie rekordów i konkurowanie ze znajomymi.

2015-07-26-163004.jpg

Twórcy chwalą się, że tytuł ma bardzo wysoki poziom trudności, co w praktyce nie wygląda tak, jak to malują. Owszem, gra do najłatwiejszych nie należy, ale i swoją trudnością nie próbuje rywalizować choćby z Cosmophony, gdzie już na drugim czy trzecim poziomie można było zacząć płakać z bezsilności. Każdy level Velocibox z pozoru wygląda na generowany losowo, ale tak naprawdę pojawiają się według zaledwie kilku szablonów, których można wyuczyć się na pamięć. Najtrudniejszy jest poziom czwarty, ale nie ze względu na wywindowany poziom, a pewien bardzo irytujący błąd, który zniechęca do dalszej zabawy. Otóż, przelatując przez pomarańczowe klocki, wcale ich nie zbieramy. Łapie się może co trzeci czy czwarty kwadrat, co powoduje, że, aby zaliczyć ten level, musimy przelecieć nie przez 7 czy 8 wymaganych, ale nawet przez 20 klocków. Znacznie wydłuża to rozgrywkę i zwiększa szansę na porażkę, lecz czuć sztuczność tego utrudnienia, tym bardziej, że na innych poziomach wspomniany problem również istnieje, ale nie jest aż tak zauważalny.

2015-07-26-163038

Oprawa wizualna jest minimalistyczna, co jest zaletą tej produkcji. Zręcznościówki powinny cechować się prostą, nieobciążającą grafiką oraz precyzyjnym sterowaniem i płynnymi animacjami. I tak właśnie jest z Velocibox, chociaż zdarzają się delikatne „chrupnięcia” (na szczęście bardzo rzadko). Sterujemy zwykłym kwadratem, a każdy poziom zbudowany jest z różnej wielkości prostokątów. Jedne są statyczne, inne poruszają się na boki lub kręcą jak łopatki wiatraka. Dodatkowo w grze nie znajdziemy jako takiego tła – za każdym razem trafiamy do tunelu, który wygląda jak bardzo powiększony zeszyt w kratkę. Poziomy różnią się między sobą jedynie rodzajem i wielkością prostokątów oraz kolorystyką figur i tła.

O ile o grafice można powiedzieć sporo dobrego, o tyle muzykę ciężko wychwalać. Podczas zabawy przygrywa nam elektroniczny kawałek, który czasem przyspiesza bądź zwalnia, ale zawsze się zapętla. Niestety po każdym zgonie lub awansie na kolejną rundę utwór rozpoczyna się od nowa. Już po kilku minutach robi się to bardzo irytujące i wręcz ma się ochotę na zmianę soundtracka, zwłaszcza że poza muzyką i monotonnym, niezbyt oryginalnym dźwiękiem łapania klocków nie usłyszymy tu nic więcej.

2015-07-23-212421

Velocibox należy do gier, w które można pograć przez góra dwa, trzy wieczory, później robi się już nudno i monotonnie. Niezbyt losowe lokacje, błędy z odczytywaniem pomijanych kwadratów i kiepski soundtrack nie zachęcają do dalszej zabawy. Po drugiej stronie szali mamy minimalistyczną, ale dość oryginalną oprawę graficzną, całkiem przystępny gameplay i kilka trofeów dla tych, którzy lubią je zbierać. O poziomie trudności ciężko cokolwiek powiedzieć – dla niektórych będzie on dość przystępny i przyswajalny, dla innych zbyt niski. Jedno jest jednak pewne – prawdopodobnie nikt nie powie o nim „zbyt wysoki”.

W informacji prasowej wydawcy zauważyłem dopisek, że w Velocibox najlepiej grać na PlayStation 4. Do dziś zastanawiam się, o co mogło chodzić – czy o lepsze wrażenia z powodu większego ekranu (od zawsze wydawało mi się, że do tego typu gier lepiej sprawdza się konsola przenośna), rywalizacja ze znajomymi w czasie rzeczywistym, czy może twórcy wiedzieli o irytującym błędzie widocznym przy przelatywaniu przez klocki i od razu polecili granie na stacjonarce? Trzy teorie, które zapewne już na zawsze pozostaną dla mnie bez odpowiedzi, ale o Waszych przemyśleniach chętnie poczytamy w komentarzach, jeśli zdecydujecie się zakupić tę grę, chociaż szanse nie są duże. Niestety Velocibox mogę polecić jako ciekawostkę dla fanów zręcznościówek, o ile tylko nie oczekują zbyt wiele. Ja niestety okazałem się zbyt wymagający dla tej pozycji i stwierdzam, że daleko jej do Cosmophony czy Race The Sun.


Plusy:

  • Przyjemna w odbiorze oprawa graficzna
  • Początkowo może się podobać

Minusy:

  • BARDZO irytujący błąd z zaliczeniem klocków
  • Muzyka
  • Zbyt mało poziomów i wyzwań
  • Cena (46 PLN w dniu premiery)

Grafika: 7
Dźwięk: 3
Gameplay: 5

Ogólna: 5/10


Serdecznie dziękujemy LOOT Interactive za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: LOOT Interactive
Wydawca: LOOT Interactive
Data wydania: 28.07.2015 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Funkcje crossowe: -buy
Waga: 77,1 MB
Cena: 46 PLN

Reklamy