Ar nosurge Plus: Ode to an Unborn Star jest portem gry wcześniej wydanej na PS3. Żeby było zabawniej, stacjonarna wersja jest sequelem Ciel nosurge, które wyszło tylko na Vitę i tylko w Japonii. A na dokładkę akcja rozgrywa się w uniwersum sagi Ar tonelico. Jeżeli w tym momencie pojawiły się u Was wątpliwości, czy jest sens sięgać po recenzowaną grę, spróbujemy je rozwiać.

Jak już zaznaczyliśmy we wstępie, Ar jest bezpośrednią kontynuacją Ciel. W związku z tym na początku, szczególnie dla nas, zachodnich graczy, osadzenie się w świecie gry może stanowić problem. Przygodę rozpoczynamy jako Delta, były żołnierz, który obecnie stara się prowadzić restaurację. Szybko też poznajemy jego towarzyszkę, Cass, która uświadamia nas, że Delta cierpi na amnezję, a na dodatek zrobił w poprzedniej części gry coś niemal niewybaczalnego. Konkretnie, z nieznanych nikomu przyczyn, wyłączył barierę, która chroniła miasto przed atakiem istot zwanych Sharl. Oczywiście inwazję udało się odeprzeć, lecz spokój nie trwał długo. Teraz, po pół roku znów musimy podjąć się walki o ochronę ludzkości, niwecząc plany Kościoła Genomirai. Podczas rozwoju fabuły nie zabraknie wprowadzania nowych postaci, zwrotów akcji, a także częściowego przypomnienia, co wydarzyło się z w poprzedniej odsłonie serii i wyjaśnienia różnych pojęć (jak Sharl, Genom). Dodatkowo, żeby było ciekawej, będziemy zmieniać kanały, a dokładniej przeskakiwać między drużynami. Pierwszą stanowią Delta i Cass, drugą natomiast Ion oraz zbudowany przez nią, z braku lepszego określenia, robot Earthes, który posiada „własną” jaźń. W trakcie gry ścieżki obu par wielokrotnie się przetną, ale często zdarzy się też, że nie będziemy mogli kontynuować rozgrywki, dopóki druga ekipa nie dotrze do danego punktu historii albo nie pomoże zdobyć potrzebnych nam informacji. Motyw zmiany kanałów jest istotny dla fabuły i dobrze wyjaśniony, ale posłużył też twórcom do puszenia oczka w stronę gracza, i, zasadniczo, jest to najciekawszym pomysł zawarty w fabule tej pozycji. Zasadniczo Ar nosurge to w 3/4 czytanie. Poza głównym wątkiem fabularnym zostaniemy zasypani tekstem także podczas tworzenia przedmiotów, wynikłych przy jego okazji kilku wątkach pobocznych, w trakcie zdobywania nowych pieśni i przy rytuale oczyszczania, więc czujcie się ostrzeżeni.

Ar2

Drugim istotnym elementem gry są walki, lecz liczba stoczonych pojedynków będzie znacznie mniejsza niż w innych RPG-ach. Ar może jednak poszczycić się ciekawą koncepcją eliminacji przeciwników. Przede wszystkim będą nas oni atakowali falami, a każda z nich będzie zawierała od trzech do dziewięciu wrogów. Akcje odbywają się turowo, lecz pierwszeństwo zawsze ma nasza para, kolejkę tracimy dopiero wtedy, gdy nie uda nam się uszkodzić lub zniszczyć wrogich jednostek oznaczonych wykrzyknikiem. W praktyce wygląda to tak: Deltą lub Earthesem atakujemy kilkoma typami ciosów, a każda ich akcja zwiększa procent wskaźnika „burst”. Gdy go odpowiednio naładujemy, Cass lub Ion będą mogły odśpiewać pieśń, która zmiecie od jednej do wszystkich pozostałych fal (jesteśmy w stanie kontrolować ich liczbę). Oczywiście w trakcie walki możemy też posiłkować się atakami przyjaciół (jedno na walkę) oraz użyciem przedmiotów (co każdą zakończoną akcję). Poza tym dziewczyny będą nam pomagać dodatkowymi magicznymi strzałami i, przy odpowiednim naładowaniu „burstu”, atakiem specjalnym. Natomiast gdy stracimy swoją kolej, możemy odpalić tarczę, która znacznie zmniejszy otrzymane obrażenia. Generalnie, na domyślnym, normalnym poziomie trudności walki są banalne proste i dopiero w trzeciej fazie gry mogą sprawić jakieś problemy (chyba że wcześniej mocno się przekoksi). Ewentualną przegraną możemy zaliczyć na dwa sposoby, nie mieszcząc się w narzuconych turach (ich liczba rośnie z levelem i nie dotyczy walk z bossami) lub gdy dziewczyna straci całe HP (bohaterowie najwyraźniej są niezniszczalni).

Ar3

Rozwój postaci odbywa się w typowy sposób. Dzięki punktom doświadczenia zdobywanym za walki podnosimy level, który zwiększa statystyki zgodnie z odgórnie wyznaczonym schematem. Poza tym możemy na nie wpłynąć poprzez ulepszanie postaci o katody i chipy o różnych właściwościach. W przypadku chłopaków ulepszenia montujemy pod danym atakiem, zwiększając jego siłę czy poziom zepsucia wroga, jednak dostępne są też ogólne podbicia, które dotyczą np. „burstu” czy mocy tarczy. Z kolei paniom można podnieść moc ofensywną pieśni, poziom HP itp. Przedmioty potrzebne do podnoszenia statystyk będziemy uzyskiwać w znaczniej mierze przez syntezę, ponieważ sklepy oferują głównie półprodukty i są rzadko uaktualniane.

A skoro już o syntezie wspomnieliśmy, jest to oczywiście system tworzenia przedmiotów, który odbywa się poprzez łączenie trzech lub czterech składników. Zanim jednak nowy przedmiot pojawi się w naszym posiadaniu, należy go wytańczyć… Na szczęście jest to tylko gotowa sekwencja i nie musimy wciskać żadnych przycisków, oprócz wyłączającego jej oglądanie. Składniki potrzebne do produkcji możemy kupić w sklepach, zebrać w terenie i otrzymać za walki. Przepisy z kolei otrzymamy poprzez rozmowy z czterema „alchemiczkami” (po dwie na parę). Same dialogi nie dość, że są długie i mało ciekawe, to jeszcze jest ich dużo, poza tym po wytworzeniu każdego nowego przedmiotu musimy zapoznać się z dyskusją o jego historii i przeznaczeniu… Generalnie cały system syntezy jest bardzo spłyconą zabawą znaną z serii Atelier i oprócz kilku ewentualnie ciekawych produktów nie oferuje niczego, no może poza treningiem szybkiego naciskania iksa.

Ar4

O wiele ciekawszym elementem rozgrywki jest genometryka, która polega na zagłębianiu się w umysły Cass i Ion, a jej celem jest zdobycie nowych, potężniejszych pieśni. Aby się to udało, musimy przejść przez wiele prób (oczywiście tekstowych), które są produkcją podświadomości dziewczyn i wielokrotnie są powiązane z innymi postaciami z gry. Jednak żeby w ogóle podejść do tej czynności potrzebujemy „Dive Points”, które otrzymamy za walki. Posłużą nie tylko do wejścia do danego rozdziału historii danej postaci, ale często będą też wymagane przy wyborze jednej z kilku opcji odpowiedzi. Jeżeli dobrze rozegramy scenariusz, zostaniemy nagrodzeni klejnotami, specjalnymi scenkami i ostatecznie nową, niszczycielksą pieśnią. Z klejnotami z genometryki wiąże się już ostatnia część gameplay’u – rytuał oczyszczania. Każdy kamyk posiada specjalne właściwości (wzmocnienie ataku, obrony, pieśni itp.), a wykorzystać go możemy właśnie podczas rytuału. Oczyszczenia, jak nazwa wskazuje, dokonujemy w łaźniach, gdzie będziemy aplikować klejnoty w pięć miejsc u obojga partnerów: głowę, klatkę piersiową, brzuch, rękę i nogę. Poza tym rytuał oferuje opcję rozmowy, która jest niezbędna do odblokowania kolejnych slotów. Tematy do konwersacji otrzymamy podczas poznawania fabuły, syntezowania oraz znajdziemy je w lokacjach. Ponieważ jest to wątek fanserwisowy, twórcy zapewnili nam także możliwość rozmowy z innymi bohaterkami, lecz tylko w konkretnych łaźniach. O ile jednak nie zechce nam się zgłębiać problemów danych par czy świata, wszystkie dialogi będzie się po prostu przeskakiwało, byle je zaliczyć.

Ar5

Oprawa wizualna Ar stoi na dobrym poziomie, chociaż pojawia się kilka mniejszych zgrzytów. W części gameplay’owej, która jest przedstawiona w 3D, widać lekkie poszarpanie tekstur, a przy większych lokacjach gra potrafi lekko zwolnić. Dodatkowo, podczas odpalania niektórych pieśni również doświadczymy zwolnień, a przy końcówce tego ataku pojawiają się okropne, kwadratowe krawędzie. Natomiast animacje stworzone w 2D i arty wyglądają bardzo dobrze, chociaż kreska tych drugich czasem wygląda na amatorską. Za to wszystko gra w kwestii audio, jest różnorodne i dobrze przygotowane. Na szczególną uwagę zasługuje muzyka i trzeba przyznać twórcom, że tworząc ją, wzięli sobie do serca motyw przewodni gry.

Jeśli chodzi o ścieżki językowe, mamy do wyboru angielską i japońską, jednak wielbiciele japońskiego dubu będą mieli pewien dylemat. Gdy się go wybierze, w kilku scenach, np. podczas aktywacji genometryki czy odkrycia nowego miasta, pojawią się napisy w krzakach zamiast zrozumiałego angielskiego. Osobiście zdecydowałem, że wolę jednak mieć dostęp do napisów w każdym miejscu, więc słuchałem angielskich aktorów. Nie wypadli źle i można się było do nich przyzwyczaić, a część nawet polubić (szczególnie Nelico). Trzeba jednak zaznaczyć, że w angielskiej wersji wiele dialogów zostało okrojonych z dubbingu.

Ar6

Ar nosurge bardziej przypomina grę tekstową, do której dodano różne elementy interaktywne. Niestety całość nie zagrała ze sobą zbyt dobrze i pozycja okazała się dość przeciętna. Główna linia fabularna jest w miarę ciekawa, lecz bardzo męczy nadmiar tekstu przy syntezie i rytuale oczyszczania. Za to przyznam, że pomysły twórców, które znajdziemy w genometryce, śledziłem z największą przyjemnością. W kwestii gameplay’u w miarę cieszyły walki, a gdy pojawiły się jakieś trudniejsze, można było odczuć sens całej koncepcji potyczek. Za to strasznie nużące było poruszanie się po lokacjach (których jest dość mało), gdy już zdjęło się przypisane im fale. Tak samo nieciekawa jest synteza i przebijanie się w niej przez natłok tekstu, podobnie wygląda sytuacja z rytuałem. Z grą spędziłem około 47 godzin, które zaowocowały platyną, ale zrobiłem to chyba tylko po to, żeby nie zmarnowały się trzy stówy, które Szponix wydał na pudełko. W związku z tym wielbicielom japońszczyzny mogę lekko zasugerować, żeby sięgnęli po tę pozycję, gdy cena spadnie gdzieś o połowę. Natomiast pozostali gracze raczej nie mają tu czego szukać, a już szczególnie, gdy dopiero zaczynają lub chcą zacząć przygodę z jRPG-ami.


Plusy:

  • Genometryka
  • Pomysł na system walki
  • Koncepcja zmiany kanałów
  • Muyzka

Minusy:

  • Dużo nieciekawego tekstu
  • Płytki system tworzenia przedmiotów
  • Problemy z angielskimi napisami
  • Nużące bieganie po lokacjach

Grafika: 7,5
Dźwięk: 8,5
Fabuła: 7
Gameplay: 5
Ogólna: 6/10


Producent: Gust
Wydawca: Koei Tecmo
Data wydania: 01.07.2015 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (w edycji limitowanej)
Waga: 3 GB
Cena: 169 PLN

Reklamy