Czy Final Fantasy X podobał Wam się tak bardzo, że macie ochotę wydłużyć przygodę w świecie Spiry? Jeśli tak, kontynuacja w postaci X-2 jest dla Was. Musicie jednak przygotować się na wiele zmian, które niekoniecznie Wam się spodobają.

Napisał: Urouborous

Final Fantasy X-2 jest bezpośrednią kontynuacją Final Fantasy X. Jest to pierwszy w historii serii ściśle powiązany fabularnie sequel. Przedstawione w nim wydarzenia rozgrywają się dwa lata po zakończeniu pierwszej części gry. Świat uległ ogromnym zmianom. Machiny, do tej pory uznawane za źródło wszelkiego zła, powróciły do życia codziennego mieszkańców Spiry. Statki powietrzne, instrumenty muzyczne, broń palna i wszelkie inne rzeczy działające w oparciu o mechanikę stały się codziennością i funkcjonują obok sił magicznych. Jak szybko się okazuje, także bohaterki, którym będziemy towarzyszyli podczas przygód, potrafią biegle łączyć obie domeny. Wykorzystywać je będą Yuna i Rikku, świetnie znane każdemu, kto zapoznał się z poprzednią częścią gry. Jednak pojawia się także nowa postać, która jednocześnie uzupełnia trio dziarskich kobiet, a jest nią Paine. I w tym właśnie momencie poznaliście pełny skład prowadzonej przez nas drużyny.

FFx-2 2

Yuna, którą pamiętamy jako przyzywającą Eony kapłankę, po zakończeniu swojej misji z poprzedniej części wiodła spokojne życie na wyspie Besaid. Wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się Rikku i starożytnej sfery odnalezionej przez Kimahriego Ronso. Kula zawierała obraz postaci do złudzenia przypominającej Tidusa. Mężczyzna więziony w celi domagał się spotkania z summonerką. W obawie, iż Tidus znajduje się w niebezpieczeństwie, dziewczyny łączą siły, tworząc drużynę łowców sfer. Przygoda rozpoczyna się podczas koncertu muzycznego, którego główną gwiazdą jest Yuna, a właściwie podszywająca się pod nią postać. Dziewczyny szybko robią porządek z fałszywą gwiazdą, tym samym odzyskując jeden ze strojów, który zapewnia Yunie możliwość korzystania ze zdolności wokalistki. Później akcja już się tylko zagęszcza. Wspólnie z trzema członkami plemienia Al Bhed, do którego należy także Rikku, na pokładzie statku powietrznego ruszamy ku przygodzie, która przeprowadzi nas po najniebezpieczniejszych zakamarkach Spiry w poszukiwaniu tropów prowadzących do postaci z wizji. Naturalnie, w międzyczasie, ponownie napotkamy na liczne niebezpieczeństwa, wplączemy się w konflikt pomiędzy frakcjami i wielokrotnie zaryzykujemy własnym życiem w celu rozliczenia się z przeszłością, uratowania bliskich oraz dla dobra całego świata.

Napisał: Quithe

Począwszy od części pierwszej, Finale przyzwyczaiły nas do podążania do celu konkretną ścieżką. Co prawda po drodze zyskiwaliśmy coraz więcej swobody, zdobywając kajak czy latający statek, lecz ostatecznie dopiero przed finałowym starciem pojawiała się pełna swoboda w eksploracji świata (chociaż często w niektóre miejsca nie było już sensu wracać). X-2 jest odejściem od tego stylu. Od początku otrzymujemy dostęp do wszystkich szesnastu lokacji, które będziemy wybierać z pokładu naszego samolotu. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszędzie warto pchać się od razu, ponieważ każde miejsce na mapie ma swoje oznaczenie trudności, które wskazuje, jak szybko nawet zwykłe potworki poślą nas do piachu. Żeby było zabawniej, już trzy z pięciu gwiazdek potrafią dać się mocno we znaki. Warto mieć to na uwadze, ponieważ lokacje są rozległe, w wielu przypadkach kilkupoziomowe oraz mają wyjścia do miejsc, które mogą być trudniejsze niż to, do którego weszliśmy. Niemniej jednak w każdym z pięciu rozdziałów warto wszystko pozwiedzać, a tym samym zaznajomić się z terenem gry, ponieważ przyda nam się to w przyszłości oraz odkryjemy wszystkie sekrety. Oczywiście, aby tego dokonać, nie możemy wybierać za każdym razem tzw. „hotspotów”, które wyznaczają ścieżkę fabularną.

FFx-2 3

Modyfikację, w stosunku do kilku poprzednich części, przeszedł także system postaci, od ich liczby, po rozwój i wyposażenie. Przez całą grę będziemy prowadzić tylko trzy dziewczyny – Yunę, Rikku i Paine. Tym samym cały wysiłek, który zwykle poświęcaliśmy na dopakowanie każdej postaci, zostaje znacznie obniżony. Dotyczy to przede wszystkim zdobywania kolejnych, klasycznych leveli (tak, wróciły). Nadal jednak będziemy  musieli wyrżnąć tysiące różnej maści bestii, ponieważ każda z nich liczy się jako „punkt umiejętności”. Punkty te są niezbędne w celu nabycia nowych zdolności ofensywnych, pasywnych oraz statycznych, które są przypisane do danej sukienki. Teraz pewnie myślicie, że tego Wam jeszcze brakowało w Finalu, zabawy kieckami… Rzeczywiście, pomysł może wydawać się nietrafiony i skierowany tylko do maniaków panienek 2/3D, lecz sprawdza się całkiem fajnie. Przede wszystkim najistotniejszą rolą zmiany ubrań jest fakt, że zastąpiły standardowe bronie. Już nie będziemy szukać i kupować nowego, coraz potężniejszego oręża, lecz nowej sfery, która nie dość, że odpali animację radosnej zmiany ciucha, to jeszcze zdeterminuje rolę postaci na polu walki oraz jej zdolności i statystyki wyjściowe. W całej grze możemy zdobyć 16 sukienek, a więc i 16 klas postaci. Wśród nich pojawiają się np. standardowy strzelec, złodziejka, czarny i biały mag, ale także i ciekawostki, jak wokalistka (wspiera resztę pasywnie, np. zwiększając obronę), psychic (atakuje siłą umysłu), strzelec-mag (strzela magicznymi pociskami, zadając silniejsze obrażenia danym typom stworów). Naprawdę jest w czym przebierać i każdy znajdzie coś dla siebie. A to nie koniec. Każda bohaterka ma swoją specjalną sukienkową sferą, która pod względem liczby umiejętności odpowiada trzem zwykłym kieckom. I teraz pomyślcie, że to wszystko jest do Waszej dyspozycji podczas każdej walki! Zawdzięczamy to zmodyfikowanemu systemowi siatek. Tym razem nie będą służyły za drzewko umiejętności i rozwoju, ale jako sloty na sukienkowe sfery. Naturalnie każda siatka będzie miała inną pojemność oraz różne cechy dodane, jak bonusowe korzystanie z danego czaru, podwyższenie siły o ileś punktów czy multiplikowanie „punktów umiejętności”. Ostatecznie w grze znajduje się ich aż 30, więc można zaszaleć. Natomiast jeśli chodzi o akcesoria, już nie poszalejemy. Każdej dziewczynie możemy założyć tylko dwie bransoletki. Co prawda jest ich bardzo dużo i mają różnorodne wartości dodane, jak ochrona przed atakami magicznymi danego typu czy zwiększanie konkretnych statyk, lecz zdecydowanie czuć niedosyt. Wielbicieli przyzywania potężnych bóstw i innych demonów także ta część nie uraduje. Summony, a właściwie Eony, już nie wspomogą nas w walce. Z drugiej jednak strony każdego, kto ukończył „dziesiątkę”, nie powinno to dziwić.

Pora powiedzieć co nieco o systemie walki. I tym razem twórcy wyszli poza „dziesiątkę”, wprowadzając ponownie „Active Time Battle”. Znany go chociażby z „siódemki”, lecz przeszedł pewne modyfikacje, których efektem jest zwiększenie dynamiki pojedynków. Wciąż jednak mamy do czynienia z typowym eRPeGiem turowym, a więc po każdej akcji w systemie ATB musimy poczekać, aż ponownie naładuje się pasek akcji. Zmianie jednak uległ czas oczekiwania. Teraz jest uzależniony od konkretnych działań, w związku z tym, np. po wybraniu czaru, trzeba dodatkowo odczekać swoje, aż się naładuje, a z kolei po wybraniu zmiany sukienki akcja następuje natychmiast i postać możemy wykorzystać ponownie po zaledwie kilku sekundach. Co więcej, zarówno dziewczyny, jak i przeciwny (przynajmniej część mniejszych) już nie stoją nieruchomo na swojej pozycji. Dzięki takiej rotacji „wojowników” odnosimy wrażenie, że walka jest bardziej żywa. Swoje dodaje do tego wszystkie decyzja, czy chcemy prowadzić walki w trybie aktywnym czy oczekującym. Pierwszy świetnie komponuje się z przemieszaniem postaci oraz długością oczekiwania na turę, ponieważ komendy trzeba wydawać w tempie ekspresowym, co potęguje wrażenie akcji oraz utrudnia rozgrywkę. Natomiast wybór oczekiwania pozwala na walkę spokojniejszą, z czasem do namysłu, lecz nadal pozwala cieszyć się rotacją i planowaniem względem paska ATB. Pozostałych zalet tego systemy już nie będziemy zdradzać, ponieważ musicie mieć, co odkrywać. Ale za to będzie na czym trenować. Cała seria FF przyzwyczaiła nas do tego, że wrogów nigdy nie brakuje, zarówno pod względem różnorodności, jak i ilości pojedynków (choć to drugie potrafi czasem doprowadzić do szewskiej pasji). Ciekawostką natomiast jest to, że łatwo w niektórych miejscach trafić na mobka lub mobków, którzy od tak, bez problemów, zabiją całą drużynę. Za przykład niech posłuży tonberry, który tłukł niskolevelową drużynę w pierwszym rozdziale jak chciał, oczywiście misja była na jedną, może dwie gwiazdki. Po prostu pojawiał się co jakiś czas pośród słabych bestii i jedyną szansą na przetrwanie była ucieczka. I to nie jedyny taki przypadek. Generalnie o zgon w X-2 bardzo łatwo, i, co najśmieszniejsze, nie z łap bossów. Na tym jednak nie koniec. Nawet gdy biegamy po względnie bezpiecznym terenie, po trafieniu na wroga, możemy napotkać na problem jego dopakowania. W pewnym momencie zostaje (lub zostają) opętany przez tajemniczą duszę, zyskuje status „oversoul”, HP i MP odnawiają się oraz rosną, statystyki windują, a my musimy włożyć znacznie więcej wysiłku w zwycięstwo. Jak więc widzicie, walka to czysta przyjemność i masa poświęconego na nią czasu.

FFx-2 4

Odkąd Final zaczął pojawiać się na konsolach Sony (tak, chodzi o część VII), gry z tej serii są szpikowanie większymi i mniejszymi dodatkami do rozgrywki. Oczywiście chodził w nich o odpoczęcie od podwyższania leveli i odskok od fabuły, ale także po prostu o zwykłą rozrywkę i nabicie dodatkowych godzin. Nie inaczej jest z X-2.Bawić się możemy się na różne sposoby, które swoją drogą zapunktują dodatkowymi przedmiotami czy też czystą satysfakcją. Z tego powodu przyjdzie nam np. łapać chocobossa pod koniec trzeciego rozdziału lub kalibrować za pomocą naciskania odpowiednich sekwencji klawiszy wieże przechwytujące pioruny oraz grzebać w piachu na pustyni za częściami machin. To jednak przykłady tych prostszych. Z tych bardziej złożonych czeka nas np.: łapanie małych cactuarów, które rozbiegły się po świecie – czyli nie dość, że będziemy musieli je znaleźć na podstawie wskazówek, to jeszcze nie pójdą z nami, póki nie postrzelimy ich wystarczająco wiele razy. Nie zabrakło także jakiejś formy sportu czy też hazardu. Tym razem ponownie pomęczymy się z blitzballem, lecz pojawiła się także nowość w postaci gry monetami o nazwie „Sphere Break”. Jej zasady są dość proste – wykorzystując prostą matematykę, musimy tak zbierać monety z planszy, aby ich suma dała liczbę będącą mnożnikiem np. 7, czyli musimy celować w 7, 14, 21 itd.. Aby wygrać mecz, trzeba spełnić kilka warunków: zmieścić się w danym czasie, liczbie tur oraz zebrać odpowiednią liczbę punktów zsumowanych z mnożników. Zasady nie są skomplikowane, lecz szybkie liczenie i wykorzystywanie wszystkich bonusów do punktów jest niezbędne do zwycięstwa. Na tym jednak nie koniec. Możemy bawić się także w łapanie potworów, które zostały opanowane przez dusze, aby poznać ich historie. Jednak dodatek ten jest na tyle nieciekawy, choć mocno rozwinięty, że na tym zakończymy wspominanie o nim.

Na koniec opisu gameplay’u należy wspomnieć o dodatku do gry w postaci Last Mission. Jest to swego rodzaju sequel X-2, który pierwotnie ukazał się tylko w Japonii w rok po wydaniu wersji podstawowej. Akcja „Ostatniej misji” rozpoczyna się po trzech miesiącach od zakończenia przygód przedstawionych w X-2 i rozgrywa się w Wieży Iutycyr. Ponownie więc przejmiemy kontrolę nad trzema pannami, lecz tym razem będziemy eksplorować dungeon składający się 80 poziomów. Zapewne w tym miejscu oczekujecie chociażby krótkiego opisu rozgrywki, jednak nie dostarczymy go Wam. Przyznajemy szczerze, że nie zaszliśmy tak daleko w X-2, żeby ruszyć Last Mission, więc musicie zadowolić się następującym stwierdzeniem: rozgrywka wygląda zgoła inaczej niż wcześniej, poziomy są generowane losowo, a cała rozgrywka nawiązuje do gry pt. Torneko no Daibōken: Fushigi no Dungeon. Tak, pewnie niewiele Wam to mówi, ale nam też. Niech ten dodatek pozostanie słodką tajemnicą, którą każdy z nas odkryje w swoim czasie. Warto natomiast cieszyć się, że w końcu wszyscy zachodni gracze mogą go ograć.

FFx-2 5

Napisał: Urouborous

Oprawa graficzna Final Fantasy X-2HD Remaster prezentuje się na konsoli PlayStation Vita znacznie lepiej niż, delikatnie mówiąc, nierówna realizacja Final Fantasy X HD Remaster. W dużej mierze jest to zasługą różnicy lat dzielących obie produkcje. Tym samym prace nad odświeżeniem tej wersji przyniosły lepsze efekty. Modele bohaterów są pięknie wykonane, animacje realistyczne, a tekstury w zdecydowanej większości przypadków wyraźne. Lepiej prezentują się również modele postaci niezależnych. Przy klockach, jakie pamiętamy z pierwszej części, obecne naprawdę wyglądają przyzwoicie. Postęp technologiczny wyraźnie widoczny jest także w realizacji otoczenia. Różnicę najłatwiej zauważyć na przykładzie odczuć, jakie przyniesie eksploracja wyspy Besaid. Miejsca, które budziły moje mieszane odczucia, tym razem są znacznie przyjemniejsze w odbiorze wizualnym. Nie da się także nie zauważyć modyfikacji w interfejsie użytkownika, który także przeszedł solidną modyfikację i prezentuje się bardzo atrakcyjnie. Korzystanie z niego jest bardzo przyjemne i przejrzyste. Oprawa graficzna jest mocnym atutem gry.

Niestety znacznie gorzej sytuacja wygląda z oprawą dźwiękową, której warstwa merytoryczna już od pierwszych minut kipi pastiszem. Uwydatnia wszystkie najgorsze elementy muzyki POP, jakie jesteście sobie w stanie wyobrazić, poczynając od słów piosenki, przez warstwę muzyczną, aż po układy taneczne, i jest elementem, który w moim odczuciu niszczy odbiór całej produkcji. Towarzysząca nam w licznych momentach rozgrywki stylistyka muzyki popularnej, oczywiście mocno nastawionej na masowego odbiorcę, znacznie utrudniała mi zabawę. Trudno za taki stan rzeczy winić Kena Kato czy Kazuhiro Harę, którzy skomponowali “Real Emotion”. Najwyraźniej taka została przyjęta koncepcja, i jednym się spodoba, a innym już nie. Podobnym torem poszli również Noriko Matsueda oraz Takahito Eguchi, którzy przejęli w tej części batutę po Nobuo Uematsu. Ich utwory są jednak stonowane, wyraźnie słychać w nich ducha Final Fantasy, a jednocześnie pasują do klimatu. Sam remaster został wykonany równie poprawnie, jak w przypadku Final Fantasy X. Pomijając już kompozycję utworów, nie mam nic do zarzucenia realizacji technicznej. Nawet charakterystyczna mechanizacja dźwięku kwestii mówionych, o której napisałem w recenzji pierwszej części, nie jest aż tak słyszalna, chociaż wciąż występuje. Po raz kolejny jest to jednak zasługa postępu technologicznego dzielącego obie odsłony.

FFx-2 6


Opinia: Quithe

Chcąc nie chcąc, przyszło mi rozpocząć zabawę z dyptykiem „dziesiątki” od sequela. Zadanie było o tyle nieciekawe, że gra fabularnie bardzo nawiązuje do poprzedniczki i tym samym sprzedaje kilka chamskich spoilerów. Ale czego my dla Was nie robimy… Wracając jednak do sedna, czyli samej rozgrywki, muszę powiedzieć, że bawię się przy tej grze bardzo dobrze. Już mniejsza o to, że została mi zrujnowana fabuła FFX, gameplay sporo wynagradza. Jak przystało na Finala, dużo czasu spędza się na walkach, które dość często potrafią nieźle dać w kość, nawet w przypadku zwykłych potworków spotykanych masowo na mapie. Dodatkowo system kiecek wprowadza fajne urozmaicenie, ponieważ w każdej chwili możemy zmienić styl walki. Z drugiej strony jednak także sprawia pewne utrudnienie, ponieważ często zdarzy się, że nie będziemy przygotowani np. do leczenia. Co więcej, system aktywnej walki chroni nas przed monotonią ustawionych w szeregu bohaterek i wrogów. Oczywiście sama eksploracja także zajmie dużo czasu. Świat Spiry jest całkiem spory i bardzo różnorodny. Kryje w sobie wiele sekretów i postaci, z którymi można porozmawiać. Natomiast trochę gorzej wypada fabuła. Fakt, bywają ciekawsze momenty i niektóre pomysły naprawdę bawią, lecz ostatecznie nie jest ona jakoś bardzo porywająca. Dla mnie chyba najsłabszym jej elementem jest postać samej Yuny, ale za to Rikku, a zwłaszcza małomówna Paine, wyrównują szalę. W kwestii oprawy graficznej można zarzucić kilka rzeczy. Jednak mam świadomość, że gdyby ekipa Chińczyków miała wymuskać całość, czekalibyśmy na premierę jeszcze jakieś dwa lata. Oprawa audio też stoi na dobrym poziomie, chociaż angielski dubbing wypada dość blado, nie tylko przez grę aktorską, ale także jakość nagrania. Wszystko to jednak wciąż składa się dla mnie grę bardzo dobrą i sądzę, że każdy powinien dać jej szansę. Osobiście mogę śmiało powiedzieć, że gdybym musiał kupić osobne pudełko z nią, wcale bym nie żałował.

Fabuła: 6
Gameplay: 8,5
Oprawa dźwiękowa: 7
Oprawa graficzna: 8,5

Ocena ogólna: 8

FFx-2 7


Opinia: Urouborous

Final Fantasy X-2 HD Remaster to ciekawe doświadczenie wprowadzające sporą dozę świeżości w stosunku do poprzedniczki. Zastosowanie walki w czasie rzeczywistym oraz system dress sphere sprawiają, że rozgrywka staje się ciekawa i nowatorska. Niestety dłuższa zabawa z tytułem staje się monotonna, co z kolei jest zasługą mało finezyjnej fabuły i ogólnej koncepcji muzycznej, które są tak naiwne jak Czerwony Kapturek w drodze do domku babci. Całość nieco ratuje przyjemność obcowania z Rikku, która ze swoim entuzjazmem i energią, mogłaby spokojnie zacząć karierę solową w jakiejś grze akcji. Dziwną w moim odczuciu postacią jest natomiast Yuna, którą na siłę osadzono w dynamicznym zespole. Jej powaga i dystans do świata znane z poprzedniej części jakoś nie pasują mi do całej sytuacji. Final Fantasy X-2 to przeciętny jPRG, któremu bardzo pomaga dziedzictwo Final Fantasy X i wykreowany już wcześniej świat. Tytuł fajny jako kompletna kompozycja z dziesiątką, ale słaby jako oddzielny produkt.

Fabuła: 6
Gameplay: 7
Oprawa dźwiękowa: 6
Oprawa graficzna: 8

Ocena ogólna: 7


Plusy:

  • System dress sphere
  • Wiele mini gier
  • „Otwarty świat”
  • Ogrom sekretów i przedmiotów do odkrycia
  • Wydanie Last Mission

Minusy:

  • Fabuła nie porywa
  • Irytująca główna bohaterka
  • Część mini gier potrafi mocno sfrustrować
  • Mała liczba slotów akcesoriów

Grafika: 8,3
Dźwięk: 6,5
Fabuła: 6
Gameplay: 7,8
Ogólna: 7,5/10


Serdecznie dziękujemy firmie Cenega
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Square Enix, Virtuos
Wydawca: Square Enix, Cenega
Data wydania: 21.03.2014 r.
Dystrybucja: cyfrowa i fizyczna (kod w pudełku z FFX HD)
Waga: 3,4 GB
Cena: 159 PLN

Reklamy