Czytelniku, pamiętasz może serię Doodle wydaną na PlayStation Vita przez 8floor? Celem gry było łączenie ze sobą elementów w taki sposób, aby utworzyły coś nowego. W Doodle God kreowaliśmy cały świat od podstaw, zaś w drugiej części – Doodle Devil – naszym priorytetem było niszczenie świata, tworząc elementy zła. Mimo że gry te nie zyskały zbyt pochlebnych opinii, studio 8floor wydało trzecią część. Podjęliśmy się więc redaktorskiego zadania i sprawdziliśmy, czy może chociaż najnowsza odsłona jest warta Waszego czasu, nie wspominając już o pieniądzach.

Napisał: Szponix

Doodle Kingdom składa się z trzech wyzwań – „Genezy”, „Zadań” oraz „Mojego bohatera”. Niestety ani pierwszy, ani ostatni tryb nie zostały oplecione żadnym wątkiem fabularnym. Nieco inaczej sprawa wygląda przy „Zadaniach”, w których pojawia się notatka, jednakże jej jakość dyskwalifikuje ten pomysł z miana fabuły. Skoro już stwierdziliśmy, że w grze nie mamy tła fabularnego, przechodzimy do opisania rozgrywki.

2015-03-26-121307.jpg

„Geneza” to nic innego jak znane z poprzednich części łączenie ikon. Naszym celem jest stworzenie 116 elementów podzielonych na 13 grup. Zaczynamy oczywiście od podstaw, tworząc wodę, ogień, kamienie, niebo czy las. Z czasem jednak przyjdzie nam kreować bardziej rozbudowane elementy, np. dom, miasto, pomnik, broń, kuźnię czy żołnierzy. Nie zabraknie również duchów, okultystów, trolli, orków, smoków, magów czy entów. Zasady łączenia rzeczy nie zmieniły się w stosunku do poprzednich gier. Ponownie musimy najpierw otworzyć zbiór elementów, a następnie kliknąć na dwie ikony. Jeśli trafimy w zaprogramowane połączenie, stworzą one nowy składnik.

Zmieniły się natomiast zasady podpowiedzi. Dla przypomnienia, w God oraz Devil mogliśmy co jakiś czas nacisnąć na żarówkę, co otwierało dwie grupy, w których możliwe było odnalezienie połączenia. Podpowiedź była za darmo, a jedynym ograniczeniem był czas. Ułatwienia w Doodle Kingdom wyglądają już zupełnie inaczej i składają się z trzech typów wskazówek. Pierwszą z nich jest pokazanie elementu, który można stworzyć z posiadanych składników. Dla przykładu, po aktywacji podpowiedzi pojawi się np. duch, a do nas już będzie należało odkrycie, jak go odblokować. Jak widzimy, ta podpowiedź jest raczej nieprzydatna. Drugi typ otwiera nam dwie grupy, wśród których znajdują się elementy możliwe do złączenia, czyli działa to tak samo jak w poprzednich częściach gry. Natomiast ostatnim typem podpowiedzi jest automatyczne przeprowadzenie jednej reakcji. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że wszystkie podpowiedzi się płatne. Dziesięć akcji pierwszego typu to koszt 150 kryształów, dziesięć drugiego to 500, z kolei ostatni, również za pakiet dziesięciu, wyłożymy aż 1000. Pomyślicie, że kryształy nie są walutą, sęk w tym, że właściwie jedynym sensownym sposobem ich zdobycia jest pójście do PS Store. A tam czeka na nas 1000 niebieskich kryształów za 4,15 PLN, 3000 za 8,25 PLN, 10000 za 21 PLN oraz 30000 za aż 42 złote.

Zapytacie zapewne, po co aż trzydzieści tysięcy kryształów. Odpowiedź jest prosta – powyższe wskazówki to nie jedyne ukryte płatności w grze. W „Genezie” możemy również zablokować reakcje, które zostały już przez nas wykonane – ułatwi nam to grę, zwłaszcza podczas metody „prób i błędów”. Cena za to udogodnienie jest dość wygórowana i wynosi 800 kryształów. Jeśli wciąż czujemy, że zadanie nas przerasta, możemy wykupić specjalne oznaczenie (kropkowana granica) dla składników, które nie mają już par. Koszt wynosi 350 kryształów i trwa tylko 24 godziny. Kolejnym ułatwieniem jest opcja „pokaż końcowe elementy” („niebieska ramka do elementów, które są końcowe w bieżącym odcinku” – tak, to cytat z gry). Niestety nie mam pojęcia, w jaki sposób wpływa to na rozgrywkę, natomiast kosztuje tyle samo, co kropkowana granica, i również trwa tak samo długo.

2015-03-14-215406.jpg

W trybie „Zadania” także przyjdzie nam łączyć kolejne składniki, aby utworzyć nowe. Aby jednak rozpocząć działanie w nim, musimy odblokować odpowiednie ikony w „Genezie”, ponieważ tylko w ten sposób pojawią się trzy wyzwania. I tak oto, w „Jak wyszkolić smoka” będziemy hodować smoki oraz tresować je, tak by stały się potężniejsze. Drugą misją jest „Powstanie nekromanty”, gdzie „wcielimy się” w mrocznego maga, który pragnie podbić pobliskie krainy. Będziemy musieli więc powołać do życia armię bestii, zjaw, a także obmyślić podstawowe pułapki, typu zatrutego. Ostatnim zadaniem jest „Powrót króla”, w którym należy stworzyć małe królestwo z pijakami, milicją, zamkowymi murami oraz bronią i podstawowymi lokalami.

Wszystkie powyższe zadania są dość krótkie, ale sprawnie uzupełniają „Genezę”. Są również miłym urozmaiceniem oraz oczywiście kolejnym sposobem na wyłudzenie pieniędzy – opisane wyżej mikropłatności również i w tym trybie są obecne.

2015-03-15-151804.jpg

Oczywiście seria Doodle to nie tylko łączenie kolejnych ikon, ale również wszędobylskie cytaty, których poznawanie zachęca do dalszej gry. Po każdym stworzeniu nowego elementu pojawia się cytat mniej lub bardziej znanego autora. Oto krótki pokaz dostępnych złotych myśli:

– „Wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze”, George Orwell;

– „Najlepsze hamburgery robi się ze świętych krów”, amerykańskie powiedzenie;

– „Dobrze orać cudzymi wołami”, polskie przysłowie;

– „A mój ptaszek nie śpiewa”, Franciszek Karpiński;

– „Jajko od zewnątrz ma anemię, od wewnątrz ma żółtaczkę, a ogólnie jest wapniakiem”, Stanisław Wróblewski;

– „Mężczyzna zabrałby na bezludną wyspę kobietę i na wszelki wypadek siekierę”, Andrzej Majewski;

– „Mam smoka i nie zawaham się go użyć!”, „Shrek”;

2015-03-25-184617.jpg

Ostatnim i zarazem najciekawszym trybem zabawy jest „Mój bohater”. Na szczęście nie jest to już żadne łączenie elementów, a najzwyklejsza gra. Wcielamy się w niej w bohatera, który biegnie przed siebie w nieznanym kierunku, nie mówiąc nawet o celu. Postać podąża automatycznie, a naszym zadaniem jest pilnowanie jego paska życia oraz wytrzymałości. Uzupełniamy je, wciskając odpowiednie przyciski regenerujące. Za drobną opłatę uiszczoną złotem (wirtualna waluta) możemy nabyć mikstury, które będą automatycznie wykorzystywane podczas naszej nieobecności. Dysponując taką magią, odpalamy grę, protagonista sobie biegnie, a gdy wskaźnik zdrowia bądź wytrzymałości spadnie do zera, stosowna mikstura sama się zaaplikuje. Po powrocie do konsoli zobaczymy informację, jaki dystans został pokonany, ile bestii padło oraz jak wiele złota udało się zdobyć.

Podczas wędrówki bohater napotyka przeróżnych wrogów – od wilkołaków, po zombie i szkielety, aż po uzbrojone orki. Walka odbywa się oczywiście automatycznie, my jednak możemy wpływać na szybkość pokonania zjawy, uzbrajając mężczyznę w coraz lepszy ekwipunek. Wraz z postępem poziom bohatera rośnie, a w sklepie odblokowują się potężniejsze przedmioty. Mamy tu siedem rodzajów hełmów, dwie zbroje, siedem tarcz oraz dziesięć mieczy. Na większość itemów wydamy wirtualną walutę w postaci złota, ale nie brakuje tu również towarów, które można nabyć wyłącznie za kryształy. Najlepszy zestaw, składający się z Miecza Zachłanności, Tarczy Grozy, Stalowego Pancerza oraz Hełmu Bogów, kosztuje… 19000 niebieskich kamieni. Aby uzbroić się w taki oręż trzeba będzie wykupić pakiet trzydziestu tysięcy kryształów za 42 złote. To jednak nie jedyna opcja podpakowania wojownika. Podczas każdego awansu bohater otrzymuje odpowiednią liczbę punktów, które możemy wydać na usprawnienie statystyk. Możemy tu zwiększyć maksymalny poziom życia, wytrzymałości, a także dopakować siłę czy obronę.

Aby jeszcze bardziej urozmaicić tryb „Mojego bohatera”, twórcy zaaplikowali dodatkowe wyzwania, za które otrzymamy niewielką ilość złota, doświadczenia, a czasem również mikstur. Zadania wybieramy spośród dostępnej listy. Oczywiście znajdziemy na niej standardy typu: przebiegnij dany dystans, pokonaj iluś wrogów czy też pokonaj tylu a tylu takich przeciwników.

2015-03-15-190158.jpg

Przyszła pora na oprawę wizualną. W „Genezie” oraz „Zadaniach” niestety nie ma czego opisywać – ikony są dość wyraźne, zróżnicowane, ale poza nimi nie występuje tu dosłownie nic. Wszystko jest wręcz minimalistyczne, choć bardziej w tym pozytywnym sensie. Więcej już można powiedzieć o grafice „Mojego bohatera”. Niestety twórcy zaimplementowali tu zaledwie dwie lokacje – lochy oraz jakąś zieloną, trawiastą krainę. Oba „światy” zostały wzbogacone o różne elementy otoczenia. Przykładowo, w dolinach widać krzaki, krzewy, drzewa, gałęzie, pnie, mchy, kawałki drewna czy kamieni, natomiast w lochach zauważymy płaskie, nierówne głazy, grzyby, nieznanego pochodzenia wazony, czaszki i itp. Również pod względem zróżnicowania przeciwników jest całkiem nieźle – owszem, nowe bestie odblokowują się wraz z postępem, co oznacza, że będziemy musieli wcześniej przedrzeć się przez hordy klonów tych samych typów wrogów, ale nie jest to jakąś znaczną wadą. Problem pojawia się jednak przy bossach, których projekty są bardzo ubogie pod względem ilości. Udało mi się zlikwidować dziesięciu takich delikwentów, przy czym powtarzały się trzy typu – czerwon bestia z rogami, fioletowy smoka oraz coś, co wyglądało jak połączenie ośmiornicy, kraba i smoka. Reasumując, pod względem graficznym gra prezentuje się całkiem dobrze. Niestety znacznie gorzej jest przy utworach towarzyszących zabawie. W grach polegających na łączeniu składników pojawia się dość powolny kawałek, który buduje klimat przez zaledwie dziesięć pierwszych minut, później męczy tak bardzo, że aż chce się wyłączyć głos. Identycznie jest w trybie „Mój bohater”. Co prawda tam muzyka jest żywsza i ciekawsza, ale wciąż potrafi zamęczyć po tych kilkunastu minutach zabawy. Tragiczne są za to dźwięki słyszane przy walkach oraz innych czynnościach bohatera (otwieraniu skrzyń, korzystaniu z eliksirów). Towarzyszące temu skrzeki wręcz zmuszają do wyzerowania poziomu głośności.

2015-03-14-215822.jpg

Podsumowując, Doodle Kingdom, jako trzecia odsłona serii, jest najciekawszą z tych gier. Mamy tu nie tylko łączenie elementów w podstawowym trybie, ale również trzy zadania (z tym samymi zasadami) oraz ciekawie zrealizowany tryb „Mój bohater”. Niestety mocno dające o sobie znać mikropłatności potrafią zepsuć całą idę zabawy. Wystarczy wydać 42 złote (+ cena gry) i możemy wykupić najlepszy oręż, dzięki któremu stajemy się niemal nieśmiertelni, a resztę wydać na płatne wskazówki w „Genezie” czy „Zadaniach”.

Zapytacie zapewne, czy warto dać jej szansę. Odpowiedź będzie twierdząca jedynie pod warunkiem, że będziecie mogli nabyć ją za mniej niż dyszkę. Jeśli jednak nie czujecie pociągu do tego typu „craftingu”, a tryb „Mój bohater” nie robi na Was wrażenia, spokojnie możecie odpuścić sobie Doodle Kingdom i zająć się innymi, lepszymi grami, jakich wiele na PlayStation Vita. Sprawa trochę inaczej by wyglądała, gdyby gra została wydana w modelu Free 2 Play, no ale, nie została.


Plusy:

  • Najbardziej rozbudowana gra z serii
  • Ciekawy tryb bohatera
  • Więcej zawartości…

Minusy:

  • … ale wciąż za mało, by wszystkim polecić
  • Mikropłatności na każdym kroku
  • Kiepskie udźwiękowienie
  • Mała liczba lokacji, po których biega bohater

 

Grafika: 6
Dźwięk: 3
Gameplay: 5
Ogólna: 4.5/10


 

Serdecznie dziękujemy 8Floor za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: 8Floor Games
Wydawca: 10Tons Ltd.
Data wydania: 11.03.2015 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 150 MB
Cena: 25 PLN

Reklamy