Ludzki organizm to temat poruszany w wielu filmach oraz serialach, które wywołują u nas nostalgię. Za przykład może posłużyć kreskówka Było sobie życie lub film Interkosmos. Produkcje te zainteresowały wielu z nas biologią, przy okazji bawiąc. Czy podobną reakcję wywołała u nas gra wyprodukowana przez krakowskie studio iFun4All – Die! Die! Die!?

Recenzję napisali: Medium, PSVmaniak, MorfiTM

Kampania w Die! Die! Die! kręci się wokół zwalczania chorobotwórczych drobnoustrojów w ciele człowieka. Batalia z nimi została podzielona na trzy fazy odpowiadające następującym układom naszego organizmu – pokarmowemu, krwionośnemu oraz nerwowemu. I chociaż w rzeczywistości bardzo różnią się od siebie, tak w grze tego nie uświadczymy, ponieważ ich kompleksowość została uproszczona i znacznie do siebie zbliżona. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy z nich jest tak samo podatny na atak szkodliwych bakterii i wirusów, dlatego każda misja będzie polegała na ich niszczeniu. W tym celu naszym orężem stanie się strzykawka zaopatrzona w zabójczą substancję, którą trzeba będzie strzelać w małe paskudy. Do celowania możemy użyć gałki w połączeniu z przyciskiem X lub panelu dotykowego (korzystanie z analogów jest jednak preferowanym wyjściem, ponieważ jest dużo wygodniejsze i dokładniejsze).

Oprócz przeciwników i naszej broni na ekranie widać kilka przydatnych elementów. Na dolnym pasku znajdziemy m.in. pole wyboru amunicji. O ile pierwszą część wojny ukończymy bez potrzeby zmiany pocisków, o tyle kolejne będą wymagały odpowiedniego ich doboru (kolor potwora musi odpowiadać barwie amunicji). Kolejnym elementem jest pasek powerupów. W grze zbieramy bonusy, które pomogą nam w walce o zdrowie organizmu. Są one albo opatrzone limitem ilości powtórzenia akcji, albo limitem czasowym. Dla wielu ulubionym dopalaczem stanie się „strzał bez ładowania”, dzięki któremu można zalać oponentów śmiertelną substancją i w szybki sposób nabić licznik zabójstw. Oprócz tego, jakże zacnego powerupa, możemy wykorzystać takie opcje jak wybuchające tabletki, spowolnienie czasu i wiele innych. Kampania opiera się na dwóch rodzajach zabawy. Pierwszym jest odpieranie fal przez określony czas, a drugim zabicie odpowiedniej liczby mikrobów. Z tego powodu najistotniejszym elementem paska informacyjnego jest licznik zabójstw i przepuszczonej drobnicy. I tu należy wspomnieć, że przy każdym poziomie został ustalony limit na liczbę utłuczonych i pominiętych drobnoustrojów. Czyli jeżeli przepuścimy większą liczbę mikrobów, niż zakłada licznik, misja zakończy się niepowodzeniem. Analogicznie, w momencie zabicia wymaganej liczby potworków walkę skończymy z pozytywnym wynikiem. Ostatnią ikoną, którą umieszczono w górnym lewym rogu ekranu, jest termometr pokazujący ilość zebranych punktów.

diediedie2

Niestety czekające na nas poziomy, a jest ich w sumie 84, są bardzo podobne, więc do zabawy dość szybko wkrada się monotonność. Trzy kampanie różnią się jedynie wyglądem stworków, kolorem mapy oraz poziomem trudności, który jest efektem ograniczonej amunicji oraz konieczności właściwego żonglowania nią. Pomocą w trudniejszych chwilach zapewne miała być możliwość sprawdzenia w opcjach statystyk mikrobów. Charakteryzują je dwie wartości, szybkość, która zyskuje odzwierciedlenie w walce, oraz obrona, która rzadko daje się zauważyć, gdyż większość oponentów unicestwiamy jednym pociskiem, nawet jeśli ich defensywa ma wysoką liczbę. Natomiast urozmaiceniem samej rozgrywki są zaimplementowane w mapach przeszkody, które wydłużają drogę mikrobom i pomagają w ochronie. Oba dodatki są miłym akcentem, ale to stanowczo za mało.

Pozostawiając temat kampanii, przechodzimy do dwóch pozostałych możliwości gry. Jeżeli szukamy odskoczni od przedzierania się przez kolejne poziomy, możemy włączyć tryb przetrwania. W tej zabawie trzeba jak najdłużej odpierać hordy mikrobów. Twórcy ułatwili nam zadanie, dodając na liczniku przepuszczonych mikrobów wartość 100. Niestety przechodząc z poziomów kampanii do przetrwania, doznałem uczucia déjà vu. Wciąż walczyłem z tymi samymi bakteriami, wykorzystując te same metody. Na szczęście jest też druga i ostatnia wariacją zabawy, czyli tryb gorących krzeseł, który wnosi tylko jedno nowe rozwiązanie Tutaj stoczymy bitwę w gronie znajomych, a wyzwanie mogą podjąć maksymalnie cztery osoby. Ten niewielki dodatek, który pozwoli na integrację z przyjaciółmi i nutkę rywalizacji, już bardziej cieszy niż pierwszy.

Oprawa wizualna niczym się nie wyróżnia, ale też nie odstrasza. Jak na swój gatunek prezentuje się solidnie. Płaskie modele wrogów są dość różnorodne – walczymy m.in. z klasycznymi wirusami, cholesterolem, pasożytami czy hormonami. Wrogowie budzą małą odrazę, a chyba właśnie o to chodzi. Każda z trzech krain czymś się wyróżnia – w mózgu znajdziemy wyładowania elektryczne, w układzie pokarmowym trawione części jedzenia, z kolei w krwiobiegu krwinki. I wszystko to wygląda fajnie, dopóki nie zauważymy, że w każdym świecie znajdziemy tylko parę lokacji na około 30 poziomów. Przez to gracz bardzo szybko popadnie w znużenie. Wartym odnotowania jest jednak fakt, iż wszystkie teksty w grze są w języku polskim (co nie jest oczywiste, nawet gdy grę tworzy polski deweloper).

Oprawa dźwiękowa Die! Die! Die! nie wyrasta ponad poziom. W menu mamy całkiem dobrze wpadającą w ucho nutkę, która jednak szybko się nudzi. Bakterie wydają podobne dźwięki przy zgonach, a muzyka puszczana podczas samej rozgrywki męczy monotonią.

Jeśli ktoś z was chce wykorzystać ten tytuł, by nauczyć młodsze rodzeństwo lub dzieci podstaw biologii, niech zastanowi się dwa razy. Wartość edukacyjna Die! Die! Die! jest znikoma, a obcowanie z tym tytułem może stać się impulsem do znienawidzenia biologii w szkole. Pierwszy tytuł polskiego iFun4All nie wyrasta ponad przeciętną. Mamy jednak nadzieję, że doświadczenie zdobyte przy tej produkcji zostanie wykorzystane przy kolejnych produkcjach krakowiaków.

diediedie3


Opinia: Medium
Rozgrywka w Die! Die! Die! jest tak samo powtarzalna jak sam tytuł. Poza drobnymi urozmaiceniami, jak dobieranie odpowiedniej amunicji do nadlatujących mikrobów, wciąż powtarzamy te same czynności. Kończąc pierwszy rozdział kampanii, łudziłem się, że twórcy rozwiną ideę przyświecającą grze. Niestety myliłem się i dalej bezmyślnie strzelałem z mojej strzykawki. Za tytuł zapłacimy 23 zł i będą to stracone pieniądze. Szkoda, że muszę w ten sposób pisać o polskiej produkcji, ale jako redaktor nie mogę wprowadzać czytelników w błąd. Jeżeli zamierzacie kupić tę produkcję, to radze zastanowić się pięć razy. Moim zdaniem nie warto.

Grafika: 5/10
Dźwięk: 3/10
Grywalność: 2/10
Ocena końcowa: 3/10


Opinia: PSVmaniak
Nie będę Was czarował – Die! Die! Die! to najgorsza gra, z jaką miałem do tej pory styczność na Vicie. Mimo że ta tragedia została okraszona nie najgorszą grafiką i oprawą audio, to powolny i powtarzalny gameplay sprawił, że już po około pięciu minutach od rozpoczęcia „zabawy” nie miałem wątpliwości co do oceny. Przez to zaś, że każdy z ponad 80 poziomów polega na tym samym (nie pomagają nawet dodatkowe tryby), a przeciwnicy często różnią się tylko szybkością, nie dałem rady ukończyć produkcji iFun4All. Gwoździem do trumny były błędy, przez które moja strzykawka nie chciała się naładować, co wielokrotnie skutkowało napisem „Game Over”. Mam wrażenie, że potrójnie powtórzone słowo „Giń!” w tytule jest skierowane do gracza, który ma umrzeć z nudów przy tym tytule. Kończąc – każdy szanujący się gracz powinien się strzec Die! Die! Die! niczym diabeł wody święconej. 23 złote, które deweloper życzy sobie za tę produkcję, radzę wydać na coś przyjemniejszego… na przykład depilację pleców Kropelką i papierem ściernym.

Grafika: 6/10
Dźwięk: 6/10
Grywalność: 1/10
Ocena końcowa: 2/10


Opinia: MorfiTM
Jestem chyba jednym z niewielu graczy, którzy spędzili przy Die! Die! Die! więcej niż 15 godzin. Dlaczego poświęciłem tyle czasu na ten tytuł? W pierwszej kolejności stało się tak, ponieważ czułem patriotyczny obowiązek poznania od podszewki rodzimej produkcji. Drugim powodem jest pragnienie osiągnięcia jak najlepszego wyniku i zdobycie trofeów. Niestety nawet zatwardziały fanatyk po pewnym czasie odczuwa monotonię tytułem, w którym muzyka potrafi doprowadzić do szewskiej pasji, a te same modele wrogów i lokacje wywołują narkolepsję. Tytuł ten jest idealny na parominutowe sesje w środku komunikacji miejskiej lub w poczekalni u lekarza. Nie radzę jednak stosować go w większych dawkach. Jeśli szukacie leku na bezsenność, zakupcie Die! Die! Die!, jeśli nie – omijajcie ten tytuł z daleka. Dodatkowo radzę trzymać się z daleka od tej pozycji osobom ze słabym wzrokiem. Zastosowana w grze czcionka jest mała i ledwo czytelna.

Grywalność: 5/10
Grafika: 5/10
Dźwięk: 5/10
Ocena końcowa: 5/10


Plusy:

  • Kolorowa oprawa graficzna
  • Pasująca do klimatu gry ścieżka muzyczna

Minusy:

  • Powtarzalna rozgrywka
  • Mało zróżnicowane misje
  • Nieczytelne opisy

Grafika: 5,3
Dźwięk: 4,7
Gameplay: 2,7
Ogólna: 3,3/10


Serdecznie dziękujemy Bloober Media
za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego gry


Producent: iFun4All
Wydawca: iFun4All
Data wydania: 07.08.2013 r.
Dystrybucja: cyfrowa
Waga: 87 MB
Cena: 11 PLN

Reklamy