Okres Sengoku, przypadający na lata 1467 – 1603, zdecentralizował władzę w Japonii. I to właśnie era walczących prowincji, jak w swych dziennikach nazywał te czasy Hisamichi Konoe, jest tłem historycznym Samurai Warriors 4, które postanowiliśmy dla Was zrecenzować.

W trzynastu scenariuszach, w których pokierujemy różnymi rodami, przyjdzie nam poznać historię Japonii ze wspomnianego już okresu. Każda z klanowych opowieści składa się z kilku map, jednak często napotkamy na te same bitwy, stojąc wtedy po drugiej stronie barykady. Nacisk na historię jest tu dość duży, uśmiercanie kluczowych wojowników nie jest rzadkością, a zawiłości tamtych czasów zostaje nam przybliżona w różnoraki sposób. Najbardziej efektowne są przerywniki filmowe, ale nie występują zbyt często. Głównym źródłem informacji o pretekstach bitwy jest mapa Kraju Kwitnącej Wiśni. W trakcie jej wyświetlania narrator omawia dla nas ruchy poszczególnych wojsk, natomiast pojawiające się postaci odgrywają wygenerowane konwersacje, z którym możemy także poznać ich relacje. Nie można jednak zapomnieć, że często ważne wydarzenia rozgrywają się w czasie samych walk. W trakcie pobytu na mapie wysłuchamy dialogów, które dużo wnoszą do historii, dlatego warto im się przysłuchać, zamiast szybko biec do celu, aby go wyeliminować. Natomiast aby uzupełnić informacje, w menu głównym możemy przeczytać krótką biografię odblokowanych generałów zarówno tych sławniejszych, jak i tych, zdawałoby się, mniej ważnych.

2014-12-23-224317.jpg

Rozgrywka, po zatwierdzeniu scenariusza i mapy, zaczyna się od wyboru wojownika z obszernej listy. Z kolei po ukończeniu kilku misji w tym miejscu pojawi się jeszcze sklep, do którego warto zaglądać. Co prawda z towarów znajdziemy w nim tylko odblokowywane z czasem konie, jednakże posiada sporo przydatnych opcji. Pierwszą z nich jest ulepszanie dostępnych broni. Każda z postaci może posiadać do ośmiu sztuk oręża, więc na bieżąco trzeba tego pilnować. Zadanie będzie ułatwione, ponieważ bronie różnią się liczbą i jakością dodatków. Te wartości są losowe, ale duży wpływ na to ma poziom trudności, na jakim przechodzimy mapę. Pośród ulepszeń, które znajdziemy w orężu, znajdują się m.in. silniejszy atak, zamrażanie, zwiększenie szybkości czy mnożnik uzupełniania paska specjalnego. Jakość bonusów determinuje też, do jakiego poziomu możemy ją podnieść, a robimy to przy pomocy odpowiedniego klejnotu, również znajdowanego w boju.

2014-12-09-194918.jpg

Przetopienie broni to kolejna opcja sklepu pozwalająca nam na zdobycie dobrego oręża już na początku przygody z nowym wojownikiem. Jedynym minusem wykucia nowej broni jest reset umiejętności do pierwszego poziomu, co zmusza nas do zużycia cennych zasobów, aby ją ulepszyć. Na szczęście sklepik oferuje też opcję handlu kamieniami. Dzięki temu możemy łatwo zastąpić wyciągnięte do przetopienia broni klejnoty na te, które będą adekwatniejsze i bardziej potrzebne.

Wróćmy jeszcze do postaci. . Po przeniesieniu do kolejnego menu będziemy musieli zdecydować się, jeśli nie zrobiliśmy tego w sklepie, na którąś z broni, ponieważ postać może ruszyć do boju tylko z jedną sztuką. Następnie przyjdzie nam wyposażyć się w przedmioty. Początkowo bohater może zabrać tylko trzy, ale wraz z kolejnymi poziomami doświadczenia zyskuje następne sloty na nie. Wybór jest spory – podstawowe 51 przedmiotów to power-upy, których można użyć raz w trakcie misji, pozwolą np. dodać określony żywioł lub zwiększyć prędkość czy siłę. Dodatkowo występują w trzech stopniach efektywności, czyli im będzie ona wyższa, tym dłużej będzie trwał efekt. Ciekawsze jednak są relikwia postaci, których jest 61. Każdy sławny generał ma przypisaną jedną, a ich odblokowanie zależy już bardziej od naszej determinacji niż losowości, jak przy pozostałych przedmiotach. Aby ją zdobyć, musimy walczyć z „właścicielem”, jednakże początkowo szansa otrzymania jej jest równa 1%. Na szczęście im częściej go powalamy, tym prawdopodobieństwo zdobycia rośnie. Szanse to nie jedyna trudność – otrzymanie relikwii uwarunkowane jest także dodatkowymi wymogami, które muszą być spełnione podczas zabijania wroga. Pośród nich znajdują się np. licznik combo wynoszący ponad sto czy aktywowany konkretny power-up. Warto się jednak pomęczyć, ponieważ w przeciwieństwie do zwykłych doładowań bonusy są lepsze oraz odnawialne, czyli po pewnym czasie możemy znowu z nich skorzystać.

2014-12-23-001321.jpg

Gdy już skończymy customizować postacie, sprawdzamy cele misji i ruszamy do boju. Zadania w głównej mierze opierają się na eliminacji głównego wroga, lecz nie zabraknie też urozmaicenia przez chociażby eskortę sojusznika do bezpiecznej strefy. Na naszej drodze zawsze pojawią się setki tak zwanego mięsa armatniego, które wytniemy z łatwością za pomocą dostępnych ataków. Warto dokładniej się im przyjrzeć, ponieważ SW4 oferuje najbardziej rozbudowany system technik i combosów z dotychczas wydanych na Vitę gier z serii Warriors.

2014-12-10-071213.jpg

Podstawowym uderzeniem jest tak zwany normalny atak, który przechodzi w silny atak. Może się składać z nawet dwunastu następujących po sobie ciosów, oczywiście ich liczba zależna jest od naszego poziomu doświadczenia. Jedynym minusem jest ich ograniczona mobilność, ponieważ zadajemy je głównie na małym obszarze, dlatego do poruszania się przy jednoczesnym ranieniu przeciwników używamy hyper ataku. Dzięki niemu nabijamy liczbę powalonych, a jednoczenie zmierzamy w wybrane miejsce na mapie. Bardzo specyficzną formą ciosu jest umiejętność specjalna – jej typów jest niemal tak samo dużo, jak udostępnionych postaci. Raz zmienimy miecze w ognisto-lodowe ostrza, a innym po prostu strzelimy z pistoletu kanonadą pocisków. Co ciekawe, używanie danych typów ataków także wpływa na ich rozwój. Do zdobycia mamy dwadzieścia poziomów ulepszenia, które oczywiście przełożą się na moc uderzeniową. Dodatkową zaletą tego pomysłu jest to, że mamy dodatkową motywację, aby bardziej zróżnicować nasze ataki, a nie tylko używać jednej kombinacji.

2014-12-25-110714.jpg

Dobrze wyprowadzone ciosy podstawowe pozwalają nam także naładować energię spirytualną oraz szał bojowy. Energia służy do aktywacji znanego z serii Warriors Musou Attack, który standardowo możemy używać w formie zwykłej, true, gdy śmierć patrzy nam w oczy, oraz multi, czyli łączonej z partnerem. Aktywowanie szału sprawia, że przez chwilę zwykli wrogowie poruszają się jak muchy w smole, a my stajemy się nieśmiertelni oraz mocniej ranimy i mamy większy zasięg. Dodatkowo użycie Musou Attack zmienia jego podstawową formę w wersję Frenzy. Poza tymi dwoma morderczymi motywami mamy do dyspozycji jeszcze Spirit Charge służące do przełamywanie gardy przeciwnika oraz Mighty Strike, które wyprowadzamy po wytrąceniu wroga z równowagi poprzez np. udany blok.

Jak już wcześniej wspomniałem, w bój ruszamy z dwoma postaciami. W przeciwieństwie do wydanego wcześniej Warriors Orochi 3 bohaterowie poruszają się po mapie niezależnie, ale w każdej chwili możemy przełączać się między nimi. Aby jednak ich ruchy nie były całkowicie losowe oraz zdane na pastwę AI, z poziomu menu możemy wydać rozkaz udania się w wybrane miejsce, zmierzenia się z danym generałem czy obrony sojusznika. Nowością w serii jest także oznaczenie stref oddziaływań przeciwnika. Zostały zaznaczone na mapie kolorem różowym i czerwonym, które określają wrogie terytoria, tak działając na morale, ze nawet słabsze jednostki są niemal nieśmiertelne. Aby się ich pozbyć, musimy znaleźć i zlikwidować żołnierza z chorągwią, nie ginąć przy okazji.

2014-12-10-064725.jpg

Poza trybem fabularnym (ukończonym lub nie) do dyspozycji mamy także Chronicle Mode. Zaczynamy go od stworzenia własnego wojownika, wybierając płeć, wygląd, i broń, którą będzie posługiwał się nasz wojak. Główne zadanie polega na podróży po Japonii przedstawionej w formie mapy z zaznaczonymi dostępnymi drogami. Oczywiście w jej trakcie będziemy sławić swe imię i dorabiać się przydomków – początkowo w dojo będziemy mogli wybrać kilka podstawowych, ale, awansując na wyższe poziomy poprzez wykonywanie odpowiednich zadań, odblokujemy nowe. Dodatkowymi bonusami wynikającymi z tej zabawy są np. możliwość kupienia w sklepie nowych części kostiumów czy podnoszenie stopieni przyjaźni ze sławnymi generałami. Rozwijanie drugiego przykładu sprawi, że podczas wędrówki po mapie trafimy na scenki z tymi wojownikami. Każdy z nich ma ich cztery i chyba są najciekawszą częścią tego trybu. Abyśmy byli przez nich bardziej „lubiani”, musimy z daną postacią pójść w bój, stoczyć z nią pojedynek bądź mieć go za partnera broni.

2015-01-22-221145.jpg

Graficznie Samurai Warriors 4 wypada bardzo dobrze. Przerywniki filmowe wyglądają cudownie, zapewniając nam przyjemne wrażenia z seansu. Także modele postaci czy efektowność ataków wypada świetnie. Przyczepić się można od trochę pustych map, ale jest to bardziej szukanie wad na siłę, ponieważ i tak cały ekran konsoli jest zawalony wrogimi jednostkami, których jednoczesna ilość jest bardziej niż zadowalająca. Trzeba przy tym zaznaczyć, że gra prawie w ogóle nie traci na płynności, co jest wręcz niespotykane w grach z serii Warriors na Vitę. Wygląda na to, że producent wyciągnął wnioski z wydanych poprzednio pozycji oraz w końcu wykorzystuje nabyte doświadczenie, i to się chwali. Ostatnim aspektem, który pozostał do zaprezentowania, jest ścieżka dźwiękowa. W pełni oddaje dawne czasy Japonii, bardzo dobrze wpasowując się w zaprezentowany grafiką i historią klimat, mimo że muzycy wymieszali dawne i współczesne instrumenty z elektroniką. Dodając do tego starannie wykonany japoński dubbing otrzymujemy kolejną, porządnie przygotowaną warstwę audio.


Plusy:

  • Płynność rozgrywki
  • Ilość jednocześnie wyświetlanych jednostek
  • Rozbudowany system ataków
  • Forma przedstawienia historii

Minusy:

  • Puste mapy
  • Mało zróżnicowana rozgrywka

Fabuła: 7
Grafika: 8
Audio: 8
Gameplay: 6

OGÓLNA: 7.3/10


Serdecznie dziękujemy Koei Tecmo za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Omega Force
Wydawca: Koei Tecmo
Data wydania: 21.10.2014 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 3 GB
Cena: 159 PLN

Advertisements