Piątego kwietnia 2016 roku w PlayStation Store oraz na sklepowych półkach (niestety nie polskich) wylądował Assassin’s Creed Chronicles, zestaw trzech gier opowiadających o asasynach w różnych krajach. Jako że jest to dość znana marka, postanowiliśmy sprawdzić, czy produkcja zasługuje na wydanie stu złotych, bo właśnie na tyle ją wyceniono w dniu premiery.

Zestaw składa się z trzech części: China, India oraz Russia. Jak można się domyślić, każda pozycja rozgrywa się w tytułowym państwie i opowiada o losach innego zabójcy. W pierwszej grze poznamy Shao Jun, byłą członkinię bractwa asasynów, którą mogą kojarzyć osoby po seansie animacji „Assassin’s Creed: Embers”. Shao urodziła się w 1505 roku jako niewolnica na cesarskim dworze. Jej pozycja była dość niska, na co dzień uczyła się czytania czy haftowania, a wieczorami wykazywała się talentami w dziedzinach tańca i muzyki. W 1521 roku, podczas szpiegowania, odkryła konflikt asasynów z templariuszami. Dzięki temu ostatecznie została zrekrutowana do bractwa i wkrótce otrzymała ostrze do walki skrywane w butach oraz strzałkę z liną, którą mogła wykorzystywać zarówno do przyciągania oponentów, jak i wciągania się na różne wysokości. Gdy w 1526 roku Shao powróciła do Chin, spotkała Ezio Auditore, który stał się jej mentorem. Ezio nauczył bohaterkę sztuki pokonania każdego oponenta oraz radzenia sobie w najtrudniejszych sytuacjach. Jednak najważniejszym darem od niego było tajemnicze Puzdro Prekursorów. Niestety prezent trafił w cudze ręce, więc w Assassin’s Creed Chronicles: China będziemy próbować prześledzić losy artefaktu.

W kolejnej części, rozgrywającej się tym razem w Indiach, zmienimy grywalną postać. Ze skóry Shao Jun przeskoczymy w ciało asasyna Arbaaza Mira, znanego z komiksu „Assassin’s Creed: Brahman”. Akcja jego historii rozgrywa się w 1841 roku, a tłem wydarzeń tym razem jest narastający konflikt między Imperium Sikhów a Brytyjską Kompanią Wschodnioindyjską. Żeby było ciekawiej, nadal będziemy gonić za wspominanym puzderkiem…

Następnie, przenosząc się do Rosji do roku 1918, będziemy świadkami dość istotnego wydarzenia – do władzy dochodzą Bolszewicy, a w wyniku ich działań dochodzi do wojny domowej. Tym razem tajemniczą, spędzającą sen z powiek szkatułkę będzie ścigał Nikolaj Orelow. Po raz kolejny wątek fabularny nie powala i ogranicza się do pogoni za puzderkiem trzymanym w rękach carskiej rodziny. Najważniejszym aspektem tego rozdziału jest wątek, w którym Nikolaj postanawia pomóc Anastazji Romanowej, córce cara Mikołaja II.  Ale o tym, dlaczego zabójca chce jej pomóc i czy w końcu odnajdzie Puzdro Prekursorów, przekonacie się już na własną rękę.

2016-04-12-234717

Gry zostały przedstawione w formie dwuwymiarowej platformówki. Mimo to twórcy położyli spory nacisk na elementy skradankowe oraz łamigłówki, podczas których będziemy musieli otworzyć jakieś drzwi czy przywołać windę i zlikwidować jak mniejszą liczbę przeciwników. Poruszamy się od lewej do prawej, czasem przechodząc między warstwami poziomów, oraz dość często wspinamy się na różne wyżej położone półki. Po drodze napotkamy szereg przeciwników, którzy, gdy nas zauważą, stają się bardzo groźni, przez co bezpośrednia walka łatwo może zakończyć się porażką. Warto w tym miejscu opisać różnice w rozgrywce przy każdym z bohaterów. Shao Jun pozbywa się wrogów za pomocą ogłuszania, ale spokojnie, wrogowie nie ockną się i nie zaskoczą nas nagle od tyłu. Gdy robi się naprawdę gorąco, czyli jesteśmy zmuszeni (przez naszą nieuwagę) do walki wręcz, wyciąga ona swój miecz i kilkoma szybkimi ruchami kończy żywot przeciwnika. Aby jednak unikać takich sytuacji, należy wykorzystać jej pozostałe umiejętności. Pierwszą z nich jest gwizd, którym możemy zwabić oponenta w jakieś miejsce, by następnie przekraść się za nim. Drugą zdolnością jest bardzo szybkie przemieszczanie się między kryjówkami (może to być ciemna wnęka w ścianie czy kolumna). Shao robi to z niezwykłą precyzją, dzięki czemu prawie nikt nie jest w stanie jej wykryć. Niestety czynność ta zużywa pasek Heliksa, który trzeba uzupełniać specjalnymi dopalaczami. Asasynka posiada także biao, który podczas lotu wywołuje szum wabiący oponentów, a także petardy, którymi wywoła chwilową dezorientację.

W Indiach zabawa wygląda niemal identycznie, a różnice są właściwie kosmetyczne. Arbaaz nie bawi się już w ogłuszanie tylko od razu, znienacka zabija kogo trzeba. Zamiast petard posiada bomby dymne, a ostrze zastąpił chakram odbijający się od różnych powierzchni. Najbardziej istotną zmianą jest umiejętność okradania przeciwników w celu zdobycia dodatkowych chakramów czy biao dźwiękowych.

Nikolaj Orelow jest już bardziej nowoczesnym asasynem. Skoro akcja rozgrywa się w 1918 roku, nie mogło zabraknąć strzelby oraz umiejętności korzystana ze stacjonarnych karabinów snajperskich. Nikolaj w swym ekwipunku znajdzie również specjalny hak, którym przyciągnie się do różnych elementów otoczenia oraz zniszczy skrzynki z elektroniką bądź światła, ograniczając tym samym widoczność. Bez zmian pozostaje kwestia bomb dymnych.

2016-04-14-164805

Z każdego poziomu jesteśmy rozliczani. Otrzymujemy punkty za styl, a nasza cierpliwość (czyli gra bez zabijania) będzie nagrodzona jeszcze większą ich liczbą. To bardzo istotne, ponieważ po uzbieraniu określonego pułapu otrzymujemy ulepszenia dla naszych bohaterów. Możemy w ten sposób wydłużyć pasek wykrycia (będący zamiennikiem paska życia) czy zwiększyć pojemność kieszeni na bomby dymne, amunicję itp. Zebranie wszystkich ulepszeń nie będzie prostym wyzwaniem, ale podzielenie każdej misji na kilka sekwencji, z checkpointem przed każdą, nieco ułatwi to zadanie.

Oprócz standardowych misji pojawiają się również czasówki, które można nazwać typowymi runnerami. Są bardzo przyjemną odskocznią w pierwszej części i zbyt powtarzalnym, ale wciąż dość dobrym elementem w kolejnych. Za wykonanie misji w określonym czasie otrzymamy wspomniane wcześniej usprawnienia, ale nic się nie stanie, jeśli do celu dotrzemy znacznie później niż w czasie przewidzianym. Poza takimi czasówkami w trakcie rozgrywki pojawiają się także inne, ale już mniej przyjemne. Polegają one na dostaniu się w określone miejsce bądź zlikwidowaniu wyznaczonego przeciwnika, zanim dojdzie do drzwi czy radiostacji, a odliczanego czasu często nie ma zbyt wiele.

2016-04-17-184747

Podobnie jak gameplay, również oprawę wizualną będę musiał rozdzielić. Pierwsza część asasynowego spin-offa została zrealizowana w dość stonowanej kolorystyce z wykorzystaniem akwareli. Zabawę zaczynamy w jaskini, ale gdy tylko wyjdziemy na zewnątrz, zobaczymy górskie krajobrazy. Tło wprawdzie się zmienia, ale dość nieznacznie, pojawiają się budynki i inne tego typu elementy. O ile poziomy są szczegółowe i charakterystyczne dla chińskich klimatów, o tyle tło pozostaje jedynie ciekawostką, na którą szybko przestajemy zwracać uwagę.

Zupełnie inaczej jest w Indiach, gdzie widzimy barwne lokacje i mieniące się, ręcznie rysowane przywodzące na myśl komiksy. Bohater będzie ukrywał się w zaroślach i zbiornikach z kwiatami zamiast za zwykłymi, drewnianymi skrzyniami jak Chinka. Tła szybko jednak znikną, bowiem większość czasu spędzać będziemy wewnątrz indyjskich budowli oraz w jaskiniach.

Po stonowanych Chinach i jaskrawych Indiach przychodzi pora na coś oryginalnego i zaskakującego. Okazuje się, że ostatnią część zestawu zrealizowano w odcieniach szarości z czerwonymi elementami, z którymi możemy wejść w interakcję (w poprzednich odsłonach również one występowały, jednak zostały sprytnie wplecione w inne barwy). Ciemna, szara sceneria idealnie pasuje do ciężkiego, rosyjskiego klimatu. Po sieci krążą przeróżne opinie, często mieszające z błotem oprawę wizualną w Assassin’s Creed Chronicles: Russia, ale moim zdaniem jest to najlepiej zrealizowany pomysł na przedstawienie tego świata. Klimat jest ciężki, wyzwania bolesne, przeciwnicy wyjątkowo silni i wytrzymali, a język rozmów dość pikantny. Dlaczego więc kolorystyka miałaby być inna?

Jeśli chodzi o udźwiękowienie, wyjątkowo trudno jest mi cokolwiek o nim napisać. W tle przygrywa klimatyczny utwór, oczywiście inny dla każdej części, a odgłosy wybuchów czy pozostałych dźwięków są dość realistyczne i przyjemne w odbiorze. Jedyne, do czego można się przyczepić, to dubbing. Jasne, jest zrealizowany dość dobrze i ciężko mieć do niego konkretne zastrzeżenia. Jednak angielskie akcenty wydobywające się z ciemnych, rosyjskich zaułków na pewno mogły zastąpić słowiańsko brzmiące głosy. O ile w Chinach czy Indiach w ogóle to nie przeszkadza i względnie pasuje do siebie, o tyle w Rosji najchętniej usłyszałbym adekwatny do tego państwa akcent. Ogromna szkoda, że o to nie zadbano.

2016-04-20-134858

Dotarliśmy do końca recenzji, czyli do standardowego podsumowaniem. Tak więc: Assassin’s Creed Chronicles okazał się przyjemną pozycją, mimo iż miałem dość znaczne obawy. Nie jestem fanem serii, a wspominając Liberation trudno mi mówić o „dobrej zabawie”, więc ten tytuł objawił się jako pozytywne zaskoczenie i bez wątpienia jest to zasługa połączenia gry skradankowej z platformówką. Zabawę trochę psuły przesadzone elementy zręcznościowe w ostatniej części, gdzie wydawało mi się, że biegania czy strzelania ze snajperki jest więcej niż typowego skradania się.

Czas przejścia każdej gry to około cztery do sześciu godzin, w zależności od umiejętności logicznego myślenia. Jeśli dodamy do tego „Nową Grę Plus” (zabawę zaczynamy od początku, ale ze zdobytymi już umiejętnościami i otrzymujemy podwójne punkty za wyzwania, dzięki czemu łatwiej odblokować specjalne zdolności) oraz „Trudną Grę Plus”, robi się z tego nawet kilka tygodni zabawy. Zagadki są dość proste, checkpointy ustawione przed każdą sekwencją, a poziom trudności wręcz trywialny. Nie oznacza to jednak, że całość przejdziemy na jednym oddechu. Ekran wczytywania będziemy oglądać dość często, zwłaszcza w Rosji. Rozgrywka w każdej odsłonie jest bardzo podobna do siebie, co osobiście uważam za zaletę. Po opanowaniu sterowania w Chinach, spokojnie można pomijać wszelkie podpowiedzi w kolejnych częściach, oszczędzając nieco czasu. Brakuje jednak trochę różnorodności w zaliczaniu sekwencji, co sprowadza się do konieczności robienia przerw od gry, co by się nie znudzić. Mimo wszystko da się zaliczyć cały pakiet za jednym zamachem. Trzeba jednak pamiętać, że fabuła jest tragicznie spłycona, gadżetów jest trochę za mało, by w pełni wykorzystać potencjał idei skradankowej, a zajmujący większość ekranu HUD (minimapka, misje itd.) jest strasznie irytujący i znacząco ogranicza widok. Czy warto dać sto złotych za cały pakiet? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Z drugiej strony, dokonując rozbicia, wydaje mi się, że kwota 33 PLN za każdą część jest na swój sposób atrakcyjna, więc ostatecznie tak, można dać stówkę.


Plusy:

  • Trzy gry w ciekawych klimatach
  • Intuicyjne sterowanie
  • Sporo elementów do odblokowania
  • Polska wersja językowa (napisy)
  • Wciąga…

Minusy:

  • …ale nie nadaje się na dłuższe sesje
  • HUD na 3/4 ekranu
  • Tragicznie spłycona fabuła
  • Wraz z postępem zmniejszają się szanse na zwycięstwo w walce bezpośredniej
  • Niezbyt dobre AI przeciwników

Fabuła: 3.5
Grafika: 7.5
Dźwięk: 7
Gameplay: 7

OGÓLNA: 6.5/10


Producent: Ubisoft
Wydawca: Ubisoft
Data wydania: 5.04.2016 r.
Rozmiar: 2.8 GB
Dystrybucja: cyfrowa, fizyczna
Cena: 100 PLN

Reklamy