Mieszkańcy Królestwa Wester przyzwyczaili się do prostego życia. Ostatni ze smoków zagrażających ludności poległ trzydzieści lat temu. Jednak w dniu ceremonii koronacji młodego księcia Marlona spokój został przerwany, a ludzie znów zobaczyli widmo czyhającej na nich śmierci.

Napisał: Szponix

Co zdarzyło się w tym doniosłym dniu oraz o innych wydarzeniach w królestwie, dowiemy się w trzech rozdziałach gry Dragon Fantasy Book I. Każdy z nich opisuje historię innego bohatera – Ogdena Thomasa, Andersa Westera oraz Jeralda Southwinda.

Ogden za czasów swojej młodości zabił wszystkie smoki, dzięki czemu została okrzyknięty mianem bohatera Westeru. Jednak czas nie był dla niego łaskawy. Pomijając już wiek, wyłysiał i mocno utył. Lecz, mimo upływu lat,  wciąż czuje w sobie bohaterskie powołanie i nieustannie próbuje to udowodnić innym, chociażby ratując kociaki, które utknęły na drzewach.

Anders jest spadkobiercą tronu, któremu po wielu latach wyczekiwania w końcu udało się na nim zasiąść. Szybko jednak stało się jasne, że nie ma absolutnie żadnych predyspozycji do rządzenia królestwem, nawet wydawanie poleceń mu nie wychodzi. Co więcej, jest bardzo leniwy, dlatego w bajki, które opowiada o swojej bohaterskiej krwi, nikt nie wierzy.

Ostatnim protagonistą jest Jerald Southwind – złodziej zamieszkujący pustynie należące do Imperium Sandheim. Wierzy w złodziejski honor oraz należy do gildii tegoż zawodu. Gardzi jednak piratami i zrobi wszystko, żeby utrzeć im nosa oraz dać do wiwatu.

Podczas podróży trzech grywalnych bohaterów natrafimy na wiele innych postaci. Dla przykładu, z tych ciekawszych, można wymienić Człowieka Lasu – starego, tajemniczego kucharza mieszkającego w lesie, który nie pamięta swojego imienia oraz skąd pochodzi i jaki ma cel w swoim życiu; Ramonę Southwind – siostrzenicę Jeralda, która w dzieciństwie straciła matkę; oraz Serpenta Diablo – płatnego zabójcę bez wyrzutów sumienia, który za odpowiednie wynagrodzenie przyjmie każde zlecenie.

2014-07-09-225801.jpg

W kwestii gameplay’u Dragon Fantasy Book I to typowa gra RPG wzorowana na staroszkolnych japońskich produkcjach. Dotyczy to także grafiki, więc nie doświadczymy tu perfekcyjnego 3D, bijących po oczach wybuchów, czy  wyreżyserowanych z rozmachem mrożących krew w żyłach scen. Produkcja nadrabia te „braki” innymi walorami. Głównym elementem rozgrywki jest eksploracja świata oraz wykonywanie różnych zleceń. Produkcja przypomina takie gry jak pierwsze Finale czy nowsze My Fantasy Online 2 (gra przeglądarkowa) oraz Rainbow Moon. I mimo że nie jest tak rozbudowana jak przytoczone pozycje, podczas gry można odnieść wrażenie dużego i zróżnicowanego świata, w którym nasi bohaterowie nie mają lekkiego życia.

Świat gry dzieli się na kilka lokacji, do których dotrzemy wraz z postępem historii danego protagonisty. Odwiedzimy Castle Wester, Derwent Village, Bluefin oraz pięć innych miejscówek otoczonych lasami, pustyniami, a nawet oceanem. Podczas podróży do kolejnych miejsc napotkamy na licznych przeciwników, którzy (skutecznie) będą próbowali nas zgładzić. Niestety walki z nimi  są bardzo schematyczne, gdy już znajdziemy najlepszy sposób ich eliminacji, a możemy to robić za pomocą ataków fizycznych i magicznych. Na szczęście zróżnicowanie oponentów jest naprawdę spore. Napotkamy bestie przypominające kamienie, ptaki, rośliny, wilki, pająki, ale nie brakuje też bardziej fantazyjnych potworów, jak duchy, magowie czy zombie. Dodatkowo każdy z przeciwników posiada własne umiejętności specjalne, np. uśpienie czy zatrucie. Aby sobie z tym wszystkim poradzić, twórcy nie pożałowali nam zaklęć oraz ekwipunku, w skład którego wchodzi broń, zbroja, tarcza oraz nakrycie głowy.

2014-07-10-013025.jpg

Jednak, żeby w ogóle zacząć myśleć o lepszych narzędziach ataku i obrony, najpierw będziemy potrzebować monet, dużo monet. Zbierzemy je z porozrzucanych tu i ówdzie skrzyń, a także, a raczej przede wszystkim, od zlikwidowanych oponentów. Niestety nie ma róży bez kolców – gdy tylko przeciwnik nas zabije, zostaniemy wskrzeszeni w ostatnio odwiedzanej lokacji z sakwą o połowę lżejszą. Początkowo jest to bardzo duża strata, gdyż zbierane za wygraną walkę monety nie przekraczają 20 sztuk na raz,  a ekwipunek potrafi kosztować tysiące, więc na początku liczy się każdy grosz. Wraz z postępem pieniądze będą wpadać w coraz większych ilościach i, koniec końców, nie będziemy mieli na co ich wydawać. Nim to jednak nastąpi, przyjrzyjmy się użytecznym mieszkańcom wiosek oraz sprawdźmy, na co możemy przeznaczyć uciułane monety.

W miastach, oprócz handlarzy broni, spotkamy kupców dysponujących wieloma innymi towarami. Będą oni sprzedawać lecznicze zioła, przedmioty umożliwiające ucieczkę z dungeonu czy oczyszczające z negatywnych statusów. Towarów jest naprawdę sporo, a wraz z postępem pojawiać się będą coraz lepsze (i droższe). Znajdziemy też usługodawców – u księdza zapiszemy stan gry, a u bankiera (o dziwo bez ukrytych kosztów) możemy odkładać zebrane złoto. Niestety bankier przyjmuje tylko minimum 1000 sztuk monet oraz wielokrotności tej kwoty. Oczywiście na stan naszego konta nie ma wpływa porażka na polu walki. A gdy już nam się uda z niego wrócić w jednym, choć nadszarpniętym kawałku, za „drobną” opłatą będziemy mogli się przespać w tawernie i tym samym zregenerować siły.

Ostatnim z bardziej przydatnych miastowych jest tzw. rekruter i znajdziemy go tylko w drugim rozdziale, grając Andersem. Rekruter przydzieli nam przyjaciół, którzy wspierać nas będą podczas wędrówki. Tylko w tym chapterze będziemy grać w drużynie oraz napotykać kilku przeciwników na raz. W pierwszym oraz trzecim skazani jesteśmy na samotną wędrówkę.

2014-07-10-194328.jpg

Wspomniałem wyżej o zaklęciach, pora napisać o nich coś więcej. Będziemy je odblokowywać wraz z awansem na kolejne levele. Jest ich sporo, bo ponad 20, a dodatkowo kilka z nich jest unikatowych dla danego protagonisty. Na liście czarów, które brzmią jak ze świata Harry’ego Pottera, znajdą się takie, które nas uleczą, otrują przeciwnika, zadadzą mu spore obrażenia, a nawet umożliwią wydostanie się z dungeonu czy powrót do odwiedzonego wcześniej miasta. Oczywiście teleportację odblokujemy dopiero pod koniec gry, gdy tak naprawdę będzie nam potrzebna jeszcze może z 3-4 razy. Kosztem użycia danej umiejętności są punkty magii, które zregenerujemy odpowiednim lekarstwem kosztującym 500 sztuk złota. Możemy również udać się do tawerny, zapłacić parę groszy i obudzić się z pełną mocą. Pytanie tylko, czy wcześniej w jednym kawałku zdołamy dostać się do pobliskiej wioski…

Naturalną kolejną rzeczą każdy zdobyty wyższy poziom postaci jest premiowany podniesieniem statystyk. W ich skład wchodzą: siła, zwinność, inteligencja, witalność, szczęście, atak, obrona fizyczna i obrona magiczna. Jedynie na atak oraz obronę mamy jakiś wpływ – oprócz standardowych punktów otrzymanych po awansie, jest uzależniona także od dzierżonego ekwipunku. Brakuje tu niestety systemu znanego z nowszych RPG, w którym sami rozwijamy wybrane statystyki.

Na minus można też zaliczyć brak dwóch bardzo istotnych elementów – mapy świata oraz podglądu misji, które mamy wykonać. W związku z tym często gramy po omacku i wchodzimy do jaskiń, do których nie było potrzeby zaglądać.

2014-07-10-224427.jpg

Oprawa wizualna jest bardzo kontrowersyjna. Z jednej strony jest naprawdę klimatyczna i można ją polubić, z drugiej jednak zostanie na starcie skreślona przez wielu graczy lubujących się w świeżutkim 3D. Czy jednak ze względu na dwuwymiarową grafikę, w której piksele można liczyć gołym okiem, mamy zrezygnować z zakupu Dragon Fantasy Book I? Zdecydowanie nie. Na pochwałę zasługuje różnorodność oraz szczegółowość przeciwników. Pająki, rycerze czy dziwne pnącza wyrastające z ziemi fajnie prezentują się w tej stylistyce. Oczywiście, oprócz unikalnych przeciwników, natrafimy też na ich kopie zaprezentowane w innej kolorystyce. Warto również wspomnieć, że każdy chapter to zupełnie inne bestie do ubicia.
O ile przeciwnicy są zróżnicowani, o tyle miasta czy wioski już nie. Niemal identyczni mieszkańcy, a także podobne elewacje budynków dają się we znaki. Można mieć czasem wrażenie, że już byliśmy w danym miejscu, mimo iż odwiedzamy je po raz pierwszy. Usprawiedliwieniem powtórzeń może być fakt, że za design niemal całej gry odpowiada jeden człowiek – Adam Rippon, który również  pełnił rolę reżysera oraz programisty (misje, walki). Mając to na uwadze, dobrze się stało, że za pomocą projektów potworów powiew różnorodności wprowadził Kevin James.

Oprawa audio jest bardzo słaba, męcząca oraz doprowadzająca do furii. Co prawda początkowo słychać urokliwy utwór, który wpada w ucho, lecz szybko się okazuje, że jest krótki i zapętlony. Koniec końców, dłuższe przebywanie w jednym mieście skutkuje zapauzowaniem gry i koniecznością dłuższego odpoczynku. Również udźwiękowienie walk nie jest niczym nadzwyczajnym, ot zwykłe stuki i puki. Naprawdę można było stworzyć lepsze utwory i, przede wszystkim, o wiele dłuższe. Bez wątpienia oprawa audio jest największą wadą produkcji.

Na koniec pozostawiłem mały smaczek – przy tworzeniu gry pomagała ekipa, która pracowała przy Final Fantasy I-VI, a także osoby odpowiedzialne za Dragon Quest. Może świadczyć to tylko o tym, jak bardzo twórcy przykładali się do stworzenia swego dzieła oraz o tym, że nie jest to zwykła, płytka popierdółka nastawiona tylko na zysk.2014-07-11-182835.jpg

Reasumując cały powyższy wywód, Dragon Fantasy Book I to historia trzech bohaterów, którzy przeżywają niebezpieczne przygody. Dająca się lubić, klimatyczna oprawa wizualna, zróżnicowani przeciwnicy i całkiem ciekawe misje sprawiają, że aż chce się pchnąć fabułę dalej i poznać zakończenie. Choć opowieść nie jest najwyższych lotów, samo wykonywanie misji i eksploracja otoczenia dają sporo frajdy. Oczywiście gra nie jest idealna – tragiczne udźwiękowienie oraz zdecydowanie zbyt duża liczba walk polegająca na schematycznym klepaniu ataków sprawiają, że od rozgrywki trzeba czasem odpocząć. Na szczęście nie będzie to odpoczynek permanentny, gdyż za grą dość szybko powinniśmy zatęsknić. Poza tym dodatkowe godziny z produkcją zapewni czwarty rozdział, który został zatytułowany „A Minecraft Adventure”. Historia w nim opowiedziana rozgrywa się w uniwersum łudząco przypominającym tytułową grę. Odpowiedź na to, jaka jest to opowieść oraz co ma wspólnego z głównym wątkiem, pozostawiam już Wam.

Playtime gry wynosi mniej więcej 17-20 godzin i w takim też czasie powinniśmy zdobyć 100% trofeów, oczywiście o ile odpowiednio wcześniej się z nimi zapoznamy. Czy w chwili obecnej kupiłbym tę produkcję za cenę podaną w PS Store (29 PLN)? Myślę, że tak. W końcu otrzymujemy całkiem długi i rozbudowany tytuł, który da nam sporo frajdy. Jednakże niezdecydowanym polecam poczekać na jakąś promocję, która prędzej czy później na pewno się pojawi. Jeśli tylko będziecie mogli nabyć grę do 20 PLN, śmiało bierzcie się za nią!


Plusy:

  • Ogrom świata
  • Wiele zaklęć
  • Zróżnicowani przeciwnicy
  • Oprawa wizualna, którą można polubić
  • Długi czas gry

Minusy:

  • Nużąca na dłuższą metę rozgrywka
  • Brak podglądu misji oraz mapy
  • Zbyt duża liczba walk
  • Oprawa dźwiękowa

Grafika: 7
Dźwięk: 3
Fabuła: 6

Gameplay: 6.5
Ogólna: 6.5/10


Serdecznie dziękujemy Muteki Corporation za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


 

Producent: The Muteki Corporation
Wydawca: The Muteki Corporation
Data wydania: 16.04.2013 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 210 MB
Cena: 29 PLN

Advertisements