Szósta gra z serii LEGO, która zawitała na PlayStation Vita, nosi podtytuł Przygoda i została oparta na pełnometrażowym filmie o tym samym tytule. Chcieliśmy napisać dla Was recenzję, ale w ostatniej chwili udało nam się skontaktować z głównym bohaterem gry, Emmetem. Korzystając więc z okazji specjalnie dla naszego wortalu przeprowadziliśmy z nim wywiad!

Redakcja: Emmecie, jesteś niezwykłą postacią, od której zależy los świata…
Emmet: Chwilunia! Mówią o mnie „zwykły-niezwykły”, bo tak naprawdę jestem zwyczajnym LEGO-ludkiem, który przez przypadek stał się kimś nadzwyczajnym. Każdemu może się to przytrafić i trzeba o tym pamiętać.
Redakcja: Dziękuję za sprecyzowanie tej kwestii. Zanim zapytamy cię o twoją wielką przygodę, może powiesz kilka słów o sobie?
Emmet: Nie ma o czym mówić, serio. Zamiast rozgrzebywać moje przeciętniactwo sprzed przygody, lepiej od razu przejść do sedna. To był zwykły poranek, jak zawsze wstałem wcześnie rano, bo trzeba chodzić do pracy. Za to wieczorem ze znajomymi chciałem iść do Baru Kibica i cały dzień myślałem tylko o tym. W sumie głównie dlatego, że dają tam przepyszne skrzydełka z kurczaka oraz wielkie parówki. W końcu dniówka się skończyła i spotkałem się z ziomkami, Fredem i Barrym. Oni weszli do do knajpy, a ja jeszcze zdążyłem zauważyć coś dziwnego. I tak to wszystko się zaczęło…

1

Redakcja: Powiesz naszym czytelnikom, co się stało?
Emmet: Jasne. Prezes Biznes wykradł superbroń – Kroplej. Kazał też Złemu Glinie wytropić wszystkich architektów, którzy zawsze wszystko zmieniali. A musisz wiedzieć, że jestem prawdziwym mistrzem zmian.
Batman (w przelocie nad naszym stolikiem przed kawiarnią): Chyba na gorsze!
Emmet: Żartowniś się znalazł…
Redakcja: Emmecie, zostałeś wzięty za „Wybrańca”, ale niemal od razu okazało się, że nim nie jesteś, prawda?
Emmet: Tak, po prostu znalazłem się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Ale nie pomogło mi to wywinąć się z tego całego bałaganu! Musiałem zebrać, a dogodnie napatoczyli się: piękna Żyleta, jej chłopak Batman, Witruwiusz oraz kilka innych postaci. Razem musieliśmy odszukać prawdziwy Klocek Oporu – jedyny przedmiot, który mógł powstrzymać Kroplej.
Redakcja: Rozumiem, że przygoda pod względem fabularnym bardzo ci się podobała?
Emmet: Jeszcze jak! Poznałem prawdziwych przyjaciół, nauczyłem się wielu rzeczy, a co najważniejsze – było zabawnie! Czasem przerażająco i niebezpiecznie, ale i tak śmiesznie! Na przykład nigdy nie zapomnę akcji, którą niemal przypłaciłem zawałem.
Redakcja: Opowiedz ją nam.
Emmet: No więc uciekaliśmy świńskim zaprzęgiem i nagle urwało się jedno koło. Żyleta straciła panowanie nad wozem, a przed nami rozciągała się ogromna przepaść. Prędkość, krzyk, strach, rozumiecie. I właśnie wtedy wpadłem na genialny pomysł – przymocowałem obręcz do swojej głowy, która się obraca o 360°, nie tak jak u was, normalnych ludzi, i w ten sposób zrobiłem z siebie czwarte koło wozu. Sytuacja była naprawdę dramatyczna, ale dzięki mojemu ruszeniu głową zaliczyliśmy szczęśliwe zakończenie!

2

Redakcja: Słyszeliśmy, że przygoda była dość długa i musiałeś wykazać się na wielu polach, to prawda?
Emmet: Jak najbardziej! Zacznę od tego, że miałem ograniczoną liczbę serduszek, to taki odpowiednik stanu zdrowia. Kiedy ktoś mnie uderzył albo wpadłem na coś nieprzyjemnego, serduszko znikało, a gdy straciłem wszystkie, dziwnym trafem przenosiłem się na sam początek danej misji. Co więcej, każdy z 45 poziomów, które musiałem zaliczyć, wymagał zrobienia dodatkowych wyzwań, za które przynajmniej dostawałem złote klocki. Zadania były różnorodne, trzeba było, na przykład, ukończyć poziom w mniej niż ileś tam sekund, zdobyć określoną ilości monet, znaleźć ukryte przedmioty czy nawet zaliczyć misję bez otrzymania obrażeń. O ile niektóre wymagania były znośne, o tyle nad niektórymi spędziłem sporo czasu, a i tak nie skolekcjonowałem wszystkich klocków.
Redakcja: Co jeszcze musiałeś robić, oprócz tych opcjonalnych wyzwań?
Emmet: Podczas podróży często współpracowałem ze swoją niezastąpioną drużyną. Wszystko dlatego, że każdy z nas potrafi coś innego: Żyleta oraz Batman wspinają się na wysokie podesty i robią przeróżne akrobacje, Witruwiusz czaruje, a ja… Ja naprawiam rzeczy, uderzając w nie kluczem francuskim! Poza tym po zebraniu kawałków instrukcji budowaliśmy wspaniałe maszyny. Chociaż mówienie, że my je tworzyliśmy, chyba mija się z prawdą. W jakiś dziwny sposób elementy z listy przesuwały się, żeby dopasować się do szablonu. Ta siła wyższa, która tego dokonywała, musiała się też sprężać, bo im szybciej skończyła, tym więcej pieniędzy dostawałem! Żyć nie umierać, normalnie! Fajnym urozmaicam od biegania, bo ile można biegać, były takie akcje, jak ślizganie się na lodowych powierzchniach i spadanie. Oczywiście musiałem przy tym unikać różnych przeszkód, ale ogólnie było bardzo rozmaicie.
Redakcja: Brzmi super, ale gdzie to wszystko się działo? Mam wrażenie, że nie utknąłeś w jednym miejscu.
Emmet: No pewnie, że nie, byłem w wielu miejscach! Najbardziej jednak zapadło mi w pamięci Chmurokukułkowo. Przez cały pobyt tam szukałem chmur i kukułek – bezskutecznie. Nie wiem, co brał typ, który wymyślił tę i inne nazwy lokacji. Pamiętam również Wąwóz Płaskrzaków i, o dziwo, krzaki wcale nie były tam płaskie! Co do innych miejscówek, trafiłem jeszcze na komisariat, do siedziby Biznesa i nawet Klockburga.
Redakcja: A jak podobały ci się te miejsca? Dobrze wyglądały?
Emmet: Były bardzo przyjemne, zwłaszcza Płaskrzaki, poczułem w nich prawdziwy westernowy klimat. I udało mi się tam zdobyć prawdziwą broń! Kiedy tylko wpadłem do szynku, od razu ją wypróbowałem. Działała bez zarzutu! Ale wracając do pytania… Wszystkie miejscówki, które odwiedziłem, były dość rozbudowane i mogłem w nich zniszczyć bardzo dużo rzeczy. Poziomy były zróżnicowane i bardzo kolorowe, co mi jak najbardziej pasowało.
Redakcja: To zabrzmi dziwnie, ale towarzyszyła ci jakaś muzyka?
Emmet: Tak, składały się na nią dźwięki niszczonych przedmiotów oraz odgłosy zwierząt, kur, świń i innych takich. Nie no, żartuję! Chociaż może dla mojego zdrowia psychicznego lepiej by było, gdybym nie żartował, bo rzeczywiście ciągle przygrywała jakaś muzyczka i nie mam pojęcia, skąd się brała! Z drugiej strony była skoczna, a taką uwielbiam, więc mniejsza o to, czy była w mojej głowie, czy dobiegała z jakiegoś drona z kamerą, który ciągle za mną latał.

3

Redakcja: Emmecie, dziękujemy, że zechciałeś nam poświęcić swój cenny czas. Chcesz coś dodać na zakończenie?
Emmet: Ja też dziękuję za ten wywiad, miło było. Na koniec powiem, że czegoś mnie ta przygoda nauczyła. Otóż współpraca ze wspaniałymi, utalentowanymi ludźmi pozwala dokonać więcej!

Redakcja: Tymi oto słowami żegnamy się z Emmetem – zwykłym klockowym ludkiem, który przeżył przygodę swojego życia i na pewno długo jej nie zapomni, podobnie my.


Słów kilka dla łowców trofeów

LEGO Przygoda to zupełnie inna gra niż dotychczas przedstawione nam pozycje z serii LEGO. Na platynę trzeba zapracować, nie wpada za samo ukończenie gry w trybie fabularnym oraz swobodnym. Trofea wymagają nie tylko ukończenia konkretnych poziomów, ale również sprostania wszystkim wyzwaniom czasowym i wykonania każdego multiwyzwania. Znalazły się tu również dość czasochłonne trofea, które zdobywa się po, np., pokonaniu 100 przeciwników za pomocą ciosów specjalnych. I mimo że poziomy w grze są dość szybkie do zaliczenia, tak próba zrobienia wszystkiego zajmie znacznie więcej czasu i może też stanowić wyzwanie, zwłaszcza dla młodszych graczy.


Plusy:

  • Wciągający wątek fabularny
  • Humorystyczne scenki i przerywniki filmowe
  • Dodatkowe wyzwania i zwiększony poziom trudności
  • Możliwość sterowania pojazdami
  • Oprawa audiowizualna
  • Poprawne polskie napisy

Minusy:

  • Opcjonalne wyzwania lubią się powtarzać
  • Edytor klocków mógłby być bardziej rozbudowany
  • Brak polskiego dubbingu

Grafika: 8
Dźwięk: 8
Fabuła :8

Gameplay: 8
Ogólna: 8/10


Producent: Traveller’s Tales
Wydawca: Warner Bros. Interactive Entertainment
Data wydania: 07.02.2014 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 1,5 GB
Cena: 79 PLN

Advertisements