Tematyka wojenna przewija się w grach od zarania komputerów. Przytłaczająca atmosfera, krew czy agresja wylewały się z ekranów, aby jak najlepiej odwzorować realia bitew. Czy więc i tym razem otrzymamy sztampową historię i realistyczny klimat?

Nie tym razem. Tiny Troopers: Joint Ops pokaże nam wojnę od innej strony. Już sam wygląd postaci nasuwa na myśl popularną animowaną serię satyrystyczną South Park. I nie są to skojarzenia błędne, ponieważ nasycone absurdami dialogi czy przerysowane postacie to kwintesencja produkcji. Nasz bohater to żołnierz do zadań specjalnych. Cechuje się pogodą ducha, bohaterstwem oraz lekkim zarozumialstwem. Do zadań typu powstrzymanie wroga przed użyciem bomby atomowej czy ratowania sojuszników z opresji wysyła go natomiast książkowy przykład generała, czyli nielubiącego gryzipiórków fan podnoszenia głosu przy byle okazji. W przedstawieniu takiego charakteru dobrze wypadła także forma przedstawienia dialogów w postaci dynamicznych komiksów, co jeszcze bardziej podkreśla komizm sytuacji.

2014-10-28-153245.jpg

Edycja Joint Ops to połączenie dwóch części Tiny Troopers, także do naszej dyspozycji scenariusze Soldier, jak i Spec Ops. Mimo jawnego rozgraniczenia ich w menu postępy gry, takie jak rangi naszych wojaków, rozwój ekwipunku czy stan naszego konta, są wspólne, więc nie musimy dwa razy przechodzić drogi od zera do bohatera. Także przełączanie się między nimi może nastąpić w każdym momencie, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby robić oba wątki równolegle.

Niezależnie od wyboru części przenosi nas do mapy z wyborem misji. Oba scenariusze zaczynamy od jednej dostępnej, ale ukończenie jej odblokowuje kolejne. Oczywiście raz odbyte zlecenie możemy wykonywać ponownie w celu spróbowania sił na wyższych poziomach trudności bądź po prostu zebrania kapitału zdobywanego za pokonanych przeciwników czy za zbieranie porozrzucanych nieśmiertelników. Każde zadanie rozpoczynamy od odprawy. Służy ona pokazaniu, ilu wojaków dostaniemy. Zazwyczaj jest to dwóch albo trzech, jednakże nieraz trafią się też samotne walki. Na szczęście prawie zawsze możemy wynająć najemnika, który pomoże nam w jednym zadaniu, wieszając liczbę naszego oddziału. A mamy w czym wybierać, począwszy od medyka, po Rambo z działem maszynowym kończąc. Taka usługa jednak sporo kosztuje i nie wszystkich mamy odblokowanych od początku.

2014-11-04-201808.jpg

Istotniejszą kwestią jest jednak możliwość udoskonalania naszego ekwipunku. Podzielony on został na:

  • mechanizm spustowy broni wpływający na obrażenia,
  • lunetę odpowiada za celność,
  • magazynek zwiększa prędkość wychodzących pocisków,
  • lufa poprawia zasięg,
  • kamizelka odpowiada za naszą wytrzymałość na obrażenia,
  • blaszki z rangą decydują, od jakiego stopnia zaczynać będą nowi rekruci,
  • buty wpływają na mobilność jednostek.

Wszystko możemy podnieść do maksymalnie piątego poziomu, ale z każdym następnym cena za tę usługę drastycznie rośnie, także nie spodziewajcie się szybkiego ukończenia tego elementu.

Ostatnią rzeczą w odprawie jest wybranie munduru. Jest to element czysto estetyczny, ponieważ nie dają one żadnych premii bojowych, jednakże takie małe urozmaicenie, zwłaszcza że wybrać można spośród szesnastu, jest zawsze miło widziane. Oczywiście każdy niestandardowy strój trzeba odblokować poprzez wykupienie go za odpowiednią kwotę.

2014-10-28-132339.jpg

Gdy już wszystko ustawimy i udoskonalimy, możemy wyruszyć na misję. Te dzielą się na kilka typów.

Zniszcz i zabij.

Zadań tego typu jest najwięcej. Zaczynają się one od desantu naszych sił w niebezpieczny region świata. Na terenie wroga mamy zająć się eksterminacją wrogich jednostek, w skład których wchodzą piechota, pojazdy i budynki. Każdą taką misję zaczynamy bez niczego, więc aby zniszczyć czołg, przemierzymy lokację w poszukiwaniu granatów lub wyrzutni rakiet. Oczywiście podstawową bronią też da się tego dokonać, ale jest to swoiste rzucenie się z motyką na Słońce. Na szczęście do naszej dyspozycji mamy także poproszenie bazy o zrzut dodatkowego zaopatrzenia. Jednakże taka usługa słono kosztuje, ale jest to na pewno lepsze wyjście niż strzelanie z karabinu do wozu pancernego. Bazę, oprócz wspomnianej bazooki i granatów, możemy poprosić także o przyrząd do nakierowania bombardowania powietrznego, apteczkę, kompas (najprzydatniejsza rzecz w grze, ponieważ ujawnia na mapie wszystkie znajdźki i przeciwników), chwilowe przyśpieszenie i zastępstwo za poległego towarzysza.


Przeżyj

Coś poszło nie tak! Zostaliśmy zdemaskowani! Wróg chce nas dopaść! Ale my bez walki się nie damy! Dlatego właśnie staniemy do boju, gdzie z każdej strony nadciągają fale przeciwników. Musi utrzymać się do czasu, aż przybędzie wsparcie i nas zabierze.


Osłoń reporterów

O żadnej wojnie byśmy nie wiedzieli, gdyby nie poświęcenie reporterów, którzy ryzykując zdrowie i życie, starają się dostarczyć nam rzetelny materiał z pierwszej linii frontu. Dlatego my, jako żołnierze walczący o pokój, zrobimy wszystko, aby nie stała się im krzywda w czasie wykonywania przez nich swojej pracy.


Szybko i głośno

Planowanie i powolna eliminacja wroga każdemu może się znudzić. Wtedy na pomoc przychodzą misje, w których pędzimy przez środek terenów wroga opancerzonym pojazdem, a naszym jedynym zadaniem jest rozwalanie wszystkiego, co stanowi dla nas zagrożenie. Jest to zadanie liniowe, ponieważ nie mamy wpływu na trasę samochody, a kierujemy tylko działkiem przymocowanym do auta.


Zombie

Popularna w popkulturze moda na nieumarlaków nie ominęła nawet Tiny Troopers: Joint Ops. Na szczęście zadania z tym trybem są opcjonalne i nie są w żaden sposób powiązane fabularnie z głównym wątkiem. Są one wariacją trybu Przeżyj, gdzie, zamiast do wrogich wojsk, strzelamy do różnego rodzaju zombie (jest nawet kurczak-zombie), a kończymy dopiero, gdy padniemy.


Niestety gra nie ustrzegła się błędów. Jednym z nich jest o dziwo zbyt czuły ekran. Pierwszy raz spotkałem się z produkcją na Vitę, w której lekkie, niewidoczne na pierwszy rzut oka zabrudzenie spowodowane normalnym użytkowaniem uniemożliwiło mi korzystania z ekranu dotykowego w grze, zwłaszcza że przy innych produkcjach chodziło bezproblemowo. Tu na szczęście pomaga wilgotna chusteczka. Poważniejszym problemem jest zawieszanie się jednostek na różnych obiektach, a zdarza się to nad wyraz często. Na szczęście da się je odwiesić, ale zajmuje to nawet paręnaście sekund, które mogą nas srogo kosztować.

2014-10-28-181443.jpg

Oprawa graficzna Tiny Troopers: Joint Ops prezentuje się bardzo przyzwoicie. O przerywnikach zaprezentowanych w formie komiksu wspominałem już na wstępie. Trzeba przyznać, że to rozwiązanie, znane chociażby z Maxa Payne’a, świetnie sprawuje się w produkcjach, które nie mogłyby sobie pozwolić na filmiki ala Hollywood. Także przyczepić się nie da do krajobrazów, które są malownicze, ale i czytelne. Przyłożono się nawet do takich szczegółów, jak kłęby piasku pod odlatującym helikopterem czy dano różne modele postaci w zależności od sytuacji – raz mamy rzucającego granatami żołnierza, by w innej misji spotkać ciskającego dynamitem separatystę.

Również dobrze wypada audio. Wszystko zostało udźwiękowione. Każdy pojazd, wybuch czy strzał wydobędzie się z głośnika konsoli. Nawet, co jest naprawdę rzadkością w produkcjach tego kalibru, doczekaliśmy się pełnego dubbingu. Wszystko wypada wyśmienicie. Dlatego nie rozumiem, czemu podczas misji nie leci żaden utwór…

Krótko podsumowując, Tiny Troopers: Joint Ops jest bardzo udaną produkcją zręcznościowo-strategiczną, dlatego zadziwia fakt, że została udostępniona w dniu premiery za 25zł, co śmiało klasyfikuje ją bardzo wysoko w rankingu cena/jakość.


Plusy:

  • Zróżnicowane misje
  • Cena
  • Dubbing

Minusy:

  • Zawieszające się jednostki
  • Zbyt czuły ekran dotykowy
  • Brak ścieżki dźwiękowej podczas misji

Grafika: 7
Dźwięk: 6
Fabuła: 6,5
Gameplay: 8

Ogólna: 6,9/10


Serdecznie dziękujemy Wired Productions za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Kukouri Mobile Entertainment
Wydawca: Wired Productions
Data wydania: 29.10.2014 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 1,3 GB
Cena: 29 PLN

Reklamy