Gravity Rush, wcześniej znane jako Project Gravity, zostało zaprezentowane jeszcze podczas PlayStation Meeting w 2011 roku, kiedy to miała miejsce oficjalna zapowiedź PS Vita(wtedy NGP). I chociaż wiedzieliśmy wtedy o grach pokroju Killzone, Uncharted czy Resistance, toGravity Rush przykuło moją największą uwagę. Obiecałem sobie, że gra będzie w moich rękach już na premierę. Jak widać, moje osobiste obietnice spełniły się, ale czy było warto?

Recenzję napisał: TheMatthew

Gravity Rush to gra z widokiem trzecioosobowym, jednak w niektórych momentach możemy przełączyć się na widok z oczu bohaterki, czyli widok pierwszoosobowy. Niektóre osoby może odpychać fakt, iż gra “śmierdzi” japońszczyzną na kilometr, jednak nie bierzcie tej kwestii mocno pod uwagę, bo po zagraniu od razu się do klimatów KKW przekonacie.

W dużym skrócie, w grze wcielamy się w protagonistkę o imieniu Kat (Gravity Kitten) – młodą dziewczynę, która przez amnezję nic nie pamięta. Otrzymuje jednak moce, pozwalające jej na latanie i łamanie praw grawitacji. Wszystko to zawdzięcza magicznemu, czarnemu kotu o imieniu Dusty.

Cała historia toczy się w mieście zwanym Heksevile, gdzie roi się od strzelistych i wysokich budynków. Po samym mieście możemy się swobodnie poruszać, a moc grawitacji całą tą swobodność idealnie dopełnia. Na samym początku miasto jest podzielone na kilka różniących się części. Po ratowaniu i przechodzeniu kolejnych epizodów, części łączą się ze sobą, tworząc jedno wielkie imperium. W każdej części miasta panuje inny klimat – kolory są inne, a także miejsca i wyzwania. Niestety choć w mieście są przechodnie, to wszystko wydaje się być wymarłe i puste. Nie widać, aby miasto żyło, dlatego klimat sprawia dosyć dziwne, a zarazem epickie wrażenie. Każdy element buduje oryginalny klimat, który rzadko spotyka się w innych grach.

GR1

Gdy zaczniemy fabułę, od razu pomyślimy sobie, że nie warto jej przechodzić. Lepiej przejść do epizodu, po przejściu którego możemy już grawitować swobodnie po mieście. Na szczęście jest zupełnie inaczej. Po odblokowaniu miasta nawet o tym nie myślimy, fabuła wciąż nas wciąga. Potem jest tylko lepiej – odblokowujemy wszystkie dodatkowe questy, wyzwania oraz dialogi. W pewnym momencie możliwości grania jest zbyt wiele (po prostu nie wiadomo od czego zaczynać), jednak jest to przyjemne odczucie. Możemy zbierać gemy (o których za chwilę), wykonywać dodatkowe wyzwania (o nich także przeczytacie), spotykać i rozmawiać z wybranymi przechodniami oraz wykonywać główne zadania. Ja wybrałem to ostatnie, a dopiero po tym delektowałem się pobocznymi zadaniami w grze. Przejście wszystkich epizodów zajęło mi trochę ponad 10 godzin.

Choć nie chcę Wam spoilerować, to napiszę kilka słów o samej historii i misjach. Naszym głównym celem jest uratowanie miasta przed złymi potworami Nevi. Na szczęście jest to główny wątek, który wisi sobie gdzieś tam w tle, a my mamy ciekawsze zajęcia. Wszystkie misje są różnorodne i ciekawe. W jednej musimy zrobić protagonistce pokój, w innej przemknąć się przy policjantach, a w jeszcze innej zabić Nevi. Wszystkie misje są rewelacyjnie zbudowane i nie pozwalają odejść nam od konsoli nawet na sekundę.

Gravity Rush niesie ze sobą także ogrom dialogów i tekstów. Można powiedzieć, że w grze są trzy rodzaje komunikatów tekstowych. Zacznę od tych najmniejszych. Pierwszy rodzaj, to krótkie informacje na dole ekranu, które pojawiają się w trakcie rozgrywki. Są tam napisane pojedyncze zdania od naszych sojuszników/wrogów. Drugi typ to zatrzymujące rozgrywkę dialogi dwóch postaci. Trzeci i najciekawszy typ to komiksy. Możemy się w nich poruszać poprzez przesuwanie palca (i nie tylko). Dodatkowo niektóre obrazki w komiksach są ruchome, a raczej są to krótkie filmiki, które urozmaicają sztywne obrazki. Wszystkie teksty są śmieszne, a zarazem ciekawe. Taka mieszanka jest naprawdę wybuchowa, a gra staje się interaktywnym komiksem. Niestety cała gra choć wydawana jest spod skrzydeł Sony, to jednak spolszczenia nie otrzymała i jest w całości po angielsku. Warto dodać, że nikt tutaj nie mówi, a wszystko przekazywane jest za pomocą wyżej wymienionych komiksów itd. Są jednak wyjątki, kiedy to Kat lub inna postać jęknie lub krzyknie do kogoś jednym słowem.

Wszystkie z napotkanych postaci są charakterystyczne nie tylko w swoim wyglądzie, ale także w wypowiedzi. Znajdziemy tu sympatycznych chłopców (bez skojarzeń), tajemnicze potwory , a także specyficzne postacie. Np. starego, siwego dziadziusia, który cały czas twierdzi, że jest stwórcą świata.

GR2

System grawitacji to punkt podparcia dla gameplayu całej gry. Za pomocą przycisku R unosimy się do góry, aby wybrać kierunek “lotu”. Możemy to zrobić zarówno za pomocą gałki analogowej, jak i poprzez żyroskop, czyli przechylanie konsoli.  Natomiast za pomocą przycisku L spadamy na ziemię. Niestety cała moc jest ograniczona, a jej zasoby pokazane są kolorem niebieskim w kółku, w lewym górnym rogu ekranu. Aby tą moc doładować należy zbierać specjalne kryształy lub po prostu spaść na ziemię. Jednak jeśli zabraknie nam mocy podczas grawitolotu z jednej części miast do drugiej, moc doładuje się po około trzech sekundach spadania. Nie jest to jednak uciążliwe, a po kilku godzinach grania, nasza postać rozwija się na tyle, że doładowywanie mocy nie jest praktycznie potrzebne. Możemy dzięki temu wejść wszędzie, nawet w największe zakątki miasta. Przemieszczenie się po mieście jest bezproblemowe i szybkie, przez co swobodne i przyjemne. Gorzej jest jednak w walce, kiedy to musimy zabić latające potwory. Wszystko robi się wtedy chaotyczne, nie wiadomo gdzie, w co i w kogo. Po dłuższym czasie grania można dostać niezłego oczopląsu, przez co nie wiemy gdzie jest góra, a gdzie dół. Jednak i tak największym atutem jest swoboda, jakiej nie uświadczycie w żadnym innym tytule.

W grze istnieje także system rozwoju postaci. Naszą walutą są tzw. gemy. Są to fioletowe kryształy, które są na dachach budynków i wierzy, pod miastem i w największych jego zakątkach. Za kryształy możemy ulepszać poszczególne cechy Kat jak i jej umiejętności, wliczając w to między innymi poziom zdrowia, moce grawitacyjne, moc kopnięć oraz specjalne uderzenia. Łącznie jest 13 pozycji, które możemy ulepszać. Element ten zachęca nas do dalszej gry po przejściu głównych wątków.

To że Gravity Rush jest exclusivem na PS Vita wie już każdy. I chociaż gra była początkowo tworzona z myślą o stacjonarce PS3, to jednak wykorzystuje dobrodziejstwa najmłodszej konsoli Sony. Ekran dotykowy posłuży nam w menu, do przeglądania komiksów, mapy i wykonywania tzw. finisherów, które wykańczają wroga. Świetnie natomiast został wykorzystany żyroskop. Możemy dzięki niemu kontrolować kierunek lotu grawitacyjnego, ślizg oraz oglądać komiksy w kilku wymiarach, poprzez nałożenie kilka warstw obrazków. Oglądanie komiksów to wtedy czysta przyjemność, wygląda to rewelacyjnie.

GR3

Oprócz misji głównych, istnieją także poboczne zadania i wyzwania. Zebrane przez nas gemy możemy wykorzystać jako pompy do fontann czy mechanizm do opuszczenia mostu. Gdy to zrobimy, odblokowują się specjalne wyzwania. Należy w nich między innymi pokonać jak największą ilość wrogów w określonym czasie, a nawet przemieszczać się jak najszybciej między kolejnymi punktami kontrolnymi. Potem naszymi wynikami możemy się potem podzielić ze znajomymi. Są to ciekawe rozwiązania, wydłużające rozgrywkę. Preferuję jednak, aby zaliczyć to dopiero po ukończeniu wszystkich głównych epizodów, ponieważ wtedy na dobre oswoimy się z panującym w grze sterowaniem.

Dla coraz większego grona graczy grafika jest nadrzędna, dlatego grzechem było by o niej nie napisać. Ta w Gravity Rush jest utrzymana w cell-shadingowym stylu. I choć tekstury nie są najwyższej jakości, to jednak ogólny wygląd grafiki robi wrażenie. Modele postaci i potworów są świetne, animacje zresztą też. Świetnie działa tu gra świateł – każda część miasta ma swój unikatowy i oryginalny styl graficzny. Gra przez te 15 godzin grania zdążyła mi się zaciąć tylko dwa razy, co nie zmienia faktu, że małe problemy są, jednak te krótkie chrupnięcia nie dają się tak mocno we znaki, ponieważ cała gra działa bardzo płynnie.

Jaka była by to klimatyczna gra, bez świetnego podkładu muzycznego? No właśnie, tutaj także tego nie zabrakło. Niektóre utwory są bardziej poważne, inne swoimi dźwiękami zmierzają ku milszym i przyjemniejszym dla ucha. Wszystko idealnie wpasowuje się w akcje dziejącą się na ekranie. Muzyka to jedna z najsilniejszych atutów tego tytułu.

Gra niestety nie ustrzegła się błędów. Czasami w misjach nie wiadomo co robić, w którą stronę lecieć, bo najzwyklej w świecie nie ma wskaźnika. Inny problem, to krótkie zawieszenie gry przed pokazaniem dialogu. Są to jednak sporadyczne błędy, które być może występowały tylko u mnie.

GR4

Niewątpliwy jest fakt, iż Gravity Rush to jedna z najlepszych gier na PS Vita. I nie piszę tego od niechcenia, a dlatego, że jest to czysta prawda. Większą przyjemność z grania uświadczyłem tylko w Uncharted: Złota Otchłań. Jest produkcja w 100% warta swojej ceny – gram w ten tytuł już dobre ponad 18 godzin, a rozgrywka ani na chwilę mnie nie znudziła. O wspomnianych bugach i błędach podczas gry nawet nie będziecie myśleli, więc wyrzućcie z głowy moje słowa. Gravity Rush polecam każdemu, nawet ogromnym przeciwnikom klimatów japońskich RPG.


Plusy:

  • Długie, ciekawe i różnorodne misje główne
  • Przyjemność z rogrywki
  • Sandbox z pełną swobodą poruszania się
  • Świetne historie i komiksy
  • Muzyka
  • Można było by jeszcze wymieniać

Minusy:

  • Brak polskiej wersji językowej
  • Zbyt łatwa
  • Kilka małych bugów

Ocena: 9/10


Producent: SCE Japan Studio
Wydawca: Sony Computer Entertainment
Data wydania: 15.06.2012 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna
Waga: 1,4 GB
Cena: 169 PLN

Reklamy