Sezon ogórkowy trwa w najlepsze i nie oszczędza także PlayStation Vita. Po kilku mocnych tytułach z początku tego roku teraz musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać na jesienny rzut hitów. Nie  oznacza to jednak, że nasze konsolki koniecznie muszą trafić do kąta i zbierać kurz – co to, to nie – w końcu twórcy niezależni nieustannie dostarczają nam nowe propozycje na wakacyjną nudę. Jedną z nich jest Men’s Room Mayhem – mała gra za dziewięć złotych. Czy warto dać za nią te parę groszy? Sprawdźmy.

Recenzję napisał: kaszana

Po uruchomieniu gry przywita nas minimalistyczne główne menu, z poziomu którego rozpoczniemy naszą zabawę, pogrzebiemy w mało istotnych opcjach oraz dowiemy się, jak grać. Właśnie… Pewnie zachodzicie teraz w głowę, co to w ogóle jest i „z czym to się je?” Już spieszę z wyjaśnieniami. W Men’s Room Mayhem przyjdzie przybrać nam rolę babci (a może dziadka?) klozetowej w męskiej toalecie. Pomysł dość absurdalny, ale nabiera sensu, gdy zorientujemy się, jak wygląda właściwa rozgrywka.  Konwencja zabawy powinna być znana posiadaczom smartfonów lub innych urządzeń z ekranami dotykowymi. Całość funkcjonuje na wzór gier w stylu Air Control. Z tą różnicą, że tam kierowaliśmy ruchem samolotów na lotnisku, a tu mamy facetów, którzy koniecznie muszą załatwić potrzeby fizjologiczne. Tak więc z lotu ptaka obserwujemy budynek WC, a poprzez smyranie ekranu dotykowego Vity wskazujemy potrzebującym drogę do kabin lub pisuarów. Następnie klientów, którzy już zrobili, co mieli do zrobienia, posyłamy do wyjścia lub dla bonusu punktowego kierujemy ich do umywalki, by tam kulturalnie odświeżyli dłonie.

mens room2

Klienci nadchodzą falami, trwającymi określony (na początku każdego etapu) czas. Wraz z kolejnymi nalotami jest ich więcej i pojawiają się z jeszcze większą częstotliwością, więc coraz trudniej obsłużyć wszystkich. Jeżeli każemy komuś dłużej czekać, po prostu załatwi się na podłodze, co spowoduje wzrost wskaźnika chaosu. Dla urozmaicenia, oprócz kałuż moczu, na podłodze pojawią się także kałuże krwi powstające w wyniku bójek zderzających się panów. Pięć takich nieciekawych sytuacji skończy się zwolnieniem. Na nasze szczęście po każdej z fal możemy poprawić stan czystości naszego budynku. Dokonamy tego, ponownie za pomocą smyrania ekranu, myjąc podłogę (aby w ten sposób zredukować poziom chaosu) czy, dla kolejnych punktów, sedesy, pisuary i umywalki. Żeby nie było nudno, przed każdą nową rozgrywką otrzymujemy zestaw zadań do wykonania. Tym sposobem czeka nas np.: posłanie czterech klientów do umywalki w ciągu jednej fali czy obsłużenie stu ludzi w ciągu całej gry. Jeżeli wykonamy 25 zadań z pierwszej puli, otrzymamy brązowy medal, kolejne 25 zadań to już medal srebrny, a wypełnienie ostatnich i najtrudniejszych dwudziestu pięciu zapewni nam złoto (zdobyte medale przekładają się na trofea PlayStation tego samego koloru). Wykonywanie tych wyzwań daje niesamowitą frajdę (im dalej w las, tym trudniej) i pozwala naprawdę wciągnąć się w rozgrywkę. Dodatkowo bardziej wymiernie odzwierciedla umiejętności gracza aniżeli zwykłe wyniki punktowe, które po każdej grze wysyłamy na serwer do rankingu online. Co ważne, zaliczanie zadań jest także warunkiem odblokowywania kolejnych poziomów. W grze oddano nam bowiem do dyspozycji kilka różnych toalet w odmiennych sceneriach, z innym układem sedesów, pisuarów i umywalek.

mens room3

W trakcie naszej zmiany często pojawią się goście z potrzebą wysikania się. Jednak chlebem powszednim są także panowie z cięższym ładunkiem. Tych posyłamy oczywiście tylko i wyłącznie do kabiny, co niejednokrotnie wprowadza zamieszanie.  Poza motywem ulżenia sobie, różnorodność wprowadzą specjalni klienci w danych lokalizacjach. I tak np. w przypadku toalety na plaży odwiedzi nas mięśniak, który sam wytyczy sobie drogę, krzyżując nasze plany, a w szaletach koncertowych gościć będziemy hipisa, który czasami zacznie tańczyć i zapomni, którędy miał iść. Tacy klienci to bardzo przyjemne urozmaicenie zabawy, po którym rozróżnimy poszczególne poziomy.

mens room4

Oprócz klasycznego trybu zabawy, Men’s Room Mayhem oferuje także „Blitz Mode”. Po wybraniu poziomu, na którym chcemy zostać dyspozytorem ruchu, przy drzwiach wejściowych staje delikwent, którego musimy obsłużyć. Gdy tylko odsunie się od drzwi na bezpieczną odległość, zaraz pojawia się następny. Nie ma tu więc wielkiej presji, bo tempo dostosowujemy sobie sami, ale cała zabawa polega na tym, by w jak najkrótszym czasie zająć się potrzebami jak największej grupy ludzi. Całkiem miła koncepcja, jednak wydaje mi się, że dla większości będzie to tylko ciekawostka i dosyć szybko porzucicie ją na rzecz tradycyjnej gry. Niemniej jednak „Blitz Mode” wciąż pozostaje wartościowym urozmaiceniem.

Na koniec kilka słów o oprawie audiowizualnej. Men’s Room Mayhem oferuje całkiem przyjemną dla oka rysowaną grafikę. Co więcej, zastosowanie takiego, a nie innego designu umożliwiło przedstawienie pewnych postaci w sposób humorystyczny i stereotypowy, za co z pewnością należy się duży plus dla twórców. Tak samo muzyczka przygrywająca w menu dobrze spełnia swoją rolę – wpada w ucho i, co najważniejsze, nie męczy. Również inne dźwięki nagrane zostały fachowo, dlatego odgłosy bójek czy polerowanych przez nas umywalek nie rażą jakąkolwiek sztucznością.

mens room5


Opinia: kaszana

Przyszła pora, aby odpowiedzieć na pytanie postawione we wstępie. Tak, Men’s Room Mayhem jest warte tych dziewięciu złotych, które życzą sobie panowie z Sawfly oraz Ripstone. Oczywiście nie jest to tytuł, który porwie was na godziny i sprawi, że zapomnicie o bożym świecie. Lecz jeśli szukacie małej gierki, dobrej na krótkie sesje w autobusie czy tramwaju – trafiliście bardzo dobrze. To jedna z bardziej rozbudowanych pozycji tego typu, dodatkowo oferująca ciekawą tematykę.

Ocena: 7,5/10


Opinia: MorfiTM

Odpalając ten tytuł czułem się zniesmaczony. Taka reakcje na Men’s Room Mayhem nie wynikała jednak z tematyki poruszanej w grze, lecz po moich oczekiwaniach względem developera gry – Sawfly Studios. Wielu z was może nie kojarzyć tego studia, lecz zostało ono stworzone przez czołowych pracowników Sony Liverpool Studio. To właśnie ci panowie odpowiadali za serię Wipeout. Dlatego czułem się zawiedziony i zniesmaczony nową produkcją ludzi, którzy odpowiadali za majstersztyk, za jaki uważam serię Wipeout.

Moja opinia uległa zmianie po dwóch pierwszych godzinach gry, których w ogóle nie zauważyłem. Ten tytuł to pożeracz czasu, nie raz grając w Men’s Room Mayhem wysiadłem nie na swoim przystanku, ponieważ tak się skupiłem na pokonaniu kolejnego poziomu. Jeśli miałbym podać jakąś wadę tego tytułu, byłoby nią znużenie jakie doświadczyłem po dłuższej sesji gry. Muzyka i wiecznie powtarzane schematy stają się nieznośne.

Czy zakup Men’s Room Mayhem można porównać do spuszczenia gotówki w toalecie? Nie, uważam wręcz, że spędzicie niezapomniany czas w toalecie grając w grę rozgrywającą się w toalecie.

Ocena: 7,5/10


Plusy:

  • Kilka różnorodnych poziomów
  • Oryginalna tematyka
  • Przyjemna audiowizualnie
  • Na Vicie jedyna w swoim rodzaju
  • Przystępna cena

Minusy:

  • Po pewnym czasie nuży
  • Bywa frustrująca

Ocena: 7,5/10


Serdecznie dziękujemy Ripstone
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Ripstone, Sawfly
Wydawca: Ripstone
Data wydania: 22.05.2013 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 218 MB
Cena: 8,25 PLN

Reklamy