Łamać konwenanse. Chyba takie założenie postawili sobie panowie i panie z Zen Studio przy tworzeniu swojej najnowszej produkcji na PlayStation Vita o nazwie KickBeat. Kto by pomyślał, że można wziąć cechy gry muzycznej, zręcznościowej oraz bijatyki i sklecić z tego jedną całość. I co najważniejsze – całość bardzo zgrabnie funkcjonującą!

Recenzję napisał: kaszana

Zanim odpaliłem KickBeat, byłem do owej gry nastawiony bardzo sceptycznie. Raz, że nigdy nie odnajdowałem się w grach typu Guitar Hero czy Rock Band, a dwa – zwyczajnie nie wierzyłem, że taki eksperyment może się udać. Dałem jednak temu tworowi pewien kredyt zaufania, a ten niedługo potem został spłacony z nawiązką. Gdy po raz pierwszy uruchomicie ten tytuł, zapewne poczujecie się zaskoczeni mnogością dostępnych trybów. Oprócz trybu fabularnego, mamy tutaj trening, dzięki któremu nie zostaniemy od razu wrzuceni na głęboką wodę, dowolną rozgrywkę oraz dwie opcje zabawy, które odblokujemy dopiero po pewnym czasie. Mowa tu o „Beat Your Music” oraz „Survival” (o których szerzej później).

Nim przejdziemy dalej, warto, abyście wiedzieli, o co w ogóle chodzi w tej pozycji. Fabuła KickBeat jest bardzo prosta, jednak przyjemna w odbiorze i dość jasno tłumaczy zasadność naszych poczynań w trakcie rozgrywki. Na początku zabawy klasztor, w którym kształci się nasz protagonista, zostaje zaatakowany przez gromadę bandytów, którzy pomimo naszych wysiłków wykradają wielką kulę odpowiedzialną za wszelką muzykę na świecie. Po kradzieży jedyne piosenki, które może usłyszeć cała ludzkość, dostępne są w radiu zleceniodawcy tego napadu. Aby zapobiec tej gigantycznej destabilizacji, młody adept starożytnych sztuk walki wyrusza z misją odzyskania artefaktu. Na swojej drodze spotka jednak bardzo wielu oponentów, którym trzeba będzie sprać mordę, by dostać się dalej. Niestety odwiedzimy tylko sześć aren rozsianych po różnorodnych zakątkach świata, jednak na szczęście są na tyle dopieszczone, że nie będzie doskwierało nam znużenie. Poza tym ważniejszą kwestią jest to, że twarzy do obicia jest sporo.  A czynność tę wykonamy w rytm granej muzyki!

kickbeat2

Każda z miejscówek ma przypisane trzy piosenki, w trakcie których damy popalić setkom adwersarzy. Tej czynności dokonujemy poprzez naciśnięcie odpowiedniego przycisku geometrycznego konsoli, kiedy wróg będzie już wystarczająco blisko. Przeciwników podzielono na trzy kategorie – „żółtych”, „niebieskich” i „czerwonych”. Ci pierwsi atakują pojedynczo i przynajmniej na niższych poziomach nie powinni stanowić większych trudności. „Niebiescy” atakują parami, a czasami nawet trójkami, jednak ciosy wyprowadzają szybko i kolejno po sobie, toteż przydatny będzie tutaj refleks. Czerwoni również atakują parami, jednak w jednym momencie, zmuszając nas do wciśnięcia dwóch przycisków na raz. Naszym celem jest wytrwać do końca piosenki, gdyż każdy cios zadany przez wroga (efekt zbyt późno naciśniętego przycisku) zmniejsza ilość naszych punktów zdrowia. Te możemy jednak od czasu do czasu uzupełnić, gdy na arenę wkroczy wojownik z czerwonym krzyżem nad głową – wówczas wykonujemy podwójne kliknięcie wymaganego guzika i gotowe – jesteśmy zdrowsi. W ten sam sposób zdobywamy bonusy, takie jak tarcza czy dodatkowe punkty – jeśli widzimy, że któryś z rywali ma nad sobą liczbę, oznacza to, że możemy się wzbogacić o dodatkową sumkę. A gra jest warta świeczki, jeśli chcemy rywalizować ze znajomymi oraz innymi graczami z całego świata w rankingach online! W takim wypadku warto też być bezbłędnym – jeśli będziemy tacy przez pewien czas, to otrzymamy mnożnik zdobywanych punktów. Ten możemy odpalić także poprzez wciśnięcie klawisza „L”, gdy naładujemy już (poprzez nokautowanie rywali z odpowiednim wyczuciem czasu) pasek energii „chi”. Chociaż może to brzmieć skomplikowanie, to wierzcie mi, że w rzeczywistości takie nie jest i dość szybko ogarniecie, co i jak. Czy gran broni się jednak pod względem rozgrywki? Zdecydowanie tak. Technicznie bowiem niczym nie odbiega od innych gier muzycznych, a wyprowadzane ciosy przyjemnie komponują się z rytmem i po prostu nie możemy się nudzić.

kickbeat3

Pojawia się zatem pytanie o to, czy KickBeat nie zawodzi przypadkiem pod względem doboru ścieżki dźwiękowej. Tu odpowiedź jest, dzięki Bogu, przecząca. Setlista jest naprawdę doskonała i wpisują się w nią tak doskonali artyści, jak Marylin Manson, Pendulum, P.O.D. czy Rob Zombie. Do tego dochodzi jeszcze parę mniej znanych zespołów, jednak równie atrakcyjnych pod względem artystycznym. Dobór piosenek to naprawdę fantastyczna robota i temu, kto ją wykonał, należą się wielkie brawa. Tym, co jednak mocno boli, jest ich ilość. Mamy ich zaledwie 18! I nie dotyczy to tylko trybu fabularnego, ale także dowolnej rozgrywki. W tej sytuacji jeszcze bardziej wścieka sztuczne wydłużenie tej pierwszej opcji o zabawę poprzez rozbicie jej na dwa rozdziały z dwojgiem różnych bohaterów. Owszem, scenariusz Mei kontynuuje w linii prostej wątki z kampanii Lee, jednak droga, którą musi pokonać wojowniczka, jest dokładnie taka sama, jak w przypadku męskiego protagonisty! Jeszcze raz przyjdzie nam zatem rozegrać te same piosenki. Słabo.

Sytuację ratuje jednak tryb „Beat Your Music”, który wydłuża listę dostępnych tytułów do dowolnej liczby. Jak to możliwe? Otóż tutaj możemy wgrać własne piosenki dostępne na karcie pamięci. Pomysł świetny, a jak wygląda jego wykonanie? Nieco gorzej. Po dodaniu utworu gra prosi nas o wygrywanie rytmu w początkowych, środkowych i końcowych fragmentach piosenki poprzez wciskanie jednego z przycisków. Przez to rozwiązanie nasze ciosy często nie są już tak idealnie zsynchronizowane z rytmem. A osoby, które nie mają aż tak wrażliwego słuchu, w ogóle będą miały problem, aby rytm wygrać. Zdaję sobie jednak sprawę, że lepiej się tego zrobić nie dało i dobrze, że Zen Studio w ogóle pomyślało o piosenkach na naszych memorkach. Wielki ukłon w stronę twórców.

kickbeat4

Taki sam szacunek należy się także za tryb „Survival”, w którym stawiamy czoła wrogom w kolejnych piosenkach z tym samym – przechodzącym z poziomu na poziom – paskiem zdrowia. Ta opcja zabawy jest jednak śmiertelnie trudna i, jak się okazało, dla mnie stanowiła zbyt wielkie wyzwanie. W ogóle cała gra do najłatwiejszych nie należy i poza normalnym poziomem trudności nastręczy nam wielu kłopotów. Nie jestem zwolennikiem przesadnego męczenia się, toteż mi najlepiej grało się właśnie na standardowym poziomie trudności. Zawsze podziwiałem jednak ludzi, którzy wymiatają na tych najwyższych w grach typu Guitar Hero, toteż cieszę się, że i oni nie zostali pominięci przez twórców KickBeat.

Gra Zen Studio została okraszona naprawdę ładną grafiką. Przyjemnie patrzy się na kolorowe areny, migające światła i dobrze wykonane, chociaż identyczne dla danego poziomu modele postaci. Animacja, co dość ważne w tego typu grach, jest płynna i nie szarpie. Tak więc od strony technicznej wszystko funkcjonuje jak należy. Szkoda, że czas rozgrywki nie jest zbyt długi i zamyka się w kilku godzinach. Jednakże w dobie strzelanin kosztujących 200 złotych i oferujących podobny wynik, nie jest źle.

 kickbeat5

Pora na małą konkluzję. Czy KickBeat jest wart naszych pieniędzy? Raczej tak. Dla fanów gier muzycznych to gra obowiązkowa nie tylko ze względu na monopol, jaki ma w tej chwili w bibliotece gier na PS Vita. Innych też powinna usatysfakcjonować, tak jak zrobiła to w moim przypadku. Nie gwarantuję, że propozycja Zen Studio na stałe gościć będzie na waszych kartach pamięci, jednak uważam, że warto dać jej szansę. W ostatecznym rozrachunku to jeden z ciekawszych dostępnych jedynie cyfrowo tytułów.


Plusy:

  • Jakość ścieżki dźwiękowej
  • Możliwość zgrania własnej muzyki
  • Udany mix gatunków
  • Zróżnicowany poziom trudności

Minusy:

  • Objętość ścieżki dźwiękowej
  • Dwa rozdziały trybu fabularnego to pic na wodę

 

Ogólna: 7,7/10


Serdecznie dziękujemy Zen Studios LTD
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: Zen Studios
Wydawca: Zen Studios
Data wydania: 11.09.2013 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 2,2 GB
Funkcje crossowe: -buy z PS3
Cena: 35 PLN

Reklamy