Ignoranci, wszędzie ignoranci. A w światku gier najwięcej ich w kwestii gier niezależnych, czyli wszystkim dobrze znanych indyków. Co takiego ludzi od nich odpycha? Głównie oprawa audiowizualna i małe nakłady finansowe łożone na produkcję. Dodatkowo vitowców boli fakt, że małych gier jest znacznie więcej niż większych produkcji. Na dodatek ostatnio opanowują Plusa, który jest przecież taki drogi. Na tej fali hejtu właśnie pojawił się Isaac, który trzyma w swoich niemal płodowych dłoniach świeże kupsko, którym chętnie obrzuci każdego ignoranta.

Jednak zanim zapłakany dzieciak pojawił się w swojej odświeżonej odsłonie – The Binding of Isaac: Rebirth – w 2011 roku zagościł na pecetach. Po szybkim zdobyciu wielu fanów pojawił się także dodatek zatytułowany Wrath of the Lamb. Dopiero co debiutujące Rebirth jest zbiorem podstawki oraz DLC wraz z wszystkimi pomysłami, które nie mogły wtedy trafić do gry z powodu ograniczeń flaszowego silnika, oraz z zupełnie nową ścieżką dźwiękową.

Powodów, dla których rzesza graczy ma manię na punkcie tej gry, jest kilka, chociaż fabuła zasadniczo nie jest jedną z nich. Jak to bywa w takich małych grach, jest tylko ogólnie zarysowana i nie rozwija się wraz z postępami aż do końcowego epilogu (w tym przypadku epilogów). Jednak nie to jest najważniejsze – chodzi o samą jej ideę oraz klimat. Edmund McMillen oparł swoją koncepcję o przypowieść o Abrahamie, którą można znaleźć w „Biblii” w „Księdze Rodzaju”. We współczesnej parafrazie Abraham został zastąpiony matką dewotką, która namiętnie ogląda telewizję religijną i zapewne słucha też stosownego radia. Pewnego dnia kobieta słyszy głos Boga, który nakazuje jej stopniowo oczyszczać swojego syna Izaaka z grzechu, w który wprowadziły go współczesne czasy. Już i tak skrzywdzony dzieciak jednak nie mógł doznać odpustu, chyba że poprzez śmierć, której w końcu zażądał od matki Wszechmogący. Tego typu oczyszczenie jednak nie interesowało chłopaka, więc uciekł przed matką do piwnicy. Jednak nie mógł się w niej po prostu ukrywać, więc ruszył w jej głąb, aby, ostatecznie, stanąć do walki ze swoim opętanym nemezis.

Isaac 1

Im dalej będziemy brnąć w piwnicę oraz jej kolejne poziomy, tym bardziej poczujemy, jak kompletna i totalnie porąbana była wizja twórców. W związku z tym przypowieść o Abrahamie jest dopiero początkiem nawiązań do religii chrześcijańskiej. Ich mnogość odczujemy przez przeciwników i bossów, np. w postaci siedmiu grzechów głównych czy jeźdźców apokalipsy; przedmioty, takie jak „Biblia”, woda święcona czy krzyż; a na walce o własną duszę kończąc. Ne brakuje także odwołań do kultury masowej i współczesności. W końcu nic lepiej nie obrazuje naszych czasów niż łykanie wszystkich tabletek, które się znajdzie, czy używanie zaawansowanej technologii, takiej jak lasery. Niepokojącą wizję pogłębia jeszcze wygląd części poczwar, które czyhają w mrocznych labiryntach – ich wizerunki są bazowane na Isaacu. Do tego dochodzi masa ekskrementów, elementów gore oraz pozostałych przerażających wrogów.

Isaac 2

Brzmi mrocznie, groźnie i w ogóle zawałowo, ale, jak widzicie po screenach, oraz pewnie pamiętacie materiałów promocyjnych, grafika poszła w drugą stronę. Mimo to cartoonowa koncepcja wizualna idealnie pasuje do ogromnych pokładów czarnego humoru, które zostały zawarte w grze. W końcu już sam pomysł podstawowego ataku Isaaca, czyli strzelania łzami, jest tego kwintesencją. Dodatkowo wizualizacje niektórych przeciwników potrafią nieźle rozbawić – weźmy za przykład bossa o imieniu Dingle, który jest dużą, wesołą kupą o mangowej twarzy. Nie zabrakło jednak też bardziej poważnych i groźnych wizji, jak chociażby pierwsza forma matki. Świetnym urozmaiceniem jest też ciągła modyfikacja wyglądu protagonisty, której dokonują zbierane przedmioty. 16-bitowa oprawa naprawdę idealnie pasuje do koncepcji, chociaż można odnieść wrażenie, że wygładzenie krawędzi jednak bardziej by pasowało. Dodatkowo gra potrafi zgubić klatki animacji, gdy na ekranie zbyt wiele się zadzieje lub coś się doczytuje. Całe szczęście zdarza się to sporadycznie i w niewielkim natężeniu, więc nie przeszkadza w rozgrywce.

Oprawa audio także stoi na wysokim poziomie, chociaż uderza w bardziej poważny ton niż grafika. Utwory, których w grze jest aż trzydzieści, idealnie oddają mroczną koncepcję produkcji i ogólnie chory klimat w niej panujący. Ponieważ są przypisane do lokacji i wydarzeń oraz trwają po kilka minut, nie mają szansy się znudzić. Trochę gorzej wypadają efekty dźwiękowe, które są dość proste i często się powtarzają, ale wciąż nie powinny budzić zgrzytania zębami, nawet po długich godzinach spędzonych z grą.

Oczywiście AV i klimat to tylko połowa dóbr, które oferuje The Binding of Isaac: Rebirth. Gdyby nie gameplay, który niesamowicie wciąga, gra nie odniosłaby takiego sukcesu. A najlepsze jest to, że pomysł na niego jest banalnie prosty. Po prostu przechodzimy od pomieszczenia do pomieszczenia w poszukiwaniu bossa, którego ubicie pozwoli nam zejść niżej. I trwa to, dopóki nie pokonamy matki, a potem jej serca. Następnie powtarzamy ten proces, i tak w nieskończoność! Całość brzmi nudno, ale w żadnym wypadku tak nie jest. Dzięki oparciu pozycji o mechanikę gier rouglike każde podejście jest inne. Generowane losowo mapy pomieszczeń oraz wrogowie (chociaż po pewnym czasie zauważa się powtarzalność w tej kwestii) oraz około czterysta przedmiotów skutecznie zachęcają do ponownej próby przeżycia.

Ponieważ rdzeń rozgrywki został oparty o eliminację wrogów, należy wspomnieć o kilku rzeczach. Przeciwników jest kilkadziesiąt typów i oczywiście występują w różnych wariacjach. Pośród nich występują muchy, pająki, kupy, robale, przeróżne zombie i inne maszkary, które skutecznie napsują nam krwi. Często też zdarzy się, że w danym pomieszczeniu pojawi się kilku wrogów różnego gatunku, a gdy będą wśród nich strzelający, ciężko będzie wyjść bez szwanku. Czasem też rozłożenie elementów dekoracyjnych, jak wazy czy głazy, utrudni opanowanie danej grupy. Podobnie jest z bossami, których można spotkać nawet poza specjalnie wyznaczonymi kwaterami. Zdarzy się też, że wystąpią w parach lub będą pojawiać się jeden po drugim.

Isaac 3

Aby ułatwić nam życie, twórcy zadbali o rozwój bohatera poprzez ulepszanie jego form ataku oraz statystyk. W kwestii strzelania możemy nie tylko wzmocnić destrukcyjną siłę łez, ale także sprawić, że będą poruszały się zygzakiem czy nawet wybuchały. Czasem też zostaną zastąpione przez np. wiązkę lasera lub tęczowy atak, który wymaga wbiegnięcia na potwora. Ważne przy przetrwaniu są także szybkość strzelania i poruszania się, zasięg i szczęście. Współczynnik każdej z tych cech wzrośnie, gdy tylko znajdziemy odpowiedni przedmiot. A skoro przy przedmiotach jesteśmy – dzielą się na kilka typów: wspomagające tymczasowo (np. pigułki) i na stałe, modyfikujące atak, dodające kolejną formę ataku i nadające dodatkowe zdolności (np. niszczenie skał, odnajdywanie ukrytych pomieszczeń) oraz lecznicze Jest tego tak wiele, że szkoda wirtualnego tuszu i czasu, by o tym pisać i to czytać. Po prostu najlepiej odkryć i rozpracować to wszystko osobiście.

Ekipa twórców zadbała też, by kolejne powtórzenia gry nie szły na marne. Dzięki temu z czasem będziemy odkrywać kolejne sekrety, które odblokują silniejsze potwory, zmodyfikują oraz dodadzą nowe poziomy. Nie zabrakło też wyboru postaci, którymi można pokonać matkę. Każda z nich, a jest ich jedenaście, różni się statystykami wyjściowi i zdolnościami specjalnymi, np. Azazel potrafi latać, a jego atak z paszczy trzeba najpierw naładować. Oczywiście wszystkie odkryte przedmioty i sekrety możemy podejrzeć w zbiorze statystyk oraz potem zdobyć za nie trofea. Ostatnią formą zachęty do dalszej zabawy jest dwadzieścia wyzwań (część z nich należy odblokować). Dla przykładu: w jednym z nich trzeba przejść grę w ciemności lub poruszać się z góry przygotowaną postacią o konkretnych cechach i ataku oraz z ograniczeniem w kwestii znajdowanych przedmiotów. Jak więc widzicie, tytuł oferuje ogrom treści i radochy, a co za tym idzie, i czasu spędzonego z nim.

Isaac 4


OPINIE


 Quithe:

Początkowo Isaac nie interesował mnie jako pozycja do ogrania. Spodobała mi się koncepcja oraz pokręcony klimat, ale wciąż nie poczułem tego przyciągania, jak np. było z Velocity 2X. Jednak im było bliżej premiery, tym bardziej narastało we mnie oczekiwanie. W końcu stało się, pobrałem grę i wsiąkłem w nią totalnie. Poleciało już kilkadziesiąt godzin, a wciąż mam masę rzeczy do odkrycia i odblokowania, nie mówiąc o jeszcze wielu trudach walki z sercem matki i wyzwań. Prostota gameplay’u, jego wymagający poziom i totalny random na buffy oraz rozkład lokacji i wrogów sprawiają, że trudno nie wracać do tej gry. A klimat, czarny humor i oprawa AV tylko dopełniają szczęścia. Jedynymi minusami, których się dopatrzyłem, są sporadyczne spadki płynności oraz okazjonalne zasłanianie wroga przez nadmiar latających wspomagaczy. Wciąż jednak są to drobnostki, które umykają w ogromie treści. Dlatego też powyższy opis, który przygotowałem, jest bardziej ogólnikowy. Gdybym miał się wdawać w rozpisywanie szczegółów, tekst byłby za długi, nie mówiąc o tym, że zbędny. Bogactwo tej gry trzeba odkryć samemu i polecam ją każdemu, kto lubi rouglike’i czy chociażby chory, pokręcony klimat.

Gameplay: 9,5
Grafika: 9
Audio: 9,5
Ocena: 9,5/10


PSVmaniak:

Przyznam, że nigdy nie grałem w twór tak groteskowy jak The Binding of Isaac. Gra z jednej strony przytłacza ciężkim, depresyjnym wręcz klimatem (w jakiej innej grze bronią są łzy kilkuletniego dziecka?), a z drugiej posiada w sobie duże zasoby czarnego humoru. Gameplay’owo mamy do czynienia z jedną z najbardziej wciągających produkcji niezależnych. Prosta mechanika zabawy, polegająca na pokonywanie kolejnych pomieszczeń wypełnionych potworami, wręcz idealnie pasuje do handheldowej specyfiki. Dodatkowo, grając w Isaaca, długo nie odczujecie zmęczenia formułą. Dzięki losowej budowie poziomów i olbrzymiej liczbie przedmiotów wzbogacających bohatera o nowe zdolności tytuł po kilkunastu godzinach bawi tak samo jak po pierwszym odpaleniu.
Na ogromną pochwałę zasłuchuje także warstwa audiowizualna. Mowa tutaj szczególnie o muzyce, która potęguje klaustrofobiczny klimat gry i świetnie wpasowuje się w wir rozgrywki. Bardzo dobrze wypadają tez odgłosy otoczenia. Grając w słuchawkach nieraz przejdzie Wam po plecach dreszcz. Grafice także nie można wiele zarzucić. Modele przeciwników są obrzydliwe (w dobrym tego słowa znaczeniu), a stylistyka mroczna.
Grafika, audio i wszechobecne nawiązania biblijne czynią z The Binding of Isaac: Rebirth jedną z najbardziej klimatycznych gier na PS Vita. W połączeniu z wciągająca rozgrywką tytuł ten staje się także jednym z najlepszych dostępnych w PlayStation Store. Jedyną znaczącą wadą vitowej edycji może być wykastrowanie jej z sieciowej kooperacji i sporadyczne spadki animacji. Wciąż jednak jest jak najbardziej warta Waszych pieniędzy.

Gameplay: 9/10
Grafika: 8.5/10
Audio: 9/10
Ocena: 9/10


Plusy:

  • Losowość
  • Ogromna liczba przedmiotów i przeciwników
  • Rozwój gry
  • Wyzwania
  • Pomysł, klimat i czarny humor
  • Oprawa muzyczna

Minusy:

  • Sporadyczne spadki płynności
  • Wycięcie trybu kooperacji

Grafika: 8,8
Dźwięk: 9,3
Gameplay: 9,3
Ogólna: 9,3/10


Producent: Nicalis Inc.
Wydawca: Nicalis Inc.
Data wydania: 05.11.2014 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 402 MB
Funkcje crossowe: -save i -buy z PS4
Cena: 63 PLN

Reklamy