Postać Abe’iego powinni kojarzyć wszyscy gracze, zwłaszcza że niedawno na kilku platformach ukazał się remaster pierwszej części jego przygód. Jednak zanim my, vitowcy, będziemy mogli poznać tę historię w nowej i smakowitej wersji, nic nie stoi na przeszkodzie, aby wskoczyć do Oddworldu w wersji 3D i zaprzyjaźnić się z Munchem, płetwiastym kolegą pociesznego kosmity.

Oddworld: Munch’s Oddysee pojawił się na rynku w 2001 roku i był pozycją ekskluzywną dla pierwszego Xboksa. Dwa lata później wyszła wersja specjalnie przygotowana na GameBoy’a Advance. Po kilku latach ciszy, w 2010 roku, Oddworld Inhabitants wydali grę na Steamie, lecz nie była to jeszcze wersja ulepszona. Wydania HD zaczęły trafiać na rynek później, a platformami docelowymi były konsole Sony. PS3 otrzymało Muncha w 2012 r., a my pod koniec 2013. Zmianom uległa przede wszystkim grafika, której poprawiono rozdzielczość oraz tekstury, ulepszono ścieżkę dźwiękową oraz dodano kilka materiałów bonusowych, które można znaleźć w menu w galerii.

Oczywiście twórcy nie tknęli osi fabularnej, która jest zarazem spin-offem, jak i kontynuacją Abe’s Oddysse i Abe’s Exodus. Z tego też powodu, zanim rozpoczniemy grę, możemy obejrzeć skrót wydarzeń z tych dwóch odsłon cyklu. Oczywiście zawiera spoilery, ale spora część z nas i tak zna już tę historię, a pozostali po prostu mogą domyślać się jej przebiegu. Kwestię spin-offową wprowadza nie tylko zmiana zaprezentowania świata w modelu 3D, ale także możliwość prowadzenia dwóch protagonistów. Tytułowy Munch jest ostatnim przedstawicielem Gabbitów, które, podobnie jak Mudokony, były na różny sposób wykorzystywane przez Glukkony. Pewnego dnia osamotniony, żabiasty stworek zostaje zwabiony w pułapkę i trafia na statek Vykkers Labs, gdzie ma zostać rozłożony na części pierwsze. Na szczęście dzięki pomocy fuzzly’i udaje mu się oswobodzić i uciec. W międzyczasie Abe dowiaduje się, że czeka na niego nowe przeznaczenie, które wiąże się nie tylko z ratowaniem Mudokonów, ale także pomoc w przetrwaniu gatunku Gabbitów. Rozwój tej opowieści został przedstawiony w postaci cutscenek, okładek gazet oraz szamana, który będzie nas wprowadzał w każdą misję. Całość może i nie należy do wybitnych, ale dzięki humorystycznemu podejściu z przyjemnością śledzi się dalsze wydarzenia. Na plus można także zaliczyć dwa zakończenia – dobre i złe. Ich uzyskanie uzależniono od poziomu quarmy, która jest obliczana na bieżąco na podstawie naszych osiągnięć ratunkowych.

Munch1

Jak już wspomniano, kluczową kwestią rozgrywki jest współpraca Muncha i Abe’a. Każdy z nich dysponuje innym zakresem ruchów i zdolności, więc na większości poziomów będziemy musieli przełączać się pomiędzy nimi, aby uzyskać dostęp do konkretnych miejsc. Reprezentant Gabbitów najlepiej czuje się w wodzie, więc i w niej będzie najefektywniejszy. Na lądzie radzi sobie nieszczególnie, jest powolny i niemal nie odbija się od ziemi podczas skoków. Czasami jednak uzyska dostęp do wózka inwalidzkiego, na którym można nieźle poszaleć (bo kto nie lubi dobrego rajdu po polu minowym?). Zdolności Mudokona są powszechnie znane, lecz warto przypomnieć, że jest bardzo skoczny, potrafi uderzyć z liścia oraz zawładnąć ciałem wroga. Przeróżnie niedostatki chłopaki mogą nadrobić, wypijając puszkę jednego z kilku napojów. Przykładowo, zwiększą w ten sposób prędkość poruszania się, skoczność, a Munch uzyska nawet atak prądem. Naturalnie wszystko to pomoże w dotarciu do przeróżnych dźwigni, zniewolonych stworzeń oraz omijaniu i eliminacji wroga.

Skoro już jesteśmy przy tych zadaniach, często będą wymagały zbierania swego rodzaju purchawek. Pozwalają otworzyć przejścia, zmienić Mudokony w wojowników, ale przede wszystkim dadzą Abe’owi moc potrzebną do wysyłania kuli energii opętującej przeciwnika. Wrogich jednostek jest kilka rodzajów i można opanować niemal każdą z nich, co otworzy nam możliwości zabicia jej kolegów oraz aktywowania przełączników. Innym charakterystycznym dla serii elementem jest „rozmowa” z Mudokonami. Dzięki stosownym komendom zbierzemy pobratymców, każemy im atakować i pracować (grupowe otwieranie przejść). Jednak nie tylko Abe to potrafi, Munch także ma swoich przyjaciół. Są nimi fuzzle, agresywne włochate kulki, które szybko pożrą każdego Sliga czy innego Vykkersa. Trzeba jednak zachować ostrożność w kierowaniu grupami, ponieważ śmierć każdej zwerbowanej jednostki odbija się na quarmie. Warto więc wcześniej zrobić mały rekonesans, tym bardziej, że śmierć jednego z bohaterów nie kończy gry (trzeba go tylko odrodzić z jaja).

Munch2

Munch’s Oddysse zasadniczo jest platformerem 3D, ale nie brakuje w nim elementów logicznych. Każdy poziom musimy rozpracować pod względem rozkładu przeciwników, odpowiedniego wykorzystania bohaterów i wrogów oraz zapewnienia przetrwania każdej sojuszniczej jednostki. Całą grę można przejść na kilka sposobów, co odzwierciedlają trofea. Celowanie w najwyższą quarmę wiąże się ze spokojniejszą, dłuższą rozgrywką, ale mamy też kilka pucharów za niższe procenty, co przyspiesza ukończenie gry. Na pewno wyzwaniem będzie zaliczenie historii bez użycia wózka, bez regeneracji purchawek bądź na najniższym procencie uratowanych. Levele są tak zaprojektowane, aby jak najbardziej uprzykrzyć nam życie i czasami będą nawet wymagały kilkukrotnego zabijania jednej z postaci, aby np. uratować wszystkich. Spokojnie można przyznać, że twórcy nieźle to wszystko obmyślili.

Niestety podczas portowania wydania z PS3 deweloperom nie udało się uniknąć kilku wpadek. Zdecydowanie najbardziej irytujący jest błąd wyłączający grę, co zdarzyło mi się z dziesięć razy, całe szczęście brak ograniczenia w robieniu save’ów jakoś to rekompensuje. Kolejną kwestią są błędy obrazu, czyli notoryczne przechodzenie przez tekstury innych Mudokonów zbitych w grupę oraz dziwne stanie w powietrzu. To jednak nie przeszkadza w rozgrywce, w przeciwieństwie do sterowania. Gdy prowadzimy Muncha i jesteśmy na wózku, a musimy wziąć puszkę, trzeba zeskoczyć z „pojazdu” w trochę większej odległości od automatu, ponieważ Gabbit ponownie właduje się na niego zamiast wziąć napój (to samo dotyczy korzystania z dźwigów). Z kolei przy Abe’ie dość dziko działa wykonywanie skoków. Ciężko wyczuć odległość oraz to, czy zrobiliśmy już wystarczającą liczbę kroków, aby wykonać dłuższy skok. Poza tym Mudokon nie potrafi wybić się z krawędzi platformy, co często kończy się upadkiem.

Munch3

Jeśli chodzi o grafikę, trzeba przyznać, że otrzymaliśmy ładnie podrasowaną produkcję. Ekipa Just Add Water trochę mniej pracy włożyła w tła, ale wciąż widać znaczną poprawę w stosunku doStranger’s Wrath. Za to bardzo dobrze prezentują się wszystkie modele postaci, od tych nam przyjaznych, aż po wrogie. Skoro już nawiązujemy do Strangera, tak samo jak w nim zobaczymy błędy cieni (są wykonane z pasków i dziwnie migoczą). Dziwnie wygląda też sprawa cutscenek, miejscami wyraźnie widać, że zostały poprawione, a znowu przy innych ma się pewność, że nikt ich nie ruszał. Niestety nie obyło się też bez spadków fps’u, ale na szczęście nie przeszkadza to podczas gry, ponieważ najczęściej przejawia się tylko w postaci „teleportu” kilku Mudokonów bliżej Abe’a.
Trudniej powiedzieć coś o warstwie audio. O ile dobrze przygotowany dubbing i efekty dźwiękowe towarzyszą nam bez przerwy, tak muzyka włącza się bardzo nieregularnie. Raz jest, raz jej nie ma, czasem po długiej ciszy pojawia się dopiero po spauzowaniu i odpauzowaniu gry. To, co udało się usłyszeć, było w porządku, ale równie dobrze można stwierdzić, że muzyka w tej grze nie występuje…

Munch4

Premiera Munch’s Oddysse była długo odwlekana, ponieważ prace nad New’n’Tasty miały priorytet. Gdy gra w końcu (i nagle) pojawiła się w PSS, pewnie ucieszyło się wiele osób, w tym ja, ponieważ lubię pomysł na ten świat, bardzo dobrze bawiłem się przy Strangers’s Wrath oraz cierpliwe czekam na remaster jedynki. Jednak po przejściu omawianej pozycji z najwyższą quarmą mam lekko mieszane uczucia. Z jednej strony przyjemnie spędziłem ponad dwadzieścia godzin, rozwiązując przygotowane zagadki, rozplanowując taktykę oraz wykonując typowo zręcznościowe akcje, a z drugiej widziałem chyba wszystkie wpadki, jakie znalazły się w tym porcie (zdaje się, że devom nawet udało się zachować zbugowane trofeum za opętanie Vykkersów). Wciąż jednak uznaję, że wymienione błędy nie wpływają aż tak na gameplay, który jest bardzo pozytywny. Jeżeli nie czujecie się komfortowo z płaceniem pełnej kwoty za grę z pewnymi problemami, poczekajcie na promocję. Jeśli natomiast lubicie uniwersum Oddworldu i nie poznaliście jeszcze Gabbita Muncha, myślę, że spokojnie możecie wyłożyć te 38 PLN i nie będziecie żałować zakupu.

Okazuje się, że w dwa-trzy tygodnie po ukończeniu przeze mnie gry, pojawił się patch. Według opisu poprawia stabilność gry (więc nie powinna się już wyłączać) oraz wprowadza kilka innych usprawnień. Tak więc już spokojnie mogę polecić kupienie gry bez czekania na promocję.


Plusy:

  • Wiele sposobów przejścia
  • Dwa zakończenia
  • Humor i postać Muncha
  • Cena

Minusy:

  • Kilka niedoróbek
  • Może się dłużyć przy celowaniu w najwyższą quarmę
  • Jakość cutscenek
  • Problemy z audio

Grafika: 7,5
Dźwięk: 5
Fabuła: 7
Gameplay: 7,5
Ogólna: 7/10


Serdecznie dziękujemy Oddworld Inhabitants
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Just Add Water, Oddworld Inhabitants
Wydawca: Oddworld Inhabitants
Data wydania: 17.12.2014 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 1,1 GB
Cena: 38 PLN

Reklamy