Kiedyś Big Cyc śpiewał „Atakują klony, będą nas miliony”. Oczywiście kontekst nie miał nic wspólnego z grami, ale teraz możemy go przenieść na pochodne cudownego objawienia elektronicznej rozrywki, jakim niewątpliwie było Angry Birds. Tak, dzisiaj zajmiemy się kolejnym klonem uproszczonego celowania i zbijania przeciwników, czyli Tennis in the Face.

Uraczyło nas nim studio 10tons, które rok wcześniej dało nam okazję pobawić się podobnymi zasadami w grze King Oddball. Tym razem, zamiast w dziwną kreaturę, wcielimy się w zhańbionego tenisistę, Pete’a Pagassiego. Zawodowy sportowiec wpadł w uzależnienie od napoju energetycznego Explodz, przez co został skreślony z listy zawodowych graczy. Po udanym odwyku tenisista postanawia wydać wojnę korporacji, która sprzedaje napój z dodatkiem uzależniających środków. Droga ku temu będzie wiodła metrem przez miasto, a o jej postępach poinformują nas nagłówki gazet. Prosty, humorystycznie zarys historii jest jednak tylko pretekstem do siania zmieszczenia na ponad stu poziomach, więc nie ma nawet potrzeby fatygować się z wystawianiem oceny dla tego elementu gry.

Tennis1

Przechodzimy na korty, które obskoczymy na ośmiu terenach miejskich. Mimo że jest ich aż tyle, nie przekłada się to na zbytnią różnorodność plansz. Po prostu każdy nowo odkryty kawałek mapy będzie dodawał do puli kolejny element przeszkadzający piłce w swobodnym odbijaniu się oraz, ewentualnie, przeciwników. Tych też wielu nie ma, ponieważ stanowią pięć podstawowych postaci z ewentualnymi wariacjami. Skoro już przy nich jesteśmy, można w końcu wyjaśnić, na czym polega rozgrywka. Naszym celem jest nic innego, jak eliminacja sługusów i ślepych wielbicieli korporacji, a dokonamy tego uderzając w nich piłką do tenisa. Najlepiej punktowane będą trafienia w głowę, trochę mniej otrzymamy za resztę ciała. Sęk w tym, że za każdym razem mamy ograniczoną liczbę piłek i/lub puszek z kopaczem, a liczba sprzedawczyków oczywiście ją przewyższa. Musimy więc tak celować, aby każdym strzałem zbić jak najwięcej wrogów lub jak najlepiej oczyścić drogę dla piłki puszczonej następnym serwem. Zasadniczo wszystkie plansze są tak pomyślane, że nie sprawią nikomu większych problemów, przynajmniej w kwestii zwykłego ich zaliczenia. Obmyślenie strategii zdobycia jak największej liczby punków i zmierzenie się w limicie amunicji to już kwestia, która zabierze więcej prób. Co ciekawe, sami przeciwnicy nie będą zbytnią przeszkodą, ponieważ tenisówka przez nich przenika. Problem będą jedynie stanowić stroje ochronne i tarcze, a także różnej maści ścianki, barierki i inne twarde przeszkadzajki. Jednak największą bolączką będą szkło i śmiecie, które zepsują piłkę, gdy ich dotknie.

Poza drogą do fabryki, która wiedzie przez około sto plansz, w każdym kwadracie czeka na nas dodatkowe, pomniejsze wyzwanie. Pierwszym z nich jest sieciowa tabela wyników zbierająca punkty za zaoszczędzone na planszach piłki. Następnie mamy minigrę, która polega na zebraniu na pięciu poziomach jak największej liczy monet. Podobnie wygląda kolejna, czyli na punkty bijemy cztery typy przeciwników. Oczywiście i w tych dwóch kategoriach możemy zabłysnąć pośród innych graczy. Na koniec zostają dodatkowe plansze. Pierwsze trzy odblokujemy, zbierając odpowiednie pakiety trofeów PSN i znajdziemy w nich nawiązania do innych gier oraz wyzwania, które nie stanowią wyzwania. Najciekawiej przedstawia się ostatni poziom „Credits”, którego zadanie polega na zbiciu całej ekipy 10tons i zdecydowanie nie jest to łatwe. Ale, gdy nam się to uda, dostaniemy jedyne złote trofeum w grze.

Tennis2

W kwestii audiowizualnej twórcy nie poszaleli, chociaż, tak po prawdzie, takiej grze wiele nie potrzeba. Mamy więc prostą, ręcznie rysowaną grafikę w stylu cartoonowym z banalnymi animacjami, która nie poraża zróżnicowaniem. Tła nie robią wrażenia, plansze różnią się głównie układem przeszkód, a te kilka typów przeciwników tylko lekko bawi. Podobnie jest z muzyką i efektami dźwiękowymi. Poprawne, może nawet wpadające w ucho, ale przede wszystkim niedrażniące, więc nawet na plus.

Tennis3

Tennis in the Face jest łatwą pozycją, która potrafi dać trochę frajdy. Sęk w tym, że gra starczy na dzień lub dwa, ewentualnie na dłużej, jeżeli ktoś uwielbia maksować wyniki lub będzie ją odpalał tylko na chwilę. Oprócz krótkości i powielania schematów, pozycja ta nie ma wad jako takich. Jednak, mimo że na plus można zaliczyć humorystyczność czy próby urozmaicenia gry różnymi „turniejami”, wciąż jest to przeciętniak, którego równie dobrze można bliżej nie poznawać, nawet za startowe 21 PLN.


Plusy:

  • Humorystyczna
  • Dużo plansz
  • Dodatkowe wyzwania

Minusy:

  • Raczej na krótsze sesje
  • Powiela schematy gatunku
  • Zbyt łatwa

Grafika: 4
Dźwięk: 4
Gameplay: 6
Ogólna: 5/10


Serdecznie dziękujemy 10Tons Ltd.
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: 10Tons Ltd.
Wydawca: 10Tons Ltd.
Data wydania: 18.03.2015 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 20 MB
Cena: 21 PLN

Gra jest również dostępna na Nintendo Switch w cenie 21 PLN.

Reklamy