Deweloperzy i wydawcy coraz odważniej podchodzą do przenoszenia horrorów na naszą konsolę. Fakt ten bardzo mnie cieszy, dlatego też z wielką przyjemnością przyjrzałem się najnowszej pozycji grozy wydajniej na PSV – Neverending Nightmares.

Produkcja nie jest typową grą, dlatego, nim zacznę ją opisywać, muszę wspomnieć o jej autorze. Amerykanin Matt Gilgenbach w roku 2012, po bardzo ciężkich i żmudnych bojach, wydał swoje pierwsze dzieło – kolorowy, rytmiczny Retro/Grade. Niestety prace nad produkcją znacznie się przeciągnęły, przez co premiera odbyła się w momencie, gdy niezależne zręcznościówki nie cieszyły się już (a może jeszcze?) tak duża popularnością. Tak czy owak, kryzys ten doprowadził do porażki finansowej, mimo że gra była, według sieciowych recenzji, naprawdę dobra. Matt popadł w depresję, zaczęły pojawiać się problemy rodzinne, a zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (tzw. nerwica natręctw), których doświadczał już wcześniej, nasilały się. Autor postanowił zgromadzić swój bagaż psychiczny w jednej grze, której nadał bardzo wymowny tytuł: Neverending Nightmares. Gry autobiograficzne to wciąż nisza na growym rynku, w związku z tym jego dzieło już na starcie miało szansę odnieść sukces, tym bardziej, że w produkcja oparta na przeżyciach autora została podana w konwencji psychologicznego horroru.

2016-04-28-233002

W produkcji wcielamy się w Thomasa, który budzi się z nocnego koszmaru, aczkolwiek już w tym momencie pojawia się pierwsza niepewność – czy aby na pewno? Po takim początku naszym celem stanie się eksploracja opustoszałego domu i jego okolic (cmentarz, psychiatryk), która potrwa tak długo, aż ujrzymy jedno z trzech zakończeń. Co ważne, w grze nie będziemy zabijać potworów czy ścigać się z nimi. Cała rozgrywka została oparta na przeszukiwaniu kolejnych pomieszczeń, zadawaniu sobie kolejnych pytań o to, co się dzieje, oraz ewentualnym unikaniu napotkanych bestii, chowając się w szafach lub przekradając się obok nich. Tych drugich motywów jest jednak niewiele, a checkpointy przed każdym potworem umożliwiają pełne skupienie się na bohaterze i koszmarach. Pomysł jest więc prosty, ale za to bardzo dobrze wykonany.

2016-04-28-235954

Oprawa graficzna zrealizowana została w trzech kolorach: białym, czarnym i czerwonym. Od razu też wspomnę, że nie wyobrażałbym sobie tej gry w jakiejkolwiek innej stylistyce. Artyści bardzo płynnie przechodzą z jasności w mrok, budząc tym samym napięcie, a czerwony kolor uzupełnia klimat, dodając nieco brutalności. Warto zaznaczyć, że produkcja nie jest łatwa w odbiorze. Występują w niej bowiem bardzo brutalne sceny, wiele litrów rozlanej krwi, nie wspominając już o samookaleczeniach, które często zadają sobie osoby w ciężkiej depresji. Oprawa muzyczna wprowadza w klimat horroru już w menu. Później także się utrzymuje dzięki spokojnej muzyce, której towarzyszy wiele odgłosów, takich jak szepty, śmiech czy płacz. Gdy do tego dołączymy dźwięki wywołane interakcją bohatera z różnymi elementami oraz wyjątkowo straszny odgłos ciężkiego, astmatycznego oddechu, który pojawia się w trakcie biegu, tworzy się wyjątkowo spójna całość tworząca niezapomniany klimat.

2016-05-01-015314

Neverending Nightmares to gra dedykowana tylko i wyłącznie dorosłym graczom. Podczas eksploracji opuszczonych (czy aby na pewno?) lokacji trafimy na wiele brutalnych scen, które uzupełnią sadystyczne działania Thomasa. Jednak gra oddziałuje na nas nie tylko fizyczną brutalnością, ale także wieloma zagraniami psychologicznymi, chociażby przez ciągłą, odczuwaną niepewność i czuć to już od pierwszych sekund gry. Nie będziemy też poznawać standardowego rozwoju historii. Podczas zabawy sami musimy zadawać sobie pytania, np. kim jest tajemnicza dziewczynka czy gdzie w ogóle się znajdujemy i skąd się tu wzięliśmy. Jeśli jednak myślicie, że pozycja na tacy poda wszelkie odpowiedzi, jesteście w błędzie. Tak naprawdę wszystkiego możemy się tylko domyślać i, dodatkowo, trzy możliwe zakończenia niewiele wyjaśniają. Dotarcie do pierwszego nie powinno zająć nam dłużej, niż półtorej godziny. Ostatnie dwa finały to kwestia dodatkowej godzinki zabawy. Czy to mało? Z jednej strony nie, bowiem dodatkowe lokacje sztucznie wydłużałyby rozgrywkę. Z drugiej jednak strony odkrycie wszystkiego, co możliwe, pozostawiło pewien niedosyt, który najchętniej uzupełniłbym jakimś ciekawym sequelem.

Dla mnie to gra idealna, dla Was może być to kolejny przeciętniak. Niestety nie udzielę Wam odpowiedzi, czy warto zagrać, a poniższą ocenę możecie traktować wyjątkowo subiektywnie. Jedno jest pewne – nie uruchamiajcie gry za dnia i bez dobrych słuchawek, bo zepsujecie sobie niemal całą zabawę. Po tym zaznaczeniu mogę też napisać, że gra nie straszy, a przynajmniej nie bezpośrednio, chociaż w jednym momencie odrzuciłem konsolę z przerażenia, w drugim również się wystraszyłem, ale już mniej. Jednak sam klimat, na który mocny wpływ ma też oryginalna oprawa audiowizualna, od pierwszych do ostatnich sekund utrzymuje nas w niepewności. Wydaje mi się, że na małym ekranie konsoli wrażenia są znacznie bardziej spotęgowane niż na dwudziestoparocalowym ekranie, dlatego nie chciałbym próbować tego smakołyka na niczym innym niż Vita. I Wam również radzę sięgnąć po to na przenośce, a następnie uruchomić to pewnej nocy po ciemku i na porządnych słuchawkach, by na własnej skórze doświadczyć, z czym boryka się biedny Thomas. Zalecamy jednak poczekać do czasu, aż grę będzie można kupić do 35 PLN.


Plusy:

  • Nietuzinkowa oprawa audiowizualna
  • Jedna wielka niepewność
  • Klimat
  • Trzy możliwe zakończenia

Minusy:

  • Pozostawia pewien niedosyt po odkryciu wszystkiego co możliwe
  • Gra na raz
  • Premierowa cena (63 PLN)

Grafika: 10
Audio: 10
Gameplay: 8

OGÓLNA: 9/10


Serdecznie dziękujemy Infinitap Games
 za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Infinitap Games
Wydawca: Infinitap Games
Data wydania: 03.05.2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Funkcje crossowe: -buy
Waga: 400 MB
Cena: 63 PLN

Reklamy