Dawno, dawno temu było sobie szczęśliwe, spokojne królestwo prowadzone ścieżką dobrobytu i potęgi przez zacnego króla i nobliwą królową. Legendarnymi źródłami świetności owej krainy były miecz Aventuril oraz magiczny klejnot, które trzymano w sekretnym, bezpiecznym miejscu.  Dodatkowo dwoje królewskich dzieci, księżniczka Wilma i książę Wilbert, swoją urodą i odwagą przynosiły nadzieję na to, że przyszłość będzie rysować się w równie świetlanych barwach, jak pełna dobrobytu teraźniejszość. Czy coś może pójść nie tak w tak szczęśliwym miejscu? Przekonajmy się…

Recenzję napisała Nadtechnecjanna

Pośród produkcji AAA gra niezależna musi się jakoś wyróżniać, by nie zostać zupełnie przysłoniętą dobrym marketingiem większych marek. SwapQuest, można powiedzieć, jest sztandarowym indykiem walczącym z większymi produkcjami – ma dość ciekawą koncepcję, a techniczne niedoskonałości stara się nadrobić grywalnością, mnogością opcji i klimatem. Najpoważniejszym orężem omawianej produkcji jest ciekawe połączenie dwóch pozornie niepasujących do siebie systemów gry oraz dość rzadki klimat high fantasy.

Swap1

Fabuła zaczyna się zachęcająco: oto na nasze piękne, spokojne królestwo znienacka napada Horda, czyli potworna, fioletowa mgła po brzegi wypełniona różnymi monstrami i pułapkami. W trakcie najazdu drogocenny miecz zostaje ukradziony, a magiczny klejnot rozbity na dwanaście odłamków, które następnie zostają rozrzucone po całym królestwie. Zgodnie z wiedzą powszechną niemożliwym jest pokonanie strasznego najeźdźcy bez legendarnej broni i ochrony czarodziejskiego kryształu, więc księżniczka lub książę (zależnie od naszego wyboru) musi ruszyć w drogę i odzyskać niezbędny ekwipunek. Dopiero po wykonaniu tego zadania zdoła uwolnić rodziców z macek Hordy i ostatecznie rozprawić się z nieprzyjacielem. Tyle dowiadujemy się podczas sekwencji początkowej i… i to właściwie wszystko, jeśli chodzi o fabułę. Następna wstawka fabularna, a raczej blok tekstu z kilkoma obrazkami, pojawi się na naszym ekranie po ukończeniu całej gry. Zaiste, podczas całej naszej wędrówki, zaliczania kolejnych krain, pokonywania bossów, historia nie uzupełnia się ani troszkę. Nie spotkamy żadnych postaci dodatkowych, nic nowego się nie wydarzy, o niczym się nie dowiemy, możemy również zapomnieć o zwrotach akcji. Nie da się ukryć, że w kwestii fabularnej SwapQuest jest wręcz ikoną zaprzepaszczonej okazji.

Swap2

Jak już wspomniałam, gameplay jest zręczną mieszanką systemu RPG i elementów logicznych typu tile-swapping, znanych z np. klasycznej Pipe Manii. Nasze zadanie polega na przechodzeniu kolejnych plansz poprzez układanie przed protagonistą ścieżek. Dzięki temu będziemy mieli sposobność walczyć z licznymi potworami (wśród których zawsze obecny jest tzw. mid-boss, za którego otrzymujemy specjalne bonusy), otwierać skrzynki ze skarbami i pokonywać przeszkody typowe dla danej krainy, np. rzekę czy liany. Jest to system łatwy do opanowania, ale niespodziewanie trudny do wymasterowania. Musimy bowiem grać rozważnie, ale i szybko, gdyż plansza przesuwa się sama w stronę mety. Poza tym goni nas złowroga Horda, a spotkanie z nią odbiera nam sporą część energii. Każdorazowo, przechodząc planszę, otrzymujemy od gry trzy losowe wyzwania. Za wykonanie każdego z nich przewidziana jest nagroda w postaci klejnotów, które są ważnym elementem rozwoju naszej postaci, więc warto się starać. Element RPG jest bardzo wyraźnie zarysowany i nadspodziewanie rozbudowany. Mamy do wyboru sześć klas różniących się statystykami, sposobem awansu i specjalnymi zdolnościami. Poza tym w zamian za klejnoty możliwe jest zdobywanie nowych zdolności, ulepszanie już posiadanych i zaklinanie ekwipunku. Jeśli pragniemy wyposażyć postać w coś nowego, możemy odwiedzić bazar i zakupić mocniejszą broń czy zbroję. Natomiast wybór klasy ma całkiem spory wpływ na sposób przebiegu rozgrywki i wymusza konkretny styl grania, więc można pokusić się o kilkukrotne przejście gry, zwłaszcza że pojedyncza linia fabularna zajmuje około pięć godzin, co jest wynikiem dość mizernym.

Sterowanie jest kwestią naszego wyboru – możemy układać puzzle palcami, możemy też wybrać drążek analogowy. Ja nie umiałam się przyzwyczaić do sterowania dotykowego, gdyż zbyt wiele sobie zasłaniałam podczas miziania różnych części ekranu. Sterowanie analogiem z kolei było dla mnie minimalnie zbyt wolne, jednak dawało radę. Warto dodać, że całe menu główne i system kupowania ulepszeń w pełni reaguje na dotyk.

Swap3

Po świecie poruszamy się ściśle wytyczoną ścieżką, choć czasem stajemy na rozstaju dróg. Wybór warunkuje nam kolejność poznawanych krain, które przemierzamy, np. możemy wybrać drogę przez pustynię albo przez lodowe pustkowie. Nie oznacza to jednak, że nie zapoznamy się z wszystkimi dostępnymi planszami – przed finalną walką wszystkie lokacje stają się dostępne i koniecznie musimy odwiedzić te, w których jeszcze nie byliśmy, by zdobyć wszystkie odłamki kryształu. Interesującą kwestią są walki z bossami, które, muszę przyznać, są dość wymagające, zróżnicowane i zmuszają do obrania odpowiedniej taktyki. Nietrudno się domyślić strategii prowadzącej do zwycięstwa, jednak dobrze poczuć czasem radość kombinowania. Co jakiś czas mamy jeszcze możliwość zaliczyć dodatkową planszę-wyzwanie, która przetestuje nasz refleks i umiejętność dostosowania rytmu działania do warunków na mapie. Niektóre są super proste, inne frustrujące i zmuszające do wielokrotnych prób. Na szczęście nie musimy zaliczyć wszystkich, ale, biorąc pod uwagę hojną nagrodę za każdą z nich, jest to opłacalne.

W ramach kontentu dodatkowego otrzymujemy „Endless Mode”, czyli tryb wyzwania, gdyby ktoś wciąż był głodny przesuwania puzzli i tworzenia ścieżek. W takim wypadku czeka nas mnóstwo pysznej zabawy i pipe-swappingu. Jeśli ktoś jednak nie jest zainteresowany, to gra nie ma nic więcej do zaoferowania.

Swap4

Oprawa wizualna to jakże częsta w indykach pikselowa, barwna replika grafik ze starych, 8-bitowych systemów. Poszczególne krainy znacznie się od siebie różnią – każda ma swój klimat, charakterystycznych wrogów, czasem nawet inny wygląd skrzynek czy specjalnych dodatków, jak np. nagrobków w planszach na cmentarzysku. Również każda z klas otrzymała własny projekt postaci, więc raczej trudno pomylić łuczniczkę i wojowniczkę. Tła sprawiają wrażenie dość starannie przygotowanych, jednak nie imponują urodą – są to przeciętnej jakości pixelarty i w wielu grach widywałam o wiele lepsze. Mimo to grafika nie razi – jest kolorowa, wyraźna, dobrze spełnia swoje zadanie i ładnie wpasowuje się w klimat high fantasy.

Dźwięk przeważnie wyłączałam, gdyż piskliwe odgłosy wydawane przez heroinę raniły moje uszy. Muzyka w tle istnieje, jednak jest bardzo krótka i jej częste zapętlanie sprawia wrażenie skrajnej monotonii. Poza tym utwory również nawiązują do ośmiobitowej klasyki, co może i nadaje grze kompletnie oldskulowy wydźwięk, ale na dłuższą metę dość trudno z tym wytrzymać.

Swap5

Podsumowując, SwapQuest jest grą, która prawdopodobnie pretendowała do miana rozbudowanej produkcji RPG z elementami logicznymi oraz fabułą w klimacie high fantasy. Ostatecznie jednak została zredukowana do prostej gierki, idealnej do podróży pociągiem (jak w moim przypadku) lub krótkich sesji zręcznościowych wygibasów w poczekalni albo tuż przed spaniem. Sam pomysł i jego realizacja czynią gameplay przyjemnym, ale zupełnie niewciągającym, a totalny brak fabuły między wprowadzeniem a zakończeniem nie daje nam żadnej motywacji do poruszania się naprzód. Jeśli jednak mamy wolne dziesięć minut i planujemy zabić jakoś czas, wtedy jest to idealna propozycja.


Plusy:

  • Klimat high fantasy (ale nie ma smoków)
  • Ciekawe połączenie RPG i gry logiczno-zręcznościowej
  • Dobrze skonstruowany system rozwoju postaci

Minusy:

  • Nie wciąga, ale jest dobra na pojedyncze, krótkie sesje
  • Drażniący dźwięk
  • Szczątkowa fabuła

Dźwięk: 4
Grafika: 6
Gameplay: 5,5

Ocena: 5,5/10


Serdecznie dziękujemy Rebusmind
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Rebusmind
Wydawca: Rebusmind
Data wydania:
24.02.2016 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 99 MB
Cena: 29 PLN

Advertisements